Cafe Macondo istnieje naprawdę. Nie jest to co prawda magiczna wieś na końcu świata - jak w powieści Marqueza, ale kawiarnia, w której - jak w całym tym kraju - można się spodziewać wszystkiego. Dają tu na przykład sałatkę, na którą składają się sałata, ser, pomidory i truskawki ze śmietaną!
Do Cafe Macondo trafia podróżując po Kolumbii Maciej Wesołowski. Reporter próbuje zrozumieć, dlaczego Kolumbijczycy nie lubią filmu Narcos i ale wielu uważa Pablo Escobara za bohatera narodowego. Jak to możliwe, że w "Tańcu z gwiazdami" rywalizują tam ze sobą była partyzantka i porwany przez partyzantów policjant. Opowiada o odbudowie kraju, przez który przetoczyła się najdłuższa wojna domowa współczesnego świata. I o tym, jak próbują się ze sobą dogadać ci, którzy przez długie lata byli po różnych stronach barykady.
Przedstawia przy tym czytelnikom galerię postaci tak niezwykłych, że równie dobrze mogłyby pochodzić z powieści Marqueza albo obrazów Bootero. Były terrorysta, który został burmistrzem. Najważniejszy karzeł w historii kolumbijskiej partyzantki. Stara Indianka, który umarła pięć razy. Stróż grobu Escobara.
Kolumbia jest daleko, ale bliżej nam do niej, niż mogłoby się wydawać.
Bardzo dobry, obiektywny, wyważony reportaż. Mam nadzieję, że autor jeszcze kiedyś, za x lat, napisze coś więcej na temat Kolumbii, bo wyszło mu to wyśmienicie. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, bardzo zresztą subiektywnie, to chyba zbyt duże znaczenie, jakie przypisuje serialowi Narcos - osobiście nie znam nikogo, kto by go oglądał, nie mówiąc już o wyrabianiu sobie na jego podstawie jakiegoś obrazu Kolumbii, tymczasem z narracji wynika, jakby było to dla obcokrajowców główne źródło "wiedzy" o tym kraju. Nie wiem, może to ja i moi znajomi jesteśmy jacyś dziwni i niedzisiejsi...
Bardzo rzetelny reportaż, pokazujący różne oblicza konfliktów politycznych i społecznych w Kolumbii. Autor stara się wyjaśnić laikowi podłoże owych konfliktów oraz przybliżyć działanie mechanizmów warunkujących ich rozwój. Nie ma tutaj obwiniania FARCu za wszystkie zła tego świata, tylko jest próba pokazania sytuacji z wielu perspektyw. Są rozmowy zarówno z ofiarami, jak i oprawcami, które częstą są bardzo bolesne, ale też dają nadzieję na lepszą przyszłość. Świetnie wpleciony słowniczek, duży plus za selwę!
The first couple of stories feel kinda samey with the description of life among the guerrilla fighters and with how they're recruited and trained (this is also revisited later), but soon the book gets much more interesting, often showing the same events from a couple of different perspectives. Despite Columbia being stereotypically associated with drugs and cartels, there isn't really much about drug business here - mostly in the (quite balanced in my uninformed opinion) chapter about Pablo Escobar. It seems quite clear that in the author's opinion the biggest danger in the country is the brutal and often corrupt government and the army which often acts as if it was a separate state. Not a happy portrayal, though there are a couple of chapters that go in-depth into the healing and reconciliation process.
Trochę zszokowało mnie, że pseudonim chłopaka z białymi włosami "Mono" został przetłumaczony przez autora jako "Małpa". Tak, po hiszpańsku mono to małpa ale w Kolumbii to również blond. Brakuje mi tu normalnych historii o tym jak żyją i jacy są ludzie, większość opowiedzianych tu historii dotyczy guerilleros.
Przerost formy nad treścią jest szczególnie bolesny przy reportażu. Autor staje na głowie żeby było go widać czym niestety znacznie obniża wartość ksiązki. Ale że temat więcej niż bardzo ciekawy - 3/5
Macondo to nie tylko literacka fatamorgana z powieści Márqueza. To rzeczywiste miejsce na mapie, splot fikcji i realności, historii i pamięci, mitów i ran Kolumbii. Soczewka skupiająca w sobie wszystko, co ten kraj trapi, co przeżywają i niosą w sobie jego mieszkańcy.
“Cafe Macondo” nie jest książką o Kolumbii znanej z instagramowych kadrów pod palmami. To opowieść o kraju, który nie otrząsnęł się po własnych demonach. Reportaże Wesołowskiego pisane są z pozycji obserwatora. Człowieka, który widzi, słucha, zapisuje. Ale nie osądza. Nie komentuje. W precyzyjny sposób rysuje świat, w którym jedna siła zdaje się dominować – przemoc.
Od czasów konkwistadorów, przez wojny domowe, kartele narkotykowe, aż po rodzinne relacje – wszystko zdaje się z niej wynikać i ku niej zmierzać. Przemoc jako początek i koniec. Wdrukowana w świadomość tych, którzy już nie znają i nie rozumieją świata bez niej. Jest w tym coś z Stu lat samotności, gdzie Macondo – fikcyjne, a jakże prawdziwe – staje się metaforą Kolumbii uwikłanej w chocholi taniec powtarzalnego losu. Pokolenie za pokoleniem, dekada za dekadą.
Cafe Macondo czyta się jak listy z końca świata. Pisane nie po to, by nas uspokoić – lecz po to, by wybić z rytmu. Wesołowski nie daje odpowiedzi. Siada naprzeciw, stawia kawę i mówi: „Posłuchaj.”
Rewelacja - to powinna być lektura na studiach dziennikarskich. Jeśli chodzi o kwestie formalne, moim zdaniem niesamowity warsztat, pokazanie problemu z kilku stron, brak oceny, "niewidoczny" autor. No i samo rozpracowanie tematu, widać jaki ogrom pracy został włożony w tę książkę. Nawet, jeśli ktoś nie do końca wie o co chodzi powinien spokojnie się połapać. Czapki z głów dla Pana Macieja Wesołowskiego.
To jedna z najlepszych książek tego roku! Zbiór reportaży z Kolumbii. Opisuje traumy wojny domowej. Możemy zagłębić się w skomplikowane zależności między narcos, partyzantami, paramilitares. Historie dzieci porwanych przez partyzantów i przez wiele lat żyjących w dżungli, przygotowywanych do waliki, a później praktycznie niezdolnymi do adaptowania się do normalnego życia. Jet kilka bardzo smutnych opowieści o osobach porwanych i zabitych, których rodziny poszukiwały latami, a jeszcze dłużej domagali się sprawiedliwości. Dla mnie Kolumbia dotychczas kojarzyła się z gorącymi karaibskimi plażami i andyjska dżunglą. No może jeszcze z Pablo Escobarem, narkotykami i niebezpieczna podróżą. Bardzo dobra książka, świetnie i z wyczuciem napisana, rewelacyjnie się czyta mimo że to takie trudne tematy.
An extremely interesting book. It definitely shed some light on Colombia’s problems with guerrillas. Still, I would love to read more about the topic, especially considering that it is one of the very few books translated into Polish.
Świetny reportaż, skupiony ze zrozumiałych powodów głównie na kolumbijskich konfliktach zbrojnych i przemocy, ale teraz marzyłaby mi się druga część pokazująca, też inne twarze Kolumbii