What do you think?
Rate this book


400 pages, Paperback
First published February 27, 2019
"Dawniej dużo się mówiło o boskich energiach. Dziś bioenergoterapia jest czymś, co można poznać, praktykować. Wiadomo, jak się to robi, jaki powinien być efekt. Że, na przykład, jeśli bioenergoterapeuta odpowiednio ułoży dłonie na czyichś kolanach, to jest w stanie wywołać w nich ciepło. Jeżeli będzie chciał, to wywoła ciepło nie w kolanach, ale w stopach. A jak za chwilę zmieni zdanie, wywoła ciepło w ramionach, trzymając nadal dłonie na kolanach." (str.16)
"[Leszek Mallibruda:] Z biznesowego punktu widzenia to naturalna sytuacja. Jest popyt, jest podaż, biznes się kręci. Czy należy za to kogoś potępiać? Moim zdaniem nie. Jeśli ludzie chcą wydawać pieniądze i polepsza się dzięki temu ich samopoczucie, to pod warunkiem że przy okazji się im nie szkodzi, nie powinno to podlegać restrykcjom czy potępieniu.
Tym bardziej że bioenergoterapeuci bardzo często poprzez psychologiczne mechanizmy wiary i autosugestii faktycznie powodują nie tylko polepszenie samopoczucia, ale również odporności organizmu. Proszę pamiętać, że cała medycyna odwołuje się do tego mechanizmu. Przecież to nie lekarze leczą. Oni tylko pomagają w tym, aby organizm sam się wyleczył. Najpierw badając możliwości, później podając farmaceutyki zwiększające odporność lub, na przykład chirurgicznie, obniżając pole rażenia zmian chorobowych. Chodzi o to, by umieć uruchamiać naturalne, własne, odpornościowe siły organizmu u każdego pacjenta. A w dużym stopniu uruchamia je wiara." (str.34)
"Na pytanie, czy bioenergoterapeuci leczą, udzieliliśmy odpowiedzi jednoznacznie negatywnej. Nie leczą, ale pomagają. Poprzez autosugestię, sugestię, wiarę, poprzez wszystko to, co odnosi się do mechanizmów psychologicznych, które, jak wiemy, odgrywają niesłychanie istotną rolę w budowaniu odporności organizmu." (str. 120)
"„Nie ma nieuleczalnie chorych, są choroby, których nie potrafimy jeszcze leczyć. Poznałem siłę nadziei i destrukcyjną moc rozpaczy. Zalecam trwanie przy nadziei, nigdy bowiem nie wiadomo, w której chwili i skąd może przyjść ocalenie” — profesor Julian Aleksandrowicz" (str.135)
"Uzdrowiciele nie żądają dokumentacji medycznej. Opierają się na tym, co mówi pacjent. To może być seria przekłamań. Na przykład chory, który przyjeżdża do uzdrawiacza, jest leczony z powodu nowotworu i otrzymał informację, że jeżeli nowotwór byłby w fazie rozsiewu, to rokowanie będzie złe. Ale ten nowotwór - okazuje się - nie był w fazie rozsiewu. I gdyby ta osoba nie przyszła do bioenergoterapeuty, też by przeżyła jedenaście lat." (str.139)
"To są ludzie, którzy mają pewną intuicję i wrodzoną zdolność nawiązania bliskiego kontaktu z człowiekiem chorym: nawiązywania relacji, informowania, wzbudzania zaufania, wiary, nadziei. To wszystko składa się na wyjaśnienie fenomenu lecznictwa niemedycznego, który z kolei przekłada się na milion trzysta tysięcy wizyt rocznie w gabinetach różnych uzdrowicieli. Ich działanie opiera się na efekcie placebo, potrafią go uruchomić. Ale to powinna być przecież domena lekarzy." (str.159)
"Rocznie umiera około pięciu tysięcy osób z rozpoznanymi nowotworami, bo albo przerwały leczenie pod wpływem sugestii bioenergoterapeutów, albo w ogóle się nie zgłosiły do lekarza, tylko leczyły się u uzdrawiacza, z wiadomym skutkiem, czyli zerowym." (str.164)
"Rei to energia, z niej zbudowany jest wszechświat i wszystko, co istnieje. Ki jest indywidualne, każdy ma własne: każda istota żyjąca, ale też samochód, dom, kamienie szlachetne.
- Dla pani ten stół to zwykły przedmiot - mówi. A ja widzę, że jest złożony z atomów, a każdy atom ma jądro, protony. Wszystko jest materią, wszystko ma swoją energię." (str.259)
"- Uzdrawiacze chcą człowiekowi zabrać cierpienie, nie pytając Boga, czy On tego chce - tłumaczy ojciec Posacki. - Jest to naiwny optymizm, że jakieś działania, których natura nie jest do końca jasna, mogą zmienić stan chorego i go uzdrowić. Takie arbitralne, aprioryczne założenia nie mają żadnych racjonalnych przesłanek." (str.284)
"W przypadku Madzi z Brzeznej zawiadomienie o przestępstwie złożył szpital. Rodzice, nawet siedząc w areszcie, nie chcieli zeznawać przeciwko znachorowi." (str.371)
"[prof. Zbigniew Libera:] Mamy w głowach obraz chłopów, takich jak z ekranizacji dzieł Reymonta - ładnych, uczesanych, przypominających nas z dzisiaj. W tamtych czasach wiele osób było ospowatych, bez kończyn, palców - w czasie roboty fizycznej łatwo było je stracić. Nie byli tacy piękni, rześcy, rumiani, jak to sobie wyobrażamy. Ulegamy stereotypom, że kiedyś ludzie byli zdrowsi, dłużej żyli, bo się lepiej odżywiali, jedzenie nie miało konserwantów. A prawda jest taka, że ludzie głodowali, jedli według dzisiejszych standardów - byle co. Byli chorowici, słabi." (str.311)