Bycie niziołkiem w szeregach policji to nie jest bajka. Odo Peterkin przekonuje się o tym niemal każdego dnia służby. Znosi jednak uszczypliwe komentarze elfów, ludzi i krasnoludów, gdyż to, co sprawia mu największą przyjemność to rozwiązywanie skomplikowanych zagadek kryminalnych.
Tuur Brokk jest na pierwszy rzut oka przeciwieństwem Peterkina. To uosobienie idealnego policjanta. Krasnolud, weteran wojenny, bokser i postrach przestępczego świata! O czym wie niewielu, również poeta i niepoprawny romantyk!
Pierwszym wspólnym zadaniem Odo i Tuura jest wyjaśnienie tajemniczej śmierci znanego muzyka Viventa Rossiego. Na ich drodze staje armia ożywieńców powołana do życia w czasach Wielkiej Wojny, magowie i wilkołaki, dziennikarze i eugenicy, a nawet o zgrozo dziewki wszeteczne! A to bynajmniej nie koniec niespodzianek…
Życie dla Grega Gajka zaczyna się latem 1987 roku. I jest proste. Co warto? Warto czasem wypalić fajkę na balkonie, warto napić się wina z przyjaciółmi, warto poopowiadać głupoty przy ognisku, warto wleźć na jakąś górę i zgubić się w lesie, i pętać po uliczkach w obcym mieście. Warto też mieć książki. Czytać je, pisać, tłumaczyć. Tym właśnie Greg zajmuje się od dziesięciu lat. Pisze horrory (Szaleństwo przychodzi nocą, Malowidło, Ziemia nieświęta) i powieści słowiańskie (Biała wieża, Miecz Lelka). Tłumaczy m.in. reportaże i opowiadania dla „Nowej Fantastyki”. Czyta wszystko, co mu wpadnie w ręce.
Ripper Street/Sherlock Holmes meet Tolkien? An interesting mix of whodunnits in a Victorian/steampunk fantasy world. While the stories themselves didn't really grip me that much, the characters are definitely the strong point of the book, each one pretty well-written and rounded. What little worldbuilding we get is also really interesting, though pity there's so little of it. It's particularly important in a whodunnit genre - if the solution to your riddle is that the victim was killed by magic, the reader has to understand at least vaguely what magic can do in this setting, otherwise it seems like a bit of a cop-out.
I wonder if there will be more Peterkin & Brokk stories. Hopefully, there will.
Miłe zaskoczenie. Opowiadania detektywistyczne sprawnie wchodzące w intrygi szpiegowskie, świat na pozór łapiący się pod steampunk, ale nakreślony z ciężarem rewolucji rozumu i zwalczania najbardziej niedemokratycznej ze sztuk - magii - żyjącej w pamięci ludzi równie mocno co niedawna wojna. Ciekawe wariacje na typowe rasy z fantasy oraz to, jak działa w takim mieście ruch robotniczy albo socjalistyczny. Do tego udane fabuły i postaci. Chętnie przeczytałabym kontynuację.
Opowieści w ciekawym, klasycznym stylu. Wciagające, z lekkim suspensem (zwłaszcza opowieść trzecia), bez kontrowersji, ale nie za lekkie. Nie jest to lektura, do której wrócę, ale z chęcią sięgnę po inne wydawnictwa tego autora
Świetny kryminał fantasy: cztery opowiadania, gdzie każde to jedna sprawa kryminalna prowadzona przez detektywa Odo Peterkina oraz sierżanta Tuura Brokka. Może ten trochę-straszny to nie do końca, że horror, ale sprawy kryminalne tyczą zombie, naukowych eksperymentów, czarnej magii pośród wszelkich innych brudów, którymi zajmuje się policja. Sam Odo jako jedyny niziołek w szeregach policji spotyka się choćby z lekceważeniem swych poleceń, w najlepszym wypadku. Ganeba jest pełna stereotypów, a autor dodatkowo zainspirował się tym, co najgorsze w kulturach i dziejach ludzkości, więc atmosfera jest momentami dość ponura. Ganebę wyobrażałam sobie w stylu trochę dark academia, trochę industrialny świat fantasy — w epoce rządzi nauka oraz technologia, które rozwijają nawet magię, od której odchodzi się w jej pierwotnej, dzikiej formie.
Co jest świetne (dla mnie) to że od razu jesteśmy wrzuceni w akcję bez żadnych wyjaśnień: kiedy jest potrzeba wytłumaczenia czegoś, to się dowiemy — bez zbędnych opisów, ani wydarzeń historycznych, jedynie co istotne z perspektywy sprawy nad którą pracują detektywi. W ogóle nie przeszkadzał mi brak niewiedzy, nawet się odprężyłam dzięki temu, ale taki brak kontekstu może męczyć osoby, które nie są zaznajomione z jakimkolwiek światem fantasy (choćby z filmów, gier), w książce nie ma wyjaśnienia, kim są orkowie, niziołki czy elfy, oraz skąd są przezwiska takie jak łokietki czy picusie.
Strasznie strasznie polubiłam chyba wszystkich bohaterów, nawet jeśli Ejsza była mega dziwna z tym eee... wujaszkiem — najbardziej emocjonujący rozdział to był trzeci, i w ogóle mi nie szkoda Ofelii, ani Elizy ani Róży w sumie też nie lubiłam i eh porąbana zdrowo rodzinka i sąsiedztwo. Porąbany był też Cahoun, ale jego akurat mogłoby być znacznie więcej w historii i w ogóle chciałabym poczytać więcej opowiadań z tego świata.