Tylko ci, którzy nie mają nic do stracenia, nie boją się śmierci.
Były komisarz policji, Gabriel Byś, pracuje na czarno. Ledwo wiąże koniec z końcem i próbuje żyć normalnie, nie rzucając się nikomu w oczy. Jednak przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć i dopada go w chwili, gdy sądzi, że jest już bezpieczny. Pewnego dnia znajduje ludzkie szczątki w centrum handlowym, a jego kruchy świat rozpada się na kawałki. Zwłoki giną w niewyjaśnionych okolicznościach jeszcze przed identyfikacją. Gabriel staje przed dylematem – ukrywać się dalej czy podjąć niebezpieczną walkę z ludźmi, którzy pozbawili go wszystkiego.
Jaką rolę w tej ryzykownej grze odegra była prostytutka, Kaśka, kobieta, która straciła wszystko, a jedyne, co trzyma ją przy życiu, to żądza zemsty?
Witaj w świecie, gdzie nic nie jest takie, jakim się wydaje.
Czytanie książek Szczygielskiego sprawia mi mnóstwo radości, mimo że historia spisana na kartach jego powieści wcale nie jest pozytywna, ciężko też mówić o tym, żeby poszczególne wątki kończyły się szczęśliwym zakończeniem. Jednak już trzeci raz znalazłam w kryminale to, co najbardziej w tym gatunku cenię, co mnie osobiście najbardziej urzeka, a jednocześnie dostrzegam dodatkowe smaczki, tak bardzo nieprzeciętne dla polskich powieści. Zaczynając od tego, że konstrukcja książki jest bardzo przemyślana, a w fabule regularnie pojawiają się intrygi i zwroty akcji, które nieustannie trzymają w napięciu, kończąc na tym niepowtarzalnym klimacie. Historie Szczygielskiego to prawdziwa uczta dla czytelników, którzy doceniają pochłanianie książek wszystkimi zmysłami. To powieści, w których nie brakuje określeń wpływających na wyobraźnię, dzięki którym przenosimy się bezpośrednio do świata bohaterów. Czuć smród papierów, dym szczypie w oczy i gryzie w gardło, a atmosfera jest tak gęsta, że można ją kroić nożem.
Niebawem część z nas obchodzić będzie Święto Zakochanych, czyli popularne Walentynki. Chcąc czy nie chcąc, otoczą nas atrybuty miłości, zaroi się wokół nas od serc wszelkiego rodzaju, kształtu, koloru, a nawet smaku. Sfera literacka wydaje się nie być obojętna na ten miłosny wystrzał endorfin i na rynku w najbliższym czasie pojawi się bądź już się pojawiło wiele tytułów, w których przewodnim motywem jest miłość, a na ich okładkach dostrzeżemy serce w tytule czy w grafice. Niech Was jednak nie zwiedzie tytuł najnowszej powieści Bartosza Szczygielskiego, ponieważ w tym wypadku „Serce” nie idzie w parze z romantycznymi uniesieniami, ooo nie!
Bo Bartosz Szczygielski z żelazną konsekwencją serwuje wszystkim fanom mrocznych, dyszących ciężką atmosferą kryminałów z mafią w tle, piorunujący finał „serii pruszkowskiej”, w którym wszystkie wątki zapoczątkowane w „Aorcie” oraz „Krwi” znajdują swoje miejsce i czas. „Serce” jest bowiem mocnym akcentem, idealnie spinającym całość historii oplecionej wokół Gabriela Bysia, początkowo komisarza w stołecznej komendzie policji, a następnie ekspolicjanta, który podejmuje heroiczne wysiłki odnalezienia się w nowej rzeczywistości po tragicznych wydarzeniach rozpisanych w pierwszym tomie cyklu.
Wraz z głównymi bohaterami - Gabrielem Bysiem oraz Kaśką Sokół - i kolejnymi częściami powieści zatytułowanymi bardzo znacząco „Błękit”, „Czerwień”, „Grafit” oraz „Czerń” zanurzamy się w diaboliczną grę w kolory, pozbawioną jasnych barw. Nakreślona przez Szczygielskiego polska rzeczywistość układów gangstersko-policyjnych, korupcji oraz bezpardonowej walki o życie i sprawiedliwość epatuje bowiem ciemnymi barwami, osaczając odbiorców swoją wymową.
Bardzo serdecznie dziękuję autorowi za zaufanie i możliwość napisania rekomendacji "Serca", która znalazła się w książce. Z kolei moje czytelnicze serce już drży z niepewności, co następnym razem zaproponuje nam autor, bo o tym, że nie spocznie na laurach, jestem święcie przekonana.
4,5🌟 To zakończenie 😲 Tak mi smutno z jednej strony, że to już koniec tej trylogii. A z drugiej cieszę się, że ta seria nie ma z 14 tomów, bo wtedy prawdopodobnie nigdy bym po nią nie sięgnęła, a na pewno nie skończyła 🙈
Wiecie co mnie najbardziej zadziwia w tych opisach wydawniczych? Kaśka, która według mnie jest fantastyczną równie prawną co Gabriel główną bohaterką, prawie w ogóle się w nich nie pojawia! W Krwi, tak jak Wam pisałam, szala uwagi czytelnika przesuwa się właśnie na nią. Po tym co przeszła, nie ma już naprawdę nic do stracenia. A Gabriel? Hmmm… Gabriel znowu zmienia swoje okoliczności, swoje zachowanie. Mam wrażenie jakby to była kolejna odsłona Gabriela, nowa twarz, nowa persona. Nic nie jest jasne i oczywiste, zarówno Gabriel jak i Kaśka prowadzą swoje nowe życie w ukryciu, przykryci widmem śmierci. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo zaczynając Krew, gdzieś tam w głębi serduszka liczyłam, że im się wszystko poukłada. Że losy Gabriela i Kaśki splotą się na dłużej niż krótką chwilę. Ale to chyba nie mogłaby być ta seria. Kaśka wbrew wszystkiemu walczy i ciągnie nas dalej, ku finałowi. Dla mnie to ona jest tą główną postacią, która sprawia, że dotychczasowa historia splata się w całość i daje zaskakujący finał. Zaskakujący i… prawdę mówiąc nadal liczę na więcej 😉 przecież na tym się nie może skończyć ta historia. A przynajmniej jeszcze nie teraz. To chyba takie marzenia zadowolonego czytelnika. Dlatego z niecierpliwością czekam na kolejną powieść Bartka Szczygielskiego, bo nie mam wątpliwości, że warto na nią zaczekać.
A Krew pozostanie moją ulubioną częścią z całej trylogii.
Podobała mi się, mimo swej brutalności, ciężkiego klimatu. Mamy tu mięso i literackie i dosłownie. Losy Kasi z Bysiem na chwilę się łączą. Czyta się szybko, sposób pisania bardzo mi się podobają.