Koniec pisma i człowiek tracący podmiotowość w nowym dziele Jacka Dukaja.
Intelektualna podróż wokół najbardziej fascynujących zagadnień współczesnej cywilizacji – aż do jej kresu i do kresu człowieka.
Przez ostatnich kilka tysięcy lat pismo, książki i biblioteki były nośnikami i skarbnicami wiedzy. Technologia pisma stworzyła cywilizację człowieka. Myślenie pismem oznacza myślenie symbolami, ideami i kategoriami. Daje bezpośredni dostęp do wnętrza innych: ich emocji, przeżyć i poczucia „ja”. Wyniósłszy tę umiejętność na wyżyny sztuki, w istocie tworzy nasze życie duchowe.
W Po piśmie Dukaj pokazuje ludzkość u progu nowej ery. Kolejne technologie bezpośredniego transferu przeżyć– od fonografu do telewizji, internetu i virtual reality – wyprowadzają nas z domeny pisma. Stopniowo, niezauważalnie odzwyczajamy się od człowieka, jakiego znaliśmy z literatury – od podmiotowego „ja”.
„Mechanizm «wyzwalania z pisma» napędzają miliardy codziennych wyborów producentów i konsumentów kultury. Nie napiszę listu – zadzwonię. Nie przeczytam powieści – obejrzę serial. Nie wyrażę politycznego sprzeciwu w postaci artykułu – nagram filmik i wrzucę go na jutjuba. Nie spędzam nocy na lekturze poezji – gram w gry. Nie czytam autobiografii – żyję celebów na Instagramie. Nie czytam wywiadów – słucham, oglądam wywiady. Nie notuję – nagrywam. Nie opisuję – fotografuję”.
Literatura, filozofia, popkultura, neuronauka i fizyka – zaglądamy za kulisy cywilizacji i odkrywamy, że to nie człowiek posługuje się stworzonymi przez siebie narzędziami, ale to one coraz częściej posługują się człowiekiem.
Nadchodzą czasy postpiśmienne, gdy miejsce człowieka-podmiotu i jego „ja” zajmują bezpośrednio przekazywane przeżycia.
„Czy mogę powiedzieć o sobie: «jestem oglądaniem serialu», «jestem śledzeniem celebów na Instagramie»?”
Jacek Dukaj is one of Poland’s most interesting contemporary prose writers, whose books are always eagerly anticipated events. Dukaj studied philosophy at the Jagiellonian University. He successfully debuted at the age of 16 with a short story Złota Galera (Golden Galley). He is known for the complexity of his books, and it is often said that a single short story of Dukaj contains more ideas than many other writers put into their books in their lifetime. Popular themes in his works include the technological singularity, nanotechnology and virtual reality, and because of this his books often can be classified as hard science fiction.
Zbiór dających do myślenia esejów o epoce postpiśmiennej. Ciekawie się to czyta z perspektywy osoby, która znajduje się niejako w niszy społecznej - pochłania książki jednocześnie ignorując przyswajanie filmów czy seriali.
Eseje, które wywołują dyskusje, inspirują rozmowy, niepokoją i trochę smucą. Stoimy na krawędzi. Nadeszła generacja postpiśmienna. Pokolenie, które odchodzi od pisma, a które operuje obrazem, operuje emocją. Dukaj otwiera oczy na zmiany, które już dzieją się wokół nas, a od których raczej nie uda nam się uciec.
Z jednej strony - arcyciekawy temat (chociaż wolno się rozkręca i ... w sumie nie od tej strony od której oczekiwałem), dużo "prowokacyjnych" przemyśleń (czasem rozkładanych na czynniki pierwsze a czasem zawieszonych do indywidualnego rozpracowania) i - co baaardzo ciekawe - słowotwórstwo Dukaja znane z SF zaaplikowane w zupełnie nowym kontekście, ALE nie odruchowo, nie bezmyślnie tylko właśnie po to aby język wzbogacić i czasem przenieść nacisk na pewien, nieintuicyjny aspekt.
Z drugiej strony - książkę czyta się bardzo ciężko. Tak, wiem, to nie są najprostsze tematy, wspomniane słowotwórstwo również zmusza do większego skupienia, ale czasami po prostu miałem wrażenie, że autor "odjeżdża" w kierunku miliona dygresji, ulotnych myśli, które są tylko w jego głowie i których jest tak wiele (lub są tak niedookreślone), że nie da rady przelać ich na papier. To zjawisko irytuje, bo nie tylko męczy, ale utrudnia odbiór książki, zabija płynność wrażeń przy jej czytaniu i rozbija "flow". Do tego stopnia, że robisz reset, dwa kroki w tył, czytasz ostatnie pół akapitu i kwitujesz: "oszzzzz, k#$%a, co za bełkot ...".
No, ale potem wracasz i czytasz dalej. Nie dlatego że "mądrze" i dobrze być dukajowcem (dukaistą?), bo lepiej poczujesz się wiedząć żeś spośród tych co czytają Dukaja. Po prostu dlatego, że temat (kultura post-piśmienna) i ważny, i trudny. I co ciekawe - jakby mało zauważany.
Warto przeczytać. Ale w gwiazdkach nie podejmuję się ocenić.
Na początku byłam naprawdę zainteresowana. Potem zaczęłam się irytować. Pod koniec byłam już mocno znudzona. Kiedy odfiltruje się z książki pokrętną składnię i słowotwórcze twory, okazuje się, że wnioski autora często graniczą z banałem. A fragment o Trumpie jako „antytezie plastikowych polityków-robotów kontrolowanych przez sztuczną inteligencję polityki i mediów” kiepsko się zestarzał.
Jacek Dukaj zawsze mnie jakoś zaskakiwał, więc kiedy sięgam po jego książkę, spodziewam się umysłowego survivalu. A tu niespodzianka – „Po piśmie” to wcale nie jest literacki Mount Everest, tylko raczej dobrze ubita ścieżka spacerowa. Kwestia może, że ten „Szczyt” trafił na socjologa zajmującego się światami wirtualnymi i szeroką kulturą cyfrową.
Dukaj bierze na warsztat temat końca kultury pisma i przejścia w erę, w której nie czytamy, nie piszemy, a komunikujemy się „bezpośrednim transferem wrażeń”. To odważna wizja, ale czy naprawdę odkrywcza? Memy, emotki, filmy i algorytmy sterujące naszymi wyborami – to już codzienność, więc momentami książka wydaje się raczej podsumowaniem tego, co wszyscy i tak widzimy na własne oczy. Oczywiście Jacek nie tworzy tutaj artykułu naukowego więc nie sposób mi go oskarżać o nie odkrywczość tematyki. Jednak zwyczajnie czuje się zawiedzony.
