To, obok Dewajtisa, moja ulubiona powieść obyczajowa Rodziewiczówny. Nie ma tu bogactw i blichtru epoki, są za to mokradła, lasy a do tego bohaterowie (głównie rodzina) zmagający się z przeciwnościami losu. Autorce udało się stworzyć postaci tak relistyczne, że czytelnik z ciekawością śledzi ich poczynania. I do tego Kasjan, który "rozświetli" nawet najczarniejszy dzień - także czytelnika 😀
Very similar to Dewajtis but also so different... Loved it!
I won't bore you with yet another swoony review of yet another Maria Rodziewiczówna's book, but... the story about Zosia, a young impoverished noblewoman, her disavowed brother Wacław and their mutual friend, Motold has become one of my favourite Polish books. Ever.
Our beloved Easter Borderlands (that used to be Polish) are the setting for this dramatic and beautiful story. A story about endurance, and redemption, and our native, ever-present 'basic work'. In Czahary, Zosia's small inherited estate life flows slowly, in harmony with nature: in accordance with the changing seasons and the overflowing river.
And that's the very marrow of this story and of almost all the other positivist books written in my country. The trials and tribulations of Zosia, Wacław and Motold are only highlighting the slow but hard rural life with the ever-changing weather and the rhythm of farming: sowing, growing, harvesting, preserving...
Luckily, Maria Rodziewiczówna added some wit, humour and 'colouration' to this seemingly bleak and boring country life. And that came in the guise of Kasjan, the local rascal and troublemaker, and.... the larger-than-life overseer of Zosia's estate :) I must tell you that Kasjan is definitely one of THE MOST colourful and cheeky (but also loyal) MCs of Polish literature! ;) I swear that his every appearance made me laugh like a madman!
All in all, alongside Dewajtis, Czahary has become my favourite book by this author and I will come back to it when my mood is sour and craving for some tough but hopeful read :)
Jedna z przyjemniejszych powieści Rodziewiczówny. Życiowa. Dobrze nakreślone relacje międzyludzkie. Bohaterowie, których nie da się nie lubić: zwłaszcza główna bohaterka Zosia i jej pomocnik Kasjan, wygłaszający co i rusz swoje mądrości życiowe i wprowadzający sporą dawkę poczucia humoru do fabuły, przez co uśmiech prawie nie schodził z ust.
Zadziwiające, z jaką łatwością Rodziewiczówna operowała językiem. W zależności od fabuły swoich książek, raz potrafiła używać języka ludzi z tzw. wyższych sfer, bogato przeplatanego francuszczyzną czy np. zwrotami z języka niemieckiego, a kolejnym razem używała swobodnie zwykłej mowy chłopskiej, będąc w tym niezwykle przekonującą. Podziwiam tę wszechstronność, wiedzę, ale i mądrość i uniwersalność książek Rodziewiczówny.
"Snadź my tylko zdrowi, mocni i szczęśliwi. Co chcesz od tłumu? Może i drudzy byliby inni, dobrzy, żeby dusze i ciała mieli zdrowe i swobodne. Każdy jakieś kalectwo ma i kryje. Niedostatek, zranioną próżność, żądzę dobrobytu, wstręt do fachu, zawiść o pomyślność sąsiada, długi, niedobrane pożycie w domu, kwasy w rodzinie. Kto zliczy wszystkie nędze i kajdany- od życia bez miłości do próchniejących zębów, od spazmów i histerii do starzejących się w panieństwie grymaśnych córek, synów nieuków i źle trawiącego żołądka. Nie mogą być dobrzy, bo są chorzy. A my nie czujemy ni siebie, ni życia."
Jakie cudo :) Ludzie, którzy odżywają i prostują swoje ścieżki im więcej i im bliżej żyją z naturą. Dobre postawy, złe postawy. Splątane ludzkie losy, czysta rzeka, współpraca z ziemią, spokój i cisza. Piękna opowieść. Doceniam Rodziewiczównę za to, że choć losy jej bohaterów drepczą przez różne manowce, to jednak samo zakończenie zwykle jest pozytywne. Jak mnie drażnią autorzy, którym duma czy niechęć do czytelnika nie pozwala na dobre zakończenie i choć fabuła tego nie wymaga, na siłę na wszystko szlag nasyłają na koniec. Na pewno wrócę, dla samego obcowania z nastrojem.
Stary Janicki umarł, pozostawiwszy po sobie majątek, pięcioro dorosłych dzieci i dość pogmatwane sprawy rodzinne. Jeden z braci, Wacław, poróżnił się z ojcem i przestał utrzymywać kontakty z rodziną. Jedyną osobą, która wie, że Wacław w ogóle żyje, jest jego siostra Zofia. Podczas działu spadku dochodzi do kłótni między rodzeństwem Janickich. Zofia walczy o ziemię dla siebie i brata, co spotyka się z dużym sprzeciwem ze strony reszty rodziny. Zosia jest jednak gotowa na wszystko, nawet na sprawę sądową, byle tylko uzyskać prawo do należnego jej i bratu gruntu. Zaradna panna ma bowiem plan na pozyskanie środków na swoje utrzymanie.
Zośka to porządna i pracowita dziewoja. Ma łeb na karku, a jej biznesplan też jest niczego sobie. Taka to sobie w życiu poradzi, w to nie wątpię. A Czahary to miejsce wypisz, wymaluj dla mnie. Zocha, posuń swoją szanowną, wprowadzam się! 6/10
I really love this book; I have no idea why people keep calling it a romance, in my opinion it's historical woman's fiction. We have our main heroine, Zofia, whose family is trash, let's be honest - two useless, wasteful brothers, one weak, silly sister and the third brother, who commited a crime and can't even come back home now. Zofia is doing her best not only to survive, but also to help her stupid family, who definitely doesn't deserve her. In the background we can see the man who loved Zofia many years ago, but couldn't marry her, because he was too poor - so he married a very rich, spoiled woman instead and was unhappy ever since. It could be an amazing love story, but Zofia and her ex-lover hardly ever meet or talk to each other in this book and the story is more about money, property and family than love. Still, I really love this book, five stars.
