Wyjątkowa książka Grzegorza Kalinowskiego, który telewizję zna od podszewki i w Grze w oczko odsłania jej kulisy. Polskie piekło w świecie celebrytów. Zakłady bukmacherskie i ustawiane mecze. Kradzieże samochodów i szantaże. Podejrzane agencje modelek i lewe interesy. Hazard i polityka. Stare gangsterskie wygi i żółtodzioby, które dopiero wchodzą do półświatka. Sprytne burdelmamy i młode blachary. Sfrustrowani gliniarze i skompromitowani dziennikarze. Kto tu z kim i w co pogrywa?
Studiował historię na UW, uczył w LO im. Jana Zamoyskiego, a przez ostatnich 25 lat pracował w mediach. Był korespondentem na wojnie w dawnej Jugosławii, zrealizował teledysk Brygady Kryzys oraz komentował finały piłkarskiej Ligi Mistrzów i Pucharu Polski. Autor filmów dokumentalnych, współtwórca książkowej biografii Lucjana Brychczego. Pracuje w NC+.
Grzegorz Kalinowski, były dziennikarz TVN i Radia Zet, producent filmowy i baczny obserwator telewizyjnego świata, odsłania jego kulisy w ostrym jak brzytwa kryminale „Gra w oczko”, pierwszej powieści z cyklu #TeamPocisk.
Joanna Becker to jedna z szych warszawskiego dziennikarstwa, która ma nosa do politycznych afer, ale nie ma szczęścia w miłości. Kolejny kochanek odchodzi z jej życia, akurat kiedy piętro wyżej przytrafia się jej nie lada reporterska gratka. W nieprzyjemnych okolicznościach bowiem ginie Dawid Błochowiak, nadzieja polskiej piłki nożnej, reprezentant Polski, gwiazda swojego klubu. Ale jak się okazuje podobno także nieźle zadłużony hazardzista o ksywie Oczko, czyli Blackjack, który nawet na koszulce miał numer 21, a który niejednej miejscowej szui wisiał sporo pieniędzy. Rusza dziennikarskie i policyjne śledztwo, każdy ma tu coś do stracenia, a gra toczy się o najwyższą stawkę.
W „Grze w oczko” Grzegorz Kalinowski zdaje się kpić ze wszystkich, którzy decydują się babrać w celebryckim błotku wielkiej telewizji i wielkiego sportu – z nieudolnych intelektualnie reporterów, z największych graczy na rynku, z ludzi z koneksjami, którzy za wszelką cenę pragną piąć się po szczeblach kariery, a kolejne trupy nie robią już na nich wrażenia. To przerysowana panorama wielkich sukcesów i ludzkich nieszczęść, jak wyciągnięta żywcem z pierwszych stron bulwarówek, z galerią postaci, które od razu zapadają w pamięć. To kryminał z życia polskich elit – przerażająca, rozochocona fikcja, którą lepiej obserwować w książkach, naiwnie wierząc, że takie afery to tylko na kartach powieści, a nigdy w naszej rzeczywistości. A wciąga jak diabli.
Typowy kryminał. Na początku jest trup wschodzącej gwiazdy polskiej piłki nożnej Dawida Błochowiaka, ksywa Oczko. Następnie policyjne i prokuratorskie śledztwo oraz równoległe śledztwo dziennikarskie. Autor umiejętnie podsuwa fałszywe tropy, żeby za wcześnie nie odkryć tożsamości zabójcy. Rozwiązanie nie jest jednak w niczym oryginalne. Od początku wiadomo, że sprawa ma podłoże na styku światka piłkarskiego, hazardu, szemranego biznesu i polityki. W powieści nie ma wielu istotnych zwrotów akcji. W zasadzie większość książki to dialogi, w których autor upycha dużą ilość cytatów z piosenek rockowych i filmów, a także anegdot ze światka piłkarskiego i medialnego. Wygląda to często na wstawione na siłę, żeby tylko czymś wypełnić kolejne strony, bo główny wątek jest dosyć wątły. Sporo miejsca zajmuje na przykład opis stadionowej otoczki meczu Legia Warszawa - Wisła Kraków, ze szczególnym uwzględnieniem trybuny VIP i zachwytów bohaterów, że w cenie biletu można się najeść i napić do woli, a jeszcze muzyki na żywo posłuchać. Grzegorz Kalinowski jednym z bohaterów książki uczynił również Warszawę. Skrupulatnie wylicza nazwy ulic, przystanków tramwajowych, barów, restauracji, chociaż cała ta topografia ma niewielkie czy wręcz żadne znaczenie dla opisywanych wątków.
