Dwie epoki. Dwie historie. Jedna wioska. Jedna czarownica. Jedna klątwa.
Wyobraź sobie, że możesz wszystko. Nawet oszukać śmierć.
Nad Suwalszczyzną za kilka dni pojawi się zorza polarna. W Jodoziorach, małej wiosce na prowincji, zostają znalezione spopielałe zwłoki małżeństwa. Wśród lokalnej społeczności miejsce to owiane jest złą sławą, słynie ze szczególnego nasilenia przemocy, chorób, zaginięć i samobójstw. Mówi się też o zjawiskach nadprzyrodzonych – niezidentyfikowanym zielonym świetle, odgłosach niewiadomego pochodzenia, a także o nawiedzonym domu. Miejscowi wierzą, że to on rozsyła wokół negatywną energię, która wydobywa z ludzi najgorsze instynkty.
Tajemnicami wioski żywo interesuje się młody dzielnicowy, który wkrótce popełnia samobójstwo. Sprawę jego śmierci bada Vytautas Česnauskis, policjant na wpół litewskiego pochodzenia z komendy miejskiej w Suwałkach. Odkrywa, że mroczna historia Jodozior ma swoje korzenie w latach siedemdziesiątych. Wtedy miała tam mieszkać kobieta, która parała się czarami…
Nie pamiętam kiedy po raz ostatni czytałam aktywnie tak długo jakąś książkę. Wiele książek (jak zaczęci aktualnie Nędznicy) czytam biernie, co w moim przypadku oznacza przeczytanie 100 stron, odłożenie na kilka tygodni, przeczytanie kolejnych 100 stron, odłożenie na kolejne tygodnie i nagłe, niczym niesprowokowane kilka godzin ciągłego czytania aż do ostatniego słowa.
Dzieło sztuki. Gdy mówię, że lubię horrory, to właśnie o czymś takim mówię. Nie jest to slasher, jego siła jest w tym, że przez tyle stron, zżywamy się z bohaterami, a w konsekwencji martwimy się o nich.
Nie mam jej absolutnie nic do zarzucenia. NIC.
A w związku z tym, że autor zagrał tu kartą „wyzwę czytelnika”, to na pewno przeczytam jeszcze raz w poszukiwaniu wspomnianych easter eggów.
This splendid horror has not been translated into English yet, but I do hope it will be soon for all fans of the genre to enjoy it. I was pushed to read it by my GR Friend Magda, and I'm all too grateful to her for there is everything that you look for in a good horror. I rarely choose to read this genre, Stephen King being the exception, but to my surprise I could not put his novel down, which might have been easy as it is 700-page long and the hardcover edition rather heavy. The atmosphere of the place and storytelling is truly terrific. Well done, Mr Urbanowicz!
Doskonały horror, napisany z pomysłem i rozmachem, gdzie atmosfera narasta i gęstnieje z każdym rozdziałem. Rzadko czytam horrory, ale ten pochłonęłam w dwa dni, co mogę jedynie porównać z tempem czytania horrorów Mistrza Gatunku.
4.5/5, bo „życie miłosne” głównego bohatera przyprawiało mnie o ból głowy XD poza tym ta książka ma w sobie taki humor, który nie zawsze do mnie trafia, ale sam core był MEGA
Główny bohater ma vibe pająka, zakończenie jest strasznie słabe, nie wszystko się wyjaśnia a autor w posłowiu pisze, że jak widzimy nieścisłości w fabule to mamy przeczytać te 720 stron jeszcze raz, wkurwiło mnie to.
