Nowa i niezwykle osobista powieść jednej z najbardziej utalentowanych autorek młodego pokolenia. Sorge to książka o stracie i żałobie, zarówno po zmarłych, jak i żywych.
Akcja dzieje się we wczesnych latach dwutysięcznych w małej miejscowości Sorge na Lubelszczyźnie. Główna bohaterka rozpoczyna pracę w szkole podstawowej. Jej ojciec otrzymuje zlecenie odnowienia starego dworku, który należał do rodziny Czyżewskich – wymordowanej przez Niemców w trakcie drugiej wojny światowej. Pod koniec roku szkolnego dochodzi do tragedii – podczas wyjazdu na wycieczkę do Niemiec w wypadku giną wszyscy uczniowie szóstej klasy szkoły w Sorge. Nauczycielka zostaje naznaczona przez lokalną społeczność jako ta, która przeżyła.
Zjawisko utraty całego pokolenia dzieci i brutalną śmierć członków rodu Czyżewskich łączy coraz więcej podobieństw…
Jest w tej książce dużo obiecujących elementów (duszna, nie do końca realistyczna atmosfera małego miasteczka, skupienie na 3 bohaterkach żeńskich w różnym wieku, duża tragedia przeżywana jednostkowo i zbiorowo) i mnóstwo potencjału, w wykonaniu jednak wszystko potyka się trochę o próg i tyle by tego było, jeśli chodzi o długie dystanse i ambitne cele.
Przez pierwszą 1/3 książki oscylowałam w okolicach 1 gwiazdki, zakończenie wywindowało ocenę stopień wyżej, choć katharsis, które próbuje zaoferować autorka, ani na mnie nie działało, ani nie było wyprowadzone porządnie z reszty książki. Ta dwójka jest trochę na szynach.
Nie da się ukryć, że bardzo mnie ta książka zmęczyła i nie kupił mnie język, co tutaj wydaje się być kluczowe - jeśli literacko to komuś zaskoczy, to może i jakoś poniesie. Mnie, że tak ujmę kolokwialnie, nie zrobiło to nic. Ani literacko, ani, niestety, emocjonalnie, co przy takim nagromadzeniu smutku trochę jednak wygląda na porażkę autorki.
Jest tu potencjał (zwłaszcza językowy, jak dla mnie), jest konsekwentny (na granicy maniery prawie) styl, jest umiejętne odkrywanie kart (dowiadujemy się wszystkiego po trochu i to utrzymuje naszą uwagę), ale jest też przegadanie (ładne, ale jednak przegadanie), nadmierne nagromadzenie nieszczęść (to już chyba niestety obowiązkowy punkt programu w dzisiejszej prozie polskiej) oraz - co najgorsze - jest całkowita obojętność czytelniczki (czyli mnie). Nie wiem, może to przez tę nie do końca realistyczną atmosferę, ale nie uwierzyłam w tych bohaterów i totalnie zwisają mi ich losy. Jednak, mimo wszystko, dałabym autorce jeszcze jedną szansę. No chyba że wszystkie jej teksty są pisane na taką nutę, jak ten. Wtedy nie dam rady.
Chwyciło mnie za gardło, a potem zaczęło podduszać. Było to bolesne, niekomfortowe. Jednak zarazem toksycznie uzależniające.
Trzy kobiety. Trzy różne historie, a jednocześnie tak podobne. Bolesne.
Sorge to koniec i początek wszystkiego. Sorge to miasto, o którym się nie zapomina. Chociaż chce się zapomnieć.
Tula i jej żałoba za córką. Adela i jej wspomnienia z lat młodości. I w końcu dziewczyna; niby zwyczajna, a jednak przeklęta. Wszystkie historie niby proste, niby oczywiste.
A jednak Sorge wzięło sobie kawałek mojego serca i umysłu. Roztrzaskało, aby później poskładać. Zraniło i przytuliło zarazem.