Dukaj snuje apokaliptyczną wizję przyszłości, w której nasza tożsamość rozpływa się w cyfrowym szumie. Podmiotowość jednostki to według niego relikt piśmiennej cywilizacji – teraz liczy się płynność, zanurzenie w sieci, a indywidualność zostaje zastąpiona algorytmicznym odbiciem nas samych. Problem w tym, że autor czasem przesadza z dramatyzmem. Czy naprawdę za kilka dekad nikt nie będzie umiał czytać i pisać? Czy staniemy się tylko interfejsami wymieniającymi się emocjami? Niektóre tezy są odważne, ale wydają się wręcz dystopijną fantazją oderwaną od rzeczywistości. Rozumiem obawy Dukaja, lecz szczerze uważam, że rozkmina idzie za daleko i zmienia się bardziej w co gdyby? Niż faktyczne rozważanie.
Wgłębianie się tożsamość człowieka nigdy nie było tak rozwinięte jak teraz. Zwyczajnie przez większe możliwości łatwiej nam się zagubić, przestraszyć się tego co ujrzeliśmy. A sny o podmiotowość umarły prawdopodobnie już na etapie plemiennym. Wręcz etap sieci daje większą wiarę w podmiotowość niż przed etapami cyfrowymi. Rozumiem co Dukaj chce powiedzieć. Może on widzi świat inaczej, może ja jestem zbyt dużym optymistą. Na pewno mógł bym przedyskutować wiele fragmentów tej książki. Rozumiem obawy, lecz uważam je za lęk wynikający z wybiórczego charakteru analizy. Nie chce zarzucać cherry peakingu bo uważam, że temat jest bardzo złożony. A moje odmienne zdanie zapewne jest kwestią innych okularów społecznych.
Styl Dukaja, choć jak zawsze bogaty w odniesienia i dygresje, tym razem jest znacznie bardziej przystępny niż w jego powieściach. To sprawia, że książkę czyta się lekko, ale jednocześnie brakuje jej tego gęstego, wielopoziomowego intelektualnego wyzwania, które charakteryzowało jego wcześniejsze prace. Nie jest to esej, nad którym trzeba ślęczeć z notatnikiem – bardziej popularnonaukowa refleksja ubrana w literacką formę.
„Po piśmie” to książka, która prowokuje do myślenia, ale niekoniecznie wywraca światopogląd do góry nogami. Jeśli ktoś liczy na filozoficzne tornado, może się rozczarować. Jeśli jednak chce inspirującej, ale łatwo przyswajalnej analizy współczesnych zmian cywilizacyjnych – dostanie dobry wstęp do przemyśleń w ładnym opakowaniu. Szczególnie dla osób których wchodzenie w dorosłość przypada na czas rozwiniętej sieci. Jak ma się 18-20 lat uważam, że zwyczajnie warto zerknąć by zderzyć swój światopogląd. Nie oceniam książki
Mózgownica nieco paruje - zwłaszcza gdy Dukaj zbacza na autorskie ścieżki filozoficzne - ale "Po piśmie" to ciekawy, dający do myślenia kompan dla współczesnych przemian kulturowych. Teraz przydałby się jakiś aneks post-ChatGPT.
Książka, a zwłaszcza tytułowy esej, niesamowicie prowokuje do myślenia i pozwala połączyć wiele kropek. Wiele zjawisk zachodzących w społeczeństwie, tradycyjnych mediach i internecie, które jawiły mi się do tej pory jako absurdalne i nielogiczne patrząc przez pryzmat przechodzenia do ery postpiśmiennej spina się w spójną całość. Niestety momentami sama przekombinowana forma, bądź co bądź charakterystyczna dla Dukaja, niepotrzebnie utrudnia odbiór treści, stąd 4/5.
Cóż, eseistyka nie jest najmocniejszą stroną Dukaja. W porównaniu do prozy wypada znacznie słabiej. Dukaj ma wyjątkowo rozwiniętą zdolność do wymyślania daleko idących wizji przyszłości na podstawie skromnych przesłanek. Cecha ta sprawia, że sci-fi Dukaja deklasuje większość książek z gatunku, pozwalając mu przedstawiać oszołamiające światy i technologie, o których nikt inny by nie pomyślał. Jednocześnie powoduje, że jego futurologiczne eseje trudno traktować w pełni poważnie. Dukaj opiera swoje predykcje na bardzo wątłych przesłankach, jak to miało miejsce z Bachtinowskimi badaniami nad epiką, które miałyby rzekomo dowodzić braku świadomości i empatii ludzi ery przedpiśmiennej. Jak to się mówi: "Extraordinary claims needs extraordinary proof". W moim odczuciu autor takich dowodów nie przedstawił. Dukaj buduje swoje wielopiętrowe argumentacje futurologiczne wymagając od nas sporej dozy wiary, że każde z nich jest w stanie utrzymać pozostałe piętra nadbudowane nad nimi samymi. Ja takiej wiary w sobie nie znajduję. Zbyt często trafiałem na kompletnie sprzeczne ze sobą diagnozy rzeczywistości budowane na podobnie słabych fundamentach (niektórzy autorzy twierdzą np. że ich analiza wykazała, że współcześnie dominuje pismo, podczas gdy inni z równą pewnością dowodzą, że to obraz). Można odnieść wrażenie, że silniejszym motorem do napisania niektórych fragmentów była osobista fiksacja autora niż rzeczywista ocena tego do jakiego miejsca w historii zaprowadzą nad działające obecnie trendy.
Po osobie tak oczytanej i wyedukowanej jak Dukaj spodziewałbym się nieco większej dyscypliny umysłowej. Byłem w zasadzie nieco zawiedziony, że Dukaj bezkrytycznie przyjmuje co niektóre tezy ważnych autorów - "tych których się czyta na intelektualnych salonach", mam tu zwłaszcza na myśli dekonstrukcjonistów, Derridę itd. Co gorsza, w podobnie niepoważnie poważny sposób traktuje Junga i Freuda. Cóż, może to właśnie wiara w odjechane wizje umożliwiła mu napisanie Lodu, Perfekcyjnej Niedoskonałości czy Czarnych Oceanów. Niestety w eseistyce nie prezentuje się to już tak dobrze. Najsłabiej w moim odczuciu wypada tytułowy esej pt. "Po piśmie", który pod koniec mnie już zmęczył licznymi dygresjami i naciąganymi poza akceptowalne (nawet w eseistyce futurologicznej) granice.
Mimo całego narzekania - Dukaj jest jednak Dukajem. Pozostałe eseje są lepsze, niektóre nawet sporo lepsze. Lektura była momentami bardzo angażująca i intelektualnie stymulująca. Jak zawsze po czytaniu Dukaja, mam całą listę książek o których wspomniał, a które sam chciałbym przeczytać. Językowo też jest bardzo dobrze (przynajmniej w krótszych esejach, gdzie Dukaj nie tonie w dygresjach). Niełatwo jest mi ocenić Po piśmie. Jak na Dukaja, momentami jest to zawód. Jak na eseje o przyszłości pisane przez pisarza sci-fi, książka bywa mętna ale wciąż wybiega o lata świetlne do przodu. Dałbym 3.5-3,75/5 gdyby można było wystawiać tak szczegółowe oceny.
