Więzień Malkolm Rudecki czeka na wyrok. Zamordowano mu ciężarną żonę i skrzywdzono córkę, lecz bezlitosny system prawny zamierza skazać go za zabicie morderców. Jego kara będzie większa niż się spodziewa. Przekonany, że wie czym jest prawdziwe zło, trafia do świata, w którym to zło jest prawem. Świata, w którym zatriumfowały siły ciemności.
Zanim zacznę tę recenzję na dobre, chciałabym zaznaczyć, że jestem wielką fanką prozy Marcina Podlewskiego, cykl Głębia przeczytałam dwukrotnie (co zdarzyło mi się do tej pory tylko dwa razy) i każdą następną książkę "biorę" w ciemno, niezależnie do poniższej opinii.
Jeśli chodzi o Księgę Zepsucia - jestem nieco zawiedziona. Pozytywy: skrupulatnie skonstruowany świat, miary czasu i odległości, nazwy miejsc, zwyczaje, historia Thei zostały dopracowane szczegółowo i pieczołowicie; historia toczy się sprawnie, wydarzenia trzymają w napięciu, a co ważne autor nie serwuje oczywistych rozwiązań. Negatywy: niespójność w zachowaniu Ruda, kontrast budowany na jego obcości na Thei jest niejednorodny, jakoś nie czuję, że to po prostu powolne godzenie się z losem i miejscem, bardziej mam wrażenie niedopracowania tego elementu powieści, niestety nie łapię również humoru budowanego na powiedzonka z "naszego świata", mało jakoś przemawia do mnie komizm zbudowany na dualiźmie "obcy-swój"; druga sprawa to pośpiech w korekcie redaktorskiej - ze dwadzieścia razy na 300 stron pojawia się zwrot "ale na to już było za późno", jest też trochę innych błędów - językowych i stylistycznych, które mnie irytowały - Głębia była pod tym względem w całości "dopieszczona". Abstrahując od powyższych zastrzeżeń, Podlewski jest mistrzem w wymyślaniu świata, bohaterów i wydarzeń, a do tego rewelacyjnie buduje "cliffhanger'y", dlatego z niecierpliwością czekam na kolejną część nowej trylogii.
3.5 Istoty, kreatury fantastyczne SĄ CUUDOWNE jest ich dużo ale są mroczne trochę straszne Uwielbiam to w tej książce + dla autora za pomysł na świat fantastyczny I love it
Nie będę ukrywać, że "Księga zepsucia" to powieść mocno specyficzna. Groteskowa, pokręcona i może aż nazbyt tajemnicza. Razem z bohaterem trafiamy do świata, w którym zwyciężyło zło, który jest mroczny i plugawy. I świat ten z Rudem, naszym bohaterem, zgłębiamy, co sprawia, że wiemy tyle, co on. I o ile na początku ten zabieg się sprawdza, to na dłuższą metę, przy natłoku różnych nazw staje się zwyczajnie irytujący. Nie pomaga fabuła, która skupia się wokół przetrwania i prób powrotu na ziemię - była dla mnie zbyt monotonna by wciągnąć - choć akcji niby jest dużo. Trzecim problemem jest sam bohater - który w prologu intryguje, by później raczej drażnić swoim zachowaniem, jakby nie traktował sytuacji w jakiej się znalazł na poważnie. Odniosłam wrażenie, że mimo całego pomysłu na stworzenie świata, w którym wygrało zło panuje w nim naprawdę niewiele takiego przytłaczającego mroku, by koncept naprawdę zadziałał. Może zabrakło stron, by lepiej to wszystko rozwinąć? Połowa powieści wydaje się być rozciągniętym wstępem, budzącym uczucie dezorientacji, a gdy zaczyna się w końcu coś dziać książka zbyt szybko się kończy. Ostatecznie "Księga zepsucia" pozostawia mieszane uczucia - pewnego niedosytu, niedokończenia. Na szczęście drugi tom jest jest dostępny i to w zasadzie od niego w dużej mierze zależy jako ocenię całość: bo w tej historii jest potencjał, tylko pierwszy tom w pełni go nie realizuje.