Wielki zawód, szczególnie po przeczytaniu świetnej „Bury i szał”. Opowieść o zbiorowej traumie i próbie zjednoczenia się w bólu utraty dziecka/matki i rozchwiania swoich ról życiowych, jednak napisana w sposób typowy dla nowej prozy polskiej - nie dzieje się nic. Narracja mało dynamiczna. Bohaterowie i bohaterki kręcą się w kółko wobec traumatycznych wydarzeń, które ich ukonstytuowały. Całość napisana bezosobowo, bezbarwnie. Metaforyczne zakończenie - wyjście kobiet w pełni i mówienie chórem o swoich traumach - strasznie naciągane.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Bardzo hipnotyzująca historia, świetny język; aż dziw, że tak mało się słyszy o "Sorge". Na dodatkowy plusik zasługuje intertekstualność książki - jak ktoś jest mniej więcej obcykany w polskiej i światowej literaturze, to odnajdzie tam wiele nawiązań i parafraz innych dzieł, jak np. "Stepów akermańskich". A, tylko jedna uwaga - osoba czytająca niech się przygotuje na 300 stron powieści bez ani jednego dialogu (pojawia się on dopiero na ostatniej kartce).
W zalewie metafor, porównań i wolnego strumienia myśli zagubiła się kompletnie fabuła. Nie rozumiem i nie umiem docenić tego stylu, czy może raczej maniery. Troszkę szkoda, bo sam szkielet powieści z dwiema tragediami w tle, przeżywaną w różny sposób żałobą i nieanonimowym życiem w małym miasteczku ciekawy. Nie wiem czy dam autorce drugą szansę.
Z literaturą jest jak z jedzeniem: można zjeść kotlet schabowy z ziemniakami i kapustą – będzie to danie pożywne i, przy odrobinie szczęścia, nawet smaczne. Ale czasem człowiekowi zachciewa się czegoś więcej, czegoś bardziej wyszukanego – foie gras, coq au vin, bouillabaisse. Nie żeby codziennie, ale tak chociaż od czasu do czasu. Nawet jeżeli będzie to danie, które momentami może wydawać się zbyt wyrafinowane na nasze podniebienie, nawet jeśli niektóre smaki i połączenia nie do końca zrozumiemy, to najczęściej uznamy jego wyższość nad smacznym (lecz pospolitym) schabowym. Tak właśnie jest z "Sorge" Aleksandry Zielińskiej. Gdyby było to danie, to z pewnością miałoby ono na swoim koncie gwiazdkę Michelin. Albo dwie.
Język i konstrukcja powieści (zwłaszcza rozdziały, w których losy wszystkich bohaterek dzieją się w tym samym czasie) są trudne do przyswojenia; wymagają skupienia i cierpliwości. Trzeba jednak przyznać, że autorka włada językiem niezwykle sprawnie. W jej powieści nie czuć fałszu, przymusu. Wyszukanie wynika z takiego a nie innego stylu, a nie chęci zaimponowania komukolwiek. Niektóre fragmenty są boleśnie żywe i niemal zostawiają metaliczny posmak w ustach.
Nie da się jednym zdaniem opowiedzieć, o czym "Sorge" jest. Z jednej strony to opowieść o małej społeczności, która ma swoją historię i swoje rany, która wessie każdego, kto się dostosuje do jej zasad i boleśnie odrzuci tego, kto zasady zignoruje. To historia kobiet zranionych, niosących swoje brzemię; kobiet, które tracą tożsamość, siostry, dzieci, młodość. "Sorge" to powieść o utracie i wyrzutach sumienia, które czasami okazują się bagażem, który sami wkładamy sobie na plecy i niesiemy przez życie.
"Sorge" to literatura wymagająca, ale dająca satysfakcję. Nie jest to literacki fast food, który można pochłonąć w pośpiechu w komunikacji miejskiej. To powieść, której musimy poświęcić swój czas i uwagę, by móc delektować się każdym słowem. Tylko wtedy poczujemy w pełni ból i ciężar, który dźwigają jej bohaterki. Nie wszystkie elementy w pełni mi zagrały – czy to wspomniana wcześniej konstrukcja, czy powtarzające się, drażniące drobiazgi (w powieści kilka, a może nawet kilkanaście razy, przewija się motyw środków i dofinansowań unijnych – po co? Nie wiem). Nie przeszkodziły mi one jednak w pełnym rozsmakowaniu się lekturą, by poczuć nasycenie i satysfakcję po jej zakończeniu. Czy warto sięgnąć po "Sorge"? Bez wątpienia – warto.