An important book by an important thinker. Jacek Dukaj, a writer of science fiction novels is a philosopher and in this book he examines trends, and near future developments that await us. He does it in an in depth way, asking many questions pertaining to who we are going to be as a society as a humanity in the new AI ruled world. There are literally hundreds of ideas, some historical some futuristic presented in this book of essays. I urge you to consider this book of if like to ponder the directions in which the society is developing. We are on the treshold entering the brave new world already undergoing changes to our brains on a daily basis.
I can picture Jacek Dukaj in a discussion with Noah Yuval Harrari, not unthinkable as JD speaks fluent English and he should simply start writing some of this thoughts in English to be published world wide.
Highly recommended to those who like to think about stuff.
Początek zapowiada znakomitą podróż w odmęty nowoczesnego technologicznego społeczeństwa, ale im dalej w las, tym bardziej Dukaj kombinuje, jednocześnie sprawiając wrażenie, że większa część tych przemyśleń jest koszmarnie naciągana i tworzy niepotrzebne byty, których istnienia autor nie umie usprawiedliwić.
Ten Dukaj nie dla mnie. Choć myślę, że to po prostu czas nie ten. W innych okolicznościach życiowych pewnie bym się zachwyciła. W obecnych - zmęczyły mnie te eseje, nie tego mi teraz trzeba...
Klasyczny Dukaj w mniej klasycznej dla niego formie. W kilku esejach odnoszących się do przyszłości ciała, pracy, nadziei, języka czy też tytułowego pisma, swoim zwyczajem autor meandruje, powtarza się, przeskakuje pomiędzy kolejnymi myślami. Niektóre wątki plączą się, rozwiązują czy też nagle są ucinane zostawiając niedosyt, inne pozostają zwykłym tłem dla pokazania umiejętności literackich autora, bo jak chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, język polski Dukaj rozpracował już na początku swojej kariery literackiej. Jednak wszystko to zostaje wybaczone gdyż; a) autor jest samoświadomy i już we wstępie zaznacza dlaczego książka ta przyjęła taką, a nie inna postać, b) sama forma, jaką jest esej, na to pozwala, c) bardziej osobiście, ja to Dukajowe pisanie, czasami nawet pierdolenie, po prostu bardzo lubię i ze względu na frapującą treść, a także i ze względu na sposób jej zaprezentowania.
Książa, zbiór esejów. Moim zdaniem nierówna, a tytułowe "Po piśmie" wypada najsłabiej na tle reszty. Dygresje w dygresjach, odbiegające bardzo daleko od sedna przemyśleń. Sam temat ewolucji przekazu (czego?) i tego co z tego może wyniknąć, jest bardzo ciekawie poprowadzony. Niestety za bardzo rozmyty.
Pozostałe, czy to wchodzenie w Jądro Ciemności, które Dukaj już czynił pisząc własne Jądro a teraz tłumacząc oryginał, niesamowite.
"Wydaje ci się, że iPhone służy do rozmawiania i SMS-owania, i robienia zdjęć, i używania aplikacji i Internetu? iPhone służy do przeżywania bycia posiadaczem iPhona. Wydaje ci się, że oto kupiłeś książkę z esejem poświęconym Josephowi Conradowi? Kupiłeś poczucie bycia czytelnikiem eseju poświęconego Josephowi Conradowi".
Ha, joke on you, kupiłam książkę, żeby znaleźć materiały na zajęcia z V rokiem. I będzie to esej o Conradzie, bo jest bardzo dobry. Dla niego warto było kupić książkę. Dotyczy też najbardziej konkretnego tematu pośród wszystkich esejów, bo skupia się na "Jądrze ciemności", chociaż też traktuje powieść jako pretekst do snucia refleksji na temat kultury piśmiennej i postpiśmiennej.
Główny temat esejów i tezy stawiane przez Dukaja: jesteśmy świadkami zmiany paradygmatu kulturalno-technologicznego (duh), przechodzimy od epoki pisma do ery postpiśmiennej, co wiąże się z całkowitą zmianą koncepcji człowieka. Dukaj pisze wprost o odpodmiotowieniu człowieka przez technologię, zamiast używać narzędzi teraz jest przez nie używany, a wiedza o człowieku znajduje się poza człowiekiem - w algorytmach, progromach, analizach danych - i jest dla niego praktycznie niedostępna. Osadza te wnioski na tezie o instynkcie uzewnętrzniania przeżyć, napędzie do mówienia o sobie, swoich doświadczeniach, opisywania siebie. I zauważa, że przechodzimy właśnie od pośredniej komunikacji symbolicznej - za pomocą słów, typową dla kultury oralnej i piśmiennej - do technologii bezpośredniego transferu przeżyć (wrażeń zmysłowych), co zaczęło się wraz z wynalezieniem fotografii. W efekcie same przeżycia zyskują niepodległość i odrywają się od osób przeżywających, zajmując miejsce podmiotowości. Kolejne pokolenia odbierają więc siebie i świat inaczej, w sposób, który dla ludzi epoki pisma, jakim bezsprzecznie jestem, wydaje się rodzajem analfabetyzmu czy brakiem pewnych kompetencji czytelniczo-interpretacyjnych albo wręcz, nie ukrywajmy, zwykłym niedoborem zdolności do (krytycznego) myślenia i brakiem ciekawości. Nie będę się kłócić z Dukajem, bo ucząc coraz to młodsze pokolenia młodych ludzi widzę, że ich postrzeganie siebie (podmiotu) i świata, i fikcji staje się całkowicie odmienne od mojego, ich relacja z kulturą jest inna. Staram się nie wartościować, ale frustracja czasem wybija. A czasem czytam takie eseje, jak Dukaja, i widzę, że jednak siedzę okrakiem po obu stronach barykady, bo pewne koncepcje, wobec których on się dystansuje, są mi bliskie i uważam je za ważne i cenne, a pewien język, którego używa, uważam za niestosowny, przykładowo, gdy pisze o autystach jak o dziwnym subgatunku człowieka.
Dukaj pisze w wielu miejscach pięknie, zawsze kompetentnie, ma wiele interesujących przemyśleń i wiele uwag, z którymi się nie zgadzam lub które sformułowała bym inaczej. Momentami dziadersuje, szczególnie, kiedy schodzi na temat Zachodu (w jego pisaniu niemal mitycznej, dzikiej, dziwnej krainy Wielkich Przemian, Za Którymi My Nie Nadążamy Jeszcze). Większość jego dywagacji to jednak czysta spekulacja na temat tego, jak może potoczyć się historia, jakie będą konsekwencje zmian, które dopiero obserwujemy, co się stanie ze światem, człowiekiem i kulturą. A spekulacje mają to do siebie, że trudno traktować je poważnie. Bardziej doceniam miejsca, gdzie Dukaj snuje refleksje o tym, co istniało/istnieje.