Zacznę od prologu, który o dziwo spodobał mi się najbardziej. Jest świetnie napisany i intryguje, stawia wiele pytań, ale nie powoduje zbyt drażliwego poczucia zagubienia, które towarzyszy dalszej lekturze. Poznajemy głównego bohatera w więzieniu świata przyszłości, który przypomina dystopię. Niewiele wiemy poza tym, że w więzieniu są i więźniowie polityczni, i tacy jak Rud, którego motywacje w pełni rozumiemy, dobrze znając je z amerykańskiego kina zemsty: moralnie usprawiedliwione zabicie napastników napadających na rodzinę, której prawdziwy mężczyzna powinien bronić za wszelką cenę. Bardzo spodobała mi się kreacja bohatera w tej części - milczek, który budzi respekt współwięźniów. Rycerz swoich czasów, który choć się do tego nie przyzna, nie jest w stanie przejść obojętnie wobec damy w opresji - czy zwyczajnie pomóc słabszym. I właśnie ten człowiek trafi do świata w którym zwyciężyło zło...
To bardzo ciekawy koncept - Autor w zasadzie zestawia dwa nieciekawe światy, bo Rud nie jest wyrwany z ciepłych kapci, ale z więzienia. A i tak od początku postrzega krainę do której trafił - Theę - jako wykoślawioną, plugawą i wypaczoną. Początkowo to się sprawdza, ale wstęp ciągnie się zbyt długo, a ekspozycja nie wyjaśnia zbyt wiele. Ile można czytać dialogów, z których niewiele się rozumie, by w końcu zwyczajnie stracić zainteresowanie? To jest właściwie największą wadą tej powieści - nie wciąga. A przy całej tajemniczości świata, coś - bohater czy fabuła - muszą utrzymywać naszą uwagę i to szybciej niż po 200 stronach.
"Obserwowana z punktu widzenia Malkolma Thea z wolna przestawała się jawić jako świat, w którym wygrało zło, a zaczynała przypominać świat przez zło opętany, i - z braku lepszego określenia - przez owo zło skrzywiony."
Nie można zarzucić Autorowi, że pisze źle - chaos i pewna wręcz bełkotliwość, która wynika z tego, że wszystkie postacie poza głównym bohaterem używają sobie tylko znanych zwrotów, były z pewnością zamierzone. Powieść zaczyna się jak science-fiction, by następnie przekształcić się w dark fantasy okraszone czarnym humorem, nieco spłycającym "mroczność". Jeśli główny bohater nie bierze sytuacji na poważnie, to i nam jest trudniej wyczuć ich ciężar. Świat, w którym zwyciężyło zło jest ciekawy - opisy różnych potworów czy miast są naprawdę dobre - a jednocześnie zupełnie nie wywołuje przerażenia.
Tak jak napisałam na początku - to powieść mocno specyficzna. Jeśli chwyci nas jej klimat, to z pewnością się wciągniemy. W przeciwnym wypadku będziemy się czuć raczej zagubieni. Nie będę owijać w bawełnę - chciałam się z tego świata wydostać, ale nie dlatego, że mnie obrzydzał, ale zwyczajnie męczył i nudził. Jednocześnie zamierzam przeczytać tom drugi, pokładając nadzieję, że jedynka była jedynie wprowadzeniem, a dwójka wszystko wyjaśni.
Prawdopodobnie wielu z was zna już twórczość Marcina Podlewskiego lub może kojarzą go z literaturą SF. Myślę o cyklu "Głębia", który notabene bardzo polecam.
Ta opinia jednak będzie o jego nowej sadze fantasy, czyli o "Księdze Zepsucia".
Marcin od już jakiegoś czasu nosił się z myślą o wydaniu książki fantasy. Rozmawiałem z nim na ten temat parę razy i przyznam, że nie wymyśliłbym w jaki sposób podejdzie do tego tematu. Gdybym miał z czymś porównywać jego najnowszą książkę i domyśleć się, gdzie szukał inspiracji powiedziałbym, że jeżeli znacie „Niekończącą się opowieść” Michaela Endy’ego czy „Jankesa na dworze króla Artura” Marka Twaina i powieści te przypadły wam do gustu, to nowa książka Marcina jest dla was. Choć nastawcie się, że ta historia nie jest dla dzieci. W tej opowieści bowiem pojawia się świat fantasy, w którym – przed wiekami – wygrało Zło - mamy więc do czynienia nie tyle co ze zwykłym fantasy, a dark fantasy.
