Kamil przygotowuje się do matury w prywatnym liceum, jest dobrym uczniem, atrakcyjnym chłopakiem, któremu pozornie niczego nie brakuje. Mimo to cierpi. Mieszka z rygorystyczną babcią, bo matka nie ma dla niego czasu, a ojciec dawno przepadł bez wieści. Od samotności ucieka w świat marzeń, muzyki i poezji. Latami dręczony przez Kubę, lidera szkolnych koszykarzy, stara się przetrwać, nie ulec pragnieniu śmierci. Przy życiu trzyma go niewytłumaczalna potrzeba odnalezienia ojca.
Wszystko zmienia spotkanie Kamila z młodym poetą-celebrytą Wojciechem Gierdoniem. Nieoczekiwana znajomość staje się początkiem nowego życia, pełnego nieznanych uczuć i zaskakujących wydarzeń. Choć często katastrofalne w skutkach, sprawią one, że Kamil nie tylko odkryje mroczne tajemnice własnej rodziny, w której nikt nie jest tym, za kogo się podawał, ale też zostanie zmuszony do zmierzenia się z niełatwą prawdą o sobie.
Debiut literacki Doroty Jaworskiej wyrastający z doświadczeń osób, które przewinęły się przez jej życie, to pierwsza z cyklu opowieści poświęconych ofiarom wszechobecnej wokół nas przemocy wynikającej z uprzedzeń, kompleksów, nałogów, strachu, niewiedzy czy zazdrości. Historia ta dedykowana jest tym wszystkim, którzy mają odwagę być sobą, nawet za cenę samotności czy cierpienia.
i sincerely hope no gay kid will ever read this piece of shit ://
Jest mi niedobrze na samą myśl o tej książce i chcę od wydawcy zwrotu pieniędzy, razem z odsetkami za uszczerbek na zdrowiu psychicznym. Kupiłam i przeczytałam „Rado Boya” podekscytowana faktem, że oto mamy na polskim rynku kolejną powieść młodzieżową o tematyce LGBT. Naiwnie sądziłam, że skoro ktoś jeszcze pokusił się o napisanie takiej historii, to wie, co robi. Cóż za gorzka pomyłka z mojej strony. Mam tylko nadzieję, że skoro ja już się nacierpiałam, to nikt więcej nie będzie musiał.
Zacznijmy może od kwestii stricte technicznych. Styl tego „arcydzieła” woła o pomstę do nieba, co jest eufemizmem dla stwierdzenia, że Jaworska zwyczajnie nie potrafi pisać. Autorka nigdy nie zdecydowała się też, z czyjego punktu widzenia chce poprowadzić narrację - perspektywa zmienia się nieustannie nawet na przestrzeni jednego akapitu. Tak, akapitu. Poza tym mam wrażenie, że autorka nigdy nie spotkała żywego człowieka (a już w szczególności nastolatka) i nie ma pojęcia, jak ludzie ze sobą rozmawiają. Tak nienaturalnych dialogów nie czytałam od czasów… Nie, przepraszam, tak nienaturalnych dialogów nie czytałam jeszcze nigdy w życiu. Jaworska sili się również na coś, co pewnie chciałaby nazwać poetyckimi opisami, a co w rzeczywistości jest żenujące. Metafory muszą niestety mieć jakiś sens i uzasadnienie, uczą tego jeszcze w podstawówce. „Interesujący” jest także fakt, że o ile większość opisów stara się być kwiecista i nieoczekiwana, o tyle opisy scen masturbacji (tak, jest ich na tyle dużo, że tworzą własną kategorię) są na tyle rzeczowe, że wręcz grubiańskie.
Szczerze mówiąc, jeśli miałabym oceniać tę książkę wyłącznie po stylu, chciałam skończyć lekturę po pierwszej stronie. Dotrwałam do końca tylko przez jakąś makabryczną chęć przekonania się, jak bardzo źle może być.