No nie powiem zaskoczyła mnie ta książka. Szczerze muszę przyznać, że kupiłem ją ze względu na tekst okładkowy i pomyślałem, że pewnie historia nie będzie taka fascynująca jak zapowiadają. Jednak dokonałem nabycia drogą kupna i się nie zawiodłem. Mamy tutaj wszystko co jest potrzebne dobremu kryminałowi (bez dreszczyka) do tego dokładamy światki piłkarski i telewizyjny. Wyszła całkiem zgrabna mieszanka. Gdyby nie zbyt duża ilość postaci i parę niepotrzebnych wątków/dłużyzn byłaby powieść idealna.
Świat futbolu i kulisy telewizji połączone we wciągającym kryminale. Grzegorz Kalinowski we współczesnych klimatach jest równie interesujący, co w wersji retro.
Po powieść Grzegorza Kalinowskiego sięgnęłam z polecenia Olgi z Wielkiego Buka i, jak zwykle się nie zawiodłam. "Gra w oczko" to brutalny i pełen akcji kryminał, który nie pozwala czytelnikowi nawet na chwilę wytchnienia. To prawdziwa jazda bez trzymanki!
Główna bohaterka to silna i mocno zarysowana postać kobieca. W brutalnym świecie współczesnych mediów, futbolu i hazardu odnajduje się bez trudu. Jaką prawdę odkryje dziennikarka? Warto się przekonać! Jak wiadomo, w kryminałach świetnie sprawdzają się duety. Tutaj mamy aż trio! Uwielbiam postać Michała Misiewicza i jego poczucie humoru!
Język "Gry w oczko" jest taki, jak środowisko, które opisuje - dynamiczny, surowy i wulgarny. To ten typ kryminału, w którym przekleństwa nie rażą, a budują atmosferę.
Warto wspomnieć, że powieści Grzegorza Kalinowskiego słuchałam w formie audiobooka. Czytana przez Krzysztofa Gosztyłę zyskuje dodatkową wartość. Puszczeniem oka do czytelników jest posłowie, czytane przez samego autora. "Dziękuję czytelnikom i mistrzowi Gosztyle." - mówi Kalinowski. To najmilsze i najbardziej zasłużone podziękowania dla lektora, jakie słyszałam. Mam nadzieję, że to pierwszy, ale nie ostatni kryminał Kalinowskiego. Ja chcę więcej!
Z początku trudno było mi się wgryźć ze względu na sporą liczbę postaci i środowisko piłkarskie (ponieważ zamordowany zostaje piłkarz, tak że odniesień do piłki nożnej jest tu sporo), jednak z czasem przyznaję, że mocno się wciągnęłam. Postaci da się szybko ogarnąć, bo są dobrze, przede wszystkim wyraziście wykreowane. Trzeba też przyznać, że nie są typowe, jak to w kryminałach często bywa. Cała sprawa kryminalna jest poprowadzona ciekawie. Razem z bohaterami wnikamy w świat sportu, a raczej jego kulisy ze wszystkimi machlojkami, przekrętami finansowymi, oszustwami i wszechobecnym hazardem. Obok świata sportu jest też drugie ciekawe środowisko, czyli świat mediów, głównie telewizji. Widać, że autor wie, o czym pisze, bo doskonale zna media od środka, a i świat sportu poznał zapewne dogłębnie, ponieważ jest dziennikarzem sportowym. To, co zasługuje na szczególną uwagę w tej książce, to język. Bardzo żywy, co jest zwłaszcza widoczne w dialogach, a więc ogromny plus. Naprawdę dobra lektura, w sumie jestem pozytywnie zaskoczona, bo o tym autorze raczej nie jest szczególnie głośno, a „Gra w oczko” była naprawdę niezła. Polecam!