Pierwszy tom pełnej magii trylogii o miłości i przeznaczeniu rozgrywający się w malowniczym otoczeniu zimowych Bieszczad.
Nawiązania do mitologii słowiańskiej.
Namiętność, magnetyzm i ponadrzeczywiste siły, z którymi ludzka wola może nie mieć szans.
Korzystając z ferii zimowych, Alicja, warszawska maturzystka, postanawia wybrać się w Bieszczady, jednak zupełnie nie spodziewa się dramatycznej zmiany pogody i przez swoją lekkomyślność ulega poważnemu wypadkowi. Zostaje szczęśliwie uratowana przez mieszkającego samotnie w okolicy Wiktora, mającego za towarzysza jedynie wielkiego, szarego wilczarza.
Uwięzieni w wielodniowej śnieżycy Alicja i Wiktor zaczynają zbliżać się do siebie i zauważać, że choć wydają się pochodzić z kompletnie różnych światów, to jednak łączy ich o wiele więcej, niż którekolwiek z nich mogło przypuszczać. I chociaż zaczyna się między nimi rodzić uczucie, starają się z nim walczyć, bo każde z nich nosi w sobie tajemnicę i dziedzictwo, mogące okazać się zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.
Więź to rozgrywająca się w malowniczym otoczeniu zasypanych śniegiem, zimowych Bieszczad, pełna magii historia o przeznaczeniu i miłości dwojga ludzi, których z pozoru dzieli niemal wszystko. To opowieść o mocy i szale, o więzi większej niż czas, i sekretach, skrywających mrok i niebezpieczeństwo…
Miałam wrażenie, że autorka nie była pewna, w jakim kierunku ruszyć - fantastycznym czy obyczajowym, przez co połowa książki to budowanie relacji (która mi się osobiście nie podobała) między bohaterami, a końcówka to wprowadzenie do świata. Obiecano mitologię nordycką i słowiańską, a pojawiały się one bardzo sporadycznie. Niestety rozczarowanie, mało prawdopodobne, że przeczytam następne tomy.
2,5/5 To jest idealna urlopowa książka, na urlopie ją czytałam i recenzja również „urlopowa” będzie (w punktach)
„+” • Obłędny klimat zimowego odludzia. • Zerwanie ze schematem silnej i wyjątkowej bohaterki (Ala owszem nie jest zwykłą dziewczyną, ale jest przeciętną przedstawicielką sobie podobnych). Nie jest to kolejne urban fantasy o „badass girl” ratującej świat, to Alę trzeba ratować. • Subtelne wątki fantastyczne stanowiące tło nie tylko dla romansu, ale i dla życia bohaterów (przypadłość Wiktora to właściwie po prostu wybuchy agresji, a babcia Ali mówi, że wiele rzeczy łatwiej zrobić cywilizowanymi metodami). • Piosenki dopasowane do każdego rozdziału (lubię wydarzenia multisensoryczne).
