Debiutancka powieść najbardziej nieznanego autora w Polsce.
Malcolm XD w ciągu ostatnich kilku lat opublikował w internecie kilkadziesiąt krótkich opowiadań, które przyciągnęły ponad 2 miliony czytelników. To spod jego klawiatury wyszła kultowa już historia o Ojcu wędkarzu, która doczekała się nawet ekranizacji (scenariusz do Fanatyka napisał sam Malcolm XD, reżyserią zajął się Michał Tylka, a w filmie zagrali m.in. Piotr Cyrwus, Marian Dziędziel, Jan Nowicki czy Anna Radwan).
Emigracja to książka o młodym człowieku, który po ukończeniu małomiasteczkowego liceum decyduje się na wyjazd zarobkowy do Wielkiej Brytanii. W charakterystyczny "pastowy" sposób opowiada o jednym z najważniejszych zjawisk społecznych ostatnich dekad, które nadal nie znalazło wyrazistego odzwierciedlenia w literaturze polskiej. To opowieść o dorastaniu w powiatowej Polsce, obfitującej w przygody podróży do Londynu i o samym życiu emigranta. O tirowcach, cygańskich handlarzach kamperami, anarchistach -squattersach, recydywistach ukrywających się przed polskim wymiarem sprawiedliwości, rosyjskich oligarchach, zubożałej angielskiej arystokracji, stulejarzach i klubach go-go.
Beware, przed Wami legenda polskiego internetu w wersji analogowej.
Zaśmiałam się w głos dwa razy. Książka z rodzaju tych, które można przeczytać, pytanie tylko po co. Nie mozna powiedzieć, że nie jest zabawna i na pewno ma autentycznie dobre momenty i pojedyncze zdania, ale widać to, że autor pod względem języka i stylu raczej wiele nie ma do zaoferowania. Czyta się szybko i to jest plus, chociaż sama historia też nie jest przesadnie zajmująca. Ot, takie tam czytadałko do czytania w momentach, kiedy trudno się skupić i trzeba się po prostu rozerwać. Gdyby czytanie było siedzeniem w internecie, ta książka byłaby przeglądaniem memów.
język tej książki (jako, iż to takie luźne, zabawne, pełne wulgaryzmów historie) był totalnie przyjemny, lekki i ogółem koksiarski!
może to nie szczyt literatury, ale uśmiałam się wiele razy i to potężnie, dlatego też z ciekawością i chęcią sięgnę po kolejny tom - cóż tam ten Malcolm XD zgotował? i czy dalej będzie to takie XD?
Trochę gruba beka, trochę zbiór anegdot na jakiejś umownej płaszczyźnie prawie zahaczający o pseudoreportaż. Na pewno mimo przegiętej formy i ogólnej jazdy bez trzymanki dużo w tym autentycznych trafnych obserwacji o Polakach i życiu na emigracji - jestem w stanie powiedzieć, że Malcolm XD poszerzył moje horyzonty. Minusem jest oczywiście to, że z czasem człowiek przyzwyczaja się do konwencji, pewne myki po kilkudziesięciu stronach stają się otrzaskane, więc lekturze już nie towarzyszy taki rechot jak na początku. Ale i tak warto, choć na pewno nie każdemu przypadnie do gustu.
Fajna książka, szczególnie interesująca i śmieszna jak ktoś wchodził w dorosłość w latach opisywanych przez Malcolma XD. Opowieści XD kojarzą mi się z historiami znajomych, którzy wtedy emigrowali na zachód - czasem śmieszno, czasem straszno, ale zawsze raczej biednie i na przypale i wszystko zalane morzem alkoholu.
Nie wiedziałam na co się zdecydować w Empiku więc zapytałam nieznajomego chłopaka stojącego obok co poleca. Polecił Malcolma, wzięłam, przeczytałam i…
Hmm to było ciekawe przeczytać coś, co brzmi jakby Twój dawny szalony kolega opowiadał Ci historię o tym, co działo się w jego życiu, gdy się nie widzieliście. To takie wyjście na piwo, gdzie pod koniec czujesz już przebodźcowanie, ale niegrzecznie jest wyjść w trakcie historii, więc zostajesz do końca, ale już wiesz dlaczego nie utrzymujecie stałego kontaktu.
O rety, jakie to było wszystko pogmatwane, dosłownie mogłabym użyć tu wszystkich antonimów razem wziętych. Bardzo niecenzuralne, momentami zabawne i trafne spostrzeżenia na niektóre sprawy. Czułam się podczas przewracania kolejnych kartek tak jakbym patrzyła na scenę na której by stał MALCOLM XD z mikrofonem i jakby dawał nam dobry stand-up!
Nie znałam człowieka z internetów i pewnie gdyby nie rekomendacja Sylwii Chutnik w "Klubie Różowej Grzywki" tkwiłabym sobie dalej w tym nieznaniu. A tak i pośmiałam się, i rozkochałam jeszcze bardziej (o ile to możliwe) w moim lektorze absolutnie nr 1 Januszu Zadurze. Człowieku, man, jak ty czytasz! Najlepiej! Dziękuję! W samo serce całuję! Bierzcie i słuchajcie tego wszyscy!