Przejdźmy więc do meritum sprawy, czyli wątków LGBT. Jako członek społeczności, byłam niezwykle ciekawa, w jaki sposób zostaną one potraktowane. I czuję się teraz mentalnie skopana. Uwaga, nie zamierzam stronić od spojlerów i nie, nie czuję się z tym źle, jako że cała ta książka to jedno wielkie Gay Tragedy Porn. Nasz główny bohater, Kamil, za chwilę zdaje maturę i nadal nie uświadomił sobie, że jest gejem. Ale już od czasów podstawówki mu dokuczano na setki bardzo kreatywnych sposobów, właśnie dlatego, że jest gejem, bo najwyraźniej wszyscy wokół niego o tym wiedzieli, tylko on jeden nie. Kończy się to oczywiście tym, że Kamil jest w depresji, ma myśli samobójcze i bezustannie się okalecza. O tym, że nie ma żadnych przyjaciół i najwyraźniej nigdy nie miał, nie trzeba nawet wspominać, prawda? Stereotyp? Niemożliwe, nie u Jaworskiej!
Prym wśród szkolnych katów wiódł Jakub, który jest też oczywiście utajnionym gejem zakochanym w Kamilu. Bo tak, motyw zaciekłego homofoba, który jest tak naprawdę gejem, to zupełna nowość w literaturze! Odpokutowuje on za swoje winy - naturalnie - próbą samobójczą, a nawet dwoma, ale druga jest tylko mimochodem wspomniana w epilogu. I tu kolejna “ciekawostka”: kiedy stoi na moście i czeka na odpowiedni moment, żeby skoczyć pod pociąg, zaczyna się masturbować na samą myśl o Kamilu.
Mamy jeszcze obiekt romantycznych uczuć Kamila, dwudziestoczteroletni poeta. I w zasadzie już sam ten fakt powinien go skreślić, bo biorąc pod uwagę, że Kamil jest ledwie na granicy lat dziewiętnastu, jest to ogromna różnica wieku. Nie ukrywajmy, że mamy tu do czynienia z dorosłym facetem, który zakochuje się w dziecku, które nie ukończyło jeszcze nawet liceum i absolutnie nic w tej sytuacji nie ma zdrowego. Ale wracając do samego Wojciecha, on też naturalnie ma za sobą tragiczną przeszłość. Jest ujawnionym gejem i całe życie boryka się z homofobią, co chwila opierając się przez pobicia w szpitalu, przez co jego siostra panicznie się wręcz o niego boi. Kolejna ciekawostka: Wojciech spędził Wigilię w łóżku z nieznajomym, bo najwyraźniej nie było powodu, żeby został tego wieczoru w domu z siostrą, z którą ma genialny kontakt, i z jej dziewczyną. Logiczne.
W powieści pojawia się jeszcze na krótko kolejny gej; pielęgniarz w szpitalu, który ma pofarbowane włosy i kołysze biodrami, bo nie, nie mieliśmy jeszcze dość stereotypów. Widać więc jak na dłoni: geje w świecie Jaworskiej albo mają tragiczną przeszłość i teraźniejszość, albo są chodzącymi stereotypami. (Albo obie rzeczy naraz.) A sam wątek miłości między Kamilem i Wojciechem, który jest niby siłą napędową całej historii? Kamil uwielbia wiersze Wojciecha, a potem popatrzyli sobie w oczy dwa razy i już wiedzieli, że chcą razem spędzić resztę życia. Naprawdę chciałabym móc powiedzieć, że to tylko wyolbrzymienie z mojej strony...
Nie będę nawet próbować zagłębiać się w pozostałe wątki powieści, gdzie mamy chociażby kobietę zdradzającą swojego męża z jego ojcem czy babcię latami nasyłającą bandziorów na chłopców, których posądza o bycie gejami (w tym na własnego „wnuczka”)… W zasadzie wszystkie relacje między kobietami mocno pachną zinternalizowaną mizoginią autorki. Są też lekarze i policjanci albo absurdalnie oddani sprawie (i przy okazji łamiący wszelkie prawa etyki zawodowej), albo homofobiczni do szpiku kości.
Na okładce pada zdanie „debiut literacki Jaworskiej wyrastający z doświadczeń osób, które przewinęły się przez jej życie” i chyba to boli mnie najbardziej. Bo wygląda na to, że osoby nieheteronormatywne w oczach Jaworskiej dobre są tylko po to, żeby ich losy zdramatyzować i na nich zarobić. Żadna z tych postaci nie miała jakiejkolwiek osobowości, nie można nawet powiedzieć, że byli karykaturami, bo te przynajmniej charakteryzują się jakąś jedną szczególną cechą. Tu nie mamy absolutnie nic oprócz kuriozalnych działań, które pozwalają autorce popchnąć akcję do przodu. Pomijając wszystko inne, gdybym chciała poczytać o osobach LGBT dosłownie i w przenośni maltretowanych, mogłam sięgnąć po pierwszy z brzegu artykuł w internecie.