„–” • Problemem jest moje nieodparte wrażenie, że sielankowość tej historii jest efektem przypadkowym. Widzę tu dużo innych motywów, które autorka chciała wpleść z mniej udanym skutkiem („grumpy x sunshine”, ale oboje MC są równie „nijacy” i otwierają się na siebie od pierwszej chwili). • Podobnie z bohaterami pobocznymi – wydają się intrygujący, ale obawiam się, że to wrażenie pryśnie przy bliższym poznaniu w kolejnych tomach. Już teraz widać wiele stereotypów: zgadnijcie, jakie są starsze siostry Ali - najstarsza oczywiście opanowana, poukładana, ostrożna; młodsza to ta wygadana, imprezowa, szalona). Podobnie w „found family” Wiktora: opanowany tatko Gustav, bad boy Alex, no i Marcel – pretekst do ekspozycji wprost, bo jest nowy w grupie :) • Język – mocno czuć, że to debiut. Dialogi wypadają drętwo i sztucznie, instrumentalnie – bohaterowie nie rozmawiają, a popychają fabułę do przodu albo zarzucają czytelnika faktami o świecie. Cała ekspozycja odbywa się bardzo wprost (czytanie książki z wierzeniami przez osoby już je znające?) Do tego powtórzenia, cringe’owe wykrzyknienia i teatralne opisy (nie zliczę, ile razy ktoś „roześmiał się w głos”). • Kompletny brak napięcia. Pierwsze 200 stron to leniwy (w znaczeniu: spokojnie rozwijający się) romans, któremu nic nie może zaszkodzić – siedzą w tej samotni i tyle. My wiemy, że oboje mają sekrety, bo mamy ich POV, ale oni nawzajem o nic się nie podejrzewają. Nikt też nie zastanawia się, czy to przyciąganie jest naturalne, czy nie (opis trochę sugerował, że to coś więcej niż pociąg fizyczny i abstynencja). Z wątkiem jeziora jest podobnie – to tylko pretekst do dramatycznego zamknięcia bohaterów w małej przestrzeni. Niby kryje się w nim jakaś magia, ale nie promieniuje ona na bohaterów. Poza wahadełkiem i legendami nie wydaje się wyjątkowe. Niby przyciągnęło tam Alicję, ale będąc u Wiktora ani razu nie myśli ponownie o swoim zadaniu – po prostu zapomina, po co tam przyjechała. Wiktor zaczyna o nim myśleć, bo mu się nudzi w domu, a ciotka Marianna nie poświęciła jego historii ani strony (żeby taka wielka antropolożka nawet słowem o tym nie wspomniała w swoim opracowaniu to żart).
„=” Na papierze bardzo fajne, niestety wykonanie nie jest najwyższych lotów. Kolejne tomy zapowiadają się ciekawiej, zwłaszcza że skupiają się na pozostałych siostrach. Widzę też ciekawą stronę fabularną, w którą można by pójść, ale obawiam się, że to moje czcze życzenia. Ten tom nie zachęcił mnie wystarczająco, by spróbować.
Ale! Nie jest to też najgorsza książka, jaką czytałam - to naprawdę udany, lekki romans obyczajowy, subtelne wprowadzenie do urban fantasy, książka idealna na leniwy wieczór.
Młoda studentka Alicja podczas samodzielnej wycieczki w Bieszczadach wpada do zamarzniętego jeziora. Przed utonięciem ratuje ją Wiktor, który postanawia zaopiekować się dziewczyną. Ich wzajemna relacja powoli zamienia się w coś więcej, jednak czy przeszłość oraz wewnętrzna natura bohaterów nie okaże się dla nich zbyt dużą przeszkodą?
Zastanawiałam się, jak w miarę sprawnie oraz bez zbyt dużej krytyki opowiedzieć o tej książce. Doszłam do wniosku, że jednak się nie da.
Przede wszystkim główna bohaterka - jedna z najbardziej irytujących postaci, na jakie miałam okazję trafić. Infantylna, nierozważna, wręcz zachowująca się momentami jak wariatka. Jej relacja z Wiktorem w moim odczuciu okazała się płytka i pozbawiona jakichkolwiek emocji. Obserwując zachowanie Alicji, nie mogłam się nadziwić, jakim cudem ten facet mógł się w niej zakochać? Nie mam pojęcia, czy autorka celowo wykreowała taką postać, czy też była ona nieudaną próbą stworzenia kogoś zupełnie innego.