Wahałam się nad oceną, ale chyba jednak zostanę przy niższej, ponieważ to jest, mimo wszystko, wydana pasta. Nie ma głębszych rysów postaci, wątki się urywają, a wszystko leci na oparach absurdu w gawędziarskim stylu, który na pewno byłby dla mnie mniej zjadliwy na papierze niż jako audiobook.
Jako audiobook to śmiałam się prawie cały czas, nie będę kłamać.
Podoba mi się też ta widziana już w ekranizacji Fanatyka skłonność starszego Malcolma XD do przeplatania absurdalnego humoru z gorzkimi, przykrymi historiami i spostrzeżeniami dotyczącymi świata dookoła, które nie są może zbyt odkrywcze, ale uderzają blisko domu. Nie są też jednak wyliczone na wpędzenie czytelnika w złe samopoczucie, więc nawet historia pana Wojtka ma poniekąd słodko-gorzki koniec.
Nie będę kłamać, że to jest książka o nieskazitelnym humorze, bo w niektórych miejscach używa języka, który jednak jest ofensywny, a dyskurs na jego temat trwa od lat; w innych czuć jednak było te echa Wykopu czy innych miejsc originu polskich past.
Nadal, to była zabawna lektura i poleciała na jeden raz, bo nawet jak zapauzowałam, uznałam, że po co mam się powstrzymywać.
Wyobraź sobie typowego Sebe, dodaj mu wiele lat doświadczenia i garść humor, a dostaniesz tą książkę. Wiem wiem, nie brzmi to super, ale daj mi chwilę. Autor pochodzi z małego miasteczka w Polsce. Typowa pipiduła, gdzie nic się nie dzieje, a największe konflikty powstają podczas Dni Miasta. Mamy coś ok. 2010-2011 (tak zgaduje po treści, gdyż mamy wzmianki, iż trwają przygotowania do EURO 2012). Malcolm wraz z przyjacielem Stomilem wyruszają do UK. Przygody autora zaczynają się w momencie, gdy udając się na stronę w celu wypróżnienia zostaje porzucony przez autobus, który miał go zawieść do Londynu. Stomil niestety spożył zbyt duże ilość trunków i zasnął (zezgonował) w busie. Malcolm kombinuje jak dołączyć do przyjaciela jak najszybciej. Los zsyła mu polskiego kierowcę tira i tu rozpoczynają się najlepszego znajomości w jego życiu. * * Cała książka jest o tym jak wygląda tytułowa Emigracja oczami autora. Psełdonim XD idealnie podsumowuje tą książkę. Dla niewtajemniczonych: XD według słownika oznacza "Śmiech z czegoś tak dziwnego, że aż śmiesznego" oraz "Zadowolona minka albo Zwariowana Radość". Osobiście przyznaję się do tego, że śmiałam się prawie non-stop podczas czytania. Według mnie jest to świetna książka na odstresowanie. Polski humor, przekleństwa (ale nie przesadzone) i typowe Januszowe zachwianie, to kwintesencja tej książki. Polecam ogromnie każdemu. Dodatkowo muszę wspomnieć, iż na Empik Go jest audiobook, który czyta #JanuszZadura czyli jeden z moich ulubionych lektorów #❤️ (7/10⭐)
Malcolm XD to ten kumpel, który opowiadając jedną historię sprzeda w niej 10 innych anegdot, które nawet nie pomagają w ogarnięciu kontekstu, ale ty siedzisz trzymając piątego żubra i jedyne co możesz powiedzieć to NO oraz YHM. W zagranicznej paście o rozmachu powieści fantasy śledzimy tułaczkę zarobkową dwóch kolegów z miasteczka o populacji 10000-19999, którego jedynymi towarami eksportowymi są niszowe owoce i tania siła robocza. Inba goni inbę a na koniec dochodzi do akcji epickiej niczym finał awendżersów. Trzymajcie się tam na tej emigracji.
"Emigracja" to książka o bardzo młodym człowieku, mieszkającym w miejscowości o liczbie między 10 000 - 19 999 mieszkańców (to będzie powtarzane wielokrotnie, więc nie zaszkodzi powtórzyć jeszcze raz), który nie mając perspektyw ani pomysłu na siebie, postanowił wyjechać do Anglii.
Przyznaję, że zaśmiałam się kilka razy, bo to jest w taki sposób napisane, że nie idzie się nie zaśmiać, ale jakbym miała kupić papierową książkę to bym się chyba zapłakała. Wulgarna lektura, z humorem oraz wydarzeniami, które w sumie są zbyt przerysowane i nieprawdopodobne, by mogły być prawdziwe. Trochę szkoda, bo w sumie chętnie bym poczytała o osobie, która faktycznie pochodzi z takiej mniejszej miejscowości, pakuje swoje rzeczy i bez pomysłu na siebie, jedzie za granicę do pracy. No i żeby w realny sposób przedstawiła jak to wygląda, a nie przerysowany, żeby było śmiesznie. Daję taki mini plusik za to, że pojawiają się informacje odnośnie życia w Anglii, jakie mają przepisy, ceny, mentalność.