W Jodoziorach rzeczywistość wygląda jak zaklęta w nieustającym koszmarze. Szarobure powietrze, nieustający deszcz, mrok, który snuje się po kątach. Szaleje tu elektronika, czas zdaje się pędzić swoimi prawami. Atmosfera jest jakby lepka, pleśniowa, zapyziała, tak, a sama wioska zdaje się być otoczona jakimś kokonem, obezwładniona i sparaliżowana od wewnątrz. Tutaj zielone błyski pojawiają się ni stąd, ni zowąd, po nocach krążą cienie, a domy bywają zamknięte i zaczarowane. A mieszkańcy? Nabuzowani, nakręceni, naelektryzowani jakąś mocą, której nie rozumieją, ale czują podskórnie. Jedni mówią, że to rudy metali, ukryte głęboko pod ziemią prowadzą ku szaleństwu, inni widzą w tym rękę diabła. Jedno jest pewne – nad Jodoziorami ciemność ma swoje panowanie.
Artur Urbanowicz zdradził, że opowieść o nawiedzonej wiosce, o czarownicy, o dziwnym domu to nie tylko zmyślenie pisarza, to nie tylko wyobraźnia. Podobno gdzieś na Suwalszczyźnie jest takie miejsce, podobno ktoś słyszał o podobnych wydarzeniach. Nie powinno dziwić, że wszystko to daleko, za lasami, za jeziorami na wschodzie, gdzie jeszcze może istnieć zabobon, jeszcze można usłyszeć o praktykach, które gdzie indziej zostały już zapomniane. Także o legendach, których dzisiaj już nikt nie chce powtarzać tam, gdzie wszystkie tajemnice zastąpił betonowy las i labirynt świateł. W „Inkubie” ten świat powraca i atakuje znienacka – niby to współczesna opowieść, niby przeszłość nawet tu nie jest tak daleka, a jednak można mieć poczucie, że zagubiliśmy się gdzieś w czasoprzestrzeni, a z jej kątów i zakamarków zerka na nas odwieczne zło. Artur Urbanowicz coraz lepszy, coraz mocniejszy i… straszniejszy! A to lubimy.
przeklejam moją recenzję z lubimyczytać bo niezmiennie nie rozumiem dlaczego ta książka jest wychwalana na prawo i lewo, przeczytałam ją rok temu i swojego zdanie nie zmienie, a noty 5/5 tak mnie irytują że muszę dać upust swoim przemyśleniom. noty nie zmieniam - taką dałam od samego początku.
ta książka jest przerażająca. nie dlatego, że jest straszna, ale przeraża mnie to, że jest nazywana najlepszym horrorem ubiegłego roku. przeraża mnie fakt, że ma niemalże same pozytywne opinie 10/10 i nikt nie zauważa tutaj jak chore i mizoginistyczne podejście do kobiet ma główny bohater. pierwszy raz spotkałam się z tym, że główny bohater jest tak irytujący, że chyba nie skończę tej książki, a zostało raptem 100 stron. mam wyrzuty sumienia, że mogłam poświęcić ten czas na coś na prawdę fajnego i ciekawego. moje zarzuty, bez spoilerów jak tylko się da:
1. główny bohater ma obsesyjnie niezdrowe podejście do kobiet, kiedy jakaś z nich spojrzy na niego sekundę dłużej niż powinna, sądzi że na pewno kryje w sobie pokłady uczuć do niego, a kiedy ta chociażby złapie go za rękę - na pewno chce się z nim ruch*ć. mam dziwne wrażenie, że są to życiowe frustracje samego autora, który ma jakiś uraz do kobiet, kobietę która ma długie ręce nazywa "helikopterem". każdy komplement usłyszany od kobiety traktuje jak zaproszenie do łóżka. autor opisuje głównego bohatera jako wysportowanego i przystojnego, ale mającego nieszczęście w miłości bo jest zbyt nieśmiały, nie wykorzystuje sytuacji które pod nos podsuwa mu los. podczas nocowania w domu kobiety zastanawia się, czy nie wparować do jej sypialni w nocy, bo straci wtedy życiową szansę, bo przecież siedząc na stole przypadkiem dotknęła jego kolana, więc powinien to potraktować jak zaproszenie. dziwi, się że kobieta która zadeklarowała mu, że nie jest gotowa na związek wielce się obrusza, że ten totalnie z d*py łapie ją w pasie i wróży im wielką miłość. 