Wszelkie elementy fantastyki, jakie pojawiły się w książce, ani trochę do niej nie pasowały. Sceny, w których przykładowo Alicja próbuje nawiązać duchową więź z siostrami lub siedzi pośrodku kręgu, chcąc przepędzić z domu złą energię, wyglądały jak kiepski żart. Osobiście uważam, że fantasy to mój ulubiony gatunek literacki, z którym jestem blisko związana, przez co nigdy nie dziwię się, że w powieści pojawi się nagle magia, nadnaturalne stworzenia czy moce bohaterów. Jednak w ,,Więzi'' każde nawiązanie do fikcji literackiej było jak sytuacja, w której spotykamy człowieka, mówiącego nam, że różowe, latające jednorożce naprawdę istnieją. Wyśmiewamy go lub bierzemy za niepoczytalnego, a w jego słowa nie chcemy absolutnie wierzyć. Według mnie wątek fantastyczny został tu włożony na siłę, był nieprzemyślany i nieadekwatny do reszty fabuły.
Książka ta liczy sobie niecałe 400 stron, z czego prawie połowa to długie, całkowicie niepotrzebne opisy, które momentami zaczęłam pomijać. W całym utworze występuje tyle absurdalnych, irytująco śmiesznych scen, że w gruncie rzeczy ciężko jest się skupić na samych wydarzeniach i czytać dalej. Ja po kilkudziesięciu pierwszych stronach miałam już dosyć, czułam się zmęczona oraz niesamowicie znudzona lekturą, przez co musiałam odkładać ją co 5-10 minut na bok.
Przyznam szczerze, że jest bardzo mało tytułów, gdzie nie znalazłabym ani jednej pozytywnej cechy. W tym przypadku mogłabym powołać się na nawiązanie do mitologii słowiańskiej, jednak zważając na fakt, iż w ogóle się na tym nie znam, nie mogę zaliczyć tego do rzeczy, jakie wyszły autorce dobrze. ,,Więź'' to zlepek wielu dziwnych elementów pozbawionych logiki i sensu. Jako że jest to pierwszy tom trylogii ,,Mocy i szału'', po kolejne części z pewnością nie sięgnę, by nie tracić na nie cennego czasu.
Ta książka to debiut Anny Lewickiej. Debiut naprawdę dobry i zachęcający mnie do sięgnięcia po kolejne tomy trylogii. Uwaga recenzja zawiera spojlery.
Siadając do lektury wiedziałem, że można spodziewać się nuty fantastycznej, ale sam jestem zaskoczony sposobem wymieszania słowiańskich mitów z wyjątkowo współczesnymi głównymi bohaterami. Alicja to studentka informatyki, która do nie tylko potrafi kodować. Ona rzeczywistość zaklina także na inne, dużo bardziej niesamowite sposoby. Wiktor z kolei to samotnik mieszkający w Bieszczadach. Rzeźbiarz, były sportowiec ale przede wszystkim człowiek o równie fantastycznej tajemnicy. Nie ukrywam, że liczyłem na coś bardziej... Zwierzęcego? Poczułem lekkie zaskoczenie gdy się okazało, że targający głównym bohaterem szał to spuścizna berserkerów a nie klątwa likantropii.
This entire review has been hidden because of spoilers.
szybko przeczytalam ale tylko dlatego zeby skonczyc jak najszybciej, mam wrazenie ze autorka chciala kazdy mozliwy watek wrzucic do tej ksiazki, wiedzmy wilkolaki, jakies mity starodawne, fantastyka ale jednak bieszczady, tarot no po prostu za duzo wszystkiego
This entire review has been hidden because of spoilers.
TEGO SIĘ NIE SPODZIEWAŁAM! Sięgając po Więź byłam przekonana, że czytam romans YA, gdzie na głównym planie będzie rodząca się namiętność między studentką i starszym od niej mężczyzną. I faktycznie, między bohaterami było 10 lub więcej lat różnicy, jednak miłość nie była tu jedynym wątkiem. Były słowiańskie wierzenia, fragmenty legend, kowen czarownic i berserkerzy, a więc w skrócie - było ciekawie! Przyznam, że były to elementy, które w moich dotychczasowych lekturach pojawiały się bardzo rzadko lub wcale - tym bardziej jestem ciekawa, jak historia potoczy się w dalszych tomach. Oprócz oryginalnych pomysłów, za zaletę śmiało można uznać kreację bohaterów. Każdy z nich był niezwykle barwny i ciekawy - z przyjemnością odkrywałam ich kolejne cechy, składając mój wirtualny portret pamięciowy w całość. Więź to debiut Anny Lewickiej i niestety nie uchował się on przed pewnymi wadami - w moim odczuciu momentami było zbyt dużo rozmyślań bohaterów, które strasznie się przeciągały, a zbyt mało dialogów. Jestem jednak świadoma, że dla wielu osób, które nie przepadają za nadmiarem dialogów, będzie to zbawieniem. Podsumowując wady i zalety stwierdzam, że ani trochę nie żałuję lektury Więzi, gdyż mocne strony zdecydowanie przyćmiły te słabsze.
