Maciek wolałby, żeby koledzy nie przezywali go od dziecka kalek. Łukasz marzy o zdrowiu, ale twierdzi, że jego marzenia są jak dinozaury, czyli duże i wymarłe. Nel, która dorasta na oceanach, czasami tęskni za lądem i mamą. Inny Maciek, geniusz z autyzmem, ma dość bycia dla innych zwierzęciem w cyrku. Krystian wytatuował sobie na kolanach dwie kropki – bo nigdy nie uklęknie przed policją ani sądem. Ale spełnienie tych próśb nie wystarczy. Dzieci chcą więcej – dostępu do ucha dorosłego. Posłuchajmy ich
Gdy pierwszy raz trafiłam gdzieś na ten tytuł i poczytałam o czy te reportaże, rzuciłam okiem na opinie i recenzje, to nie wzbudził we mnie zainteresowania. Po jakimś czasie znów natknęłam się na tą świetną okładkę i okazało się, że mają ten tytuł w bibliotece, a skoro tak to sprawdzimy. No i jestem po ekspresowej lekturze. Ekspresowa była, bo autor niewątpliwie nie rozdrabnia się, jest konkretny, nie bajdurzy bez ładu i składu, a do tego ma prosty, ale zarazem dobry styl. Za to duży plusik oczywiście. Drugim czynnikiem jest oczywiście ciekawa tematyka. Mogę z pełną odpowiedzialnością napisać, że nie ma w tym zbiorze nudnego reportażu. Tylko za to należą się owacje na stojąco, bo jak każdy wie, przy zbiorach bywa różnie. Reportaży jest trzynaście, to te długie, a pomiędzy nimi mamy dodatkowych dwanaście krótkich wspomnień opowiadanych przez konkretne osoby. Nie wiem dlaczego, może to mój błąd, z góry założyłam, że poszczególne historie będą opowiadane z perspektywy dzieci. Tak było z tymi krótkimi, dwunastoma wspomnieniami. Natomiast te długie, w około połowie opowiadane były z perspektywy rodziców. Niemniej wszystkie niewątpliwie są o dzieciach, trudnym dzieciństwie, ale i o jego fascynujących aspektach. Autor porusza chyba wszystkie możliwe problemy i zjawiska - rodziny zastępcze, poprawczaki, edukację seksualna, homoseksualizm, choroby, podróże, przemoc, sława i wiele innych. O niektórych historiach już słyszałam lub czytałam, niektóre mnie zaskoczyły i zaciekawiły, część wzruszyła. Jakby dłużej się nad tym zastanowić nie ma w tych reportażach nic zaskakującego ani nic rewolucyjnego. Ot samo życie, które znamy, czasem pamiętamy lub wolelibyśmy o nim zapomnieć. O to chyba chodziło i bardzo dobrze się to autorowi udało.
"Dzieci chcą więcej- dostępu do ucha dorosłego. Posłuchajmy ich". Przez cały czas towarzyszyło mi poczucie, że choć bohaterami tych historii są dzieci, to jednak bardziej wybrzmiewają w nich echa głosów dorosłych.
Bardzo sprawnie napisane historie wspaniałych bohaterów z wielu środowisk, autor opowiada ich życie z wielką wrażliwością i zrozumieniem. Czekam na kolejne reportaże Pilipa.
Różni ludzie będą (mam nadzieję) czytać te słowa. Choć nie jesteśmy jednakowi, są pewne rzeczy, które nas łączą. Jedną z nich jest dzieciństwo. Każdy z nas ma za sobą ten okres. Ma on niezwykle ciekawą właściwość – bardzo często ulega mocnej polaryzacji. I dlatego nasze dzieciństwo było albo bardzo radosne, albo bardzo trudne. Jaka jest prawda? Na to pytanie próbuje dać odpowiedź Łukasz Pilip w swojej książce. Sam jest człowiekiem jeszcze młodym (rocznik 1991), ale niewątpliwie dzieciństwo – choć raczej nieodległe – ma już za sobą. Podejmuje się zadania niełatwego. On, dorosły, chce pokazać świat widziany oczami dziecka. Przemierza Polskę, szukając swoich bohaterów, by – jak to napisano na okładce – przykucnąć i patrzeć z ich wysokości. A świat z tej perspektywy jest zupełnie inny. Komu Łukasz daje głos w swojej książce? Spotkamy tu Maćka, który opiekuje się swoimi chorymi rodzicami. Pierwszą pomidorówkę ugotował, jak miał 3 lata. Poznajemy Michała, który swoim wyznaniem doprowadza ojca do poważnego kryzysu. Dzieciństwa Nel wielu z nas mogłoby pozazdrościć – wraz z ojcem opłynęła katamaranem cały świat. A jednak tęskniła za matką i młodszym bratem. Mamy Krystiana, który wylądował w poprawczaku. Czy przed nim już tylko równia pochyła? Z jakimi problemami musiał się zmagać Maciek, geniusz dotknięty zespołem Aspergera, pierwszy w Polsce doktorant prawa. Jak wygląda pierwszy raz polskiej młodzieży? Czego się obawiają? Kiedy się decydują na ten krok? Jak zerwać z przeszłością i z dzieciństwem, kiedy trzeba walczyć z MOPS-em i trudno wyłowić ciepłe wspomnienie związane z rodzicami? Pytań wiele, tak jak wiele problemów. Odpowiedzi na jedne znajdziemy w książce, rozwiązania drugich nie zawsze istnieją. A świat dzieci jest o wiele bardziej skomplikowany niż nam, dorosłym, się wydaje. O tym w swojej książce przypomina Łukasz Pilip. Że nie zawsze dzieci potrzebują tego, co my uważamy za niezbędne. Że często nie zdajemy sobie sprawy z tego, co tak naprawdę je krzywdzi. Że czasami okazujemy się bezmyślnymi egoistami, którzy traktują dzieci jak produkt, artykuł, środek do celu, kulę u nogi. Ale na szczęście – i o tym też w tej książce przeczytamy – są ludzie, którzy doskonale dzieci rozumieją i dla nich żyją. Na koniec dwa słowa o języku i konstrukcji. Książkę czyta się szybko. Temat wciąga, a język – poprawny i precyzyjny – jasno przekazuje myśli i uczucia. Długie rozdziały poświęcone głównym bohaterom są przeplatane krótkimi wspomnieniami z dzieciństwa nieco bardziej odległego. Daje nam to sposobność porównania, jak bardzo pod pewnymi względami zmieniły się dzieci i dzieciństwo, a jak bardzo – pod innymi – są niezmienne i uniwersalne.
Łukasz Pilip napisał reportaże o dzieciństwie. Z tym, że dzieciństwo z jego tekstów jest dalekie od ideałów. W większości takie, jakiego nie chce się pamiętać i wspominać w dorosłym życiu. Nawet te teksty, które pokazują inne, ale nadal szczęśliwe dzieciństwo, są przesiąknięte smutkiem. Jest książka naszpikowana złymi emocjami. Pod względem treści nie może się podobać, nie da się jej lubić. Na zauważenie zasługuje styl pisania autora. Wciąga słowami.