Ta książka jest absolutnie szkodliwa pod prawie każdym względem, stereotypowa, pokazuje toksyczne wzorce, które mogą być wręcz niebezpieczne dla młodych lgbciaków. Można poczytać do pośmiana się, ale myśl, że mogłaby to przeczytać osoba mniej dojrzała czy zagubiona napawa mnie przerażeniem.
Skończyłam tę książkę wczoraj w nocy. Potem poszłam spać. Był to dobry sen, bo taki już w świadomości, że na czytniku odpaliłam już sobie INNĄ KSIĄŻKĘ DO CZYTANIA. A nic nie może już być gorsze niż Rado Boy. Bo Rado Boy to jest absolutnie najgorsza kupa gówna, na jaką w życiu trafiłam, a smród potęguje fakt, że skończyć lekturę musiałam, bo dostałam tę pozycję w wyzwaniu czytelniczym na 2022. Dzięki, pustułka. Za karę twoja poduszka powinna być ciepła z obu stron. Ale wracając do Rado Boya. Można już poznać, co to będzie za lektura od pierwszego akapitu, co niby nie zdarza się aż tak rzadko, ale jednak przy drugim paździerzu pod rząd uderzyło mnie jakoś mocniej. Nie wiem, kto zajmował się redakcją tego tekstu, ale to chyba była jego pierwsza robota, bo już pierwsza strona oferuje błędy jak z bloga z 2014 roku. Wiem, bo ja wtedy też publikowałam na blogach i popełniałam te same błędy, ale nie wpadłabym na to, żeby w takim surowym stanie to wydawać. To tak jakby wołać eksperta od fotowoltaiki, żeby nam te panele rozplanował, nie widząc dachu. Bo dachu nie ma. Deszcz pada do środka i moczy papier toaletowy. Rado Boy to trochę taki dom bez dachu. I drzwi. I okien. Ma same fundamenty, dwa spalone garnki i ducha w piwnicy. Zmarzłam w tej ruderze, mam teraz katar, moralnego kaca i zapał do czytania pomniejszony o kilka rozmiarów. Uwaga, teraz będą spojlery, ale nie mam siły ani chęci pisać tej recenzji tak, by niczego nie zdradzić. Nie mam zamiaru nikogo zachęcać ani prowokować do czytania tego samodzielnie. Nikt nie powinien tego czytać. To są tortury. Autorka nie ma stylu, nie ma warsztatu, nie ma NIC. No dobra, jest coś: istna sraczka pomysłów. Upchnięte wszystko jak w pawlaczu w mieszkaniu babci, że ci wszystko spada na głowę, jak próbujesz w tym pierdolniku znaleźć jedną rzecz. Ktoś ewidetnie czytał to jeden jedyny raz, a wrażenie potęgują literówki, które można wyeliminować, czytając coś po raz drugi. No ale w sumie ja też nie chciałabym do tego wracać, nie dziwię się. Prędzej połknęłabym czytnik bez popitki. Queery w Polsce mają ciężko, kiedy dostają bohaterów jak Kamil. Bezbarwne kukiełki w bigosie. Zakochało się w nim dwóch chłopaków: bully z homofobicznego gangu jego demonicznej babci oraz poeta. Jego ojciec jest jego bratem, a jego dziadek jest jego ojcem. Chciałby napisać maturę, ale walczy z bonerem w kinie. Po ataku homofobicznego gangu musieli przeszczepić mu nerkę. Babcia próbowała go asasynować. Wspominałam, że jego ojciec jest jego bratem? W tym całym chaosie nic nie wiem o tym typie, oprócz tego, że pisał ojcu w listach, że mu staje??? I go jaja cisną. No coś takiego było. Prawie się przekręciłam z zażenowania. Ojcu, co jest jego bratem. No nie mogę. Kurwa nie mogę. OJCIEC JEST JEGO BRATEM. Przedramatyzować