Wydawałoby się, że bycie królewną to niezbyt skomplikowana sprawa. Ale bycie królewną i czarownicą…O, to już jest znacznie trudniejsze! Szczególnie, gdy dookoła czają się groźne demony i „życzliwi” doradcy czekający jakby tu przejąć władzę.
Salianka miała cechy prawdziwej królewny, w tym przede wszystkim próżność, oraz cechę prawdziwej czarownicy – umiała wykorzystywać magię by, osiągnąć swój cel. Jednak najważniejszą cechą Salianki, która ją zdecydowanie wyróżniała wśród innych, były wrota, które zadomowiły się w jej umyśle i stanowiły prawdziwą bramę do piekieł. Otwierały się tylko na „specjalne” okazje by uwięzić wszelkie pomioty zła. Królewna, mając tak ogromny potencjał złych mocy, siała prawdziwy postrach i nic dziwnego, że świadoma swojej władzy zaczęła podbijać sąsiednie krainy. Był jednak pewien mankament. Wrota potrafiły działać bez zgody swojej pani, przejmując niekiedy całkowicie władzę nad jej umysłem i ciałem. Stąd był już tylko krok do opętania, a łatwo się domyślić, co może się stać z krainą rządzoną przez opętaną czarownicę.
Powieść Mileny Wójtowicz nosi wszelkie znamiona bajki. Ale jest to wyjątkowo przewrotna bajka. Królewna wcale nie jest piękna, jej największym zagrożeniem nie są obcy wojownicy, lecz egzorcyści, i nawet żaba podająca się za księcia tak naprawdę jest tylko zaczarowanym pastuchem. A smoki i piękny królewicz? To już całkiem inna historia...
Polska pisarka, autorka, tłumaczka fantastyki. Absolwentka socjologii na UMCSie w Lublinie.
Debiutowała opowiadaniem Bardzo Czarna Dziura na łamach czasopisma internetowego Esensja. Debiutem papierowym autorki było opowiadanie Wielka wyprawa małej Żaby, które pojawiło się na łamach czasopisma Science Fiction. Swoją pierwszą powieść, Podatek, autorka zaczęła pisać po pierwszym roku studiów w trakcie trwania sesji egzaminacyjnej, a wydała za pośrednictwem wydawnictwa Fabryka Słów w roku 2005.
Witajcie w mrocznej, niebezpiecznej Twierdzy, siedzibie zła wszelkiego. Znajdziecie tu żądnych krwi łupieżców, rządzącą nimi Radę i okrutną starą wiedźmę. A tak bardziej serio - na tronie zasiada królewna Salianka. Młoda i całkiem niebrzydka. Jest z nią tylko jeden mały problem... w jej głowie znajdują się magiczne Wrota o wielkiej mocy. Wrota do piekieł.
Gdy opętany ojciec Salianki zostaje zamordowany przez członków Rady, dziewczyna przejmuje władzę w Twierdzy. Przynajmniej teoretycznie. Z chwilą jego śmierci, Wrota przenoszą się do jej umysłu. Z jednej strony dzięki temu zyskuje wreszcie świadomość, lecz z drugiej... Jeśli nie chce podzielić losu swojego poprzednika, musi mieć się na baczności. Uderzające w nią pioruny mogą otworzyć Wrota i wypuścić demony, a gwałtownych burz w okolicy nie brakuje. Królewna spędza więc czas, chowając się pod własnym tronem lub wyglądając przez okno. Sytuacja ulega zmianie, gdy w Twierdzy niespodziewanie pojawia się pewien nadęty książę i koniecznie chce kogoś uratować.
Z miejsca polubiłam główną bohaterkę. Choć na początku wydawała się typową bajkową królewną, czekającą na swojego księcia, bardzo szybko przekonałam się, że ta postać jeszcze wiele razy mnie zaskoczy. Nie zawiodłam się, a losy tej odważnej, zadziornej dziewczyny śledziłam z prawdziwą przyjemnością. Moją sympatię zaczęli z czasem zyskiwać nawet ci bohaterowie, po których nie spodziewałam się wiele dobrego, jak chociażby ten bufon Gawarek czy demoniczny Virven. Nawet mózgojadka o różowych oczach będzie mi pewnie brakować. Każdy z nich czymś się wyróżniał, każdy był wyjątkowy i wcale nie miałam ochoty się z nimi rozstawać.
Do fabuły powieści również nie mam żadnych zastrzeżeń. Bawiłam się świetnie, poznając świat wykreowany przez Milenę Wójtowicz. Plastyczne opisy pozwalały mi wszystko dokładnie sobie wyobrazić, nie spowalniając przy tym akcji. Działo się dużo i nie dość, że nie mogłam się oderwać, to jeszcze zupełnie nie spodziewałam się, w jakim kierunku to wszystko zmierza. Ta oryginalna opowieść ogromnie mi się spodobała, a styl autorki znów kompletnie mnie oczarował. Humoru miałam tutaj pod dostatkiem, zabawne i błyskotliwe dialogi rozśmieszały mnie na każdym kroku.
Pierwszy tom "Wrót" Mileny Wójtowicz okazał się dla mnie strzałem w dziesiątkę. Ciekawa, oryginalna fabuła niesamowicie mnie wciągnęła. Akcja toczyła się wartko, a rozwój wydarzeń co rusz mnie zaskakiwał. Z kreacją bohaterów autorka poradziła sobie wprost wyśmienicie. Część z nich pokochałam od razu, do innych zaczęłam się przekonywać z czasem, ale z pewnością wszyscy oni pozostaną w mojej pamięci na długo. Polecam tę opowieść wszystkim miłośnikom nieoczywistych i pełnych humoru historii. Mi pozostaje już tylko sięgnąć po kontynuację.
