Warszawa zła, Warszawa zepsuta, Warszawa niemoralna. Taki obraz stolicy pokazany w popularnym serialu „Ślepnąc od świateł” przedarł się na całą Polskę. Ile w tym prawdy? Jaś Kapela wybrał się w peregrynacje po najmodniejszych klubach i stworzył przewodnik po miejscach, w których bywa warszawka. Reporterskim piórem opisuje, czego naprawdę można się w tych miejscach spodziewać.
Najnowsze dzieło Jasia Kapeli w tytule właściwie wyczerpuje swoją treść. “Warszawa wciąga. Tu byłem. Tu ćpałem. Tu piłem. Przewodnik po warszawskich klubach” to przegadana opowieść o tym, co w tytule przeczytaliście, napisana właściwie nie wiadomo po co i nie mam pojęcia, dlaczego ktoś miałby czytać o imprezowych przygodach Kapeli. Poczytałem i czułem się jakby jakiś utalentowany literacko gimnazjalista napisał bloga o swoich wypadach “na miasto”,, następnie ubrał go w leksykon, dodał trochę ciekawostek z życia pewnej, dość nielicznej klasy społecznej i uznał, że warto upublicznić swoje wzloty i upadki. Przyznaję, że jest to najbardziej żenująca książka, jaką miałem w rękach w tym roku choćby dlatego, że opowieści Kapeli o ćpaniu są mało śmieszne, mało straszne, mam za dużo lat by mnie to jarało, a jednocześnie zbyt jestem tolerancyjny, by Kapelę potępiać. Ot ćpa sobie chłopak, imprezuje, pije, obgaduje kolegów i koleżanki, kreuje się przy tym na jedynego sprawiedliwego. Ma Kapela dar pisania potoczystego, przygodowego ale lektura kolejnych nocnych eskapad i tripów autora budziła we mnie niechęć do samego siebie - po co ja to jeszcze czytam? Z bulwarowej ciekawości? Tyle stron? Opisy klubów i miejsc mogłyby być całkiem smakowite, gdyby nie to, że w każdym z nich na pierwszy plan wysuwa się osoba autora i jego własne doświadczenie. Gdybym dostał do ręki autobiografię Kapeli sprawa byłaby jasna - po prostu bym jej nie przeczytał. A tak dałem się zwieść.
Zapewne jest to książka skandaliczna i skandalizująca, ale nie należę do ludzi zaskoczonych tym, że ludzie ćpają, ani do grona osób, które szokuje fakt, że są takie imprezy, na których lewituje większość sali. Jednocześnie nie jestem zwolennikiem pisania o tym jakby to była nie wiadomo jak przyjemna rozrywka, a Kapela jednak przekracza moim zdaniem granicę pomiędzy zachęcaniem do eksperymentu a akceptacją używania substancji. Przekracza też granice własnych kompetencji i wręcz zdenerwował mnie, gdy w rozdział o “chemseksie” napisał tak, jakby tylko geje takie zabawy uprawiali. To wyjątkowo nietrafna ocena sytuacji, wręcz stygmatyzująca. Dodatkowo żenuje mnie fakt, że autor co kilka stron podkreśla, że on nikogo nie częstuje dragami, bo przecież wiadomo, że takie stwierdzenie mogłoby mieć dla Kapeli konsekwencje prawne. Do tego Kapela postanowił być arbitrem w lokalnych, knajpianych sporach, a z historii interesujących wąskie grono stałych bywalców i bywalczyń oraz część środowiska autora nie udało mu się stworzyć prawdziwej opowieści o mieście, które wciąga.
Siedzę nad tym tekstem za długo. Tak samo jak za długo czytałem “Warszawa wciąga”. A nie powinienem tego w ogóle dotykać, bo to książka wyjątkowo słaba, której autor postanowił wzbudzić prostacką kontrowersję, niby podejmując ważki temat społeczny, a tak naprawdę dołożyć kilka kresek do rysowanej grubym konturem kreacji Jasia Kapeli. Megalomańska, nieciekawa, chyba odrobinę szkodliwa pozycja. A szkoda, bo w “Polskim mięsie” są momenty, gdzie Kapela pokazuje, że potrafi zrobić całkiem niezłe wywiady czy wnioskować nieszablonowo i retorycznie odważnie. “Warszawa wciąga” nie wciąga. Szkoda waszego czasu.
Ksiązka dużo bardziej niż o ćpaniu i piciu jest o tym, jak bardzo Jaś Kapela uważa, że jest fajny. Jaś Kapela jest nawet w miarę fajny, więc niby spoko, ale momentami jego zachwyt nad samym sobą drażni. A może po prostu zazdroszcze zachwytu nad samym sobą. I tyle. Ale przeczytać miło, no bo raczej o miejscach które się zna i o rzeczach ktore się brało wiec można porównać opinie. W sumie podobne opinie. Więc może tez się tak powinienem sobą zachwycać. No ale jakoś jednak nie.
Miło się czyta i książka serio wciąga ;) Trochę głupio napisać coś więcej, bo to rzecz o masie wspólnych ziomków i częściowo imprez, ale za to jak nostalgicznie gdy się dziś czyta o Le Madame, Jerozolimie czy Eufemii i za nimi tęskni. Trochę smutno jak się pomyśli, że fajniej / inteligentniej / bardziej z fantazją już było, a teraz wszystko jest tylko pod social media i wizerunek? A dragi to ten, czekam na obiecaną przez Jasia książkę o odwyku :D
W jakimś sensie jest mi Jasia żal, bo z książki wyłania się obraz uczciwego, dobrego - choć nadmiernie przekonanego o swoich racjach i raczej nieświadomego klasowego przywileju, który został mu dany - chłopaka, który nie potrafi się odnaleźć w realiach smutnej polskiej rzeczywistości. Empatyzuję, bo sam nie potrafię się w niej odnaleźć, gdyż smutna polska rzeczywistość to nie jest coś, na odnajdowanie się w czym ludzie powinni być skazywani. Problem w tym, że książki takie, jak ta tego zagubienia nie zmniejszą, gdyż celebrują naiwnie nihilistyczno-kontestujący model życia, który wyjścia z tego impasu nijak nie oferuje, może dać jedynie chwilową ulgę, iluzoryczną i krótkotrwałą, a przez to mało wartościową; może dla mnie akurat wartościową, bo w lekturze tej książki miałem konkretny cel i potrzebę i potrzebę tę pozycja ta jakoś tam spełniła.
Nie czuję się kompetentny do stawiania się w tego rodzaju roli, ale jeśli mógłbym coś Jasiowi polecić to poddanie w wątpliwość fanatycznie wyznawanych racji. Dałoby mu to zdolność może lepszego zgrania się, roztopienia w smutnym, nieprzyjaznym świecie, który nas otacza, spojrzenia na niego z innych niż swój punktów widzenia, a przez to głębszej empatyzacji z nim. Może wtedy zyskałby jakiś spokój.
Gdzie nie bywać, kogo nie znać - "Atlas Towarzyski" XXI wieku. Kapela pisze sprawnie, ale tak bardzo sili się na zabawność, że trudno traktować ten antyprzewodnik inaczej niż jako przydługi narcystyczny standup.
Otrzymałem więcej niż się spodziewałem. Przyjemny nostalgiczny trip do Warszawy czasów przedpandemicznych. Cenię u Jasia brak autocenzury i momentami rozbrajajaca szczerość. Nie polecam z kolei osobom wysoko wyczulonym na klasizm i snobizm, gdyż to niewątpliwie można autorowi zarzucić.