trzeba umieć, bo to przede wszystkim wymaga wyczucia i wyważenia. Umiejętności. Tak jak pisanie, no ale już się dość naprodukowałam o tym, że Dorota Jaworska tego nie umie. Nie rozplanowała niczego, więc brzmi to mniej więcej tak: demoniczna babcia nazistka z przyrodnim bratem założyli gang homofobicznych licealistów atakujących gejów; główny bohater jest gejem, jeden z homofobów jest gejem, gejom staje na widok siebie nawzajem, jest poeta, który też jest gejem, jego siostra-bliźniaczka jest lesbijką tak jak wychowawczyni głównego bohatera; wszyscy się ze sobą ruchają albo chcą się ruchać albo im staje tak jak już mówiłam, a pielęgniarka Sabinka dostaje w mordę za bycie homofobką, kierowca wstaje i zaczyna klaskać. Jak ktoś dostał zadyszki to naprawdę proszę nie narzekać, ja ponad dwieście stron jechałam z zadyszką aż w końcu wstrzymałam oddech, niestety nie straciłam przytomności i musiałam biec dalej. Na mecie jedynym na co miałam siłę, było pokazanie środkowego palca autorce. Nic nie wiem o autorce, ale czy Dorota Jaworska kiedykolwiek miała do czynienia z osobą nawet już nie homoseksualną, chociaż jedną z literek LGBT+???? Wątpię. To brzmi jak fantazja heteroseksualnej baby, co sobie chciała popisać o chłopach, którym staje na samą myśl o koledze, a otoczenie zrobiła z dwóch typów osób: innych queerów z dwiema cechami osobowości, kolejno "skupianie się na życiu głównego bohatera" "bycie innej orientacji" ORAZ homofobicznych villainów, na czele z największą złolką w historii polskiej literatury, babcią głównego bohatera. A nie, jest jeszcze brat-ojciec i inny ojciec, który się ruchał z matką głównego bohatera. Oni z kolei są lgbt supporters, brat-ojciec to w ogóle fanfika zaczął pisać o swoim brat-synu i poecie. To tak jakby się ktoś zastanawiał, jak wygląda główna para romantyczna. Całe uniwersum im kibicuje, a demoniczny gang babci próbuje ich zabić, co kończy się przymusowymi przeszczepami, operacjami, etc. Mam dość. Jest wiele bzdur, do których się nie odniosłam, ale już naprawdę jestem zmęczona. Błagam, nie czytajcie tego nawet dla beki. NIE DAWAJCIE TEMU ATENCJI. DAJCIE UMRZEĆ W OTCHŁANI ZAPOMNIENIA. Pozdrawiam, marcia crocs.
Problemów z tą książką jest wiele. Zgadzam się w większości z poprzedniczką, która napisała bardzo szczegółową recenzję; osoby lgbt są pokazane stereotypowo, główna historia miłosna jest oparta na wmianie spojrzeń i sporadycznych spotkaniach w szpitalach po tym jak bohaterowie dostają wpierdol od homofobów, struktura powieści leży, opisy są po prostu tragiczne. Bawiąc się w 'adwokata diabła' mogłabym usprawiedliwić część z tych przewinień gatunkiem - autorka ewidentnie celowała w YA, więc rodzaj który nie szczczyci się realistycznymi historiami miłosnymi i skomplikowanymi strukturami narracyjnymi. Różnica wieku bohaterów też mnie specjalnie nie razi -5 lat różnicy ( maturzysta i 24 letni chłopak) to jednak dość realistyczna różnica wieku i w przypadku dorosłych nic nagannego. Tak więc jestem w stanie usprawiedliwić (choćby czysto teoretycznie) niektótre błędy. Nie wszystkie.