Ciekawy jest ten zamysł autora. W większości książek jakie czytałem walka dobra ze złem dopiero się toczy bądź jesteśmy przyzwyczajeni do światów, w których bohater zmaga się z jakąś formą zła i to od jego poczynań zależy, czy zło wygra. U Marcina zło wygrało już jednak dawno…
Przyznam, że gdy usłyszałem o tym pomyśle, miałem sporo wątpliwości. Kurcze, no jak? Jak to zgrać logicznie? Zawsze mamy konflikt dobra ze złem, więc tutaj będzie konflikt mniejszego zła z większym? To naprawdę ryzykowna gra ze strony autora. Co by jednak nie powiedzieć, to książek - czy raczej historii, które opowiadają o walce, przeciwstawianiu się złu bądź byciu złym w świecie o podobnych do naszego zasadach moralnych było już sporo. Marcin idzie zatem w nowe, nieznane, stara się nie popadać w wtórność i muszę przyznać, że bardzo mi się to podoba.
Pozostaje pytanie: gdy przyjrzeć się bohaterom,jak zinterpretować ich uczynki i wedle jakiego kodeksu moralnego? Heeh… czy jeśli ktoś jest mniej zły to znaczy, że jest dobry? Czy może nie koniecznie? Jak znaleźć jakieś inne nowe normy i oceny postępowania? Oczywiście nie zdradzając fabuły “Księgi Zepsucia” powiem tylko: przygotujcie się na wciągająca przygodę urealnioną tym, że główny bohater jest nam prawie współczesny. No dobrze, może nie do końca gdyż pochodzi z niedalekiej, możliwej, choć niezbyt wesołej przyszłości. Sama akcja powieści, dzieje się zaś w alternatywnej wersji średniowiecza okraszonej magią zwaną Skrzywieniem. I chociaż przygoda toczy się nie na naszej planecie, a na świecie opanowanym przez Zło, to świat ten zamieszkany jest przez tak wiele różnych stworzeń, żywych i martwych, magicznych, nieśmiertelnych i na domiar wszystkiego przez smoki.
Wyobraźnia autora pracując pełną parą wykreowała zatem świat, który tak na oko będzie miejscem wydarzeń nie tylko jednej powieści. Szykujcie się na cykl. Muszę przyznać, że ta część już mi zaostrzyła apetyt na następną… Reasumując bardzo polecam.
Marcina Podlewskiego dziennikarza, pisarza oraz laureata między innymi konkursu literackiego wydawnictwa Agharta „poznałam” dzięki fenomenalnej space-operze Głębia. Space-operze, która skradła moje serducho i pokazała, że autor wie jak „poruszać się” po tematyce scenice fiction. A jak radzi sobie na poletku fantastycznym? Postanowiłam przekonać się na własnej skórze i sięgnęłam po dark fantasy spod pióra autor pod tytułem Księga Zepsucia tom 1.
Witajcie na Thei. Ponieważ każda próba napisania kilku słów o książce kończyła się wielkim spoilerem, więc postanowiłam wezwać na ratunek kilka słów z okładki. ;)
"Strzeż się! Oto nadchodzi zwycięska Ciemność. Więzień Malkolm Rudecki czeka na wyrok. Zamordowano mu ciężarną żonę i skrzywdzono córkę, lecz bezlitosny system prawny zamierza skazać go za zabicie morderców. Jego kara będzie większa, niż się spodziewa. Przekonany, że wie czym jest prawdziwe zło, trafia do świata, w którym to zło jest prawem. Świata, w którym zatriumfowały siły ciemności."
„Trochę” wątpliwości. Chyba nie „połknęłam przynęty”, bo po odłożeniu książki mam lekko mieszane uczucia.
Duża w tym zapewne zasługa tego, iż nie mogłam „wgryźć” się w fabułę i do końca nie ogarnęłam na co, po co i komu to potrzebne.
