To był mój pierwszy kryminał retro w życiu i mam ogólnie po lekturze całej książki dość mieszane uczucia.
Zacznę może od plusów. Otóż, bardzo podobał mi się klimat Poznania z początku XX wieku, jaki stworzył i oddał autor. Międzywojenne kamienice, ciemne uliczki, żołnierskie patrole miejskie i polsko-niemiecka armia to znaki rozpoznawcze wykreowanego Poznania. Także język i styl pozwolił mi w pełni przenieść się do czasów, kiedy to ludzie wznawiali swoje życie po I Wojnie Światowej. Ćwirlej podkreślił również w swym utworze wartości tj. honor, ojczyzna oraz patriotyzm, którymi kierowali się ówcześni obrońcy narodu polskiego. To wszystko sprawiło, iż klimat tamtych czasów był wręcz namacalny i bardzo wiernie oddany.
Czego mi więc zabrakło? Zabrakło mi obecności głównego bohatera na kartach powieści. Książka ta bowiem liczy ponad 500 stron, a Antoni Fischer pojawia się na nich dość sporadycznie i jest potraktowany w dużym stopniu jako postać poboczna. Poza tym przeszkadzała mi również nadmierna ilość bohaterów drugoplanowych, którzy nie zostali moim zdaniem wykreowani na tyle dokładnie i rzetelnie, abym mógł sobie ich swobodnie wyobrazić w czasie lektury. Również główne śledztwo zostało zepchnięte na boczny tor, gdyż mamy bardzo duzo wydarzeń pobocznych, które odciągają czytelnika od wątku nadrzędnego. Książka jest momentami przegadana, a niektóre sceny i opisy, które nie wnoszą zbyt wiele do całości, opisane zostały zbyt szczegółowo, co psuje tym samym całościowy odbiór tej książki jako kryminału.
Reasumując, pozycja ta na pewno spotka się z uznaniem u fanów gatunku oraz osób, które doceniają w literaturze tło oraz wydarzenia historyczne. Mnie nie do końca to przekonało, aczkolwiek polecam, abyście sami mogli stwierdzić, czy polubicie kryminał retro w polskim wydaniu!