Niesamowicie dobry zbiór filozoficznych esejów. Autor uważnym okiem analizuje rzeczywistość i podchodzi do niej z istotną refleksją. Nie ocenia, ale pokazuje możliwą przyszłość, w kierunku której zmierzamy. Jacek Dukaj porusza wiele wartościowych tematów w tej pozycji - m.in.: - z czego składa się tożsamość człowieka? - kim byłby człowiek bez pracy? co by robił? jak by się definiował? jaką funkcję pełni praca w życiu człowieka i społeczeństwa? - gdzie są granice naszej samoświadomości? - czym jest nadzieja? jaką pełni funkcję? dlaczego niektórzy "nadziejują" a my "mamy nadzieję"? - nowe formy przekazywania kultury, tradycji, wartości, doświadczenia pokoleniowego; - sztuka w kontekście sztucznej inteligencji (jaką wartość ma własnoręczna praca, gdy można uzyskać coś zbliżonego / "lepszego" jakościowo w chwilę, generując to dzięki AI? czy produkty masowe tego typu tracą wartość?); - czy możemy być świadomi jakości "bycia sobą" bez zdolności przeżywania "bycia kimś innym"? - jaką rolę gra dziś polityka i jaką formę przyjmuje w kontekście tzw. "bezpośredniego transferu przeżyć"?
Autor skupia uwagę czytelnika również na język i to w jaki sposób tworzy on naszą rzeczywistość (lub jak my tworzymy nasze realia za pomocą języka). Znajdziecie w tej książce sporo aktów "rozkładania" słów na czynniki pierwsze i zastanawiania się nad ich znaczeniem w kontekście społecznym. Przytacza również historię pisma i rozważa nad skutkami jego rozwoju (i jego stopniowego zastępowania). Autor przedstawia również to, w jaki sposób jego zdaniem rysuje się epoka postpiśmienna - skupiona na doświadczeniu. Zwraca uwagę na praktyki kulturowe i przemiany technologiczne - a może bardziej na to, co się z nimi wiąże.
Zmuszająca do refleksji na bardzo aktualne tematy. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie w tym zbiorze coś, co wzbudzi jego zainteresowanie lub zmusi do refleksji w danym obszarze. Mnie się bardzo podobała - czegoś takiego dawno nie czytałam. Zmieniła chemię mojego mózgu 🤪 - a tego mi ostatnio było trzeba. Bezsprzeczne 5 ⭐ - będę sięgać po więcej twórczości pana Dukaja!
If you like well written, non fiction speculations about techno-evolution such as "Homo Deus" you should definitely (1) learn Polish (2) read this book, and (3) prepare to replace Harrari with Dukaj as your source of inspiration :-). Dukaj has the intellectual capacity, depth of insights and imagination of Stanisław Lem, while being more engaging as a storyteller and masterful in his use of language. It is a great pity this book is not translated into English. It deserves a top shelf in global bestseller showcase ...
Eseje zmuszające do myślenia. Rzucające inne światło na otaczającą nas rzeczywistość. Jak przeplatała się kultura oralna z piśmienną (nawet w szkolnictwie mamy ciągle utrzymujące się tradycje tej pierwszej), jak teraz piśmienna przeplata się z bezpośrednim transferem przeżyć - np. czy seriale to współczesne powieści? Co dają nam zdobycze technologii i dobrobyt, a co tracimy?
Jacek Dukaj roztacza wizję powolnego odchodzenia od epoki pisma, a także oralnej, które łączy przekazywanie przeżyć istot przez rożne media i symbole. Po piśmie mamy dzielić się samymi przeżyciami, jednak droga do tego stanu, jak i samego tekstu o tym samym tytule nie jest prosta. Po drodze mamy pięć innych esejów, które tak jak nasze czasy, prowadzą do po piśmie.
Jacek Dukaj zajmował się w latach 2013-2019 różnymi tematami, które łączy w Po piśmie jako swojej wielkiej narracji w stylu Juwala Noach Harari’ego, czy Richarda Dawkinsa. Jednak podstawową wyróżnikiem myśli J. Dukaja jest jego nieantropocentryczna perspektywa. Ułatwia to jego abstrakcyjne i filozoficzne podejście, które jednak nie każdego zadowoli.
Trzecia Wojna światowa ciała z umysłem
W pierwszym z tekstów „Trzecia Wojna światowa ciała z umysłem” w sumie J. Dukaj krytykuje materialistyczne połączenie umysłu z ciałem. Obarcza za to winą Kartezjusza, który umieścił ludzką duszę w szyszynce. Jednak to tylko rdzeń, w tle opisuje relacje ciała z umysłem, a szczególnie jak technologia wpływa na te relacje.
Jednym z podstawowych zalet tego tekstu jest możliwość zapoznania się z filozoficznym stylem J. Dukaja w nadchodzących esejach. Można przyswoić papier, nawąchać się go, a przede wszystkim przyjąć go w racjonalnej kulturze pisma. Po przyzwyczajeniu się do niego można nareszcie płynąc i odczuwać w postaci postpiśmiennego audiobooka. Z racjonalnej analizy można się oddać ze zrozumieniem, a może właśnie przeżyć uniesienie proroka tego, co po piśmie.
Każdy z esejów Dukaja ma specyficzny język. W końcu „Nie jest łatwo wysłowić te domysły. Nie bez kozery filozofowie tworzą swoje prywatne języki, pełne piętrowych neologizmów i gier etymologicznych”. I dokładnie to J. Dukaj robi w każdym tekście. Czasem niektóre określenia wracają, czasem być może trzeba się zatrzymać, być może nie każdy będzie w stanie w pełni odczuć przekazu J. Dukaja, ale tylko tak długo, jak będziemy ograniczeni do przekazu symbolicznego, liter, dźwięków i znaków kulturowych.
Choć następne teksty też eksplorują realny i spekulatywny wpływ technologii na człowieka to wydaje się, że ten tekst ten najbliższy jest współczesności. Problemy filozoficzne wokół relacji ciała i umysłu J. Dukaj na pewno eksplorował w swojej futorologicznej beleterystyce. Jednak tutaj niby średniowieczny mnich kompilujący historyczne i współczesne przykłady przedstawia, jak zmiany dzieją się na naszych oczach.
Wojna umysłu z ciałem objawia się przez najróżniejsze elementy. Mamy Zombie Boya, który traktuje swoje ciało instrumentalnie, niczym w przedstawieniu krtani jako tylko instrumencie. Mamy avatary w grach i utożsamianie, ale nie tylko z nimi, bo jak zauważa Robert Sawyer w WWW.Wzrok utożsamianie sięga tam gdzie nasza świadomość. Czy to na pojazdy, którymi się poruszamy, czy to narzędzia, czy też zwykłe hinduskie awatary – może być przedłużeniem umysłu. Jednak J. Dukaj podchodzi do tego dużo bardziej intelektualnie i filozoficznie.
„Trzecią Wojnę światową ciała z umysłem” znajdziecie także w miesięczniku „Znak” nr 700/2013 bez różnic (online na stronie jeden tekst miesięcznie bezpłatnie po zalogowaniu).
