Po tej lekturze nic już nie będzie takie samo. Pozostanie w sercu rana, która nigdy się nie zabliźni, bo o bohaterach tej książki nie da się zapomnieć.
Ukazane tu dzieci to niewinne ofiary miłości rodziców wywodzących się z dwóch różnych i tak odległych od siebie światów. Polsko-libijskie pochodzenie stanie się dla nich przekleństwem. Muzułmańscy ojcowie odbiorą im wszystko: dzieciństwo, poczucie bezpieczeństwa, wolność, a nawet życie. Po stronie mężczyzn stoi prawo, religia i obyczaje panujące w ich kraju, po stronie krzywdzonych dzieci – jedynie bezradne matki.
Cztery dramatyczne historie oparte są na autentycznych wydarzeniach.
Autorka poznała je, mieszkając przez lata w Libii i dzieląc los tamtejszych kobiet. Do Afryki zawiodła ją miłość. Zakochała się w ciemnookim studencie i wyszła za niego za mąż. O swoim życiu w arabskim kraju, ucieczce do Polski i rozwodowej batalii Nadia Hamid pisze w książkach Gorzka pomarańcza oraz Jarzmo przeszłości.
Niech te publikacje będą przestrogą dla kobiet, które decydują się na związek z człowiekiem odmiennej kultury, wyznania, mentalności, bo to wiąże się także z innym postrzeganiem i rozumieniem spraw dotyczących małżeństwa oraz rodziny.
Książki Nadii Hamid znalazły się na mojej półce z czystej ciekawości. Sięgając po nie, oczekiwałam wnikliwych opisów życia w kraju o odmiennej kulturze i rozważań na temat różnic międzykulturowych. Czy znalazłam to, czego szukałam? Niestety nie. "Gorzka pomarańcza" przyciągnęła mnie swoim tytułem. Jej lektura była bardzo szybka. Historia jest nawet wciągająca, opowiedziana co prawda bardzo pobieżnie. Liczne powtórzenia i bardzo płytkie opisywanie kultury w której autorka spędziła bardzo dużo czasu, doprowadzały mnie chwilowo do szału. Jednak stwierdziłam, że chciałabym wiedzieć, co działo się dalej z Nadią, jej małżeństwem i dziećmi. Z tego powodu poszukałam kolejnych książek pani Hamid. "Jarzmo przeszłości" okazało się równie płytkie co pierwsza część historii. Nie byłam w stanie znieść języka w jakim napisana jest ta książka oraz przesłania jakie niesie. Ostatnia książka "Dzieci szariatu" jest zbiorem opowieści o losach dzieci wywodzących się z mieszanych małżeństw. Historie te są przerażające i bez wątpienia zapadają w pamięć. Sama książka jest niestety mocno niedopracowana. W każdej kolejnej książce język jest coraz gorszy. Gloryfikacja bogobojnych katolickich matek coraz silniejsza, tak samo jak otwarte generalizowanie i przedstawianie w złym świetle mężczyzn wyznających islam. Książka "Dzieci szariatu" przelała szalę mojej goryczy w dość zabawny sposób. Przedstawione tam historie sprawiają wrażenie mocno podkoloryzowanych, czy nawet wręcz fikcyjnych. Autorka mówi, że poznała te historie głównie podczas swojego pobytu w Libii. Przedstawia je jednak wraz ze szczegółami, które mogli znać jedynie naoczni świadkowie tych zdarzeń. Ze względu na zakończenia tych historii, ich główni bohaterowie nie mogli opowiedzieć o nich osobiście. Bardzo denerwował mnie brak informacji o osobach, które relacjonowały te zdarzenia, to czyni je oderwanymi od rzeczywistości. Każdy rozdział tej książki mógłby śmiało stanowić oddziele fikcyjne opowiadanie. We wszystkich historiach pojawiają się podobne motywy, zdarza się, że różni bohaterowie używają tych samych słów. Tak jak w poprzednich książkach brak mi refleksji samej autorki nad tym co się wydarzyło. Brak mi krytycznego spojrzenia na te historie. Denerwuje mnie również pobieżna narracja. Jest to temat wart zdecydowanie więcej niż 155 stron. Rozumiem, że to co spotkało panią Nadię jest niezwykle traumatyczne. Być może napisanie tych książek miało w jakiś sposób pomóc jej w zamknięciu tamtego ciężkiego życiowego rozdziału. Mam jednak nieodparte wrażenie, że autorka nie uporała się z traumą w stopniu wystarczającym do opowiedzenia swojej historii w sposób bezstronny i obiektywny. Robi to pobieżnie i chaotycznie. Szkoda, bo wszystko zapowiadało się na prawdę ciekawie.
