Świat wykreowany przez Brzezińską jest brudny, okrutny, skorumpowany religią. Życie tu nie jest łatwe i bohaterowie wiedząc o tym, nie przebierają w środkach, które mogą ich zawieść do celu, a do ulubionych należą oręż, oszustwo, donosicielstwo i wyzwiska. Bo język dorównuje tu brutalnością światu, ba, buduje go, wszak to literatura, i ani język narracji ani dialogów nie jest przyjemny. Amatorów milej fantasy w duchu Tolkiena, przestrzegam, że Saga o zbóju Twardokęsku wleje w wasze oczy wiadro lingwistycznych pomyj. Przedniej jakości pomyj, bo język jest konsekwentny, adekwatny do sytuacji i dopasowany do postaci.
Bohaterowie, jak wszystko tutaj, są twardzi, szorstcy i niełatwo dają się lubić. Zachowują się w sposób nie bliski ułożonemu czytelnikowi, ale im samym, nie próbują się mu przypodobać, raczej wystawiają go na próbę. A przy tym, i tu kolejny plus, zmieniają się pod wpływem tego, co ich spotyka.
Świat to bardzo kobietom nieprzychylny, garściami czerpiący z niechlubnej historii naszego wspaniałego paternalistycznego gatunku, ale Brzezińska umieściła w nim silne postaci Szarki, Zarzyczki, Jaśminowej wiedźmy, Jasenki, i kilku jeszcze pomniejszych postaci. Brawo.
Autorka mocno rozbudowała oryginalny "Zbójecki gościniec" i tom jest pokaźny, a ze względu na to, jaką rzeczywistość pokazuje, trochę trudno było się przez niego przedrzeć. Były dni, kiedy naprawdę nie miałam ochoty na powrót do tego uniwersum. W końcu jednak wracałam, i wrócę również po tom drugi, bo chociaż nie bez pewnych potknięć, autorka zgrabnie prowadzi wątki i splata losy rozlicznych bohaterów.