STRUKTURA Książka podzielona jest na dwie części oraz numerowane rozdziały, w których narrację naprzemiennie prowadzą Alicja i Wiktor. Pozwala to na lepsze poznanie postaci, gdyż oboje skrywają przed sobą wiele tajemnic, których przy jednostronnej narracji byśmy tak łatwo nie poznali, a niektóre działania bohaterów mogłyby wydać nam się niezrozumiałe. Każdy z rozdziałów ma swój tytuł, oraz towarzyszy mu cytat z przeróżnych piosenek, które w mniejszym lub większym stopniu nawiązują do treści danej części. Zestaw piosenek może również służyć jako soundtrack do lektury, więc kolejny plus za to! Język jest dosyć prosty i przyjemny w odbiorze, więc od strony technicznej nie miałam żadnych zgrzytów.
PODSUMOWUJĄC Więź to niezwykle interesujący wstęp do trylogii. Romans połączony ze słowiańskimi wierzeniami, magią i szałem berserkerów tworzy coś całkowicie nietypowego wśród polskich książek dla młodych dorosłych. Ciekawy pomysł na fabułę, udana kreacja bohaterów i pozytywny klimat bijący od lektury sprawiły, że na wszelkie pojawiające się wady czytelnik przymyka oko, nie mogąc się doczekać dalszych losów Alicji i Wiktora. Dokładnie tak jest ze mną - czekam na tom drugi! ;-) A książkę polecam fanom powieści o czarownicach oraz romansów z nutką magii. Jeśli lubicie historie z masą rozmyślań bohaterów, zamiast dialogów - jest duża szansa, że Więź to lektura właśnie dla Was!
Pierwszy raz sięgnęłam po tę pozycję w 2019, a w tym roku postanowiłam sobie ją odświeżyć, ponieważ chciałam się w końcu zabrać za następne części z tej trylogii, żeby nie zalegały mi już na półce. Powrót do historii Wiktora oraz Alicji był w porządku, ale będąc szczerą nie porwała mnie ta historia. Relacja między bohaterami jest dla mnie trochę taka nijaka, za szybko to się działo, a i całość mnie nie kupiła. Podobało mi się to, że Alicja studiowała informatykę, zajmowała się programowaniem, motyw starych wierzeń, ale to nie wystarczyło, aby mnie do siebie przekonać. Piękna okładka, ale środek pozostawiał wiele do życzenia. Może w następnych tomach będzie lepiej, to się już okaże.