Nie ma dziwne, że ta książka była na promocji na ŚK. Tak tragicznie literacko dziełko, zwane przez niektórych reportażem, nie mogło zdobyć pierwszych miejsc w żadnym gatunku "dziennikarskim", co najwyżej fantastyki. No ale wydawnictwo to nie Fabryka Słów.
Cztery bajki, opisane jako "prawdziwe" historie, zasłyszane przez Autorkę, też gdzieś kiedyś zamęczoną przez jednego z "książąt pustyni" będącego swego czasu jej mężem.
Nie kwestionuję tego, że gdzieś tam na świecie, ba! W wielu miejscach pojawiają się zwyczaje, których nawet w świecie zwierząt nie ma. Zwyczaje, w których mężczyzna, a właściwie osobnik rodzaju męskiego (ponieważ o byciu prawdziwym mężczyzną decyduje coś więcej niż posiadanie penisa) traktuje kobietę jak krowę, owcę czy inny element inwentarzu w gospodarstwie. Jest to skrajnie obrzydliwe, odarte z człowieczeństwa traktowanie drugiego człowieka, jak przedmiot, bez godności, jak - dość powiedzieć - niewolnika.
Niestety książka, grając tylko na najniższych instynktach, bardzo, ale to bardzo słaba literacko, próbuje nam wcisnąć cztery historie tak infantylne, tak niemożliwie głupie, że aż nie do uwierzenia, jak można było (przy dzisiejszych przekazach medialnych dotyczących postępowania mężczyzn w krajach arabskich względem kobiet) dać się z własnej nieprzymuszonej woli wpakować w taką rzeczywistość. Tzw. reportaż, czy opowieść choćby opartą na przekazach należałoby uwiarygodnić jakimiś relacjami świadków, czy odniesień do świata rzeczywistego. Miejscowości, ulic, nazwisk. To co się w tej książce wydarzyło, i owszem, powinno być przestrogą dla młodych kobiet zafascynowanych urodą książąt pustyni, ale! Nie w taki sposób! Infantylny, szkodliwy, bezczelnie drwiący z inteligencji czytelnika.
ProTip dla Autorki: Nie piszemy, że młody człowiek jest skłonny do manipulacji (w kontekście potencjalnego szkolenia terrorystycznego i dokonywanego nań praniu mózgu), ale że jest podatny na manipulację (co oznacza, że można nim manipulować).
ProTip dla Autorki 2: Nie uwierzę, w żadnym układzie sytuacyjnym, że na filmie przed samobójstwem młody terrorysta pozdrowi matkę słowami "Niech Jezus Chrystus ma Cię w opiece", oraz że przed wysadzeniem się w budynku kościoła odwróci wzrok od patrzącego nań Jezusa przed wysadzeniem się. Ze wstydu.
Ze wstydu to powinna Autorka pisać już tylko pod pseudonimem.
3/4 za mną szybkie, krótkie, wszystkie książki można by wrzucić w jedną, a im dalej, tym gorzej bo przychodzi do głowy tylko moment z Balladyna vs Alina A: Myślisz że coś wiesz o moim życiu? Nic o nim nie wiesz! Chcecie mi wszystko odebrać! B: Ale kto? Do kogo ty teraz mówisz? Widzisz tu kogoś oprócz nas? ALE KTO?
Naprawdę nie warto. Narracja jest kiepska. Zachwiane jest poczucie czasu. Odnosi się wrażenie, że czyta się szybka notatkę, a nie opowieść, która ma wciągnąć.