W gdyńskim Pekinie są trzy, które Wiedzą. Jedna z nich nawet Opowiada. A Pekin rozsypuje się, zapada pod ziemię. Pojawia się coraz więcej tajemniczych lejów. Pani Halina przepowiada potop. Obudzi się Bestia, która wyjdzie z głębin. Śniący będą musieli wyśnić swoje sny. Wilcze szczenięta już się narodziły.
Poza tym chcą zlikwidować Pekin, Zośka ma depresję, a w oknie zakleszczył się kot. Idzie potop.
Potop to brawurowo napisany prozą poemat przewlekły o końcu świata. Realizm magiczny z polskich faweli. To historia trzech kobiet, które wiedzą więcej. Nie starają się zapobiec rozpadaniu się świata, skupiają się na tym, co bliżej. Na depresji Zośki, problemach sąsiadów. O nadchodzącym potopie mogą jednak opowiedzieć – byle nie telewizji, bo tam zrobią z nich wariatki.
Zaczęło się tak niewinnie, tak niepozornie, chociaż koniec świata był już na początku. A potem mnie w sobie rozkochała, tak bardzo, że powinna zostać jedną z najlepszych książek tego roku.
Najbardziej w tej książce podoba mi się miejsce akcji, bo o gdyńskim Pekinie nie słyszałem wcześniej zbyt wiele. Wizja końca świata jako reprywatyzacji gruntów zamieszkałych przez mieszkańców i „rewitalizacja przez likwidację” są bardzo ciekawym konceptem, zwłaszcza jeżeli przyjmiemy, że Pekin jest tutaj „Polską w pigułce”. Nietypowa jest również forma, bo „Potop” jest „poematem prozą”, co współgra również z treścią, w której nie brakuje elementów realizmu magicznego. Jest też wątek związany z depresją, więc ostrzegam osoby wrażliwe na taką tematykę- występują między innymi myśli samobójcze czy samookaleczanie. Poza tym raczej nie zostanie w mojej głowie na długo.
Ani przez moment nie ukrywałam, że po Potop sięgnęłam nie tyle zainteresowana całością książki, co samym miejscem jej akcji: gdyńskim Pekinem. Moja nędzna wewnętrzna lokalna patriotka żyje w nieustającym poczuciu niedocenienia swojego miasta przez pisarzy. A teraz się doczekała! I została kompletnie zaskoczona.
Akcja uhonorowanego Nagrodą Literacką „Gdynia” debiutu Salci Hałas, czyli "Pieczeni dla Amfy", rozgrywała się w gdańskim falowcu; dopiero w swojej drugiej książce autorka zdecydowała się wrócić do rodzinnej Gdyni. A Pekin jest dla niej miejscem szczególnym, o czym możecie sami się przekonać, oglądając świetny wywiad z nią na śp. Barłogu Literackim. Każde większe polskie miasto posiada takie rejony, coś na kształt slumsów. Ten gdyński cierpi na chorobę zwaną reprywatyzacją, ale z racji swojej wątpliwej aparycji i niezbyt wzorcowego charakteru wzbudza mniejsze emocje niż warszawskie kamienice i bez większych wstrząsów przechodzi „rewitalizację przez likwidację” (s. 31). Przechodzi? Tylko w książce. W rzeczywistości już przeszedł, o czym wie ten, kto obejrzał wywiad, a nie zostawił go sobie na potem. (Ha!). Koniec świata wieszczony przez panią Halinę, narratorkę, już nadszedł. Potop, ale betonu.
"Czas rozchodzi się jak kręgi na wodzie, wzgórze z powrotem robi się gołe, odsłania brzuch. Wąż gryzie się w ogon. Zanim się zapadnie, zanim zniknie po nas ostatni ślad, Śniący muszą wyśnić swoje sny."
Mniej więcej od przeczytania „The Owl Service” Garnera fascynują mnie książki łączące w sobie realizm społeczny z mitycznym spojrzeniem na świat. I „Potop” to jest właśnie taka książka, w której jest reprywatyzacja i są zwiastuny przyszłości, jest depresja i jest apokalipsa. A w tym wszystkim trójka kobiet, które wiedzą (jedna nawet próbuje opowiadać) i które próbują zdecydować, co robić, kiedy koniec jest bliski, i to koniec zarówno w skali małej (bo reprywatyzacja dzielnicy, w której mieszkają), jak i dużej (bo zmiany klimatu). Salcia Hałas bardzo umiejętnie to wszystko łączy.
Strasznie się cieszę, że ktoś w Polsce napisał taką książkę.
zalał mnie ten potop ciężkim strumieniem wersów czasem płynęłam pod prąd czasem płynęłam z nurtem potop ważny bo i reprywatyzacyjny i klimatyczny (można czytać słuchając Pablopavo i jego piosenki o różnych rzeczach)
Na początku niemal odpuściłam, bo mnie tak zirytowała koncepcja nibypoematu - że są entery, to jeszcze nie poemat. Ale przykuły moją uwagę przepiękne ilustracje i jednak czytałam dalej. I dobrze, bo to mądra, ciekawa, dobrze napisana powieść.