2. język jest niesamowicie prosty i prymitywny - może to być plus i minus, bo książkę szybko się czyta, po czasie nawet można się domyśleć co odpowie główny bohater - nic ciekawego. 3. żarty są lekceważące i nieprzemyślane. główny bohater rzuca tekstami typu "anorektycy nazywają cię chudzielcem i wyglądasz jak bohater memów o ciotach?". halo?! który mamy rok, że takie teksty przechodzą korektę bez echa i nikt nie zastanawia się czy kogoś urażą? naśmiewa się również z osób otyłych no i oczywiście ma "coś" do wszystkich kobiet, daruje sobie cytaty. wielokrotnie podkreśla, że kobieta powinna być nAtUrAlNa, bez makijażu itd. bo o takie przecież coraz trudniej. 4. nie odmienianie końcówek. kobieta mówi o sobie, że jest singlem, a nie singielką. podobnie, ktoś nazywa kobietę mordercą, a nie morderczynią. nie wiem z czego to wynika, może to coś na co tylko ja zwracam uwagę, pomimo że feminatywów używa się coraz częściej, niektóre rzeczywiście mogą brzmieć nieco niecodziennie, ale te podane przeze mnie wyżej bez problemu się odmieniają i są obecne w języku. 5. cytaty przywoływane na początku każdego rozdziału spoilują całą akcje do przodu. 6.kiedy lata siedemdziesiąte czyta się jeszcze w miarę tak współczesność to jakiś koszmar, dwoje policjantów naiwni jak dzieci, od razu wierzą w rzeczy nadprzyrodzone, nawet niczego nie kwestionują. 7. kiedy po raz pierwszy spotykamy starszego pana z wioski mówi on udawaną gwarą, jakimś dialektem przez dobre kilka stro, a potem już wszyscy zapominają że było coś takiego i każdy z tej wsi mówi normalnie XDDDDDD
podsumowując, nie podoba mi się, że ta książka jest tak zachwalana, gdzie tylko nie spojrzę. czy ludzie na prawdę nie widzą w tym nic nie tak? aha, no i sama książka straszna nie jest w ogóle, ani nawet historia nie jest ciekawa. mimo mojej sympatii do autora, którego poznałam na targach, książka to po prostu dno. typowo boomerskie żarty, które mógłby opowiadać pijany wujek na weselichu i aktualnie - książka z 2019r. - bardzo szkodliwa społecznie, często powielające stereotypy. szkoda czasu. 01.07.2020
W Inkubie klimat zagęszcza się ze strony na stronę. Niesamowicie podoba mi się styl Artura Urbanowicza; autor zdecydowanie potrafi opowiedzieć historię. Na początku nie byłam przekonana do dwóch historii dziejących się w odstępie czterdziestu pięciu lat, ale potem byłam tym zafascynowana, ponieważ te historie łączą się w najbardziej niespodziewany sposób. Byłam też trochę przytłoczona nazwami miejsc i relacjami między bohaterami, ale potem nie stanowiło to problemu; książka wręcz mnie pochłonęła, a strach i niepokój bohaterów udzielał się także i mnie.
Niesamowicie podobały mi się wydarzenia opisane w roku 1971 - może nawet bardziej niż dochodzenie Vytautasa do prawdy. Autor wykreował bohaterów, którzy ożywali na kartach powieści. Do moich ulubieńców zdecydowanie należy Czarek i Mateusz.
Bardzo polecam tę książkę, nawet, jeśli z horrorem wam nie po drodze. Jest warta uwagi, a kiedy ją zaczniecie, nie będziecie chcieli jej odkładać.