Nie rozumiem kto jest docelowym odbiorcą tej powieści. Autorka dedykuje ją 'wszystkim tym którzy mają odwagę być sobą'. Gatunek (YA jak już ustaliłam) i tematyka także sugeruje, że jest to książka dla młodych lgbtq osób...i tu się robi problem. Jaworska nie ma problemu z przedstawianiem polskich 'realiów' w dramatycznie pesymistycznych barwach. Być może starała się pokazać,że 'no, nie jest łatwo' ale zrobiła to przytłaczającą ilością homofobii,okrucieństwa i nienawiści która spotyka bohaterów. Nienawiści ze strony rodzin (yep, babcia która zleca ataki na gejów łącznie z własnym wnukiem), znajomych i w końcu wewnętrznej nienawiści która prowadzi do jedynych działań które mogą przynieść trochę otuchy...samookaleczeń i samobójstwa. Nieodpowiedzialność Jaworskiej jest wręcz szokująca. Nie mogę zrozumieć jak pisząc dla nastolatków potencjalnie mierzących się z podobnymi problemami można opisywać okaleczanie się w sposób tak,kurwa, 'inspirujący'. Rozumiem, że autorka chce oddać realia depresji (swoją drogą, główny bohater chyba nawet nie zostaje zdiagnozowany, no bo czemu? to przecież normalne, że gej się okalecza jak ma problemy w domu) ale przedstawienie w pierwszej osobie ulgi i odskoczni od cierpienia której Rado doświadcza raniąc się jest po prostu głupie i niebezpieczne. Jasne, koniec końców autorka jakoś stara się posklejać tą całą historię w nijaki happy end. Ale nieskutecznie. Bo powieść pozostawia poczucie beznadzieji i szarej,szarej (potencjalnie tragicznej) przyszłości dla queerowej młodzieży w tym kraju. Nie umiem opisać jak bardzo się cieszę, że ta książka nie trafiła w moje ręce kilka lat wcześniej, kiedy sama byłam nastolatką zmagającą się z własną orientacją, odrzuceniem ze strony najbliższych i przewlekłą depresją. W tych trudnych momentach wiele bym dała za polską powieść która przedstawia osoby z problemami takimi jak moje. Powieść która dałaby mi nadzieję, pokazała wartość społeczności która potrafi się wspierać nawzajem. Przyjaciół którym nie robi różnicy moja orientacja. Powieść która pokazałaby mi wartość szacunku i miłości do samej siebie, która bierze się z samoakceptacji (a nie z tego, że hot poeta zwróca na cb uwagę). To właśnie powinna zawierać książka dedykowana 'osobom które mają odwagę być sobą'. Zamast tego mamy fatalistyczną, powierzchowną,mocno nie na miejscu opowiastkę okraszoną homofobicznym językiem. Bo wiecie, może się jeszcze nie nasłuchaliście wystarczająco w mediach i na własnym podwórku. Nie polecam : )))))))
Czytałam jakiś wywiad z autorką, w którym opowiadała, jak bardzo było jej przykro po przeczytaniu dosadnych krytyk na temat swojej książki. Wierzę, że miała dobre chęci: jak przytomnie zauważył ktoś w jednej z recenzji, wina leży po stronie wydawnictwa, które przyjęło do druku niewydarzony tekst, narażając na traumę i czytelników i autorkę. W tej powieści nie można się niestety doszukać ani jednego pozytywu. Styl - fatalny, często niezamierzenie komiczny; postaci - niewiarygodne, akcja pozbawiona sensu i cienia realizmu. W powieści nagromadzono tyle zagadek i tajemnic, że jednej z nich autorka... po prostu zapomniała rozwiązać. A mordercza babcia do już wisienka na torcie czy też raczej gwóźdź do trumny.
Jeśli daję jednak jedną gwiazdkę, to dlatego, że lektura sprawiła mi pewną perwersyjną przyjemność. Kiedyś czytywałyśmy z koleżankami "Trędowatą" (kto nie zna, niech sprawdzi), zaśmiewając się z ordynata, na którym "pięknie leżało zamszowe siodło" i który "ruchy miał cokolwiek rozrzucone" (i jeszcze złotoblond wąsy go zdobiły). Czytanie Rado Boya dostarcza podobnych wrażeń.
Miałam nie czytać. Nie powinnam była czytać. A nawet jeśli już zaczęłam, to powinnam była skończyć na: "Ukradkiem obserwował jego piękne dłonie, delikatną skórę, ucho niemal przyklejone do czaszki (...)". Niestety zawsze byłam trochę masochistką.
A tak na serio: ohydna książka. I najohydniejsze było chyba to, że wszyscy pchali nastolatka w ramiona dorosłego faceta, jakby to miało być piękne i romantyczne, natomiast o jego orientacji zdecydowali, zanim on sam się na ten temat wypowiedział. Fabuły rodem z "Trudnych spraw" skrzyżowanych z "Modą na sukces" nawet nie skomentuję.
I pomyśleć, że mogłam lepiej spędzić przedpołudnie. Na przykład czytając fanfiki albo gapiąc się na drzewa przez okno.