"Post Scriptum" było pierwszą książką Wójtowicz, jaką przeczytałam i było urocze. "Wrota"... "Wrota" mnie zawiodły i zanudziły.
Ta książka ma dobry pomysł - a właściwie masę dobrych pomysłów - która ginie w monotonnym cyklu scen, w których nie ma wyrazistego wątku, który chciałoby mi się śledzić.
Znaczy, to nie jest zła książka: samymi pomysłami i postacią bohaterki na trzy (dwie i pół) gwiazdki zapracowała. Ale daleko jej do czegoś, co by mnie zachwyciło. W sumie to szkoda. Nie wiem, czy mam ochotę czytać starsze książki autorki - bo te, które nadejdą jak najbardziej.
4.5 MYSLALAM ZE TO BEDZIE NAJWIEKSZE GOWNO JAKIE PRZECZYTAM A BYLO DOWALONE cudowny pomysl bardzo dobrze zrealizowany chyba ani razu nie zastanawialam sie jak cos dziala itp bo wszystko bylo dobrze wyjasnione 500 stron a ciągle się coś działo, nie dłużyło się i w dodatku bylo zabawnie jedyne co to jezyk mnie troche na poczatku zniechecal, tak jest napisana jakby dla dzieci ale tematyka jest powazniejsza ale jak tak mysle to moze dlatego ze mialo to byc w stylu bajki bo jednak ksiezniczka itp nie wiem podobalo mi sie i tak bardzo (chociaz mam mieszane uczucia co do zakonczenia)
Przez wiele wiele stron lektury tkwiłam w przekonaniu, że ta książka Mileny Wójtowicz podoba mi się o wiele mniej niż późniejsze dzieła autorki. Jednak im bliżej było końca, tym bardziej się wciągałam i przeżywałam losy bohaterów. Pomimo przewrotności i licznych momentów humorystycznych, jest to zupełnie inny ciężar gatunkowy niż Post Scriptum, Vice Versa czy Podatek. Nie brakuje momentów poważnych czy wręcz nostalgicznych. Teraz z niecierpliwością czekam na wznowienie tomu drugiego.
Przyznam szczerze, że po Wrotach spodziewałam się czegoś zbliżonego stylem do Post Scriptum, ale pani Milena zupełnie mnie zaskoczyła. Dodatkowo stosuje w powieści zupełni inny typ humoru i naprawdę nie polecam czytać jej w miejscach publicznych - zabawne momenty pojawiają się zupełnie bez ostrzeżenia!
Bajka, która nie jest bajką? A owszem, dokładnie tak można opisać Wrota. Nieco do góry nogami została też wywrócona kwestia walki dobra ze złem, więc tym bardziej nie przypomina to klasycznej bajki. Jednak motywy są - królewna, rycerz w lśniącej zbroi, budząca trwogę twierdza... Na samym początku miałam wrażenie, że czytam Shreka w nieco innym wydaniu (i nie jest to zarzut negatywny). Generalnie uważam, że aby napisać tak komiczną powieść i zawrzeć w niej tyle życiowych prawd, trzeba mieć naprawdę talent. Pojawiają się tutaj wątki władzy, zdrady czy nawet miłosne, ale wszystko jest przedstawione jakby w krzywym zwierciadle. Tak naprawdę, przynajmniej według mnie, nie jest to historia o władzy czy bohaterach. To opowieść Salianki, która przede wszystkim chciałaby być tylko sobą, a nie jest jej to dane.
Główna bohaterka nie potrafi wpisać się do końca w żadną z wyznaczonych jej ról. Jako Zła Czarownica wykazuje zbyt dobre serce i miewa nawet skrupuły! Jako służka na królewskim dworze cechuje się mimo wszystko zbyt dużą niezależnością i buńczucznością. Marzy o wielkiej miłości, chociaż w nią nie wierzy i często pada ofiarą własnych pragnień i uczuć, które są nie do końca zgodne z przyjętą konwencją. Wrota do Piekieł w głowie wcale nie ułatwiają sprawy, tym bardziej, że chciałyby być wolne i poznać świat. Cokolwiek komiczne jest to, że Wrota również nie są złe, choć prowadzą do domu demonów. Jeszcze lepiej - demony jako takie bywają bardzo różne, a jeden z nich nawet został moim ulubionym bohaterem! Gawarek natomiast chciałby być bohaterem, aby kontynuować rodzinną tradycję, jednak jakoś mu to nie wychodzi - sam z siebie jest zbyt leniwy, no i jeszcze ta sprawa z mieczem! Spotkanie zdesperowanego księcia oraz szukającej siebie księżniczki stanie się momentem zapalnym dla kilku katastrof oraz jeszcze większej ilości zabawnych sytuacji! Generalnie bardzo podobało mi się przedstawienie bohaterów, bo nawet ci z dalszych planów mieli okazję przedstawić nam chwilami swoje myśli i odczucia.
Jestem tą powieścią zauroczona i z niecierpliwością wyczekuję tomu kolejnego! Zdecydowanie polecam wam tę komiczną, wartościową książkę. Nie każda bajka kończy się wielkim happy endem, a nie każdy królewicz to spełnienie marzeń. To także historia o pozorach, które wrzucają nas w pewne ramy i o tym, że warto próbować z tym walczyć.
I have never laughed so hard because of the book :D The author would seem to me a very interesting person with an amazing mentality if she resembles the main character even a little. Awesome quotes, amazing characters ... + something you will not find anywhere else!