Szczęśliwi uprawiacze nudy
W swoim drugim tekście J. Dukaj przedstawia nam wizję świata bez pracy. Co gdyby być może ziściła się wizja Aarona Bastaniego z W Pełni Zautomatyzowanefo Luksusowego Komunizmu? Co gdyby człowiek po prostu się zdelaboralizował? Co wtedy człowiek by robił? Jak by się nudził? Ale przede wszystkim, kim by był?
Dla J. Dukaja problem braku pracy to przede wszystkim problem tożsamościowy. Roztacza on wizję tego, że tradycyjnie to właśnie praca jest źródłem tożsamości. W końcu w postmodernizmie i neoliberalizmie inne tożsamości i sensy są przestarzałe, prawda? Po odebraniu pracy jedynym wysiłkiem może być sztuczna gamifikacja świata, niczym w Chińskiej Republice Ludowej, gdzie w Social Credit Sysem, Dukaj widzi postulowane przez siebie Ministerstwo Sensu Życia.
Inna opcją na sens jest po całkowitym zredukowaniu wysiłku jest inny człowiek. W jego przypadku zawsze mamy błędy, pomyłki i trud. Nie da się go w końcu całkowicie zrozumieć i sam akt komunikacji zawsze będzie musiał być wysiłkiem. Jednak nawet w dzisiejszym świecie to nie jest dominujący generator sensu.
Poza pracą wysiłku lub zajętości mogą wymagać wszelkie oblicza kultury. Jak napisał Scott McCloud w Zrozumieć komiks – wszystko, co bezpośrednio nie prowadzi do rozmnażania lub przeżycia, to kultura. To ona pozwala zabić nudę, ale też właśnie z niej się wywodzi. I to z niej i jej zajętości można wytworzyć inny sens.
Jednak pytanie, czy takie podejście to cały możliwy sens? Czy ewolucja bibliotek, tworzenie centr kultury, to oddolne tworzenie Ministerstwa Sensu Życia (Wartości)? Czy może już istnieje w postaci Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, bo w końcu w Polsce nieprzeciętnie dużo osób żyje historią. Zauważył to także prof. Marcin Kula w swoim O co chodzi w historii.
Pokazuje to problem filozoficznego podejścia J. Dukaja. Możemy bez końca prowadzić dyskusje, bo mimo przykładów, konkretnych teorii, możemy dodawać kolejne, krążyć i nigdy do niczego nie dojść. To zaleta i wada tej książki, a wiele jeszcze przed nami. W końcu do tego i innych problemów autor wróci nieco inaczej w „Po piśmie”.
„Szczęśliwych uprawiaczy nudy” znajdziecie także w „Przeglądzie Politycznym” nr 153/ 2019 bez różnic.
Do kresu nadziei
Kiedy skończy się nadzieja? Ale nie umrze, po prostu przestanie być potrzebna. Kiedy, krótko mówiąc, zaczniemy żyć, jak pączki w maśle. Bo robot, Big Data lub Logos będzie wszystko o nas wiedział.
Czy Nowy wspaniały świat to utopia? Czy też po prostu konieczność? Już dziś prawdopodobnie nie jesteśmy zawsze świadomi, jak bardzo algorytmy kształtują nasze gusta, czy po prostu spełniają nasze nieuświadomione potrzeby. Jednak wydaje mi się, że J. Dukaj nie zadał chyba w tym tekście jednego ważnego pytania – czy te wpływy spełniają realne potrzeby, czy je kształtują. Na szczęście w „Po piśmie” się nad tym reflektuje.
Trudno kontynuować te rozmyślania samemu, ale można dać skojarzenia do niektórych fragmentów:
„Skoro przedstawicielom Homo sapiens do szczęścia potrzeba nadziejowania, to zanim i ten brak w pełni poczują, dostaną na tacy nadzieję przykrojoną do każdej unikatowej osobowości. Idealną wyważoną porcję tęsknoty. Kupkę frustracji, by było na czym wyhodować satysfakcję”.
Gdy to przeczytałem trudno nie odnieść nieco dystopijnego wrażenia. Być może to kwestia perspektywy ludzi pisma, ale nie dla każdego taka wizja musi być tak pesymistyczna. W Trylogii Żniwa śmierci (Kosiarzy) Neala Shustermana dostajemy zgodną z tym cytatem wizję przyszłości. Jedynym zgrzytem w wielkim projekcie Thunderheada są Kosiarze, którzy są jedynym źródłem śmierci. Od ludzi dla ludzi.
Jest to bardzo interesujące, że wizję utopii pod dobrą sztuczną inteligencją się normalizują, a źródło dystopii leży gdzie indziej. Prawdopodobnie od 2001: Odyseji kosmicznej (1968, reż. Stanley Kubrick) to ona była zawsze tym negatywnym elementem, ale widać naprawdę zbliżamy się do wizji J. Dukaja.
Innym dający skojarzenia cytatem jest:
„Augmented Reality przejmie od prawa funkcję strażnika naszych przeżyć. Nie usłyszymy, nie zobaczymy, nie poczujemy tego, czego do siebie nie dopuścimy. W żaden sposób nie będziemy zmieniać innych ludzi, wpływać na nich, przymuszać ich do czegokolwiek. Dostosowywanie rzeczywistości społecznej do naszych preferencji nastąpi pomiędzy naszym umysłem a drugim człowiekiem”.
Choć trudno wyobrazić sobie cokolwiek w kulturze oddającego idealnie tę liberalną utopię, to jest w tym fragmencie bardzo dużo do rozpakowania. Choćby w Black mirror dostaliśmy lekkie (sic!) przedstawienie tego elementu w odcinku White Christmas, gdzie można było kogoś zablokować z życia.
W nieco bardziej dystopijnie i społecznym wydaniu można znaleźć ten motyw w Psycho-Passie. System prewencji przestępstw skorelowany jest tam m.in. ze stresem, dlatego wszechobecne stresogenne elementy (w tym miejsca zbrodni) są ukrywane przed przechodniami. Bardzo podobne, ale dużo bardziej zaawansowane usprawnienia wzroku zapewnia Oryginał od Brandona Sandersona i Mary Robinette Kowal, gdzie wszystko co widzimy jest modyfikowane.
Nieco inaczej i w bardziej ekstremalnej formie oferuje nam to również B. Sanderson w Idealnym stanie, który skupia się na braku wpływu na innych ludzi. W swoim przesłaniu pozostaje też w sferze pisma i chyba sprzeciwia się predykcjom J. Dukaja.
Jak widać z racji na abstrakcyjny i filozoficzny charakter tego tekstu można by zagłębiać się dalej i dalej w przykładach, nie tylko z poziomu fikcji, ale także naukowej. Takie ad infinitum nie prowadzi jednak do niczego i lepiej przejść dalej.
„Do kresu nadziei”, które było pierwotnie wystąpieniem na TeKa Refleksji w Sopocie w 2016, najdziecie w przerobionej formie z oralnej na piśmienną tylko w Po piśmie.
