Rodzimy się w nim i w nim zamykamy oczy. W jego długich, wąskich korytarzach i pustych pokojach rozgrywa się to, czego doświadczamy między jedną a drugą nicością. W nim prowadzimy walkę i w nim zostajemy pokonani. Stawiamy pytania lub poszukujemy odpowiedzi. Kto go wzniósł? Kto nas do niego sprowadził? Jest ogromy, być może większy niż świat, a my, z góry skazani na błądzenie, nigdy nie poznamy jego planów. Trzynaście historii, jedna opowieść. „Dom wszystkich snów” książka – labirynt, książka – zagadka. Gęsta, sensualna proza, nad którą unoszą się duchy Schulza i Truchanowskiego. Ale czytelne inspiracje są tu jedynie punktem wyjścia do dalszych poszukiwań, dalszej podróży w mrok rozłażącej się w szwach rzeczywistości. Te znakomite i mocno niepokojące teksty dotykają najgłębszych lęków. Wydobywają na powierzchnię świadomości to, o czym na co dzień nie chcemy myśleć. Przerażającą złożoność życia, z jego nieludzką geometrią i to, że na końcu czeka na nas bezduszna zębata machina, na którą z braku lepszych słów mówimy: śmierć. Trudno się oderwać od tych fascynujących ponurości. Paweł Matuszek, autor powieści Kamienna Ćma i Onikromos, ex redaktor naczelny „NF”, miłośnik dziwnych książek.
Prozie Wojciecha Guni nie potrafię się oprzeć! To groza jak smakołyk nie do opisania – cierpka, słodko-gorzka, o nieokreślonej strukturze. Pożądam jej. I boję się.
W tym domu wszystko jest możliwe. Nie ma adresu. Nie ma konkretnego miejsca. Tutaj pustka jest bytem samym w sobie, a czas krąży pośród zakurzonych, olbrzymich przestrzeni, pełnych cieni i nierozpoznawalnych kątów. Ludzie noszą maski, stwarzają pozory, czasami można ich wziąć za kukły, a czasem nie ma ludzi, tylko manekiny. W tym domu można natknąć się na zdeformowane istoty przepełnione cierpieniem. Wpaść na ściany i sprzęty jakby przybrudzone, zbutwiałe, zmatowiałe, pokryte kurzem, pyłem, zgnilizną minionych dni, które niby odeszły, a jednak osadziły się na wieczność. Wszystko zdaje się być jakieś mięsiste, mokre, mgliste... Jak to w domu wszystkich snów.
Ten zbiór nie jest dla każdego. Kto weirdu nie czuje, ten może wymęczyć, się wpaść nawet w rozpacz i czarną otchłań. "Dom wszystkich snów" jest specyficzny, intensywny, skondensowany. To jak wejść w gęstą mgłę i przebijać się przez te nieuformowane krainy, urwane gdzieś w połowie. Polecam jednak poznać chociaż jedno opowiadanie. Na początek idealnie sprawdzi się "Pokój Anny, który kusi tajemnicą, rodzinnym sekretem, a jednocześnie pokazuje całą wrażliwość i niepodrabialny warsztat prozy Guni. Możliwe, że przepadniecie, że to będzie Wasz klucz do drzwi skąpanych w dziwności koszmarów. A może nie. Wybór należy do Was.
Kto jednak prozę Wojtka już zna, kto zachwycał się "Powrotem" czy "Nie ma wędrowca", ten w "Domu wszystkich snów" poczuje się... jak w domu właśnie. Cień nicości znów będzie szeptał gdzieś za plecami, pojawi się ten chłód na karku. Tak. Takie opowieści to smakołyki. Cierpkie. Słodko-gorzkie. Lepkie. Trochę nie do opisania, ale nie sposób im się oprzeć. Wojciech Gunia znów pośród najlepszych. Bez dwóch zdań.
I had very special possibility to read this collection of stories as a beta-reader. What can I say... They are among the best stories I have ever read. Standing with those of Borges, Cortazar, Capote, McEwan, Chiang... No kidding.
To zbiór trzynastu różnorodnych opowiadań i wszystkie są na bardzo wysokim poziomie. Każde skłania do refleksji nad naszym jestestwem, sensem istnienia. Ich lektura nie jest łatwa, wymaga skupienia. Warto sobie tę lekturę dawkować, delektować się słowami, tu uwielbiający cytaty musieliby całe strony pooznaczać.
Potrafią przerazić, przesiąknąć czytelnika niepokojem, wciągają niczym pajęcza sieć. Opowiadania są mroczne, melancholijne, nostalgiczne, egzystencjalne, nieoczywiste pełne ukrytych znaczeń. Tutaj dobitnie są ukazane ludzkie lęki, strach przed śmiercią i samotnością, ale mimo wszystko przebija się przez nie jakaś iskierka nadziei, niczym świetlik w jaskini. Nadzieja, mimo braku poczucia sensu istnienia jest motorem dla ludzkiego działania, decyduje o byciu na tym świecie.
Największe wrażenie zrobiły na mnie: Pokój Anny, Raport w sprawie objawień przy ulicy Szeptów, Nieśmiertelność.