„Więź” to książka, która pozornie zapowiada się bardzo dobrze – przepiękna okładka, która zdecydowanie przyciąga wzrok nie tylko zagorzałej okładkowej sroki; opis, po którego przeczytaniu czuje się zapach zimowych gór i ma się nadzieję na powieść utrzymaną właśnie w tym klimacie z dodatkową nutką intrygującej tajemniczości. Ponadto możemy przygotować się na historię o zabarwieniu stricte romantycznym, bo przecież główna bohaterka spotyka na swojej drodze przystojnego, samotnego mężczyznę (a raczej to on natyka się na nią, przy okazji ratując ją przed rychłą śmiercią). Co więc poszło nie tak? Niestety, ale sporo rzeczy…
„Nie można było się przecież zgubić, jeśli nie miało się dokąd iść”
Ważna sprawa, choć nie najważniejsza, ale zdecydowanie zmieniająca odbiór powieści: bardzo wyraźny wątek z mitologią słowiańską. Czy mam coś do niej? Absolutnie nie! Jednak ani trochę nie spodziewałam się jej w tej akurat książce, przez co z początku myślałam tylko o tym, że chciałam romans, miałam ochotę na taki typowy romans-romans, a dostałam jakieś oderwane od moich oczekiwań pogańskie rytuały. Jednak idąc parę kroków dalej okazało się, że głównie to właśnie ten nieoczekiwany wątek uchronił książkę od całkowitej, druzgocącej klęski. Jakby nie spojrzeć, to zabawna sytuacja, bo coś, czego nie powinno w niej być – uratowało ją. A więc brak wspomnienia o tym w opisie to plus czy minus – moim zdaniem zdecydowanie minus, ale dla wielbicieli tym klimatów jest to sytuacja „do przełknięcia” (ale ci, którzy chcą wspomniany wcześniej stricte romans nie będzie to odpowiednia lektura).
„Wiedział dobrze, że ludzie przychodzą i odchodzą, że każdy jest właściwie tylko przechodniem w życiu innych. Ale uważał, że jeśli ma się obok siebie osoby, za które bierze się odpowiedzialność, to nie wolno ich zostawić, kiedy robi się niewygodnie, nie wolno niszczyć ich jeszcze bardziej.”
Najważniejszą częścią każdej książki są oczywiście występujące w niej postacie, bo to od nich w głównej mierze zależy czy będziemy czuć sympatię i poznawać ich losy z ciekawością, czy wręcz przeciwnie – życzyć jak najgorzej i czuć nieodzowną irytację wszystkim, co z nimi związane. Główna bohaterka „Więzi” jest zdecydowanie tym drugim typem, ponieważ jej lekkomyślność, brak rozwagi i jakiegokolwiek taktu, a także pewnego rodzaju toksyczność, bo naprawdę nie wiem, jak opisać to inaczej, niezwykle silnie daje się we znaki czytelnikowi, co sprawia, że albo śmieje się w głos nad głupimi poczynaniami Alicji – jak ja - albo po prostu odkłada powieść i stara się o niej szybko zapomnieć. Nad Wiktorem nie będę się zbytnio rozwodzić, ponieważ gdy o nim myślę, to czuję jedynie rozczarowanie. Z początku walczył dzielnie, zachowywał się całkiem rozważnie, aż ten delikatny domek z kart zwany opanowaniem po prostu spłonął w szale namiętności, którego nawet śnieżna zamieć nie zdołałaby zgasić…
„Problem jednak w tym, że kiedy ktoś udowadnia otoczeniu, że jest silny, inni zaczynają to traktować jako coś oczywistego i już nie pozwalają komuś takiemu na słabość, oczekując zawsze, że będzie się zachowywać dojrzale. Zapominają, że osoba z pozoru silna też czasem potrzebuje odrobiny opieki i wsparcia.”
Historia opisana przez Annę Lewicką okazała się najprościej w świecie nudna, bo nie wiem jak opisać ją inaczej. Mam wrażenie, iż czytając tę książkę w mojej twarzy nie drgnął ani jeden mięsień odpowiedzialny za jakiekolwiek emocje, ot, czytałam, a raczej śledziłam tekst bez większego zaangażowania, bo nic mnie do tego nie zachęcało. Z tego co pamiętam, to były w tej książce próby zaskoczenia czytelnika, jednak naprawdę kiepskie i przewidywalne. Do samego pióra autorki mam stosunek właściwie żaden, kompletnie ambiwalentny. Nie jest złe, raczej przeciętne, jednak zdecydowanie za dużo w nim opisów wszystkiego, przez co łatwo stracić zainteresowanie lekturą tak samo, jak i przez górnolotne rozmyślania bohaterów prowadzące donikąd.