Według mnie najdojrzalsza opowieść Zielińskiej. I choć mam parę zarzutów (momentami męczył mnie sposób narracji), to fabularnie wciągnęła mnie od pierwszych stron. Lubię opowieści o małych, dusznych polskich miasteczkach. Autorce udało wpleść się w to historię gigantycznej tragedii i sposobów, w jaki cała społeczność próbuje się z nimi uporać. Smutna, tragiczna książka, ale warta przeczytania.
Bo żałoba może być po żywych i umarłych. Bo syndrom ocaleńca zostaje na całe życie. Bo czasem bardziej chcesz umrzeć, niż żyć bez wspomnień. Pełna emocji, żalu, bólu, wstydu. Zostanie we mnie na pewno. #readlist2019pl #PokażCoCzytasz
Literatura piękna, a więc ma swój specyficzny klimat. Opowiada o małym miasteczku Sorge (z niem.) pokazując życie trzech kobiet: Adeli, Tuli oraz Dziewczyny. Wszystkie łączy pewna tragedia, która wydarzyła się dość niedawno. Mowa o wypadku busa, w którym zginęło dwanaścioro dzieci z tejże miejscowości. Nie jest to łatwa lektura. Na pewno wymaga od czytelnika dużego skupienia. Ja, niestety podeszłam do niej zbyt lekkomyślnie i po paru stronach musiałam wrócić do początku, bo nie wiedziałam co czytam, a w końcu jest to książka napisana po polsku przez polską autorkę😉. Styl pisania nie do końca przypadł mi do gustu. Ciężko mi się czytało. Były momenty gdzie pojawiało się nawet pytanie: „ WTF?” Albo „ O co kaman??” Jest bardzo dużo metafor, ale też bardzo realistycznych, przerażających opisów. Ponadto czasem gubiłam się w losach przedstawionych bohaterek. Mimo to byłam ciekawa samej historii i jej zakończenia. Jest tu dużo bólu, smutku, żałoby, nostalgii, wyrzutów sumienia, takiej szarości zwykłego dnia oraz nieumiejętności pogodzenia się ze śmiercią tych dzieciaczków. Jakby wisiało nad Sorge fatum i nie mogło się już nic dobrego tam wydarzyć. Jakby po tej tragedii czas się zatrzymał a mieszkańcy, a w szczególności matki ofiar tylko egzystowały. Ja mam mieszane odczucia po przeczytaniu tej książki, dlatego ani nie zachęcam, ani nie zniechęcam.
Żałoba to trudny temat, nie tylko na powieść, ale śmierć nie jest czymś o czym rozmawia się z przyjemnością na co dzień. Nie łatwo taki temat przedstawić w literaturze w ciekawy sposób. Zachęcić czytelnika do poznawania jej meandrów i współczucia bohaterkom sytuacji w jakich się znalazły. Za to w "Sorge" jakoś to działa - może powolny sposób narracji autorki, może pewien rodzaj melancholii ale wiele emocji, które udzielają się bohaterkom trafiają również do czytelnika. Tak właśnie powinna działać magia literatury.
Po "Bura i szał" spodziewałem się, że autorka jest na dobrej drodze do napisania świetnych powieści, które na długo zostają z czytelnikiem. Tutaj mnie zaskoczyła bo jest lepiej niż się spodziewałem.