Przedstawię część moich wrażeń i refleksji, jakie wywarła na mnie ta lektura, a mając na uwadze, że czytałam ją trzy tygodnie temu, to jak widać, długo rezonuje w głowie Umieramy, a po nas będą następne pokolenia, kruchość życia mocno tu wybrzmiewa. Starsi zawsze tęsknią za przeszłością, a młodym niekoniecznie, byłoby dobrze w czasach minionych, mają inne wyobrażenie świata. Rodzice dla dobra własnych pociech są w stanie zrobić naprawdę wiele, łącznie z utratą własnej godności. Co z niewinnymi istotami skazanymi na ostracyzm społeczny, tylko z powodu choroby? Jak wygląda ich egzystencja z dala od społeczeństwa? Były momenty, że poczułam się niczym tłuściutki robal wdeptany chwilowo w ziemię. Nawet wegetując, mając chore, niesprawne ciało, ale dzięki celowi i uporowi, można chcieć wypatrywać jutra. Ból istnienia jest niczym w przypadku posiadania marzeń. Nasze życie jest, jak droga, którą musimy przebyć. Chwila nieuwagi i z tej drogi - życia się wypada. O naszym życiu decydują chwile i podejmowane przez nas decyzje, ważne i te błahe niczym na rozstaju dróg, każdy zakręt decyduje o tym, jak się nasze życie potoczy.
Ubolewam nad tym, że Wojciech Gunia, nie dotrze do wielu czytelników, jest wirtuozem pięknej polszczyzny i potrafi grać na uczuciach, ale niestety większość woli proste, lekkie i niewymagające skupienia lektury. Życzyłabym sobie trafiać na taką perełkę czytelniczą przynajmniej raz w miesiącu. Polecam!
Bardzo się cieszę, że mi na Gunię zwrócono uwagę, bo bym pominęła. Gdzieś to nazwisko migało w tle, ale nigdy nie dość, żebym zauważyła. Ale w końcu się udało. Autor zdecydowanie powinien mieć większą rozpoznawalność - ale wszystko wskazuje na to, że już ją zdobywa. W pełni zasłużenie, bo jego twórczość robi naprawdę piorunujące wrażenie. Ja się na współczesnej polskiej grozie nie znam, a może powinnam, bo lubię grozę - i czytać, i pisać. Trochę podchodzę ostrożnie, bo boję się, że w literackim horrorze tak jak w filmowym, łatwo wdepnąć w coś, co operuje obrzydliwością i makabrą - ale ani Gunia, ani czytana jeszcze w lutym Joanna Pypłacz, ani Anna Maria Wybraniec nie są autorami, którzy sięgają po takie środki. I chwała im za to. Do Guni (tak jak i do Wybraniec) zresztą etykietka “weird fiction” pasuje bardziej, niż etykietka grozy. Bo autor operuje granicami tego, co codzienne i zwykłe, żeby budować to, co niesamowite. Dodajmy do tego piękny język i wielowarstwowość tekstów i otrzymujemy opowiadania naprawdę zachwycające, wymykające się i jednoznacznej przynależności gatunkowej, i możliwość różnorodnych interpretacji, i… ogólnie wow. Co ja mam powiedzieć? Czytajcie, to przykład świetnej literatury, która powinna w ogóle zostać rozreklamowana poza fantastyczną i horrorową niszą. Gunia zasługuje na to o wiele bardziej, niż kilku autorów, którym nos poza niszę udało się wystawić.
gdybym tylko mogła dać więcej niż pięć gwiazdek. Absolutny majstersztyk literatury. To powinna być lektura szkolna. Cudowne porównania mówiące o życiu, czasie, moralności, np wszystkim dosłownie. Jak nie rozumiesz treści/historii to normalne. Nie wiem jak polecić ją wystarczająco mocno. Kilka opowieści, jedne króciótke, zaledwie trxy strony, jedno długie (ponad 100). Błagam przeczytaj choć jedno z opowiadań. Według mnie jest to książka bardzo mądra(o ile książka może być mądra, a nie jej autor, ale dla mnie książka jest częścią pisarza, więc na to samo wychodzi) mądrzejsza od niektórych szkolnych lektur i ogólnie nauczycieli. Filozoficzna, myśląca, skłaniająca do spojrzenia na świat inaczej, z oddali. Czułam się jak kosmita oglądający małe ludziki i słyszący narrację geniusza o ich życiu. Nie boję się tego powiedzieć: Wojciech Gunia jest geniuszem i genialny w swoim fachu. Przykre jest tylko to, że jest to bardzo mało znana książka. GENIALNE
Ależ to było niepokojące, nieokreślone, piękne, inne. Każde opowiadanie, choć uruchamia podobny zestaw emocji związanych z lękiem oraz fascynacją, jest zupełnie inne; prowadzi czytelnika w najdziwniejsze oraz jednocześnie najwspanialsze rejony wyobraźni. Trudno to doświadczenie do czegokolwiek innego porównać.
Niesamowita, niepokojąca proza. Zbiór opowiadań o bohaterach rzuconych w niesamowite okoliczności, krótkich a tak dobrze przemyślanych. Jedna z tych książek, o których nie można przestać myśleć po zakończeniu lektury. Fascynujący, nie zawsze dający się lubić bohaterowie, wyraziste światy opisane w kilku zdaniach, a tak żywe. Autor szybko stał się moim ulubieńcem na polskim rynku. Na pewno sięgnę po resztę twórczości. Takie znalezisko to skarb.