Trenerzy, doradcy, coachowie i instruktorzy, strzeżcie się! Michał Rusinek, przenikliwy i niestrudzony tropiciel pypciów językowych, tym razem bierze pod lupę język poradników. Czyni to z właściwą sobie maestrią, literackim kunsztem i intelektualną swadą, bawiąc się poradniczymi kuriozami.
Jak podrywać? Jak sprzedawać? Jak się leczyć? Jak tatuować? A jak się nie dać poradnikom, które robią z nas niedorajdy? Prosta rada: czytać Rusinka.
Michał Rusinek urodził się w 1972 roku w Krakowie i nadal tam mieszka – z rodziną. Był sekretarzem Wisławy Szymborskiej, teraz prowadzi Jej fundację. Pracuje na Wydziale Polonistyki UJ, gdzie prowadzi wykłady z teorii literatury i retoryki. Bywa tłumaczem z języka angielskiego, zdarza mu się pisywać książki dla dzieci i dorosłych oraz układać wierszyki czy teksty piosenek. Pisuje felietony o książkach i języku.
Genezę tej książki wyobrażam sobie tak: przyjaciel Pana Rusinka przysłał mu telegramem link do peja "Nagłówki nie do ogarnięcia". Pan Rusinek przepisał sobie adres http do przeglądarki, kliknął enter i oczom jego ukazała się niezliczona ilość żartów. Śmiesznych niebywale. W głowie mu się zakręciło od tego przepychu głupich nagłówków i zakrzyknął: "toż to materiał na książkęł!". Jako rzekł tako i uczynił. Wydrukował w książce skriny.
Generalnie jest to ulubiona książka twojej starej.
PAŁA MOTYWACYJNA W pierwszej chwili pomyślałam, że za taką okładkę jej projektant powinien zostać przejechany walcem. Tytuł jest tak nieczytelny, że nawet Sherlock Holmes nie dałby rady go rozszyfrować. Gdy zagłębiłam się w lekturę doszłam jednak do wniosku, że grafik ów zrobił jednak autorowi przysługę. Pod wizerunkiem Michała Rusinka znajduje się bowiem podpis „niedorajda”. Gdyby tytuł dało się przeczytać, skojarzenie, że dotyczy on bezpośrednio osoby na portrecie nasunęłoby się samo. Nasunęło się i tak, niestety – ale dopiero po lekturze.
„Niedorajda…” to kontynuacja świetnych „Pypci na języku”. Tym razem widać jednak, że autorowi kompletnie wyczerpały się pomysły i goni w piętkę. Pomysł na felieton polega na tym, że autor przytacza całą masę cytatów zaczerpniętych z różnych poradników i innych źródeł, a potem bezlitośnie je krytykuje, wytykając, dlaczego jego zdaniem są niepoprawne, idiotyczne i śmieszne. Cytaty owszem, zabawne, dobrze dobrane, ale komentarze już niekoniecznie. Rusinek wyraźnie stracił polot. Jego uwagi są tak wymęczone, tak przekombinowane, że zupełnie nieśmieszne. Kudy im do lekkości i subtelności „pypci na języku”.
Problem z „Niedorajdą…” polega na tym, że autor skierował tę książkę nie do swojego czytelnika. Czytelnik Rusinka jest względnie inteligentny (raczej). Czytelnik cytowanych poradników nie dorasta czytelnikowi Rusinka do pięt. Dlaczego czytelnik Rusinka ma brnąć przez stosy idiotyzmów, do których nigdy by nie zajrzał? Tylko dlatego, że Rusinek postanowił się nad nimi popastwić? Słabe to.
W odbiorze książki mnie przeszkadza również forma. Autor/narrator wyraża się o sobie w liczbie mnogiej. My, z Bożej łaski Rusinek uważamy… (dosłownie tak autor na szczęście nie napisał, to tylko moja złośliwość). Od tego teksty nie robią się mądrzejsze, ale wszystko zależy od poczucia humoru, może kogoś to bawi.
