Szybka lektura, przeczytana na dwa razy. Stosunkowo wciągająca ze wględu na ukazanie ciekawej, innej niż w moich dotychczasowych lekturach wojennych, perspektywy zmagań międzyludzkich w czasach IIwś. Opisy walki prowadzonej w dalekich częściach ziemskiej atmosfery, które mimo, że tak odległe miały niezwykle istotny wpływ na losy świata. Interesujące, wręcz oniryczne momentami zapierały dech w piersiach, mimo braku wizualnego punktu widzenia; to trzeba oddać autorowi, że pisarzem to był on pierwszej klasy.
Ale skoro już o tym mowa, to warto też podkreślić całościową idee książki, widzianą moimi oczami;
trochę heroicznego patriotyzmu poprzeplatanego z wydarzeniami historycznymi. Niestety większa część książki podchodzi można by wręcz rzec pod propagandę wojenną, ale patrząć w jakim celu zostało zlecone autorowi jej stworzenie, to właśnie taką funkcję miała spełnić. Spełniła i to jak. Aż człowiekowi by się chciało dołączyć do walk z ,,adolfkami'' jak to prześmiewczo nazywali niemieckie Luftwaffe Polacy z dywizjonu 303. Jednakże w dzisiejszych czasach, funkcję tą książka tak naprawdę straciła i pozostała jedynie artefaktem wydarzeń tamtych zmagań wychwalących naszych dzielnych lotników, którzy mimo upadku Polski, sami nie upadli.
Niestety ciężko patrzeć na tę lekturę jako książkę historyczną, bo mimo wszystko została napisana w wyżej wymienionych celu oraz ujęta przez artystę, a nie myśliwica. Stąd moje odczucia trochę mieszane, bo całościowo treść nie pokazała drastycznych scen, nieodłącznych wojnie, a jedynie bohaterstwo i ideoologię cudownych żołnieży.
Ogółnie byla to przyjemna lektura, ale traktowana z dystansem; wręcz z przyjemnością czytania nieodpowiedniemu tekstom tego rodzaju :P
Jako, że książkę te ukradłam z bilbioteczki mojej babci wydanie miałam w formie papierowej i nie sprzyjało ono zapisywaniu cytatów, mimo, że było ich sporo ciekawych. Stąd będzię ich taka mała liczba, ale wydanie z 80 roku w pełni to wynagrodzilło! Piękny zażółcony papier z klimatem i dodatkowo zdjęcia i akwarele oddały super nastrój :D
Tak więc poniżej cytaty:
,, Na dole, w oparach ziemi, sprawy życia i śmierci były zawiłymi, męczącymi częstyo nierozwiązalnym zagadnieniem. Na wysokości siemu tysięcy metró sprawy życia, śmierci i poczucia obowiązku układały się w prosty, wyrazisty sposób, tak samo jak wyrazistsze było słońce tu niz na dole''.
,, W górze działa już tylko najprostszy instynkt życia i instynkt wielkiej gry. Funkcją jego jest skomplikowana tablica przyrządów, jaką myśliwiec ma przed sobą, a jedynym obiektem jest nieprzyjacielski samolot. Podczas samej walki reakcje następują tak szybko po sobie, że pilot nie jest zdolny zaobserwować ich szczegółów i później owa chwila wyda mu się mózgową próżnią, black-outem pamięci. Myśliwiec, rzekomo przypominający sobie podczas celowania do Niemca krzywdy wyrządzone Polakom, to poczciwy wymysł ludzi na ziemi. Myśliwiec może sobie przypominać krzywdy, lecz przed walką albo później, po skończonej walce.
W powietrzu powstaje nowy proces biologiczny tak fantastyczny, o jakim marzył chyba jedynie Leonardo da Vinci. Pasy, którymi przed startem przywiązują myśliwca do maszyny, są wymownym symbolem. W małej kabinie pilot nie może się ruszać i jest w niej zamknięty jak mózg w czaszce. To rzeczywiście mózg w czaszce metalowego ptaka.
W miarę wzbijania się w górę następuje cudowna przemiana. Człowiek dosłownie wrasta w maszynę, zespala się z nią w jedno żywe ciało. Jest to już nowy stwór, na poły ludzki, na poły mechaniczny. Wrażliwsi myśliwcy wyraźnie odczuwają, że nerwy ich sięgają do końca skrzydeł samolotu. Czują je tam zupełnie namacalnie i zmysłowo, a gdy przeciwnik rozpłata im skrzydło, doznają wstrząsu, jak gdyby zraniono im własne członki.
Silnik jest olbrzymim sercem myśliwca, który jakby nie miał już swego własnego serca. Życie myśliwca jest związane z owym wielkim sercem, a jeśli ono przestanie działać, następuje katastrofa.''
,,Zgrupowanie nieprzyjacielskich bombowców, które Polakom uciekło sprzed nosa, szło dalej już ze słabą osłoną. Do celu nie dotarło. Brytyjskie dowództwo rzuciło na nie głębiej w Anglii inne dywizjony myśliwców, które łatwo rozbiły jego szyki...
Spadochroniarze wylądowali wreszcie na pobojowisku. Na niebie nie było już innych znaków po walce, jak tylko białe smugi. Ale i one powoli rozpływały się w błękicie. Bezwładnie rozpadała się pajęczyna, jakby nikl symbol groźnego pająka. Niebo nad Anglią było znów pogodne.''