Boża podszewka jest opowieścią o losie niepokornej kobiety ze szlacheckiego zaścianka na Wileńszczyźnie, jej rodzinie, wydarzeniach, jakie miały miejsce od początku wieku po drugą wojnę światową. Wszystko osnute jest na wspomnieniach mojej Matki i moich. Najpierw napisałam opowiadanie o Maryśce. Leżało gdzieś zarzucone, aż przyszedł ten najgorszy dla mnie czas: straciłam bliskich, także Matkę. Wtedy to opowiadanie o Niej zaczęło być takie ważne. Trzeba było uciec w daleką przeszłość, żeby poradzić sobie z teraźniejszością. Chciałam dotrzeć do źródła kompleksów Matki. Do przyczyn jej wyobcowania. Mieli mnie tam za bożą podszewkę. (Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz)
"Boża podszewka" ma jeszcze jedną część, o ile dobrze zrozumiałam - kontynuację losów Maryśki i Gieni. I choć pierwszą część oceniam wysoko, nie sięgam po drugą. Dlaczego? Właśnie dlatego, że "Boża podszewka 2" jest zapowiedziana jako kontynuacja - a to, czego dowiadujemy się z ostatniego rozdziału książki, którą przeczytałam, zostawiło we mnie rozkoszną niepewność, żal i nadzieję, których nie chcę rozwiewać. Powiem tak - "Bożą podszewkę" czytało mi się bardzo różnie. Momentami byłam wniebowzięta i śniłam o Juryszkach jak kiedyś, dawno temu, o Srebrnym Gaju i Zielonym Wzgórzu. "Wieś, której nie ma na mapie", mimo całego swego okrucieństwa i brudu, na kartkach książki staje się niekiedy piękna, staje się złotym siołem, gdzie czas spędza się na dojeniu krów i pieleniu grządek, i każda zupa jest smaczna, każda świeża śmietanka jest nocną rozkoszą, a rączki, których nieznośne dzieci nie chcą trzymać na kołdrze, widzi tylko pan Bóg, akurat niezainteresowany. Ale bywało też inaczej. A to przy okazji wybuchów wojen - tu na szczególną uwagę zasługuje na pewno Anusia, której, choć była tak pozytywną postacią, szczerze nie znosiłam, a to przy okazij zaślubin, o których za każdym z wielu razów zwyczajnie nie chciałam czytać. Bo tak na dobrą sprawę nie wydaje mi się, bym miała prawo oceniać tę książkę pod względem przesłania. Nie mam czego wybaczać Wileńszczyźnie, a odrazą napawa mnie fakt, że nieszczęśliwie zakochana panna robi coś dziwnego w maliniaku, podczas gdy dziecko z głową jak stołbun podgląda ją, by potem szantażować; i że rodzice porzucają dzieciaki w podupadającym majątku, bo boją się wojny; i że Kazik jest taki a nie inny, i biedna Maryśka nie ma odpowiednich dokumentów. "Boża podszewka" jest dla mnie piękna i wzruszająca, niekiedy straszna, zazwyczaj bardzo prawdziwa. Wiele się z niej nauczyłam ciekawych i przydatnych rzeczy. Urozmaiciła moje niedojrzałe wyobrażenia. Otworzyła oczy i skierowała wzrok w stronę, w którą nigdy nie miałam potrzeby - ani okazji - patrzeć, a gdy spojrzałam, zachwyciłam się, lub może inaczej - zaczęłam o tym myśleć i zainteresowałam się. Za to należy się i "...podszewce" i autorce wielka pochwała. A za co nie? Tego właśnie nie wiem. Może za to, że choć Juryszki, wojna i bieda są jak najbardziej realne, to Maryśka kąpiąca się w sadzawce już nie, i ta kaszląca Maria, stale umierający ludzie, szaleństwo gasnące po to tylko, by zaraz znów się niespodziewanie rozpalić - one też nie są realne, i trochę się w tym gubię, i może dlatego nie jestem wielką fanką tej prozy. (Czyli dlatego, w dużym skrócie, że jej nie rozumiem). Dobrze jednak czyta się o czymś, o czym nic się nie wie, jeśli jest napisane tak dobrze, i podane w tak fascynującej formie - towarzyszenia siedmiomiesięcznej. Tak, towarzyszenie Maryśce to niezwykle cenne doświadczenie.
Historia Maryśki zaczyna się dokładnie w czasie, kiedy zaczęła się historia moich dziadków, czyli na samym początku XX wieku. Urodziła się, jako wcześniak, dziewiąte z kolei dziecko, w polskim dworku na litewskich kresach. Wszyscy sądzili, że jest zbyt słaba, aby przeżyć. Ale ona żyła, dużo jadła i walczyła o swoje miejsce wśród licznego rodzeństwa. Mały niedonosek. Uznana przez wszystkich jako familijny głuptas i niedojda, pozbawiona jakichkolwiek talentów, nienadająca się zupełnie do niczego. Czytelnik ma okazję towarzyszyć Marysi przez cały czas jej dzieciństwa i młodości, przez obie wojny i rewolucję bolszewicką. Dostajemy świetny opis życia na wsi w tamtym czasie, mentalności ludzi, relacji sąsiedzkich oraz między właścicielami majątków i najmującą się do pracy biedotą. Zaglądamy w życie małżeńskie Maryśki, jej rodziców, braci i sióstr. Na podstawie powieści powstał świetny serial z wyśmienitymi rolami Agnieszki Kruk, Danuty Stenki i Andrzeja Grabowskiego.