Czy warto być wiernym pierwszej miłości? Czy uczciwość, cierpliwość i pracowitość doczeka się nagrody? Chcesz wiedzieć, przeczytaj! Nie ma wartkiej akcji pełnej ""burz"", ale i tak czyta się przyjemnie.
Bardzo lubię czytać o dawnych czasach, chociaż podchodzę z ostrożnością do książek, które są stare. Chodzi mi o język, po prostu czasami jest trudno mi się z nim oswoić. Na szczęście pozycje Marii Rodziewiczówny są całkiem przyjemne i wcale nie odczuwam dyskomfortu czytając je. Oczywiście, jest mnóstwo słów które wyszły już z użycia, i ogólnie język jest trochę inny i specyficzny, ale naprawdę dobrze się to czyta. „Czahary” okazały się dla mnie wspaniałą podróżą w głąb czasów o których jeszcze nie wiem dostatecznie wiele. Wszystko dzieje się U schyłku dziewiętnastego wieku na Kresach, a ja z wypiekami na twarzy chłonęłam wszystkie te kulturowe różnice, opisy miejsc, budynków czy strojów, ale przede wszystkim podobało mi się pokazanie tego jak żyła i jak postępowała szlachta w tamtym czasie. Maria Rodziewiczówna uraczyła nas pełną tajemnic i awantur opowieścią, nakreśliła sytuację związaną ze spadkiem i zgrabnie opakowała to tematami uniwersalnymi takimi jak śmierć, żałoba, relacje rodzinne oraz miłość. Świetnie opisuje także historię Zosi, kobiety która przewyższała swym myśleniem tamte czasy, która się buntowała i chciała żyć inaczej. Przyznam, że autorka sprytnie to sobie wszystko wymyśliła. Akcja rozgrywa się powoli, co rusz poznajemy nowe spojrzenie, doświadczamy tego co bohaterowie, chłoniemy wszystkie te barwy i zapachy. To była dla mnie naprawdę ciekawa podróż po umyśle ludzkim, bardzo kibicowałam głównej bohaterce i cieszyłam się, że chce żyć inaczej niż jej nakazano. Do tego to piękne wydanie ze zdobieniami.
Poczciwa ramotka z życia Polesia, które tu jest samoistnym światem jezior, bagien, olszyn, szczupaków, sumów, wódki nielegalnie pędzonej, którą Żyd karczmarz chowa w korzeniach wierzby sterczącej na brzegu... Chłopi, boski Kasjan - co za perełka!, który żadnej roboty się nie boi i wszystko zdolen jest ukraść, nawet puchacza, którego miejscowy Niemiec kolonista trzyma na łańcuchu do polowań, i 12 dębów leciwych urżnie i ukradnie...
Świat Rodziewiczówny jest trochę sielski, trochę podszyty przemocą, nawet całkiem jawną (ot, dziecko na weselu zadeptali, jakby kto po prostu szklankę stłukł), choć dla miejscowych przezroczystą. Pisze o tym świecie ktoś, kto od podszewki zna jego kulturowe, ekonomiczne, stanowe, geograficzne realia - to walor tej opowiastki, fajniejszej, nie tak naiwnej jak ramotki Kraszewskiego.
11 rozdziałów. Większość opowiadania to obyczajówka, historia Zośki, młodej dziewczyny, która po śmierci ojca nie chce, by dwaj bracia spłacili jej część spadku, lecz wybiera samotne osiedlenie się w dostępnym tylko drogą wodną majątku Czahary, odcięta od świata i ludzi. Kasjan będzie jej w tym pomagać.
Jest jeszcze wątek romantyczny, ale znośny, związany z bratem Zośki, pierdołowatym Wacławem (spokojnie, do mezaliansu Zośki z Kasjanem nie dojdzie).
Dobra literatura obyczajowa bez żadnych ideolopierdów.
Niestety często miałam problem ze zrozumieniem treści. Trudność polegała na tym że autorka w specyficzny sposób dość niejasny opowiadała o niektórych wydarzeniach. Dopiero gdy ktoś w kolejnych zdaniach streszczał to co się wydarzyło miałam takie " Ahaaaaa czyli o to chodziło". Do tego doszła wiejska gwarą która nie ułatwiała. 😅 Być może byłam za mało uważna przy tej lekturze. Na plus klimat, postacie . Sama fabuła niestety ciekawa ale chyba musiałabym przeczytać ta książkę jeszcze raz żeby wszystko zrozumieć.
Ach! Co to był za klimat! Pływałam razem z Zośką i Kasjanem po tych ich Czaharach i zachwycałam się niesionymi przez wodę dźwiękami. Rodziewiczówna jak mało kto potrafiła opisać naturę (faunę, florę i kulturę) zupełnie przy tym nie przynudzając. Czy jest to romans? Bynajmniej. Choć zdaje się, że tak próbuje się tę książkę zaszufladkować. Według mnie to portret kobiety, która szuka wolności.
The weakest link here are cheap romances from a shelf "kitchen maiden literature". Luckily they stay in rhe shadow of cool characters like Zośka and Kasjan, well built atmosphere of little paradise for the misfits and motives that Rodziewiczówna is an expert: administrating and court troubles.