Wow. Syndafloden (org.Potop) is intense, vulnerable and blunt.
Hałas choose to write the story as a prose poem and it should not scare the readers away. Short sentences and the pauses I needed to take before I moved to the next sentence created a sense of listening to an oral story, to someone actually telling me what happened. The accumulation of language, people, landscapes, weather, animals and events creates a dense and muggy atmosphere. Like in a summer lush garden right before a storm. But Syndafloden (org. Potop) is very blunt and poignant. There is no superfluous words in the text.
Hałas plays with hyperbole and metaphors and Patricia Cukrowska, the translator to Swedish, did a great job reflecting the nuances of Polish language and Polish culture in the Swedish version.
The plot axis centers around a poor neighborhood in Gdynia, commonly known as Pekin (Peking). The inhabitants of Pekin are at the same time eyewitnesses and participants in the collapse of their world due to the "revitalization through liquidation" carried out in the neighborhood. Pekin become a symbolic space there an apocalypse begins. Due to the climate changes, water surge from the ground, bees die, spring never comes. Due to the revitalization of neighborhood houses burn and shady men in black Mercedes threaten the inhabitants. Due to the depression tears can not stop falling and the never ending haziness takes over.
There women meet around a fence to talk about the changes so everything that happens in the story is cared out verbally through the spoken language.
Hałas manages to write a tragicomic ballad about gentrification, poverty, friendship, vulnerability, depression and climate change, and it engages.
Książka napisana w bardzo ciekawy sposób. Może nie jest to dzieło wybitne ale mi osobiście narracja starszej pani mieszkającej w Pekinie w Gdyni, i wieszczącej koniec świata na podstawie wydarzeń, które obserwuje na codzień, przypadła do gustu, choć potrzebowałam czasu, żeby się do niej przekonać. Ta książka to trochę taka współczesna odpowiedź na "Piosenkę o końcu świata" Czesława Miłosza; notabene, jeden z moich ulubionych wierszy.
Niesamowicie wrażliwa książka. Interesująca forma tylko dodaje uroku. Poruszane tematy są trudne, a przy tym przez większość z nas zapomniane. Bardzo błyskotliwa i inteligentna. Obowiązkowa lektura w życiu każdego.
Już od pierwszej strony zaskoczenie i głośno powiedziane pytanie: czy to tomik wierszy? I już w pierwszych zdaniach odpowiedź, jakby ktoś mnie usłyszał: "To nie poezja, to proza. To tylko tak wygląda, jak wiersz zapisane." Forma może drażnić, mnie urzekła. Tekst ma rytm, treść i detale, świadczące o niezwykłym zmyśle obserwacji i dobrym uchu autorki. Czytałam fragmenty głośno, to gotowy materiał do wystawienia na scenie, gotowa sztuka o przemijaniu, o końcu. Tu kończy się Pekin, gdyńska dzielnica bieda domków, mały świat bohaterów książki skazany na rozbiórkę, ale ten koniec pasowałby prawie wszędzie, do umierających wsi, odchodzących wraz z najstarszymi wspomnień. I bolączki bohaterów, choć właśnie teatralne i przerysowane, też mogą zabrzmieć znajomo.
Trochę to było dziwne, takie nietypowe, raczej smutne. Ale motyw końca świata w małej wiosce? Coś wspaniałego. W dodatku błyskotliwy styl. Niezwykle mi się podobało. I iluatracje też ładne, takie klimatyczne.
Doprawdy ciekawe przedstawienie końca świata. Niektóre poematy zapierały dech w piersiach. Ale w pewnym momencie zaczynały się robić monotonne. Ogólnie polecam czytać to na "raty"
A very unique book, extraordinary in its form. It is a prose but in a form of a poem, as the author notes, the text looks like a poem because of the main protagonist's asthma. She needs to take a breath after each verse. Interesting concept number one, and these are only getting more and more.
Three women that live in the poor neighbourhood of Pekin in Gdynia, on the Polish coastline who are 'witches': Pani Halina, Zośka and Babka Szwajcerowa. They see the future and the upcoming catastrophe - a deluge. Through their stories, daily habits, struggles we explore the reality of Polish poorer neighbourhoods and normal people challenges in the tale, fairy tale I would even say, about the clairvoyance and prophecies. There are living and dying cats, a lot of cats, apples, and black bra with a black blanket for death from Lidl. There are tragic relations, psychiatrists, depression and most importantly a big hole in the garden that the authority does not care about and which is a sign of the end of the world.