Sztuka w czasach sztucznej inteligencji
Tutaj tytuł wydaje się mówić sam przez się. Jednak i to J. Dukaj potrafi skomplikować. Z jednej strony mamy problem czym jest dla niego sztuczna inteligencja, a z drugiej sam problem odbioru sztuki i pytanie po co ją uprawiać?
Bo z jednej strony mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją, czyli Big Data, a można by wręcz, że ze społeczną inteligencją ludzką. Używanie narzędzi, szczególnie cyfrowych, tworzenie pod publikę, jest bardziej tworem zbioru narzędzi (sztucznej inteligencji), czy człowieka autora? Dziś jeszcze jesteśmy w „fetyszu autentyczności”, jednak Śmierć autora Rolanda Bartha zwiastuje rozluźnienie tej relacji.
Ostatecznie gdy autor naprawdę przestanie mieć znaczenie, to czy będzie nim naprawdę postludzka inteligencja, czy sam człowiek nie będzie miało znaczenie. Bowiem w epoce po piśmie znaczenie będzie miało tylko przeżycie. J. Dukaj tutaj i w „Po piśmie” skutecznie przedstawia tą ewolucje i zostawia nas właśnie z pytaniem – po co człowiek miałby uprawiać sztukę, skoro sztuczna inteligencja pewnie zrobi to lepiej?
To pytanie idealnie wpasowuje się w kontekst końca pracy „Szczęśliwych uprawiaczy nudy”, asymptotycznego końca nadziei „Do kresu nadziei”. Coraz bardziej widać powiązania między tymi tematami, a zawsze w nich pozostaje pytanie dotyczące człowieczeństwa. Jeśli zabrać ciało, co zostanie z człowieka? Jeśli zabrać pracę, co zostanie z człowieka i jego sensu? Czy człowiek musi nadal uprawiać sztukę, by nim być? Kto dziś maluje portrety realistyczne, gdy ma fotografie?
Może to być odpowiedź. Nawet w świecie wiecznej srebrnej tacy, sam sposób jej przyjmowania może być sztuką? Tak samo jak zanikają stare zawody, zanikają starsze formy sztuki, a jednak wciąż pojawiają się wciąż nowe formy zajętości. Po prostu ludzie naprawdę nie lubią zmian, mimo że to jedyny trwały element ich żyć.
„Sztukę w czasach sztucznej inteligencji” znajdziecie opublikowaną w „Gazecie Wyborczej” 4 listopada 2017 z nieco innym Postscriptum, lub bez zmian online w „Teologii politycznej” w ramach „Teologia Polityczna Co Tydzień” numer 363.
Żyj mnie
To szczerze chyba najciekawszy tekst ze wszystkich. Opowiada on o idei przedstawionej w bardzo prosty sposób przez Umbert Eco w cytacie „Kto czyta książki, żyje podwójnie”. Jednak mimo prostoty tego zdania, to co się za nim kryje jest nie tylko bardzo skomplikowane, ale i mroczne.
J. Dukaj udowadnia to na chyba najmroczniejszym przykładzie, czyli Heart of Darkness (pl. Jądro Ciemności) Josepha Conrada. Lubię bardzo dokładne analityczne omówienia lub retellingi dzieł. Pozwalają one na zapoznanie się z dziełem w nowym i często szerszym kontekście, szczególnie jeśli ktoś ich nie przeczytał.
Zatem J. Dukaj daje nam dwa interesujące kierunki – piętrowego człowieczeństwa, a także więcej Jądra Ciemności. W tym szczycie rozważań o człowieczeństwie stwierdza, że bycie człowiekiem to po prostu udawanie. Skoro potrafimy przeżywać w nas innych ludzi, to czym różni się to od przeżywania samych siebie. Czy przeżycie nie okazuje się ważniejsze? A to prowadzi nas bezpośrednio do całej idei „Po piśmie”.
Dlatego nie chce pisać więcej, bo byłoby to zwyczajnie trudne. Jest to tak dobry tekst od psychoanalizy po samo Jądro Ciemności, że najlepiej „Żyj mnie” zgodnie z tytułem po prostu przeżyć. Dobrze jest też w trakcie lektury znać angielski, bo tekst pisany był oryginalnie pod ten język i pojawiają się ustępy z Heart of Darkness (choć jako pomoc jest tłumaczenie).
„Żyj mnie” znajdziecie w docelowej angielskiej wersji w Conradology. A Celebration of the Work of Joseph Conrad, (https://commapress.co.uk/books/conrad...). Z kolei wersje po polsku z Po piśmie w kwartalniku „Książki” numer 3/2017 (dziś „Książki. Magazyn do czytania” nie mylić z Magazyn Literacki „Książki”).
Po piśmie
W tytułowym eseju „Po piśmie” J. Dukaj przedstawia nam ewolucję transferu przeżyć. Zaczyna od kultury oralnej, kultury transferu personalnego, po nim mamy intelektualną kulturę pisma, która skupia się często na samym transferze (co potwierdza sam fakt istnienia tego tekstu), by skończyć na kulturze postpiśmiennej, kulturze bezpośredniego transferu przeżyć.
Według J. Dukaja to w jakim typie kultury żyjemy definiuje nasz sposób myślenia w sposób podobny, jak język je kształtuje. Współczesny człowiek pisma nie zrozumie do końca człowieka słowa mówionego, tak samo mimo prób najpewniej nie zrozumiemy człowieka postpiśmiennego. J. Dukaj jednak stara się przedstawić proces przemian i przede wszystkim – sam koncept tego co po piśmie.
Jest to z pewnością bardzo śmiała teza, do której jesteśmy przekonywani. To tutaj w mniejszym lub większym stopniu spotykają się wszystkie pomysły poprzednich esejów i rozbłyskują w synergii. Nie bez powodu cała druga połowa tej książki to tylko „Po piśmie”. Jest to wielka narracja, która stara wyjaśnić świat na nowo, pokazać w nowym świetle to co oczywiste i nas pochłonąć.
Mimo wciągającego filozoficznego języka, nie musimy się zgadzać z J. Dukajem. Jego filozoficzne podejścia ostatecznie jest bardzo abstrakcyjne. Jego myślenie opiera się o bardzo dużo założeń, a przede wszystkim bywa bardzo totalne. Być może kiedyś wizję J. Dukaja się spełnią, być może opisywane procesy naprawdę zachodzą, ale przed naprawdę jeszcze daleka droga.
Możemy się zaskoczyć. Ostatnio w świecie pojawiło się zaskakująco dużo czarnych łabędzi – Pandemia Koronawirusa i boom AI. W tym kontekście Po piśmie w całości jest niezwykle bogatym i aktualnym punktem odniesienia, mimo powstania przed oboma tymi wydarzeniami. To zaleta filozofii i dobrej fikcji spekulatywnej. I to jeden z powodów dla którego warto właśnie przeczytać, przesłuchać lub przeżyć Po piśmie.