Na początku nie wiedziałam, czy doczytam, alw po 1/3 się zaczęło robić lepiej. Historia ciekawa, jest tu dobry pomysł, jest potencjał. Niestety w dużej mierze była dla mnie okropnie męcząca. Męczący język, męczące opisy i męczące bohaterki, choć to ostatnie pewnie miało takie być, bo wszystkie mieliły w głowach ciężkie tematy. Muszę docenić fakt, że historia była pełna niedopowiedzeń, które z czasem się wyjaśniały. Ogólnie książka jak dla mnie nierówna, były momenty, w których mi się podobała, były też takie, przez które musiałam przebrnąć z zaciśniętymi zębami. Nie do końca mi pasował też ten poetycki język. Daję taktyczne 3 bo jednak skończyłam i nie znienawidziłam xD
Uwielbiam opowiadania Zielińskiej, jej horrory zawsze przynosiły coś więcej niż nutka niepokoju i gore. Bardzo się również cieszę, że postanowiła wypłynąć na szersze wody i nie siedzieć w jednym gatunku. "Sorge" przynosi coś więcej, więcej też wymaga od czytelnika. To powieść depresyjna, smutna, pełna beznadziei z gęstym klimatem. Przy dobrym piórze autorki przez kolejne strony się po prostu przepływa. Warto zwrócić uwagę na tę autorkę i jej kolejne dokonania - niedługo może być z niej drugi Orbitowski (który również wyrósł z horroru).
Aleksandra Zielińska to autorka znana wszystkim fanom polskiego horroru i fantastyki, ale zasługuje na zdecydowanie większą uwagę. "Sorge" to moim zdaniem najlepsza historia w dorobku Zielińskiej i jedna z najciekawszych polskich książek ostatnich lat. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że bardzo bliska pod względem poziomu do najnowszej prozy Orbitowskiego czy Twardocha. Fabuła wciąga od pierwszych stron - łatwo się wkręcić, mimo oryginalnej narracji. Językowo to prawdziwy majstersztyk. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!
Nietypowa ale przy okazji bardzo ciekawa. "Sorge" w wyjątkowy sposób opisuje żałobę, żadnych romantycznych ochów i achów, a po prostu czyste ludzkie emocje. Każda z trzech głównych bohaterek w różny sposób na nią reaguje, różne są ich historie, w każdej z nich można znaleźć cząstkę siebie. Okładka książki trochę oszukuje czytelnika - nie ma w niej nic różowego i pięknego jak flamingi - jest ból po stracie, gęsty klimat i smutna historia.
O "Sorge" po raz pierwszy przeczytałam na stronie Dzikiej Bandy, ale szybko wyleciała mi z głowy. Gdy zobaczyłam ją niedawno w promocji w księgarni, zainteresowanie wróciło i ostatecznie zabrałam flaminga do domu. Powieść przeczytałam praktycznie jednym tchem. Z jakiegoś powodu czuję, że bliska jest mojemu sercu. Aleksandra Zielińska zdobyła nową fankę ;) Chętnie sięgną po inną twórczość tej autorki.
Mam nadzieję, że Zielińska utrzyma ten poziom i doczekamy się czasów, w których dorówna sławą Orbitowskiemu (podobnie jak on zaczynała na pograniczy horroru i fantastyki). Ma wszystko co potrzebne do odniesienia sukcesu, a "Sorge" jest tego dowodem. Fabuła? Doskonale rozplanowana i poprowadzona. Język? Mistrzowski! Ale co najważniejsze - minęły prawie dwa tygodnie od przeczytania tej powieści, a historia ciągle siedzi w mojej głowie.
Zielińska to autorka, której polskiemu fandomowi fantastyki/grozy nie trzeba chyba przedstawiać. "Sorge" to jej najnowsza powieść i nie dajcie się zwieść flamingowi na okładce - nie jest to różowa, urocza historyjka. To opowieść o dusznej atmosferze małego miasteczka, w którym stało się coś złego. O sposobach na radzenie sobie ze stratą i o syndromie ocalonego. Świetnie napisana (chociaż narracja jest dosyć specyficzna), ale dołująca książka.
Książka bliska perfekcji, Zielińska jest bardzo bliska tego aby wyjść z ram gatunkowych (dla niej horroru) i zasiąść obok Orbitowskiego czy Twardocha (którzy też pisali horror i fantastyke) jako jedna z najlepszych polskich pisarek. "Sorge" to własnie taka książka, która może otworzyć jej drzwi do wielkiej pisarskiej kariery!
Do 10/10 brakuje tylko lepszego spięcia w zakończeniu i lepszego finału - w czasie czytania czuje się jakby autorka wcale książki kończyć nie chciała.
