2 miliony dzieci zrobiło 10 milionów dobrych uczynków. Ta historia wydarzyła się w Polsce.
Pod koniec lat pięćdziesiątych Polskę zalewa fala zagadkowych dobrych uczynków. Płoty same się naprawiają, pola koszą, a schody odśnieżają. Wszystko pod tajemniczym znakiem dłoni z inicjałami N.R. O dokonaniach „niewidzialnych rąk”’ za pośrednictwem telewizji usłyszała wkrótce cała Polska.
Oto opowieść o Macieju Zimińskim – nauczycielu, który poprawiał rzeczywistość. Jako redaktor popularnego w PRL „Świata Młodych”, w setkach tysięcy dzieciaków rozbudziła chęć pomagania. Zorganizowana przez niego akcja „Niewidzialna ręka” miała na celu niesienie pomocy osobom starszym, chorym i wszystkim, którzy pomocy oczekiwali. Niewidzialni działali w ukryciu i nie przyjmowali zapłaty. Pozostawiali jedynie ślad, bilet albo kartkę z odciśniętą w atramencie dłonią.
O Niewidzialnej Ręce wiedziałem niby od zawsze, bo Tytus de Zoo w pierwszych książeczkach robił różne dobre uczynki incognito. Nie miałem jednak pojęcia jak masowa była to akcja i kto za nią stał. Jak się okazało, historia życia Macieja Zimińskiego to jest samograj, gotowy scenariusz, ale Maciej Wasielewski zrobił coś jeszcze ciekawszego. Napisał książkę trochę o Zimińskim, trochę o Niewidzialnej Ręce, trochę o Polsce, bardzo o sobie. Wydaje się to bliskie książkom Marcina Wichy i jest równie wzruszające. Myślę, że warto.
„Szacuje się, że niewidzialni wykonali od ośmiu do dziesięciu milionów dobrych uczynków.”
Pojedyncze historie, które znam z innych książek, historii, swoje okolicy spotkały się w tej jednej książce. Zakradły się tu m.in. historie Baczyńskiego, Domu Jabłkowskich, Stanisława Barei. Historia jest pokazana przez sytuacje zwykłych ludzi z ich życia, perypetie z czasów szkoły, ich akty zaangażowania w odbudowanie miejsc kultury po wojnie, zapamiętane drobne fakty, które dają szerszy obraz na ówczesną rzeczywistość. Też cała ta historia, złożona z wielu, pozwala zrozumieć skąd wzięła się inicjatywa niewidzialnej ręki, skąd pochodził jej inicjator Maciej Zimiński. Zostało pokazane jak małe rzeczy, słowa kształtują większe.
Koniec historii autor przeniósł na początek, co nie jest rzadkim zabiegiem, ale też, niezależnie od tego, nadał tej historii ciekawą konstrukcję. Najpierw przybliżył czytelnikom inicjatywę niewidzialnej ręki, potem zabiera nas w coś co przypomina śledztwo, bo odkrywamy przeszłość inicjatora niewidzialnej ręki, a potem sprawia, że czytelnik czuje się jak element większej rodziny.
Autor wplótł w książkę pojedyncze zdania, które są niezwykle satysfakcjonujące w miarę poznawania tej historii. O tym jak historia zatacza koło. Gdy do swoich córek powiedział „ … że kora brzozy jest jaśniejsza od południa…” – pomimo, że spodziewałam się, że te tak często przytaczane w książce zdanie może wrócić właśnie w podobnej formie to i tak po przeczytaniu przeszły mi ciarki po ciele.
Wywarła na mnie ogromne wrażenie i pozostawiła taki pozytywny niedosyt: mogłabym przeczytać trzy kolejne książki rozwijające poruszone tam tematy.
Zgodnie z tym, co napisane na okładce, książka to reportaż o akcji Niewidzialna Ręka, zapoczątkowanej przez młodego dziennikarza w czasach PRL. Ale to tylko pierwsza warstwa. Kolejną jest życiorys tego dziennikarza, Macieja Zimińskiego. Życiorys z naszego punktu widzenia kontrowersyjny, bo Zimiński wierzył w Polskę ludową, miał dobre układy z władzami, a w późniejszych latach był krytyczny wobec Solidarności. Trzecia warstwa to relacja samego autora z Zimińskim, jego "najważniejszym nauczycielem". Autor szczerze opisuje własny zachwyt, rozczarowanie i niezgrabne próby wskrzeszenia niewidzialnej ręki.