Polski Horror Urbanowiczem stoi. Nie jest to King czy Simmons. Jednak w myśl starosłowiańskocerkiewnego przysłowia - jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Inkub nie zachwyca, ale i nie odstręcza. To kawał rzetelnego dreszczowca, który ma świetne momenty, by zaraz wpłynąć na mielizny fabularne.
Co najważniejsze Inkub spełnia swoje podstawowe zadanie. Przeraża. Czarownica budzi podskórny lęk, ale już klimat zabitej dechami wsi mógł zostać lepiej wykorzystany. Poza małymi wyjątkami zło nie wylewało się z kart książki jak choćby w kingowskim Sklepiku z marzeniami. Jednak to co najbardziej razi to styl autora. Bohaterowie przemawiają, nie rozmawiają przez co czuć teatralność w ich kreacji.
Mimo wszystko polecam. Choćby dla przewrotnego zakończenia.
Na taki właśnie horror miałam ochotę. Stoi klimatem oraz grozą tego, jak bardzo wydarzenia z książki mogłyby się spokojnie odbywać w naszym otoczeniu (pomijając bardziej nadnaturalne zjawiska). Zżyłam się z bohaterami, czułam upór i ból głównego bohatera, a także tragedie, które dotykały mieszkańców wioski. Także mniej tu ugabuga, a więcej niepokoju i braku komfortu jak bardzo realnie to wszystko brzmi. A zakończenie... jak bardzo boli :( Wyjątkowo też, jak nie ja, książkę czytałam naprawdę powoli. Nie dziwi mnie jej grubość, skoro historie z obydwu linii czasowych zajmują podobną długość czasu antenowego, nic nie jest potraktowane po macoszemu. Sporo też tutaj zwykłej detektywistycznej i operacyjnej roboty, co mi się szalenie podobało, zawsze doceniam kiedy autor ładnie pokazuje jak bohaterowie dochodzą do rozwiązania po nitce do kłębka, a nie że rozwiązania same im się wpychają do rąk.
3.75 powiedzmy nie wiem jak to ocenić bo jednak przeczytałam te 700 stron i nie rzuciłam w połowie, co więcej było to ekscytujące. mam potrzebę opisania moich odczuć. ALE. zacznę od plusów: świetna okazja, by wzmocnić lokalny patriotyzm, moja noga więcej w tych strasznych wioskach nie stanie. naprawdę doceniam i mam mocniejszy odbiór, że akcja dzieje że na Suwalszczyźnie na ulicach które wiem gdzie są. podobał mi się pomysł mega super polecam fanom folkowych klimatów. doceniam mrugnięcia okiem w trakcie, teorie same się tworzyły. może nie było to straszne, że się człowiek boi iść do łazienki w nocy, ale thrill trzymał. świetnie się bawiłam ogólnie. pomysł o przeplatanych perspektywach sprytny bo pozwolił sprawnie opowiedzieć o przeszłości jako element teraźniejszości i trochę dodać akcji jak ta się znacząco zatrzymywała. ta klamra końca i początku majstersztyk ( trochę ironicznie, ale przynajmniej daje po oczach). nie czuc podczas czytania ze to taki kloc. nie mogę pojąć jak głowa autora to wymyśliła wszystko.