Czy ma znaczenie, że można czegoś tutaj nie zrozumieć? Wątpię, w końcu J. Dukaj sprzedaje nam przede wszystkim przeżycie uczty intelektualnej; przeżycie, że go czytamy; przeżycie wspólnoty ludzi, którzy mieli w rękach jego książkę, lub cokolwiek innego wymyślimy. Przeżycie być może po piśmie już całkowicie archaiczne, ale dziś w przejściowym postmodernizmie bardzo aktualne. Choć może flow nie nadejdzie, a z nim zabraknie przyjemności, ale jak zawsze pozostaje pytanie, czy to akurat ma znaczenie?
Jacek Dukaj: „Po piśmie napisałem do Po piśmie”.
Książka przeczytana dzięki życzliwości Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Wola m.st. Warszawy.
Dukaj mnie kupił już dawno temu, bodajże Innymi pieśniami i od tego czasu tylko coraz bardziej się do niego przekonuję.
Nie inaczej jest z Po piśmie. To zbiór esejów, w którym Dukaj wskazuje na powody i przejawy końca ery pisma. Wskazuje na to, że dostatecznie dobrze poznane reguły rządzące światem zaczynają się upodmiatawiać i modelować ludzi.
To nieprawda, że tezy tutaj są wydumane i nijak nie przystają do świata. Wręcz przeciwnie - można ich siatkę do tego świata przyłożyć i z zaskoczeniem stwierdzić, że sprawy niewspomniane w tej serii esejów są doskonale przez nie wytłumaczone. Poza tym Dukaj sam parokrotnie mówi, że tezy nie są jego - jego jest język i próba przewidzenia implikacji. A język jak zwykle jest niespotykanie sugestywny i barwny. Smaczny po prostu.
Jeśli chciałbym czegoś więcej od tej książki, to większego detalu. Jedna z wizji przyszłości, którą snuje Dukaj, maluje świat całkowicie upodmiotowionych reguł gry kulturowej, które to reguły same siebie już tworzą, a ludzie są jedynie nośnikami. To wymagałoby powstania General AI, która obecnie istnieje jedynie w opowieściach marketingowych krezusów z Doliny Krzemowej. Osobiście nie jestem przekonany co do możliwości jej powstania w bliskiej przyszłości.
Druga sprawa, że momentami Dukajowy pesymizm filozoficzny wybijał się spomiędzy wierszy aż za bardzo. Snując opowieści o upodmiatawiających się regułach, Dukaj wskazuje na Logos z którego owe reguły, razem z naszymi zachowaniami, wypływają. Ów Logos bardzo w koncepcji przypomina buddyjską "Jednię". Z tym, że buddyści i Dukaj różnią się we wnioskach. Bo mnisi w górskich klasztorach myślą: jest tutaj; jest coś pod tutaj, co owo tutaj tworzy; zatem istnieje tam. Dukaj myśli: jest tutaj; jest coś pod tutaj; zatem tutaj nie ma. I właśnie to ujęcie może sprawiać, że niektórzy krzywią się po przeczytaniu Po piśmie.
Nastawiałem się na kolejną powieść. Ku mojemu zaskoczeniu dostałem... Zbiór esejów.
Pomimo tego, nie zawiodłem się. Ba, książka ta okazała się dużym wyzwaniem intelektualnym.
Poruszana tematyka (postpiśmienność i kolejne pokolenia w tej epoce) są przedstawione w zawiły, acz językowo wyśmienity, sposób. Miejscami książka bywała zagmatwana i niezrozumiała (w moim przypadku były to paralele do "Heart of Darkness"), które męczyły, innym razem czytało się całkiem przejrzyście (mając już doswiadczenie z Dukajem było na pewno ułatwieniem).
Najlepiej czytało mi się... końcówkę (właściwe "Po piśmie" tak bym to ujął). Dukaj zwrócił w niej uwagę na zjawiska, które już się dzieją lub zadziały się (jak wybór Trumpa w USA) w nowy sposób. Uświadomił mi charakter i przewidywany kierunek zmian, który widzę na młodzieży (instagramy, twittery, "życie innych").
To, co u Dukaja jest ‘pustym przeżywaczem’ u Agambena jest ‘bytem jakimkolwiek’ (odpodmiotowionym).
CYTATY:
„Najgłębszym wpływem pornografii na kulturę nie są rewolucje w savoir-vivrze sypialni, przesunięcie granicy intymności czy banalność piękna z Playboya, lecz photoshop wbudowany już na stałe w nasze oczy” (36).
„Rozrywka staje się naszą pracą; rozrywka – sensem życia. […] Nie popełniłem samobójstwa, bo czekam na nowy sezon Gry o tron” (76).
„W każdej sekundzie życia oddajemy się kompulsywnym poszukiwaniom gwoździa, dla którego moglibyśmy być młotkiem. […] Łzawy powidok ludzkości: stos ośmiu miliardów zardzewiałych młotków bez jednego gwoździa” (90).
„Na zachodnich uniwersytetach […] każdy człowiek jest sam dla siebie kulturą. Kulturą, prawem, językiem, omalże państwem i cywilizacją. A zadanie postawione przed jego środowiskiem polega na swoistym mediowaniu między ludźmi-państwami” (110-111).
„W zasadzie cała kulturowa i konsumpcyjna machina demokracji liberalnej zachodniego kapitalizmu nakręca się ku owemu celowi: tak prędkiemu, bezproblemowemu i zupełnemu uszczęśliwianiu człowieka, że każde jego nadziejowanie [posiadanie nadziei] byłoby nieodróżnialne od osobistej tragedii” (114).
„Akademie wysilają ostatnie muskuły wiedzy i rozumu, by dowieść ci ponad wszelką wątpliwość, że nie ma wiedzy i nie ma rozumu” (178).
„Technologia druku, maksymalnie upodmiotowiwszy słowo pisane, okazuje się głównym sprawcą obalenia porządku hierarchicznego, na czele z autorytetem Kościoła”. (207)
„Jest przeżywacz i to, co przeżywa. ’Co’ takiego to jest – najczęściej nie potrafi on [człowiek kultury postpiśmiennej] stwierdzić i nawet go to nie interesuje. Samo źródło przeżyć pozostaje poza zasięgiem osobistej weryfikacji. Tyle ogniw pośrednich i aktów zawieszenia niewiary dzieli przeżywacza od scen z filmów, newsów z TV, fotek z serwisów internetowych, że true story oznacza raczej zdolność poruszenia go do łez aniżeli sztywny związek treści przeżycia z rzeczywistością” (211).
„Każde przeżycie porno zakłada ‘podmiot wydrążony’: puste, pozbawione jakości ‘ja’, w które wlewa się kompot przeżyć. […] Każde przeżycie porno istnieje całkowicie poza prawdą i fałszem. […] W pornografii, jak nigdzie indziej, najważniejsza jest jakość przeżycia, a jego pochodzenie nie ma znaczenia” (218).