Életem egyik legnagyobb csalódása volt ez a könyv :( Csak azért vettem meg, mert maga Natalia Osińska írónő ajánlotta az olvasók figyelmébe. Ráadásul mindenhol azzal hirdették, hogy "Ha szeretted a Fanfiket, a Rado Boy-t imádni fogod". Nos, nem imádtam. Utálni ugyan nem utáltam, de amikor letettem iszonyú ellenérzéseim voltak iránta. Bevallom nem olvastam el az értékeléseket hozzá, viszont, mikor bejelöltem a Goodreadsen az olvasásom, meglepett a kőkemény 1.78-as átlag. Itt már kezdtem pánikolni, de mivel ritkán adok az értékelésekre és mások véleményére, belevágtam. Nem kellett volna. Dorota Jaworska első könyves írónő, a Rado Boy a debütáló könyve. Azonban sokkal jobb lett volna, ha még dolgozik rajta jó sokat. A stílusa kiforratlan, csapongó, az elején fogtam a fejem, mert követni se tudtam. A történet... istenem, alig 300 oldalba belezsúfolva az összes klisé a melegekről, amit csak ismert... a negatív kliséket. Esküszöm nincs bajom azzal, ha egy könyv nem csöpög a romantikától és szerelemtől és van egy kis valóságalapja (mint pl a Fanfik), de Jaworska sikeresen összehozta az eddig olvasott LMBT témájú könyvek közül az egyik legdepisebbet... úgy, hogy igazából nem érintett meg engem. Sokat akart. Valahol értem, mit szeretett volna... felhívni a figyelmet a melegek elleni nagymértékű homofóbiára, az identitáskeresére, öngyilkossági kísérletekre, a családon belüli titkokra. Azonban egy nagy katyvaszt sikerlt összehoznia. A szerelmi szál... mindennek lehet nevezni, de igazából szerelmi szálnak nem. Persze, nagyon cuki, hogy a feltörekvő költő, aki nyíltan felvállalja másságát és az iskolában bántalmazott és zaklatott érettségi előtt álló fiatalember egymásba szeret. De semmi kémiát nem éreztem köztük. Egymásra néztek kétszer és máris dúlt a szerelem. Nonszensz. Csalódásom nem ismer határokat. Egy kicsit a történetről: Kamil Rado 18 éves múlt, érettségi előtt álló srác. Anyja szinte nem kommunikál vele (max telefonon), ezért legtöbbször a nagyanyjánál kell dekkolnia. Aki egy szívtelen és hideg asszony. Megjegyzés: Kamil meleg, de egyszerűen nem tud róla. Olyan szinten naiv?, buta?, hogy sok évnyi iskolai piszkálás, zaklatás, buzizás és a közösségi médiákon való különböző obszcén fényképmotázsok után sem érti, miért csinálják ezt vele és mikor végül felfogja, hogy mindenki melegnek nézi, meglepődik. O_o Szóval itt van nekünk Kamil, aki egy vékony, lányos arcú, zöld szemű, nagyon jóképű fiú, és még okos is (az iskolában), akinek a legnagyobb vágya, hogy érettségi után a lehető legtávolabbi egyetemre kerülhessen és megtalálhassa az apját, aki 13 évvel korábban egyszerűen kisétált az életükből. Annyi titok van a családban és egyikre sem akarnak neki választ adni. Miért nem látogathatja meg elhunyt nagyapja sírját? Miért ment el az apja? Az anyja miért nem törődik vele? A nagyanyja miért utálja? Mindez pszichésen eléggé kikezdi, ezért önbántalmazóvá válik. Iskolatársa, Jakub az egyik legnagyobb zaklatója - neki köszöheti, egy váratlan támadás után az utcán, hogy kórházba köt ki. Ugyanott, ahol a költő, Wojciech Gierdoni, ugyanolyan támadás miatt fekszik. A két férfi már korábban is találkozott Kamil iskolájában, ahol egy baleset miatt mindketten a gyengélkedőn kötnek ki. Már akkor felfigyeltek egymásra. Telik az idő, Kamil nem tudja kiverni a fejéből kedvenc költőjét és megtudja, hogy a férfit megint iszonyúan megverték és ismét kórházban van. Meglátogatja, Wojtek ekkor már szerelmes! a fiúba (hát persze), de Kamil még mindig nem érti, még azután sem, hogy a nyomozó rendőr célozgat rá, hogy ugyanazért verték meg őket. Azonban egyre inkább nyomasztja a fiút a családi titok, de semmit sem tud kinyomozni. Egy váratlan mozilátogatás után rájön, hogy az anyja pont Jakub apjának (aki nős) a szeretője. A