Naciągnięte Elżbiety Turlej to wejście w rzeczywistość, którą znamy ze zdjęć w kolorowych magazynach, Instagramu czy programów reality show. Autorka zabiera czytelnika tam, gdzie nie ma fleszy a przeciętnym śmiertelnikom wstęp jest wzbroniony. Historie są mocne, wywołują oburzenie, empatię, a każda z nich jest prawdziwa - niestety. Tym celniej trafiają do naszej wyobraźni, gdy uświadamiamy sobie, że większość z nas ma w swoim otoczeniu kobietę, która mogłaby być bohaterką kolejnego rozdziału.
Uwaga. Jak ktoś ma wysokie ciśnienie, to niech uważa przy czytaniu tej książki, bo szlag człowieka trafia co rozdział. Nigdy się tyle nie naklęłam nad książką. Jest to zbiór reportaży o polskiej "branży upiększania", o chirurgii plastycznej, o kosmetyczkach partaczących zabiegi, o dietetykach z bożej łaski i z równej bożej łaski terapeutach po "wyższej szkole gotowania na gazie", leczących z zaburzeń żywienia. Między innymi. Zaczyna się tak: "Wiktoria ma 19 lat, powiększone piersi, usta i brodę wypełnione kwasem, zagęszczone rzęsy i wypełnione brwi. Kiedy rok wcześniej, tuż po maturze, pytałam o jej plany, mówiła: chcę być kimś. Teraz mówi: Dziś kobieta musi przede wszystkim dobrze wyglądać". Czytając tę książkę cieszyłam się niezmiernie, że moje lata dojrzewania i wczesnej młodości przypadły na biedne, przaśne lata 80., kiedy szczytem ekstrawagancji było chodzenie do kosmetyczki na oczyszczanie twarzy z pryszczy :) I że czytałam Musierowicz, najbardziej lubiąc Gabrielę, która piękna nie była, ale była taka ... solidna. I jeszcze się cieszę, że mam syna, nie córkę. Jeżu kolczasty.
Obsesja piękna, młodości i szczupłości osadzona w polskich realiach. Dużo frustracji względem własnych ciał w opowieściach różnych kobiet, ciężkie historie, warto przeczytać
Dobry reportaż z misja. Szkoda tylko, ze rozdziały nie są równe. Niektóre świetne, z bogatym komentarzem naukowców, inne zawierają pojedyncze rozmowy. Przez to książka wydaje się nieco niedopracowana; mimo tego - moim zdaniem absolutnie warta przeczytania.
Bardzo solidny reportaż, bardziej przekrojowy niż tytuł to sugeruje. Operacje plastyczne, geneza legendy o tabletkach z tasiemcem, losy pań po pierwszych „kopciuszkowych” reality show w Polsce, kruczki i regulacje prawne, analiza jak się „leczy” bulimię i anoreksję, uzależnienia od leków uspokajających, sterydów i niebezpiecznych trucizn branych w celu osiągnięcia „ideału”. Wciągające i lepsze niż się spodziewałam.
Obowiązkowa pozycja dla tych, którzy wierzą, że wygląd to podstawa w życiu. A takich ludzi nie brakuje. Książka szokująca. Wciągnęłam ją na raz w jedno popoludnie. Potrzebujemy więcej takich perełek jak ta.
Miał byś guilty pleasure, bo na legimi tytuł zaczyna się od "Biblioteka Newsweeka", więc spodziewałam się, że to jakiś ciężki szajs, a tymczasem miłe zaskoczenie. Uspokoiłam się, że nic nie jest ze mną nie tak, skoro nie chadzam na botoks party. Wolę hajsy wydawać na rower (i na książki he he he).