Wybór cytatów dokonany przez autora jest trafny i chętnie przeczytałabym je soté na jakiejś satyrycznej stronce. Po co mi jednak przefajnowane komentarze, kiedy sama widzę, że cytaty są śmieszne i dobrze wiem, dlaczego są głupie. Autor powtarza się i popada w tę samą manierę, co autorzy źródłowi. Gdybym wzięła pod lupę jego komentarze, mogłabym tak samo się wyzłośliwiać. Ale nie chce mi się, bo w przeciwieństwie do autora nie odebrałam za książkę, a wcześniej za felietony w „Gazecie” sutego honorarium.
Najbardziej przeraża mnie niefrasobliwość wydawnictwa „Agora” w traktowaniu prawa autorskiego. W książce znajdują się setki cytatów, jednak nigdzie nie podano ich autorów ani źródeł. Na miejscu autorów poradników wystosowałabym sążnisty pozew. Trochę forsy wpadnie, a jaka będzie reklama! Nieważne, co mówią, byle nie przekręcali nazwiska.
Już miałam podwyższyć ocenę za naprawdę zabawny rozdział o nagłówkach, ale w tym jedynym miejscu autor akurat podał źródło cytatów. Są to internetowe „Nagłówki nie do ogarnięcia”. Równie dobrze możecie więc zerknąć na tę stronę. Zamiast.
Przepraszam, panie Rusinku (za deklinację, oczywiście), ale tym razem pała. To jest ten motywacyjny rodzaj pały, którą stawia nauczyciel języka polskiego bardzo dobremu uczniowi widząc, że do odrobienia pracy domowej zupełnie się nie przyłożył. Stać go na dużo więcej, ale kompletnie nie chce mu się wysilać.
Chciałabym uścisnąć autorowi dłoń i osobiście podziękować za to, że zajął się od lat fascynującym mnie zjawiskiem, jakim są książki sprzedawane w placówkach pocztowych. Kto korzysta tylko z kurierów - niech żałuje. Cuda są tam niesamowite. Chociaż "Mokrego snu pieska dingo" w swojej nie widziałam...
To było moje drugie spotkanie z pisarstwem Pana Rusinka. Uważam je za udane ale nie tak bardzo jak w przypadku "Pypci na języku". W "Niedorajdzie" też jest sporo humoru ale czasem miałam uczucie, że niektóre spostrzeżenia autora były troszkę "naciagane" i przejaskrawione. W taj książce jak i w poprzedniej autor nie szczędzi czytelnikom nawiązań do swoich sympatii i antypatii politycznych. Dyskretnie, ale jednak.
Polecam osobom lubiącym język polski, bo to nadal gwarancja miłego popołudnia ale książka ciut mniej udana niż poprzedniczka.
Muszę przyznać, że "Pypcie na języku" mnie oczarowały, "Niedorajda" niestety nie. Tym razem drażniła mnie liczba mnoga (royal we), której używa autor (chyba, że w ten sposób chciał podkreślić fakt, że treść zawdzięcza wielu osobom i źródłom). Dowcipy wydawały mi się na siłę, a niektóre rozdziały były nazbyt rozciągnięte. Z drugiej strony jako niewymagająca wysiłku lekka lektura "Niedorajda" sprawdził się i przyjemnie zapełnił mi czas w drodze do i z pracy. Nie czuję się jednak usatysfakcjonowana.
Książka odsłuchana dzięki aplikacji Empik Go. Czyta :Michał Rusinek
Ależ się ubawiłam słuchając tej książki. Pan Michał robi przegląd poradników:Ja podrywać ,jak napisać książkę czy jak być mężczyzną (Więcej nie zdradzę) . Świetne podejście do tematu ,przyznam się szczerze że słuchając tych porad ,nieźle się ubawiłam ,a nawet odpowiadałam autorowi (hahaha). Jedyny minus ,to taki trochę niedosyt ,że jak to? To już koniec ?? Kochani jeśli chcecie jakąś lekturę na poprawę humoru ,to polecam,myślę że się nie zawiedziecie . Książkę polecam,ale poradników nie ;-)
Wspaniala lektura dla tych wszystkich co lubią język (poprawnie używany) i nie przepadają za poradnikami, bynajmniej nie językowymi. Warto doczytać/dosłuchać do końca, ze względu na puentę: ‚Jezus podaje Ci pomocną dłoń’...