két srác annak ellenére összefog, hogy Jakub eddig folyamatosan bántotta Kamilt. És jön az újabb "meglepetés": a mi homofób, melegeket bántalmazó Jakubunk full meleg és szerelmes Kamilba. A két srác eldönti, hogy karácsonyra nem hajlandók a szüleikkel leülni, hát vonatra szállnak (kb. mint az öt éves duzzogó gyerek, aki azt mondja, hogy utálllak és világgá megyek). Történik ez-az, Jakub színt vall, majd mikor a rendőrségtől felhívják és megtudja, hogy a zsaruk tudják, hogy ő verte meg Kamilt, plusz a "tisztogató banda" tagja (melegeket, zsidókat, arabokat stb. vernek meg és zsarolnak), bepánikol és míg Kamil kisebb sokkot kap, addig meglép a vonatról. Kamilt egy rendőr magánál szállásol el, mert nem hajlandó hazamenni, míg Kubát meg nem találják. Jakub azonban öngyilkos akar lenni és leugrik egy hídról. Keresőcsapat alakul, és Jakub edzője, és pár iskolatársa is eljön. Azonban nem keresni, hanem a zsaruk szeme láttára - esküszöm ezen szó szerint röhögtem! - összevissza rugdossák és verik a fiút, és Wojteket (aki szintén a fiú után ment). A rendőrök meg a többi felnőtt pedig csak áll és bámul! Kamil és Wojtek megint kórházba kerül, Kamilnak veseátültetésre van szüksége. Közben persze folyik a nyomozás - már ha annak lehet nevezni - és nyomozó kezd rájönni, hogy mindennek a kulcsa a Kamil családjában lévő titkok. Így aztán előkotorják Jan Radót, Kamil apját. Többek között, hogy adjon vesét a fiának. És itt jön az újabb meglepi (az olvasónak ugyan nem, mert valahol sejteni lehetett) Jan Rado nem az apja, hanem a bátyja Kamilnak. (Jah, és Janek nem tudta! Végig abban a hitben volt, hogy Kamil apja!) Kamil nagyanjya eltűnik, az anyját holtan találják (nagyanyó elintézte). A szálak bonyolódnak, de végül kiderül elég sok minden... vagy inkább mondanám azt, hogy sok mindent megszellőztetnek, de a végén úgy tettem le a könyvet, hogy nyitva marad hatmillió kérdés, amire illett volna válaszolni. És az epilógus! Csak újabb kérdéseket vet fel.
Nagyon sajnálom az egészet, mert a fülszöveg és a dicsérő írások alapján én sokkal jobbat és többet vártam ettől a könyvtől. Túl sok minden volt ide belezsúfolva, ami talán akkor lett volna jól kifejtve, ha még 200 olalt hozzácsap az író. De jól tette, hogy mégsem írta meg, mert előbb tanuljon meg jól írni és mesélni. Még csak azt se tudom mondani, hogy megszerettem a szereplőket mert nem. Kamil olyan semmilyen volt, és bár sajnáltam a verések meg a családja miatt, annyira irreális volt a viselkedése, meg amiket mondott, hogy csak fogtam a fejem tőle. Wojtek, a 24 éves költő, aki szintén borzasztó körülmények között nőtt fel (az ikernővérével árvaházban nőttek fel, majd az utcán éltek - szó szerint), és aki rögtön beleszeret az alig felnőtté vált Kamilba. Wojtek testévére és a párja... no comment. Ami pedig a rendőröket és az orvosokat, nővéreket illeti... ha a valóságban így végeznék a munkájukat mindet kirúgnák. A zsaruk nyomozásra egyszerűen röhejes volt, az orvos meg a nővérke pedig csak úgy kitárgyalja egy beteggel, egy másik beteg állapotát és kilátásait?
Az egész könyvből a hozzá nem értés sugárzott. Egy újabb jó ötlet, borzalmas kivitelezéssel.
"Co za dużo to nie zdrowo" tyczy się też ilości zbiegów okoliczności, zwrotów akcji, dramatyzmu i przekonywania do tolerancji. Przekaz został zrobiony koszmarnie płytko, wypada strawsznie sztucznie i na siłę. Fabuła to przez większość książki jakiś absurd. Po prostu nie.
Są niedociągnięcia, owszem. Fabuła jest tak pokręcona, że bardziej się nie da. Na obronę napiszę, że czytałem gorsze debiuty. Zaliczam Rado boya do moich guilty pleasures
Doskonała pozycja, fantastyczny melodramat, polska odpowiedź na Małe Życie Yanagihary! Polecam każdej osobie zapoznać się z tym dziełem, ja nie mogłem się oderwać od tej powieści!