teraz mogę ponarzekać, są to drobne rzeczy, które nie wpływają znacząco na odbiór lektury, ALE: kurwa, co to są za żarty jak od wujka, który już po wódzie słabo kontaktuje (sks starość kurwa starość, nazywanie kobiet iwonki jako na jedną noc I WON, to jedynie niektóre na szybko przywołane, boki zrywać), pojawiają się na początku raczej, bo potem to nie ma nastroju do żartów ja nie wiem, co to za bohater. rozumiem że miał być sensitive mężczyzna, inny niż wszystkie, emocjonalny i samotny. wyszło bardziej pick me, ale szanuję za mózg niech będzie. poza tym co to za podejście do kobiet. wszytskie baby złe, bo żadna go nie chce. gorzej niż napalone nastolatki, wystarczy spojrzenie a już na ołtarz stawia. jak zachodzi od tyłu swoją kraszi bez zgody bo się tak sprytnie domyślił że pewnie teges szmeges i zostaje odrzucony to drze na nią mordę że go oszukała, na drugi dzień atakuje na spotkaniu i nazywa zdradziecka szmata. a ta laska na koniec jakby nigdy nic zaprasza go na herbatę, że ona to jednak da mu szansę. ale on taki macho, że po okresie wzmożonego gym ratu i samooanalizy odmawia i idzie stolik dalej bajerowac kelnerkę. czacie co to miała być za scena że ziom zrozpaczony po śmieci bliskich, odrzuceniu ze strony lubej jedzie do ełku na dziwki XDD najlepsze lekarstwo, przysięgam rozwaliło mnie to. bestie mateusz prawie się zesrał od powtarzania jaki to jest hot i super jakim cudem nikt ani trochę nie zakwestionował istnienia sił nadprzyrodzonych i czarów. rozumiem że wszyscy bohaterowie wierzyli w to i ja też wierzyłam ale poza tą banieczką istniały normalne suwałki i nikt tego nie kwestionuje. autor mi na końcu każe czytać wszystko jeszcze raz, oczywiście już pędzę zakończenie całej sprawy za szybkie i niesatysfakcjonujące w porównaniu jak całe śledztwo było rozwleczone na te 700 stron. słabo rozwinięta sprawa końcowa kilku domów i teleportacji. przez pewien moment miałam wrażenie że ciągle się kręcimy w miejscu i nic nie leci dalej, ciągle te same znaki, myśli i ja nic nie wiedziałam tak jak i policjant.
interpunkcja się po drodze zgubiła, ale i don't care. mimo wszystko nie sięgnę po inne książki autora, jako że ta jest uznawana za najlepszą, spędziłam ochotę. ale podobało mi się. czytał też mój tata i mu też się podobało (prawie sie zesrał że strachu). mimo tego co tu napisałam przyrzekam mam pozytywne odczucia i sama książka w ogólnym rozrachunku na plus.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Myślałam, że po lekturze "Inkuba" bardziej przekonam się do twórczości Pana Artura Urbanowicza. Wszyscy tak chwalą, więc może omija mnie super historia, dlatego warto sprawdzić. Dobrze, że nie kupiłam tej książki, mieli w bibliotece, bo nie wybaczyłabym sobie tych 30zł zmarnowanych na bubel w ładnej okładce i z mojego ulubionego wydawnictwa (choć ostatnio coś się psuje). Już wiem, że nie przeczytam żadnej kolejnej książki autora, nie po tym co dostrzegłam w "Inkubie". Przestawię wszystko w punktach, żeby było prościej. 1. Gdzie tu jest horror, groza, albo chociaż thriller, kryminał, powieść psychologiczna??? Tak, wiem czytam prawie same horrory, mało rzeczy mnie przeraża, nie liczyłam na fajerwerki, ale na takie NIC też nie. 2. Język prosty, wręcz prymitywny. Warsztat pisarski poniżej przeciętnej. 3. Żarty których jest pełno, tak żenujące, że ja osobiście to bym się bała tak do siebie mówić, a co dopiero umieszczać je w książce. Poniżej jakiegokolwiek poziomu, ziejące stereotypami. 4. Zatrważająca ilość tak płaskich postaci z głównym bohaterem na czele, który miał być "policjantem z powołania", ale lepiej pasuje do niego chory desperat. Wszystkie postacie to są kukły, wydmuszki. 5. Dialogi sztuczne, drewniane, często nie wnoszące nic do fabuły, za to pełne humoru jak z najgorszego kabaretu. 6. Jeden tak ewidentny błąd w rozumowaniu (tzn. jest ich więcej), który daje po oczach, że ja się zastanawiam jak to jest w ogóle możliwe. A nie trzeba być jakoś mocno spostrzegawczym. 7. Przez nagromadzenie tylu postaci, wątków i miejsc stworzyła się cegła, która ma tak poszatkowaną akcję, atmosferę i napięcie, że nie czuć nic. Czyta się, ale w sumie to nie wiem się o czym i dlatego się czyta. 