Mój kolejny Constantine w ciągu ostatnich tygodni i tom, który nie odstaje wysokim poziomem od poprzednich, mimo kontrowersji jakie ostatnio pojawiły się wokół autora.
Znaczna część tego zbioru zajmuje przede wszystkich jedna historia. Znajoma Johna zostaje brutalnie, wręcz bestialsko zamordowana. Mimo, że magik widział ją ostatni raz bardzo dawno temu, to postanawia zaangażować się w sprawę. Warren mimo, że wtłącza sporą dozę okultyzmu, to wraca na stare tory ku realizmowi, bowiem w szóstym tomie nie uświadczymy wielu ponad naturalnych wydarzeń. Mimo to nie będzie na co narzekać.
Tak też mimo, że to opowieść, która prowadzi Constantine'a na trop kochanka ofiary, który robi sobie z niej coś w rodzaju świętej do gwałtu, to opowieść snuta przez Johna, jako narratora, skupia się w głównie na Londynie, jako miejscu-katalizatorze. To miasto jest tu brudne, straszne, niebezpieczne. John jest tylko trybikiem, który wie jak podchodzić do tematu. Smutna opowieść, ale z relatywnie szczęśliwym zakończeniem.
Potem mamy kilka opowiadań, luźno że sobą powiązanych. Mamy pewien niepokojący pokój, gdzie morderca dokonywał już od lat swoich haniebnych czynów. Takie coś musi odcisnąć miejsce na tym... Miejscu? Jest też "oda" do byłych Constantine'a czy spowiedź pewnego zbrodniarza wojennego. Mamy też w końcu kołyskę, która ma więzić w sobie nie-martwy płód samego Antychrysta.
Mamy też dosyć słynny one-shot, który sprawił, że Ellis zakończył współpracę z DC, bo wydawnictwo nie chciało go wydać, zwłaszcza że w między czasie doszło do maskary w jednej z amerykańskich szkół. Jak łatwo się domyślić, tematyka tej historii jest powiązana z zabójstwami w placówkach wychowawczych, dokonanymi przez dzieci. Mocny temat, aktualny. Pozostawiający rany, ale też pozwalający trzeźwo patrzeć na to co się dzieje.
Ellis niczym nie ustępuje Ennisowi jeżeli chodzi o makabrę, choć trzeba przyznać że wirtuozeria tego drugiego autora robi większe wrażenie, być może też z faktu, że Garth dłużej pracował nad marką. Niemniej mimo swojego krótkiego występu autor odcisnął swoje piętno na postaci, równie ważne, jak te innych autorów.
PS. Jeżeli chodzi o kreskę to miałem zastrzeżenie tylko w jednym zeszytów, bo sporo odstaje od reszty. Ale okładki wynagradzają to uchybienie. Są boskie.