Heck yeah! Wcześniej myślałam, że to gorszy tom, ale chyba zmieniam zdanie.
Biuro detektywistyczne po raz kolejny musi się zmierzyć ze złowrogimi siłami, a oprócz Harper zagrożeni są jeszcze Kai i jego tata-genialny chiński medyk i... smok z Blubell Bay.
I zacznijmy od tego, że kocham naszą złolkę, to znaczy nie ją samą, ale jej design. Wiecie, bo to piękna, niezależna, zła kobieta była. Ale tak na serio, gdyby nie rodzaj działalności, którym się zajmuje, byłabym w stanie ją polubić. Np. taka defraudacja pieniędzy czy coś. Bo Alicia ma w sobie coś magnetycznego. Ale handlowanie produktami ze zwierząt zagrożonych wyginięciem i chęć kolekcjonowania jak najwięcej, żeby mieć, jak już wymrą?! Brrrr! Obrzydliwe to było. Straszne. Ale pokonał ją Mr. Bojangels(kocham ten zwrot o obywatelskim aresztowaniu przez węża).
I tak po raz kolejny przechodzimy do kwestii zwierząt. I okej, może Orkan jest ledwie zaznaczona, może Atrakcyjny Bandyta nie odgrywa już takiej roli, ale Mr Bojangels i Xena odrabiają to z nawiązką("moja wojownicza księżniczka).
Harper i Kat znów dają radę, choć oczywiście nie obejdą się bez pomocy znajomych małych i dużych, nawiążą sporo nowych przyjaźni, z których najbardziej zainteresował mnie chyba V. Chcę więcej informacji o tym strażniku duchu, walczącym na dachu i przebierającym się za kobietę.
Coś na minu? No brakowało mi jakiegoś psychologicznego ujęcia Luciana, bo ludki dały dwa zdania, że jest ponury i zarąbiście! Mamy podłego sadystę, mordercę bezbronnych zwierzątek. No, ale rozumiem, że nie dało się wszystkiego wcisnąć do książki dla dwunastolatków.