Ona – spokojna, rozważna studentka medycyny, ceniąca sobie swoje poukładane życie. On – rozpieszczony jedynak z bogatego domu, któremu w głowie tylko sport i przyjemności. Dzieli ich niemal wszystko: poglądy, charaktery, styl życia... A jednak pewnego dnia połączy ich coś, od czego nie będą w stanie się uwolnić. Coś, co wyzwoli w nich emocje, jakich wcześniej nie znali i nie podejrzewali, że są do nich zdolni...
Ta historia w niczym nie przypomina bajkowego scenariusza w stylu: poznali się, pokochali, pobrali, żyli długo i szczęśliwie. To opowieść o miłości, która rani, niszczy i zostawia bolesne blizny. Opowieść o ludziach, którzy nie potrafią żyć ani ze sobą, ani bez siebie. A kiedy dojdą do wniosku, że ta miłość to nie dar, tylko przekleństwo, zrobią wszystko, żeby ją zabić.
Urodzona na Opolszczyźnie. Absolwentka wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu lekarka, specjalistka w trzech dziedzinach medycyny, szukająca nieustannie nowych wyzwań i swojego miejsca na ziemi. Od kilkunastu lat mieszka i pracuje w Dreźnie. Związana jest z Polonią drezdeńską. Na co dzień przyjmuje pacjentów w praktyce lekarskiej przyjaznej dla cudzoziemców. Swój czas dzieli pomiędzy pracę zawodową, podróże i pisanie powieści.
„ Trzy razy miłość”… Czego można się spodziewać? Czyżby kolejne poznali się, pokochali, żyli długo i szczęśliwie? Nic z tych rzeczy! Jolanta Kosowska kolejny raz serwuję nam niesamowitą historię pełną emocji, niespodziewanych zdarzeń i pozostawia nas, kolejny już raz, z głębokimi przemyśleniami. Jolanta Kosowska z każdą książką coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że jest prawdziwą Królową uczuć. W pierwszej chwili spodziewałam się powieści w stylu „ Niepamięci”. Jednak „Trzy razy miłość” oczarowała mnie w zupełnie inny, oryginalny sposób. Przeczytałam ją w jeden wieczór, nie przestając czytać aż do ostatnich słów. W ciągu całej lektury znajdowałam się w dziwnym psychicznym stanie, wahającym się między wzruszeniem a zawodem, związanymi z poczynaniami bohaterów. Chwilami kibicowałam im w ich decyzjach i wyborach, a zaraz potem kompletnie ich nie rozumiałam. Gubiłam się w ich emocjach razem z nimi. Ale czy nie właśnie taki są najprawdziwsze postacie? Bardzo zagubione i przez to postępujące, z naszej dalekiej perspektywy, czasami bardzo irracjonalnie? W ten właśnie sposób książka spowodowała, że jeszcze bardziej zaczęłam się zastanawiać jak ja bym się zachowała na miejscu bohaterów. No właśnie… bohaterowie. Łukasz i Martyna. Nie są idealni, to na pewno nie. Mają swoje wady, czasem bardzo rażące, ale również zalety. Przez tą ich realistyczność bardzo mi się spodobali. Godni uwagi są nie tylko bohaterowie pierwszoplanowi, lecz również bardzo bogate charaktery drugoplanowe. A analizując ich przeżycia można wynieść dużo dla siebie. Czy jest to książka o miłości? Tak. Czy to książka o pięknej miłości? Zdecydowanie. Czy to książka z przesłaniem? Jak najbardziej. Reasumując jest to wspaniała książka, za którą zaczęłam już tęsknić po przeczytaniu ostatniego zdania.
W opisie książki Joanny Kosowskiej „Trzy razy miłość” znaleźć można dwa interesujące zdania: Nie wierzysz w miłość? Przeczytaj tę książkę! Jako że ostatnio nie ciągnie mnie do książek z gatunku romans i literatura obyczajowa, pomyślałam, że ta książka może przełamać mój gatunkowy kryzys i odciągnie mnie od kryminałów i thrillerów. Czy ta książka sprawiła, że uwierzyłam w miłość? Miłość Martyny i Łukasza nie jest idealna, jest to wręcz miłość trudna. To, co daje się od razu zauważyć, to brak porozumienia między bohaterami. Związek nie wytrzymuje próby przygotowań Łukasza do egzaminu na medycynę, ale bohaterowie nie mogą się dogadać przez różnicę charakterów, poglądów. Wszystkie decyzje są podejmowane natychmiast, teraz, zamiast rozmowy jest ucieczka. Przerastają ich codzienne problemy i choć się kochają, to krzywdzą się na każdym kroku i nie potrafią być razem. Przy każdym kryzysie bohaterowie, zamiast ze sobą rozmawiać, wyciągają pochopne wnioski i po prostu uciekają. Czy można wejść ponownie do tej samej rzeki? A może do trzech razy sztuka? Zaczynając lekturę, po cichutku liczyłam na szybsze bicie serca, mnóstwo wzruszających momentów i przede wszystkim szczęśliwe i wyciskające łzy szczęśliwe zakończenie. Czy to dostałam? Jak zakończyła się książka – tego Wam nie zdradzę, ale powiedzmy, że jestem usatysfakcjonowana. W pewnym momencie zaczęłam podejrzewać, jak się może zakończyć i tak właśnie się stało. Ale czy dzięki książce uwierzyłam w miłość i a moje serce zostało złamane i polały się łzy wzruszenia? Niestety nie. Cała recenzja tutaj:http://www.bookparadise.pl/2019/03/tr...
Nie wiem jak ocenić tę książkę. Z jednej strony za emocje, które we mnie wzbudziła dałabym 4 gwiazdki, z drugiej strony za fabułę – jedną.
Od historii Martyny i Łukasza nie mogłam się oderwać. Poznajemy ich jako studentów , ona studiuje medycynę, on rehabilitację. Ich związek od początku jest burzliwy, pełen wzniosłych uczuć i niszczycielskich zawirowań. W pewnym momencie sądziłam, że główny bohater boryka się z dwubiegunowością. Oboje, na przemian, podnosili mi ciśnienie swoim zachowaniem. Jak można tak spaprać sobie życie przez niedopowiedzenia? Aż miałam ochotę potrząsnąć raz jednym, raz drugim, by się wreszcie opamiętali. I za te skraje, negatywne emocje, dałabym 4 gwiazdki. Jednak cały splot wydarzeń i ich ilość obniżają zdecydowanie ocenę końcową tej historii. Czasami miałam wrażenie, że znalazłam się w centrum serialu brazylijskiego. Nawet dobry, poczciwy Krzysiek nie jest w stanie podwyższyć mojej oceny. Ogólnie - 2 gwiazdki.