„O ile w XIX wieku Stendhal posługiwał się metaforą powieści jako zwierciadła przechadzającego się po gościńcu, o tyle XX-wieczni frontowcy pisanych sztuk narracyjnych przywoływali już ‘fotografię rzeczywistości’”. Po czym sam koncept rzeczywistości upadł pod naporem suwerennych, bezrefleksyjnych narracji, walczących o dominację w umysłach ludzi wyzwolonych z przesądu obiektywizmu. Świat został już odczarowany […]. Ale i wtedy się nie zatrzymaliśmy: równie skutecznie odczarowujemy człowieka. Praktycznym użytkiem z tej wiedzy jest coś, co w brutalnym slangu Doliny Krzemowej nazywają ‘hackowaniem człowieka’; w Polsce podciągamy te praktyki pod ‘lifestyle’ albo ‘life coaching’” (295-296).
„Wróżę cierpieniu wielką karierę. To jedyny pozór absolutu, jaki nam pozostał” (336).
„Polityka postpiśmienna jest formą osobistej ekspresji. Nie jest społecznym mechanizmem służącym do wspólnego zmieniania rzeczywistości ku ustalonym celom ani do regulowania hierarchii władzy. Jest bezpośrednią pochodną definiującej mnie kombinacji przeżyć i służy przede wszystkim do sygnalizowania przeżycia ‘bycia mną’. Sygnalizowania, narzucania, epatowania; do transferu tego przeżycia a poziomie politycznych prezentacji” (343-344).
„Doprowadzona do logicznego kresu identity politics ukazuje ludzkość jako Hobbesowską wojnę siedmiu miliardów jednoosobowych plemion, a każde z nich jest zamknięte w swej unikalnej tożsamości niepowtarzalną kombinacją przeżyć” (353).
„Postawa konserwatywna przerzuca zadanie rozwiązywania rzeczywistości na kulturę, na tradycję. Człowiek staje bowiem wobec nieskończonej ilości kwestii wymagających podjęcia decyzji; orientuje się, że nie ma kompetencji, inteligencji, czasu, żeby sensownie sobie z nimi poradzić; widzi zarazem, że przecież ludzkość od tysiącleci boryka się z tymi problemami, i nawet jeśli nie w przebłyskach indywidualnego geniuszu, to metodą prób i błędów doczołgała się do rozwiązań, może nie idealnych, ale przynajmniej wystarczających, nieprowadzących do natychmiastowej katastrofy. Tym w największym skrócie jest konserwatyzm: […] zdaniem się na darwinowską mądrość poprzednich pokoleń. Konstruktywiści zaś uważają, że rzeczywistość społeczna oraz cała ponadprzyrodzona obudowa człowieczeństwa nie tylko może, ale powinna być projektowana i tworzona od nowa wedle idei i rozumu ludzi współczesnych. Toteż biorą obowiązek rozwiązywania realu na własne barki. Przemyślimy sprawę i znajdziemy sposoby nowe, lepsze od wszystkich poprzednich – takie byłoby oświeceniowe credo postępowców. […] O ile jeszcze w XIX wieku dało się twierdzić, że konserwatyzm jest polityką głupich, […] o tyle w XXI wieku tylko głupiec, i to naiwny głupiec, może uważać, że zdoła ogarnąć swoje życie w tym stroboskopowym świecie wysiłkiem własnego intelektu i ducha” (354-355).
„Konserwatyści mają rację: człowiek się męczy, bo wykroczył poza prawo natury. A prawo natury jest takie: walka o mięso, starość w trzydziestym roku życia, głód, chłód, i robactwo, i rządy kłów i pazurów” (50).
„Nie brzmi już bynajmniej jak żart, że ostatnią pracą w sposób konieczny wykonywaną przez człowieka będzie najpewniej praca najstarsza: dostarczająca za pieniądze wrażenia i wyobrażenia fizycznej miłości. A w istocie – kontaktu z cudzą świadomością. Odbicia siebie w oczach partnera seksualnego” (66).
„Niezależnie od faktycznej podmiotowości wyborcy w demokracji koniecznym warunkiem utrzymania demokracji jako trwałego modelu organizacji społeczeństw jest silna wiara uczestników tego systemu w istnienie ich podmiotowego ‘ja’” (367).
„Empatia wyłącza racjonalizm. Bardzo łatwo przekonać człowieka apelem do jego emocji, znacznie łatwiej niż czysto rozumowym argumentem. A wybór przedmiotu empatii z konieczności poprzedza sam akt przeżywania. […] Czy można z sensem powiedzieć, że podjąłeś decyzję, by zakochać się w tej właśnie osobie?” (370).
Dukaja zawsze brałem w ciemno, tak też było i z tą książką gdy ujrzałem ją w księgarni. Od lat jestem wygłodniały i wypatruję każdego nowego tekstu Dukaja. Ku mojemu zaskoczeniu okazała się zbiorem esejów, czego się jednak nie spodziewałem. Pamiętam eseje i recenzje ze starej strony autora i bardzo mi ich brakowało, dlatego pomimo oczekiwania na beletrystykę, nie byłem zawiedziony.
Wywody sprawiają wrażenie melancholijnych i nieco przygnębiających, pomimo faktu, że autor zdaje się nie oceniać, a jedynie kreślić wizję tego dokąd zmierzamy bazując mocno na znanych trendach. Jakkolwiek nie zawsze zgadzałem się z wszystkimi tezami to ciężko jest odeprzeć większość głównych, a szczególnie tę będącą wiodącą całej książki, że nadchodzi era post-piśmienna.
Fani twórczości Dukaja dostrzegą wiele powiązań z jego beletrystyką i pewne przemyślenia miały szansę w tej książce wybrzmieć otwarcie, nieskrępowane potrzebą ubrania myśli w fabułę. Gdyby Dukaj wydał kolejną książkę eseistyczną to znów nie miałbym problemu, aby ją zakupić. Lecz mimo tego mam nadzieję, że nie pójdzie drogą Lema i będzie tworzył nowe powieści. I to mimo głównej tezy książki, że era piśmiennictwa się kończy.
Wybitna pozycja! Wiele osób zarzuca Dukajowi przeintelektualizowany ton, zagmatwaną narrację, zbyt duże off-topy, gubienie wątku czy wręcz bełkot... (debile!). No cóż, autor nie sili się tutaj na upraszczanie przekazu, pisze jak myśli i zabiera nas w niesamowitą podróż po swoich rozważaniach o istocie współprzeżywania. Ta brawurowa opowieść o transhumanizmie sama w sobie jest transferem przeżyć, współprzeżywaniem - można wręcz poczuć jak myśli autor, samo “myśli się”, przeżywa. Fascynujące, głębokie i genialnie napisane. Jak niestety widać po recenzjach, przeżycie, niczym gra komputerowa, nie zawsze pójdzie na gorszym sprzęcie ;p
P.s. koniecznie przeczytajcie wcześniej “Serce Ciemności”, będziecie zbierać szczękę z podłogi.