What I enjoyed the most in this book is that the magical realism is combined here in an excellent way with the facts about the climate change, global socio-political global challenges, struggles of the Polish poorer part of the society, or the severity of the state of depression.
The clairvoyance, dreams, and descriptions of political and societal changes reminded me of "The House of the Spirits" of Isabel Allende. I had a very similar feeling while reading these books, anxiety was combined with fascination and exploration, and it was not a pleasant read in itself, though engaging and surprising.
It flows quickly due to its format of the text structure and short "sketches" cause I can't call them chapters. I would like to see it as a movie or a series.
Sporo ambicji i pretensji do nowatorstwa miała w “Potopie” Salcia Hałas, ale żeby napisać poemat to trzeba mieć język, a nie podzielić prozę na wersy. Co prawda dzięki strukturze poematu autorka myślała, że mogła sobie pozwolić na większą niż w poprzedniej książce dawkę niedomówień i skrótów, ale w efekcie opowieść o końcu świata w gdyńskim Pekinie traci na czytelności i trzeba mieć wiele dobrej woli, by przebrnąć przez tę historię. Mam wrażenie, że gdyby autorka zrezygnowała z prób skomplikowania powieści na poziomie treści i zamiast redukcji po prostu opowiedziała wciągającą historię, to by się tu wszystko udało. A tak konstrukcja przyćmiła treść, a język tego nie udźwignął. Bo niestety ale językowo jest to powieść mocno banalna. No i ja mam już jakieś uczulenie na “realizm magiczny” i metaforykę na poziomie “powieść o końcu świata, to sobie zostawimy dziesiątki niedopowiedzeń i niech się ludzie domyślają”. Brnąłem dwa miesiące i po mnie choćby potop, ale dobrej oceny nie wystawię. Trochę szkoda, że w trakcie powstawania “Potopu” nie pojawił się ktoś, kto by Autorce powiedział, że zamiast się zapętlać, redukować i silić na stylizację, to warto po prostu napisać coś żywszego,bo tu są momenty naprawdę dobre i widać, że Hałas fantastycznie czuje to, o czym chce opowiedzieć.
Świetnie napisana, zaskakująca formą, doskonała językowo, przejmująca. Ostatnio o wiele łatwiej czyta mi się historie pisane przez kobiety o kobietach, tym lepiej więc mi się tę historię pochłaniało. Jednocześnie ta opowieść o końcu świata w dwóch jego aspektach - tym wielkim, niezrozumiałym, otwierającym czarne dziury w ogrodzie oraz tym małym, prywatnym, związanym z życiem w brudzie i nędzy oraz ze stopniowym pogrążaniem się w depresji i braku nadziei - jest po prostu ciężka pod względem emocjonalnym, i trzeba się na to przygotować. (Ja nie byłam przygotowana i trochę ta książka mnie dobiła, i po lekturze stwierdzam, że potrzebuję zdecydowanie więcej kryminałów i romansów w swoim życiu).
Salcia Hałas zrobiła mi psikusa. Czytałam „Potop” szybko — żeby utrzymać się na powierzchni wody, jednak i tak się zatopiłam.
I czekałam, czytałam, chciałam wiedzieć co się stanie, a tu zakończenie dało mi pstryczka w nos.
Oprócz tego, że forma jest zdecydowanie ciekawa, to naprawdę przejmujący jest opis „polskiej faweli”, w której mieszkają bohaterki. Ich życie codzienne, zmagania z chorobami, przeciwnościami losu, deweloperami i marnym wynagrodzeniem w marnej pracy. Czyli problemy, które dotykają ogromnej liczby osób, a które się jakoś tak bagatelizuje.
To utwór o codzienności napisany w sposób niecodzienny.
Trochę ciężko mi się to czytało, nie przez formę, a bardziej przez przeskoki czasowe (nie byłam pewna o jakim momencie historii aktualnie jest mowa). W ciekawy sposób poruszany jest tu temat depresji, jednak według mnie trochę niedokończony. Co smutne, wydaje mi się, że sytuacje, które są w książce uznawane za znaki zbliżającego się końca świata, zdarzają się coraz częściej.
wzięłam bo była krótka i intrygująca. po przeczytaniu myślałam, że dam cztery gwiazdki za przepiękny i fascynujący język i te metafory, ale realnie czuję ucisk w sercu i ogromny szacunek do tej historii, do tego stopnia że zakleszczyła mi się w głowie jakby była ze mną od zawsze.
I really liked that. It has light easy to understand language, quite a page-turner for when you go by public transport to work. The only drawback for me was the animal abuse which made me really sad and uneasy. That's why I'm rating 4/5.
Både det avlånga formatet och stilen, "poem i prosa", gör att den sticker ut och det var en fascinerande läsning om klimatförändringar, sociala orättvisor, depression och jordens undergång.
(Tidigare publicerad på Instagram utan betyg, sätter därför inget såhär i efterhand.)