Szereg pytań, z którymi zostawia ta książka, to: czy można zmienić ludzkie zachowanie, popchnąć ludzi do czynienia dobra? I dlaczego właściwie ludzie to robią? Jaki to ma na nich wpływ? W książce nie znajdziemy opisu postaci mówiących, jak to udział w niewidzialnej ręce zadecydował o ich drodze życiowej, i nie wierzę, że to przeoczenie. Mamy za to starszą panią, która mówi: zrobiłam to, bo wszyscy sąsiedzi robili, inaczej krzywo by na mnie patrzyli.
No dobrze, czy to znaczy, że to wszystko bez sensu? Też chyba nie, skoro mamy... nie chcę spoilować, ale mamy przynajmniej kilka osób, których życie zdecydowanie zmieniło się na lepsze dzięki jednej spektakularnej akcji zainspirowanej Ręką. To przecież nie jest nic. A czy można jednocześnie czynić dobro i zło, inspirować młodzież i układać się z władzą w trakcie stanu wojennego? No cóż, to pytanie akurat nie jest nowe i niech pierwszy rzuci kamieniem. Tu akurat autor książki jest konsekwentny, na samym końcu, już po śmierci Zimińskiego dostaje się do jego teczki w IPN.
A czy coś takiego jak Niewidzialna Ręka, takie bezinteresowne anonimowe dobro, da się jeszcze zrobić w dzisiejszych czasach? Przez większość książki i autor, i Zimiński przekonują nas, że nie, ale potem mamy historię sąsiadki, która podlewała kwiatek wychylając się przez balkon, żeby nie usechł w trakcie wyjazdu właścicielki "bo ja widzę, że pani zawsze taka zabiegana".
Kupiłam tę książkę całkowicie przypadkowo na kiermaszu książek za 10 zł. Nie miałam pojęcia o czym jest. Jednym słowem- chyba jakoś dobry duszek mi to podrzucił do rąk seriooo 🤷🏼♀️ Już teraz mogę powiedzieć, że ta książka na bank zmieni moje życie. Nie miałam zielonego pojęcia, że tak piękne rzeczy działy się w Polsce. Nie znałam wcześniej też historii Pana Zimińskiego, a jest to cudowny człowiek! Czemu nie mówi się o takich ludziach na historii?! No chyba, że nie słuchałam XD Podobnie z autorem książki, chciałabym takiego profesora zdecydowanie i super, że mogłam się tyle o nim dowiedzieć. Zainspirowana na maaaaaaksa nie mogę doczekać się realizacji tysiąca zadań, które wymyśliłam podczas czytania. Jedyny minus, który tak naprawdę spowodowany jest moją niechęcią do historii i zerową wiedzą jest to, że w pewnym momencie było bardzo dużo szczegółów historycznych, które w sumie wydawały mi się niepotrzebne. Za to ciekawostki o Mironie Białoszewskim, Jurku Owsiaku itp złotoooo.
Bardzo mnie ta książka poruszyła. Z jednej strony historią o akcji wielkiego zasięgu, o wpływie jednego człowieka na miliony, o bezinteresowności i międzyludzkich relacjach. "Zjednywał sobie młodzież, bo ukazywał świat bez wrogów. Mogli przeciwstawiać się nie ludziom, a okolicznościom, stanowi rzeczy."Z drugiej refleksją o zgubnych mechanizmach dzisiejszych mediów, zestawionych w kontraście z tamtą akcją i tamtym człowiekiem. O zgubnym wpływie na relacje i zaufanie. Dla mnie niechcący ciekawa analiza cieni kapitalizmu.
Nie umiem tej książki opisać lepiej niż w dwóch słowach: „zaskoczenie” i „wzruszenie”. O samej akcji, ani o jej pomysłodawcy nie miałam pojęcia; podobnie jak o samym autorze, o którym dowiedziałam się niespodziewanie wiele. Pięknie przedstawiająca relacje. Zarówno te międzyludzkie, jak i nas z samymi sobą.