8. Cytaty dla zwiększenia objętości, które są spojlerami... 9. Zakończenie. Dno. Pisane na kolanie, bo chyba autor lekko oprzytomniał i pomyślał, że trzeba kończyć. Pasuje do historii, ale żadnej satysfakcji nie daje. 10. Blurb na okładce od redaktora "Playboya" ma mnie zachęcić do sięgnięcia po książkę? Z całym szacunkiem dla Pana R. Ziębińskiego jako autora, ale co to ma być? Chyba wystarczy... Podsumowując, 728 stron lania wody, zamiast nauki na błędach. Książka gorsza od czytadła, płaska, pusta, bez emocji, nie zostawiająca niczego po sobie. Tylko papier w piękniej okładce. I nagrody niesłusznie zdobyte. Zanim ktoś rzuci, że nie każda książka musi być arcydziełem, że takie lekkie "dzieła" też są wartościowe, to niech się zastanowi nad swoim życiem. Czy warto marnować czas i pieniądze na COŚ TAKIEGO? Czy naprawdę nikomu już nie zależy na porządnej literaturze, która zastawi po sobie jakiś ślad, nie tylko fizyczny? Nie przeżyłam jeszcze takiej złości po lekturze, a wszystko to spotęgowały te pozytywne opinie i zachęty. "Pięknie" zakończyłam 2020 rok. Idę się schować.
2,5/5 i wielkie rozczarowanie Książka była tak zachwalana że wzięłam się za nią z bardzo dużymi wymaganiami i to był bardzo duży błąd. W teorii bardzo ciekawa historia w praktyce coś było nie tak. Coś nie wyszło. Główny bohater obleśny i niedający się lubić, pełno obrzydliwych żartów które już dawno nikogo nie śmieszą, napięcie? Jakie napięcie, ja nic nie poczułam. Spokojnie można by było zamknąć tą historię w 400 stronach i może byłaby wtedy dużo lepsza. Tak czy inaczej niezbyt zostałam przekonana do czytania autora, póki co po więcej jego książek do biblioteki lecieć nie będę.
Potencjał był więc duży, jednak nie został w pełni wykorzystany z powodów, które można streścić w dwóch punktach: przegadanie i dialogi bijące po oczach sztucznością. Książce zdecydowanie wyszłoby na dobre, gdyby odchudzić ją tak o połowę.
książka, której się nie zapomina. książka, która pochłania cię coraz bardziej z każdą kolejną stroną. cudownie zbudowane napięcie, tajemnice. połączenie kryminału z demonami - !!!!!! nie czytam książek polskich autorów, ale inkub na zawsze zostanie w moim sercu. do tej pory czasem przypominam sobie o niej w nocy i świecę światło, gdy idę siku 5⭐️ jedna z ulubionych
Truly wanted to like it. It was recommended by a colleague who's really into horror so I trusted their opinion and still ended up terribly disappointed. The first signs of disaster appeared in the prologue. The dialogues throughout this book are simply b a d. Unnatural may be the best to describe it. No matter what timeline it is, what characters are talking, the sentences sound extremely weird. And they get worse the closer it is to the end. Which can be said about this book in general. The beginning is quite intriguing, though I'd much prefer it if I could only read the 1971 timeline (mostly because the main 2016 character is terrible - but we'll get to that). There's a sense of dread and mystery for the first 200-300 pages and as a reader you're not sure what's really going on. At times it reminded me of some knock-off Stephen King novel. A village forgotten by the rest of the world, weird accidents and deaths, something evil lurking in the house occupied by an outsider. The first part still suffers from too many words that could be used in a better way, but it reads easily and swiftly. There are many moments where the same phrases are used constantly to describe things the reader is already familiar with and I wonder why would any editor allow this? Once you get past the middle the book gets really chaotic. The plot is suddenly straightforward, all mystery gone. A lot of information is fed trough dialogues via awful and long expositions, especially past the 600 page mark. And the sudden appearance of a Vatican appointed witchhunter... I was physically repulsed at this point, because that's how little sense it made. It felt offensive to the reader's intellect. The characters are another issue. Other than the main 2016 character who's just awfully irritating (not to mention sexist and homophobic?), the rest of the cast is paper-thin and bland. Not