3,5?
Myślałxm, że to będzie mój ulubiony tom, ale trochę nie wyszło.
Na plus działa zdecydowanie zmiana scenerii, ale poza tym mam wrażenie, że cała fabuła była takim przeciągnięciem, takim żmudnym procesem prowadzącym do czegoś większego. No właśnie, czegoś większego, co autorka znowu odłożyła na kolejny tom, tym samym tworząc sobie bardzo wygórowane oczekiwania do rozwiązania wszystkich wątków w satysfakconujący sposób.
Właściwie cieszę się z tego cliffhangera, bo ostatnie kilka stron było zdecydowanie najlepszą sceną, ale tak dużo zależy teraz od ostatniej części, że się jej poważnie obawiam.
Ciągnął mi się okropnie ten tom, bo znowu wpada w swój standardowy schemat. Właściwie cały czas jest jakaś akcja, ale po tylu razach jest już strasznie powtarzalna i nieangażująca. Bo walki zawsze wyglądają do siebie bardzo podobnie, nieważnie jakiego demona by nie wyciągnąć.
Do tego coś się stało z bohaterami?? Ja rozumiem, że są w ciężkiej sytuacji, są zmęczeni i w strachu, ale zatracili gdzieś część swojego charakteru (zwłaszcza Feliks przez większość czasu). Zrobiło się tak bardzo słodko-gorzko momentami i średnio mi to pasowało.