Rozumiem zamysł autora, który zapewne chce, byśmy wraz z Rudeckim odkrywali tajemnice Thei, ale tych tajemnic i nowości jak na początek jest za dużo. Dodatkowo sam bohater, też jest jedną wielką niewiadomą (pewnie mamy zapoznać się z nim lepiej w kolejnych odcinkach) i choć ogólnie robi dobre wrażenie, to jego hasełka momentami pasują jak „pięść do oka”.
Nowy Świat. Pomarudziłam trochę, ochłonęłam, więc teraz czas na jakiś pozytyw, a jest nim bezsprzecznie nowy, intrygujący Świat. Świat, który ma swoje stworzenia, specyficzny język, nazewnictwo i co najważniejsze prawo. Do tego protagoniści zamieszkujący ten Świat, są na swój sposób ciekawie zbzikowani, co dodaje krwawego smaczku tej nieco zakręconej fabule.
Dlatego też biorąc pod uwagę, wszystkie plusy i minusy mogę powiedzieć, że Księga Zepsucia tom 1 Marcina Podlewskiego jest dobrym, choć nieco dezorientującym wstępem do całej historii. Polecam miłośnikom dark fantasy, ostrzegając jednocześnie, by książkę tę potraktowali raczej jako wstęp do nowego cyklu, a nie samą historię.
jeśli szukacie książki, która rzuci Was w zupełnie odmienne światy, to Księga Zepsucia może być czymś dla Was — ta seria fantasy zaczyna się od niezwykle klimatycznego prologu osadzonego w cyberpunkowym świecie Ziemi, gdzie rządzą korporacje, AI, a wymiar sprawiedliwości jest równie skrzywiony, co bezwzględny; ludzkie losy ważą się w brutalnym systemie, gdzie wyrok zależy od trzech głównych ’’sędziów’’: sztucznej inteligencji, prawników oraz… społeczeństwa, które na przykład głosuje, jak bolesna ma być egzekucja
głównym bohaterem jest Malkolm, więzień, który czeka na wyrok za zabicie oprawców swojej rodziny — osadzenie początku tej powieści w więzieniu jest niezwykle klimatyczne i pozwala wdrożyć się w ten mroczny, zmechanizowany świat. sam prolog jest po prostu fenomenalny — ciężki, duszny i pełen emocji — a oczekiwanie egzekucji i jej opis? z jednej strony nie mogłam się oderwać, z drugiej miałam ochotę przeskoczyć te akapity, bo cały klimat wzbudzał we mnie tak silny dyskomfort — ale w tym sensie pozytywnym, jaki powinien być wydźwięk
i wtedy nagle wszystko się zmienia — po egzekucji Malkolm trafia na Theę, do mrocznego, plugawego świata, który kojarzy się z grami w stylu Dark Souls. tutaj się mocno pogubiłam: po co przejść z klimatycznego cyberpunka do świata dark fantasy? przyznam, że jak główny bohater przez pierwsze rozdziały na Thei czułam się totalnie zagubiona — on nic nie wie, ja nic nie wiem, inne postacie też nie wiedzą, ponieważ pytania, które stawia, albo pozostają bez odpowiedzi, albo spotykają się z niezrozumieniem. i to się tak ciągnie to końca książki, jakby nikt nie wiedział po co się tam znajduje (fabularnie). to trochę irytujące, że fabuła zdaje się krążyć tylko wokół niewiedzy i chaosu
chociaż opisy Thei są rewelacyjne — mroczne ostępy, plugawe istoty i zniszczone przestrzenie wciągają wyobraźnię — to sama koncepcja akcji fabuły w tym świecie nie do końca do mnie przemówiła; Malkolm przemierza Theę, walczy o przetrwanie i próbuje znaleźć sposób na powrót na Ziemię, ale brak wyraźnego związku między wydarzeniami na Thei a klimatycznym prologiem sprawił, że czułam się, jakbym czytała dwie różne książki
Księga Zepsucia jest ciekawą mieszanką gatunków, ale wymaga cierpliwości i otwartości na bardzo różne klimaty — do mnie niestety nie przemówiła. cyberpunkowy wstęp robi ogromne wrażenie i zostawia z pytaniami, na które odpowiedzi nie przychodzą (przynajmniej w pierwszym tomie);
Facet w drodze. Nawet nie na rozstajach. On zwyczajnie idzie, i idzie, i idzie i ciągle idzie. Nie wie dokąd, nie wie skąd. Zaprzecza swojej rzeczywistości, neguje wszystko i idzie. Co ważne, tam dokąd zmierza nie czeka na niego nic poza unicestwieniem, ale pomimo miliona przemyśleń jakoś nie natrafia na tę jedną, jedyną myśl, która ma sens. Poza tym: świat cudnego dark fantasy i obraz spapranego gustu autora. Beksiński byłby zachwycony. Osobiście przez pierwszy tom ledwie przebrnąłem - akcja mnie usypiała albo nużyła. Jedynie barwy świata trzymały przy kartkach. I dlatego dwie a nie jedna gwiazdka
Podlewski stworzył interesujący świat z dużym potencjałem, który z pewnością przypadnie do gustu fanom gatunku. Moim zdaniem to dobre wrażenie psuje do pewnego stopnia kreacja głównego bohatera, niemniej po drugi tom też zapewne sięgnę, by przekonać się, czym naprawdę jest Thea i jakie skrywa tajemnice.
