Tytułowy "Memorbuch" to księga pamięci prowadzona w dawnych czasach przez żydowskie gminy, chroniąca pamięć o ludziach poddanych próbie, symboliczne świadectwo ich życia i cierpień. I taki właśnie jest zamysł najnowszej książki Henryka Grynberga. To opowieść o życiu Adama Bromberga, słynnego wydawcy, twórcy nowoczesnego polskiego edytorstwa, oparta na wspomnieniach głównego protagonisty i jego bliskich. W "Memorbuch" splatają się losy najbliższej rodziny Bromberga, rodzin przyjaciół aż po galerię krótkich portretów osób, które zmuszone były podzielić z Brombergiem los wygnańców z własnego kraju. Grynberg daje opisywanym wydarzeniom głęboką perspektywę historyczną, opierając się na źródłach historycznych przedstawia losy Żydów w miastach, w których toczy się akcja powieści, poczynając od Lublina, gdzie bierze ona swój początek poprzez Drohobycz, Lwów, aż po Frankfurt i Paryż. Te opisy 'pojawiające się jak refren, przecinające wartki tok narracji, sytuują tę powieść w uniwersum żydowskich dziejów, czyniąc z niej, przewrotnie tych dziejów egzemplifikację. Historia jednego człowieka wciąż konfrontowana jest z historią zbiorowości, podlega tym samym mechanizmom, od akceptacji do odrzucenia, nigdy obojętnie.'
Z początku przypomina sagę rodzinną. Dlatego od razu skojarzyła mi się ta książka z nominowanym do Nike w tym roku "Stramerem" Łozińskiego. Ale są to dwie zupełnie inne książki. "Memorbuch", który z początku przypomina sagę rodzinną szybko zamienia się w opowieść o skomplikowanych losach pewnej żydowskiej rodziny z Lublina, a przede wszystkim głównego bohatera i narratora Adama Bromberga. Inaczej niż w "Stramerze", gdzie wielka historia grzmi tylko na horyzoncie i właściwie do końca jest nie bardzo namacalną, w "Memorbuchu" to ona właśnie porywa swoich bohaterów, szarpie i determinuje całe niemal życie. "Memorbuch" bardziej niż "Stramer" stoi na gruncie faktów. Wiemy że książka Łozińskiego czerpie z prawdziwych historii, ale "Memorbuch" napisany bym przez Grynberga na podstawie relacji Adama Bromberga, członków jego rodziny i dokumentów. Nie jest to oczywiście twarde non-fiction, reportaż, czy książka historyczna, ale "Memorbuchowi" bliżej jest jednak do tego typu książek niż do powieści. Choć jeśli chodzi o styl, czyta się ją jak powieść.
Wiec jeśli czujecie niedosyt po "Stramerze" to sięgnijcie po książkę Henryka Grynberga. Po raz pierwszy była wydana 20 lat temu. Była też nominowana do Nike.