a single person experiences a n y kind of character development throughout the 700 pages. People's motivations are nonexistent outside the witch-plot. Their actions are always in some way bound to the antagonist, which is just... unrealistic? No one exists in one dimension of action only. And like with the plot a lot of the characters seem to merge into one past the midpoint, loosing what little individuality they might've had. The main character, Vitek, a policeman, is so absurd I don't even know what to say. He's contradictory but not in a way that'd make him interesting to read and dumb in a way that's definitely not funny. My main issue with him may be his attitude towards women though - let's just say he ignores all logic to give himself a chance to k i l l an innocent woman simply because she turned him down (after he pushed himself on her knowing she's not looking for a relationship). He thinks he's shy and terribly wants a love interest but at the same time judges every single woman that crosses his path (in no delicate words too, especially when it comes to appearance), and God forbid a woman looks at him for more than 5 seconds, because it definitely means she's madly in love with him. The cop things isn't really going that good for him either, because he systematically does things he's not supposed to or doesn't do stuff he promised to do (and not in a "cool cop against the system" kind of way either). Same with the sudden turning into an exorcist towards the end, which according to the rules set by the book requires true (specifically Catholic) faith and conviction and Vitek doesn't seem terribly (or at all) interested in religion for the first 650 pages. Lastly the style and construction of the story itself. The ending feels very rushed, as if the author realised how many pages there were already and that he should end it somehow, tying all the plot points together. The results are... questionable. A lot of the joy of reading a horror/mystery novel is the chance to deduct things, meanwhile in this book past a certain point everything is being said not shown. Till the very end I was hoping for a twist, maybe a conclusion that there was never a witch to begin with and that the evil comes from within people themselves? The sudden turn towards fantasy, exorcisms and magic really comes out of nowhere. There is also little consequence when it comes to the style. Sometimes characters talk in a village-like dialect, sometimes it's entirely ignored. It gets quite annoying. There are also so many awful "jokes" throughout the book (mostly homo- and fatphobic), once again making me wonder who thought it was a good idea to leave them as they are and print them? And one last personal pet peeve - every chapter starts with a quote (in many cases spoiling the plot), but only for one chapter towards the end the quote is not translated (even though other originally English quotes are). All in all, I definitely do not recommend. It lacks a lot in terms of writing, character development and plot logic. The one thing I can agree on is that it reads really fast, so at least I don't regret the time I wasted on it.
Zaimponował mi Urbanowicz tą książką. To zgrabnie napisany kryminał z elementami horroru, w którym to przede wszystkim klimat robi całą robotę. Tak jak lubię, groza jest tutaj wysublimowana i dawkowana, a kameralny klimat polskiej wsi dodatkowo potęguje doznania. Czuć, że Urbanowicz spędził wiele tygodni na researchu i samo pisanie było dla niego przyjemnością. Książka to oryginalna i ktoś w końcu porządnie potraktował temat czarnej magii, czarownic, polskich zabobonów i przesądów. Więcej horrorów z takim klimatem poproszę!
Zakończenie roku z taką książką to czysta przyjemność, niesamowita! Najwyraźniej trzeba będzie ją przeczytać jeszcze raz, żeby odkryć wszystkie tajemnice - zgodnie z poleceniem autora
"Inkub" wciągnął mnie totalnie! Ta książka przeraża i sprawia, że nie można przestać o niej myśleć. Polecam wszystkim fanom powieści grozy. A ja... szykuję się do ponownej lektury wkrótce, żeby wyłapać przeoczone smaczki. Teraz, gdy znam rozwiązanie, spojrzę na tę historię inaczej.