Mniej więcej dwa lata temu zachwycałam się fenomenalnymi "Pypciami na języku" (najpierw werbalnie, a następnie czynami, obdarowując mniej więcej połowę swoich znajomych-intelektualistów egzemplarzami). Rozważania nad językiem poradników zawarte w "Niedorajdzie", śmiem twierdzić, czyta się nawet lepiej (ze względu na dłuższe formy), i zdecydowanie polecam zainteresować się tym tytułem zwłaszcza osobom, które w gronie najbliższych mają status policji językowej.
Rusinek bierze pod lupę język wykorzystywany w poradnikach: język perswadujący, ale również - wydaje się - magiczny. Każdy z 12 rozdziałów zawiera wstęp podsumowujący główne tendencje zaobserwowane przez autora w poradnikach o danej tematyce, a następnie w sposób absolutnie celny i dowcipny zajmuje się konkretnymi przykładami, tzn. ich brakiem logiki, niezamierzoną dwuznacznością, a często po prostu głupotą.
Kolega z grupy czytelniczej na Facebooku, którego gustowi czytelniczemu bardzo wierzę, w swojej recenzji ostrzegał przed czytaniem książki w komunikacji miejskiej. Ostrzeżenie było jak najbardziej słuszne - proza Rusinka wzbudzać może bowiem niekontrolowane salwy śmiechu. Zaznaczyć jednak muszę, że dla mnie niektóre rozdziały były przede wszystkim przerażające (tzn. głównie ten analizujący poradniki medyczne oraz ten analizujący poradniki mówiące, jak być mężczyzną). Bardzo podoba mi się, jak elegancko autor radzi sobie z wieloma tematami, jak duży rozsądek zachowuje i jak trafnie podsumowuje pewne niefortunne językowo (albo światopoglądowo) sformułowania.
Oprócz niewątpliwej wartości literackiej pragnę zauważyć też fakt, że niniejsza książka okazać się może idealnym prezentem - przede wszystkim właśnie dla osób, które życie poświęcają zawiłościom języka.
Jedyny minus: ja bym chciała jeszcze drugie 12 rozdziałów takiej prozy. Tak na już. A teraz muszę szukać sobie innej książki - tylko jak, skoro wiem, że mało prawdopodobne jest, że przy czymkolwiek innym będę bawić się równie dobrze?
More insightful but less funny than Pypcie na języku. I felt a lot of second-hand embarassment, due to the sheerly nonsensical contents of discussed self-help books. Surely, I could laugh at them myself, but reading about it...? Then it feels more like a kid making jokes out of a serious topic, because this book only revealed what an urgent, yet ignored problem this is. And should be resolved right away, not laughed at.
Książka z gatunku "głupawka murowana". W tramwaju ludzie patrzyli na mnie z wyraźnym pobłażaniem (o ile już oderwali się od smartfonów, rzecz jasna). Aż nabrałam chęci na lekturę kilku poradników, co jest tym dziwniejsze, ze tego typu gatunek literacki do tej pory skrzętnie omijałam. Polecam jako rozweselacz np. w drodze do pracy, szczególnie w poniedziałkowy poranek!
Podobnie jak „Pypcie na języku”, tak „Niedorajda” to publikacja, której motywem przewodnim są analizy językoznawcze na wesoło. Chociaż przy tym tytule śmiałam się mniej, to jednak uznaję go za ciekawą propozycję dla osób zafascynowanych meandrami języka polskiego. Rozdziały dotyczące nagłówków oraz seksu - świetne :)
Można obśmiewać poradniki, można sarkastycznie wypowiadać się o ich czytelnikach, można drwić, tylko po co? Czytelnicy tych poradników raczej do książki Pana Rusinka nie zajrzą, a gdy zajrzą mogą poczuć się obrażani, a nie edukowani, choć może się mylę...
Pan Michał Rusinek bierze na warsztat wiedzę, którą przekazują nam poradniki. Z ironią i inteligentnym poczuciem humoru analizuje dziwactwa i absurdy w nich zawarte. Za pomocą zabawnych spostrzeżeń i anegdot ukazuje nam obraz tego czego nie powinno się robić i pisać w poradnikach. Nigdy nie czytałam poradników i po poznaniu tej książki widzę, że nie mam czego żałować, bo ile poradników, tyle mądrości. Polecam przeczytać lub posłuchać w samej autorskiej interpretacji Pana Michała Rusinka. Uwaga! Niekontrolowane wybuchy śmiechu gwarantowane.