Z jednej strony słucha się audiobooka dobrze, ale z drugiej, gdybym nie miała tej pozycji w abonamencie i zdecydowałabym się kupić książkę to bym uznała to za niekoniecznie dobrze wydane pieniądze. Daję dwie gwiazdki. Było okej, lektor zrobił też mega robotę, a książkę traktuję bardziej jako ciekawostkę i lekkie czytadełko.
To jest właściwie taka seria fajnych anegdotek o emigracji autora na Wyspy Brytyjskie i wszelkich dziwnych przypadkach i zajściach, które go tam znalazły, z obowiązkowym lekkim przerysowaniem i pełną gamą dziwnych postaci pobocznych. Literatura może z tego nie wychodzi jakaś wielka, ani w ogóle może nie jest to przesadnie literackie, ale miło się czytało, a autor z pewnością z tym zestawem historii wygrałby każdą jedną imprezę w kategorii "najbardziej zajmujący ziomek opowiadający niestworzone rzeczy po pijaku".
4🌟 czy ja muszę w ogóle mówić, że przeczytałam to za praktycznie jednym razem? chciałam czegoś lekkiego i nie zawiodłam się. nie znałam wcześniej persony Malcolma XD i dalej znam ją tylko z tej książki, więc chyba muszę nadrobić informacje, ale z miejsca go polubiłam. jest to napisane takim językiem jakbym siedziała na stand-upie, albo jakby mi kumpel streszczał historię życia na ławeczce w parku, w otoczeniu innych kumpli. zapewne było to momentami przerysowane, bo działy się tu naprawdę różne rzeczy, tak że nie da się nie zaśmiać z absurdu tego wszystkiego. mimo wszystko jest to książka fajnego ziomeczka, który ma coś do opowiedzenia i wie jak to opowiedzieć. ale nawet jeśli styl pisania jest luźny i dość wulgarny, nie określiłabym tego jako pierwszą lepszą opowiastkę do pośmiania się. można się wiele dowiedzieć o prawdziwym życiu na emigracji jeśli się umie w to wczytać, a ten temat jest obecny i dalej nie wyczerpany. kiedy nic nie idzie zgodnie z planem, a nawet jeśli idzie, to w końcu się sypie, co innego ma zrobić człowiek niż zaśmiać się i spróbować jeszcze raz?
Dawno się tak nie uśmiałem przy żadnej książce. Malcolm XD sprawił mi tyle radości, że hej!
Nie spodziewajcie się po "Emigracji" jakiegoś głębokiego przekazu, nie odnajdziecie tutaj odpowiedzi na wszystkie nurtujące dylematy egzystencjalne. Takich celów nie założył sobie Malcolm Xd przy pisaniu tej książki. On po prostu postanowił rozbawić czytelników do łez. No i udało mu się to świetnie. Jak bowiem nie śmiać się do rozpuku kiedy słuchamy o "zgonie" Stomila, czy też o okolicznościach zyskania przez niego tej intrygującej ksywy. Podobnie rzecz się ma kiedy obserwujemy zachowania rodaków w drodze na emigrację zarobkową i kiedy spotykamy ich już na miejscu, często nieporadnych, ale wciąż ze słynną ułańską fantazją. Autor popisuje się doskonałym poczuciem humoru, a jego dar opowiadania jest godny pozazdroszczenia.
"Emigracja" to opowieść o wyjeździe do pracy wakacyjnej przed rozpoczęciem studiów. Ile w niej prawdy, a ile zostało wymyślone dla naszej uciechy to już wie tylko sam autor. Tak czy inaczej Malcolm XD snuje swą historię w sposób wartki i ciągle trzymając czytelnika w ciekawości. Prezentuje w opowiadanych anegdotach dystans do siebie i niewyczerpane pokłady autoironii. Każdy rozdział to tak naprawdę inna opowieść, a co anegdota to śmieszniejsza. Uciekający autokar w drodze do Anglii, mieszkanie na squacie z upiornym samozwańczym gospodarzem, który katuje wszystkich ciągle to nowymi zebraniami i głosowaniami czy choćby kariera rikszarza. Raz po raz zanosimy się że śmiechu gdyż autor ukrywający się pod pseudonimem Malcolm XD potrafi obserwować otaczającą go rzeczywistość, a co najważniejsze potrafi o niej opowiadać wzbudzając przy tym salwy śmiechu.
Przyznam szczerze, że nie spotkałem się z Malcolmem XD w sieci, a ponoć jego teksty tamże zamieszczane zdążyły zdobyć całe rzesze fanów. Do tej pory była to postać dla mnie nie znana, a gdyby nie Marcin Meller to pewnie bym po "Emigrację" nie sięgnął. Koniec końców książkę udało mi się pochłonąć i to w momencie kiedy potrzebowałem dużej dawki śmiechu, a "Emigracja" skutecznie mi jej dostarczyła. Gorąco polecam i wam!