Margo z tłocznego i tętniącego życiem Nowego Jorku musi wyjechać do małego miasteczka Wolftown. Nagle staje się „tą nową”, a znalezienie przyjaciół w tak hermetycznym środowisku może okazać się trudne. Margo jednak nie jest typem osoby, który daje za wygraną. A co jeśli w „tej zapadłej dziurze” znajdzie nawet chłopaka…? I to nie zwykłego, ale pełnego mrocznych tajemnic…
„Nigdy nie zrozumiem chłopców. To zupełnie inny gatunek, ich zwoje mózgowe muszą jakoś inaczej funkcjonować.”
Bardzo cieszę się, że debiut autorki był pierwszą jej książką, po którą sięgnęłam. Pani Katarzyna jest teraz dobrze znaną autorką, a dla mnie niezwykle cenne było poznać ją z tej… najmniej doświadczonej strony, czytając pierwszą książkę, od której wszystko się zaczęło.
Cóż, sama autorka na wstępie zaznacza, że książka pewnie bardziej spodoba się nastolatkom niż dorosłym i tym o dziwo bardziej zachęciła mnie do jej przeczytania. Zamiast próbować się na siłę przypodobać, autorka pokazuje historię Margo, która powstała w jej nastoletnim umyśle. I myślę, że ta historia jest całkiem ciekawa!
Kocham motyw wilkołaków – praktycznie wszystko, co z nimi związane wezmę w ciemno. Dlatego też ten tytuł bardzo mnie skusił i – cieszę się, że go przeczytałam. Sama Margo potrafi być irytująca, nie powiem. Czasem jej myśli czy zachowania budziły we mnie politowanie. Ale to, że dziewczyna zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę powoduje, że staje się ona w oczach czytelnika dużo bardziej autentyczna i da się ją polubić. W końcu ja w książkach nie szukam bohaterów bez wad, za to bardzo cenię sobie bohaterów świadomych.
Nie ma też wprowadzania zbyt wielu postaci – można się łatwo w nich połapać, a w dodatku wiele z nich otacza aura tajemnicy. Do tego sama Margo opowiada nam tylko to, co według jej jest istotne i o dziwo wcale nie przynudza, prowadzi za to ciekawą narrację, a my możemy poznawać świat jej oczami.
Oczywiście pojawiły się małe zgrzyty, ale zdecydowanie mogę je zwalić na to, że to książka młodzieżowa, a ja już młodzieżą (niestety) nie jestem. Również motyw wymądrzającego się ojca psychoterapeuty wydawał mi się bardzo przerysowany, ale… znając to środowisko nie mówię, że to niemożliwe… W każdym razie, pierwsza miłość i motyle w brzuchu już za mną, głupie i nieodpowiedzialne pomysły też. Jednak miło się to czytało nawet po to, żeby sobie przypomnieć te prastare chwile…
Bardzo podoba mi się też wątek dotyczący wilkołaków – i tutaj nic więcej nie zdradzę, bo nie zamierzam spojlerować. Był on jednak ciekawy i owiany dużą aurą tajemniczości, co okazało się zdecydowanym plusem. Samą historię czyta się szybko i przyjemnie i myślę, że mogę ją spokojnie polecić czytelnikom romantasy czy fantastyki młodzieżowej, którym nie przeszkadzają pewne niedoskonałości pojawiające się często w debiutach.