Odrobinę jestem rozczarowany. Momentami książka przypominała mi "Pana Lodowego Ogrodu". Pomysł i przedstawienie świata interesujące i oryginalne, ale przez całą książkę człowiek nie doczekał się żadnych odpowiedzi. Podejrzewam, że się sięgnę po kontynuację, ale na pewno muszę od tej książki odpocząć.
Trochę na kredyt te trzy gwiazdki. Jeszcze nie zdecydowałem, czy mi się podoba. To początek cyklu, niby w konwencji dark fantasy. Z pewnością świat nie jest przyjemny, wręcz przeciwnie. Autor chyba uznał, że nie będzie czytelnika nęcił "świecidełkami" fantasy. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Daje 2 i tylko i wyłącznie za pomysł bo ten akurat całkiem spoko. Reszta wykonania dramatyczna. Wszechobecny chaos, daremne wypychacze nic nie wnoszące do całości. Myślałem, że autor tak chwalony za Głębie ( nie czytałem) pokaże coś więcej. Bardzo słabo.
Zniecierpliwiona czekam na drugi tom, choć nie zapowiadało się, żeby tak książka, ten świat tak mnie wciągnął.
Nie podoba mi się, że fabuła tak powoli się wlecze i nagle koniec książki (to samo miałam z Pierścieniem Nivena),ale jest to jednocześnie plus - bo masz czas na zapoznanie się ze światem. I tu zabieg, który lubię, a który większość czytelników nie cierpi, a mianowicie NIC nie dostajesz OD RĘKI. Zwykle jest tak, że jak bohater przeniesie się gdzieś, to od razu/po dniu spotyka dobrą duszę, która tłumaczy mu zasady gry - kto, co, jak i gdzie jest. A tu nie. Tutaj pierwsza spotkana babka bredzi coś o Skrzywionych, upodleniu, Kręgu i za nic nie tłumaczy. Jak już Rud trafia do Kręgu, kolejny festiwal nieznanych słów, a już szydło jest ukoronowaniem :-) Niezbyt mi pasuje teza 'zło wygrało', bo to się kupy nie trzyma. Świat bezwzględny? Ano. Ale już nie zły (bo finalnie nikt by nie przeżył, zło wszystko zżera).
Tak obstawiam, że Rud w kolejnym tomie/tomach wszystkich nawróci i se siedną przy ognisku i zaśpiewają 'Razem sobie Salowskiego upieczemy~'
Książka, która bardzo długo leżała u mnie na półce i czekała na swoją kolej. Kiedy w końcu po nią sięgnąłem to delikatnie się zdziwiłem, ponieważ okładka nijak mi nie pasowała do słów, które czytałem a tym bardziej do założeń serii. Potem jednak... zrobiło się jeszcze dziwniej. Świat, który przedstawia nam autor jest spójny i całkiem fajny jednak główny bohater, no cóż można to było ograć jakoś inaczej. Chociaż kilka razy szczerze się ubawiłem jak próbuje on sobie poradzić w otaczających go i nieznanych realiach. Jest to dobry początek serii. Książka nie wybitna ale na pewno można ją przeczytać, a końcówka sprawia, że człowiek nawet chętnie sięgnie po kolejny tom.