"Sorge" to ponura i smutna historia o śmierci, żałobie i radzeniu sobie ze stratą. To opisany ciężar, który spada na człowieka po śmierci osoby bliskiej, bądź bezpośrednio z nim/nią związanej. To opisana żałoba bez ckliwości. To książka szczegółowa i detaliczna w narracji, fabule, dialogach. Mało dynamiczna, płynąca powoli, nieśpiesznie dążąca do finału. Zielińska dokonała niemożliwego, w tej powolności, w tych szczegółach napisała niesamowicie bliską każdemu człowiekowi historie.
Książka pełna współczucia. W stosunku do trudnej sytuacji głównych bohaterek, jak i mieszkańców Sorge. To smutna i przygnębiająca historia pełna straty, śmierci, żałoby - opisanej i przedstawionej w różny sposób i z różnymi emocjami. "Sorge" to powieść bardzo powolna, dojrzewająca wraz z lekturą. Zakończenie jest genialną kulminacją książki i wszystkich pochowanych przez autorkę szczegółów. Czekam na więcej podobnych książek od Zielińskiej!
Piękna książka! Nie spodziewałam się, że Zielińska tak mnie wzruszy. Z każdą z trzech głównych bohaterek mogę się w jakiś sposób zidentyfikować i wspólnie z nimi przeżywać ich życiowe rozterki. Tyle tutaj cierpienia i bólu, że momentami ma się ochotę rzucić książką. Ale zaraz się ją podnosi i czyta dalej. Polecam z całego serca!
Aleksandrę Zielińską znam głównie z horrorów. Chociaż zawsze jej książki były na granicy gatunku, tym razem prawie zupełnie od niego odeszła. "Sorge" to osobisty dramat związany ze śmiercią. Autorka może i nie szczędzi w opisach (w końcu swoje pisarstwo kształtowała na horrorach), ale to opowieść przede wszystkim o ludziach, żałobie, śmierci. Ciężko się oderwać!
"Sorge" to dosyć dziwna książka. Ciężka klimatycznie, interesująca w odbiorze, oryginalna. Zostaje z czytającym jeszcze długo po lekturze. Autorka ma ten specyficzny styl, który na początku odrzuca, aby później wyłapywać z niego pewnie niuanse, które tylko zwiększają wartość opowieści. Na pewno warto zainteresować się tą autorką bo jest na dobrej drodze do ogromnej pisarkiej sławy!
Uwielbiam opowiadania Zielińskiej, więc naturalną koleją rzeczy było sięgnięcie po "Sorge". Prawdopodobnie informacja o premierze by mi umknęła, gdyby nie wywiad z autorką opublikowany w serwisie Booklips. Historia, jak już wielokrotnie wspomniano, bardzo depresyjna (kojarzy mi się przez to z "Inną duszą" Orbitowskiego), ale jednocześnie magnetyzująco przyciągająca czytelnika.
Przyciągnęła mnie okładka, zostałam dla samej opowieści. "Sorge" to gęsta, klimatyczna historia o stracie. Zielińska przedstawia całą historię nieśpiesznie, nastraja czytelnika, podjudza i cały czas te napięcie rośnie i rośnie. Zakończenie wypada wyśmienicie, jest idealną kulminacją całej historii. Będę musiała sprawdzić poprzednie książki tej autorki!
Zainteresowałam się Zielińską po przeczytaniu antologii "Harda Horda" - opowiadanie tej autorki wywarło na mnie spore wrażenie. "Sorge" sprawiło, że sięgnę po jej pozostałą twórczość i z pewnością będę wyczekiwać kolejnych powieści. Nieszablonowy styl i świetnie opowiedziana historia sprawiają, że od książki praktycznie nie da się oderwać. Polecam!
Autorka znana mi ze świetnych opowiadań (odnoszę wrażenie, że żadna antologia polskiej grozy/fantastyki nie może się bez niej obejść). "Sorge" to pierwsze jej powieść, za którą się zabrałam. Niech Was nie zmyli flaming na okładce - historia nie jest różowa i urocza. Jest niepokojąca, napisana w oryginalny sposób i bardzo wciągająca.