„Więź” miała być „pełną magii historią o przeznaczeniu i miłości dwojga ludzi, których z pozoru dzieli niemal wszystko”, a niestety okazała się powieścią wypełnioną głupotą, nudą i irytacją, w której nie znajduję właściwie żadnego punktu zaczepienia, aby tę książkę komukolwiek polecić, bo to niestety kompletne marnotrawstwo czasu.
W pierwszym tomie serii pod tytułem "Trylogia mocy i szału" poznajemy Alicję, studentkę, która wybiera się w samotną podróż w Bieszczady, aby odetchnąć wśród zimowych krajobrazów, ale i znaleźć odpowiedzi na pytania, które od jakiegoś czasu nie dają jej spokoju. Nagłe załamanie pogody i brak znajomości terenu przez dziewczynę skutkuję bardzo niebezpieczną sytuacją, ale na szczęście pomaga jej nieznajomy mężczyzna Wiktor i jego pies Dzikun. Para zostaje uwięziona w domu mężczyzny podczas śnieżycy. Są odcięci od cywilizacji przez brak zasięgu w telefonach i internatu, ale i przez nieprzejezdną drogę z powodu śniegu. Oboje po jakimś czasie przestają hamować swoje pragnienia i bardzo zbliżają się do siebie. Jeszcze nie wiedzą, że ich znajomość będzie miała też złe momenty. Książka "Więź" to powieść, która całkowicie mnie zaskoczyła. Myślałam, że to będzie delikatny romans, a dostałam erotyk z motywem fantastyki. Ale to jak najbardziej na plus. Do tego Alicja i Wiktor są świetnie wykreowanymi bohaterami, chociaż widać między nimi różnicę wieku w pewnych momentach. Opisy domku Wiktora w zaśnieżonych Bieszczadach też bardzo mnie urzekły i aż człowiek by sam chciał się tam znaleźć. Osobiście polecam i od razu sięgam po drugi tom tej trylogii.
Zaczynało się ciekawie, skończyło absurdalnie i źle. Powieść miała duży potencjał; wykorzystanie mitologii słowiańskiej i w przewadze nordyckiej, nadawała klimatu historii. Gdyby autorka zrobiła z tego zwykłą młodzieżówkę, bez wątku fantastycznego, wyszłaby z tego całkiem przyzwoita lektura. Szkoda, że i bohaterowie byli nijacy i irytujący na każdym kroku.
Tak samo zakończenie, no błagam.
Mam nadzieje, że druga część będzie miała mniej absurdów. Czy przeczytam? Zobaczymy...
To była najgłupsza główna bohaterka, jaką kiedykolwiek „spotkałam”.
Ogólny odbiór książki ratuje jedynie wątek mitologii słowiańskiej, który został poprowadzony całkiem nieźle oraz czas, kiedy Wiktor i Alicja byli osobno. Razem byli nie do zniesienia, a zwłaszcza ona.
Najlepszym bohaterem był Dzikun...
Zakończenie wywołało u mnie takie zażenowanie i śmiech, że aż brak słów. Przepraszam bardzo, ale ile oni się niby znali?!
Książka ogólnie z dość fajnym pomysłem na fabułę, lecz nie jestem pewna czy autorka chciała by była ona fantastyczna czy obyczajowa. Ciężko się czasami było połapać, ale ogl w miarę okej się czytało. Książka jednak trochę mnie rozczarowała, a w większości czasu jakiej jej poświęciłam nie miałam pojęcia co się dzieje w tej książce.
Nic specjalnego, przyjemnie, nawet intrygujący ten wątek słowiańsko-nordycki, i chyba tylko dlatego sięgnę po kolejne części. Liczę, że autorka to pociągnie i wyjaśni więcej. I że później się rozkręci i zdecyduje konkretnie na jakąś jedną ścieżkę. Bo tutaj to czasem jakby sama nie wiedziała, w którą stronę chce iść.