Gratka dla wszystkich miłośników języka polskiego, a przede wszystkim żartów, dwuznaczności i zabaw językowych. Autor rozkłada poradniki językowo na czynniki pierwsze i robi to z wrodzoną sobie swadą, lekkim piórem oraz puszczając oko do czytelnika. Nie raz podczas lektury nie można powstrzymać się od głośnego śmiechu. Przez kolejne strony wręcz się płynie. Z tym, że trzeba mieć świadomość, że jest to raczej pozycja, którą Marcin Meller zapewne trzymałby w toalecie.
Dawno się tyle nie śmiałam nad książką. To taka kompilacja przemyśleń co do poradników z serii „jak być prawdziwą kobietą”, przez absurdalne ogłoszenia z cyklu „wymienię starą sukienkę na wszystko”, aż po dziwne zestawy książek dostępne w punktach pocztowych - coś o Polsce walczącej, Remigiusz Mróz i koniecznie przepisy jakiejś zakonnicy. Rewelacja.
Przezabawna książka, płakałam ze smiechu. Myśle że dość niskie oceny wynikają z tego że, oberwało się sporej części społeczeństwa. Autor trochę zadrwił z np. umiłowania papieża Polaka, polskich męskich patriotów, szykownych kobiet podążajacych za zachodnimi trenadami i przede wszystkim sceptyków medycyny. To odwaga napisać taką książkę dla Polaków, ja ją polecam przede wszystkim intelektualistom.
Jakby takim językiem dyskutowały ze sobą dwa obecnie spolaryzowane w Polsce obozy to nie wiem czy polaryzacja by osłabła, ale z pewnością wzrosłaby kultura wypowiedzi i dyskusji. Książka lekka, acz dająca dużo satysfakcji, ponieważ jest napisana językiem dającym wytchnienie wśród grafomanii. Dlatego najwyższą ocena.
Cóż za wspaniały pomysł na książkę. Błyskotliwe komentarze, śmiałam się do łez ( choć czasem to były gorzkie łzy). Warto przeczytać o czym piszą poradniki! I dobrze czasem się z samego siebie pośmiać :)
The author's wit shines through this excellent collection of brief humorous rebuttals and criticisms of the usage of the Polish language. Can't really say more than that - a pleasant to read compilation of micro-essays that would normally appear in a newspaper.
Wybuchy śmiechu gwarantowane! Przyjemna lektura na wakacje i gorącą pogodę, chociaż to co MR wyciąga z poradników pachnie często groteską i absurdem - cudowny satyra na wszystkie poradniki (i chyba jedyny lek na manię poradnikową, jeśli ktoś cierpi na tę przypadłość).
Trochę gorsza niż "Pypcie na języku" czy "Zero zahamowań", ale to wciąż porządna rozrywka. Momentami śmiałam się na głos, momentami trochę skręcało, ale mimo wszystko nie żałuję spędzonego z nią czasu (może dlatego, że tego czasu nie było zbyt dużo, bo pochłonęłam ją w jeden wieczór).
Kolejna książka Rusinka na koncie, kolejna przyjemna do czytania, błyskotliwa i zabawna. A w dodatku przestrzega przed korzytaniem z usług tatuażysty, który na problemy z ortografią. Rusinek jak zwykle nie zawiódł.
Po przeczytaniu wstępu spodziewałam się ironicznego komentarza do języka, jakim pisane są poradniki. Zamiast tego dostałam niezbyt śmieszne komentarze do warstwy merytorycznej, która – choć zazwyczaj niezbyt wysokich lotów – to jednak chyba nie miała hyc tu oceniana. Ani śmieszne, ani ciekawe.
He can do much better, so for now only 3 stars. Michał, I know you are a linguist, so please try and do decipher following quote - "We try harder" - I wonder if you know which company's "claim" it is? Today they are probably no 1 in their field of competence.