Artur Urbanowicz jest chyba najjaśniejszą gwiazdą polskiej literatury grozy. Myślę, że nie minie dużo czasu, a wypłynie na jeszcze szersze wody. „Inkub” to rewelacyjna powieść, wciągająca, ciekawa, inteligenta, zaskakująca i straszna. Podczas tej lektury nie da się nudzić, chociaż rozmiary książki mogą dawać mylne wrażenie dłużyzny, tu jej nie uświadczycie. „Inkub” to powieść, którą musi przeczytać każdy fan literatury grozy.
Całkowicie nie rozumiem hasła "najlepszy horror ubiegłego roku". Jedyny "horror" w tej książce to obecność sił nadprzyrodzonych, nie ma nic z atmosfery. No chyba, że jako tworzenie atmosfery uznajemy kończenie rozdziału zdanie w stylu "ktoś obserwował go zza krzaka.. dum dum dum"
Pomysł na książkę i przedstawiona historia są bardzo ciekawe. Niestety autor zdecydował na zbyt otwarte zakończenie. Wystarczył jeden zamiast tych 4 pseudo zakończeń. Wiele wątków jest rozwleczona ponad miarę, a dialogi są bardzo sztuczne. Autor chyba jest umiłowany w psich określeniach dla policjantów, bo przewijają się co chwila. W wielu przypadkach czytelnika domyśla się gdzie dany wątek podąża, co jeszcze nie byłoby złe. Tylko domyślamy się jakieś 200 stron zanim autor to potwierdzi, a w międzyczasie nawet nie dostajemy alternatywnych rozwiązań czy fałszywych tropów.
Przykład:
Jak na tomiszcze ok 750 stron nad którą tyle osób się zachwyca byłam zawiedziona. A nawet się nie nastawiałam.
INKUB. Książka, która aspirowała do miana najlepszego horroru 2019 roku. Siedemset trzydzieści stron, które wyszły spod polskiego pióra. Po jej przeczytaniu musiałam przemyśleć to, co o niej sądzę. Pomysł na fabułę był dobry, ciekawy. Autor daje nam kilka smaczków, ukrytych tropów, niektóre odnajdziemy, niektórych nie, kilka z nich wyprowadzi nas w pole. Główny bohater, który da się lubić, chociaż nie zachwyca swoją głębią. Przewrotne zakończenie, które pozostawia bałagan na strychu. Bardzo chciałam powiedzieć, że książka jest genialna, ale trochę się zawiodłam. Zawiodłam się zakończeniem, a właściwie tym co stało się z Vitkiem (dlaczego? Nie mogę powiedzieć, byłby to spoiler.), zawiodłam się na gatunku, bo horrorem tego nazwać nie mogę. Może bardziej thrillerem albo kryminałem z elementami fantastyki? Nie wiem, bo nie czuć ani strachu ani dreszczy. "Inkub" nie zbudował atmosfery grozy, choć w pewnym momencie miałam nadzieję, że tak się wydarzy, ale niestety nie. Wydaję mi się, że trochę tę książkę przechwalono, dlatego niektórzy mają co do niej duże wymagania, którym powieść ta nie sprosta. Mimo wszystko podczas czytania bawiłam się dobrze.
Groza to gatunek literacki, który w Polsce nie jest traktowany na poważnie. Jednakże autor kolejny raz pokazuje, że jeśli wkraczać na "nieznane bagna" to tylko z wielkim przytupem. Udało się. Inkub jest zwieńczeniem dotychczasowy umiejętności pisarskich autora. Zdecydowanie książka warta każdej minuty. I tych kolejnym przy drugim czytaniu również!