Tytułowa Kim Wall to młoda dziennikarka, która została brutalnie zamordowana podczas zbierania materiałów do nowego artykułu. Sprawa przyciągnęła uwagę wielu osób, bo Wall ginie z rąk znanego wynalazcy w dość osobliwym miejscu - na jego łodzi podwodnej. Brzmi strasznie i jednocześnie fascynująco, wiec to niewątpliwie dobry materiał na książkę. Tyle, że na książkę napisaną przez osobę obiektywną, a nie rodziców zmarłej.
Obawiam się, że większość osób, które będą sięgać po ten tytuł bądź się nim zainteresują wyjdzie z założenia, że to reportaż dokumentujący tę przedziwną zbrodnię. Nic bardziej mylnego. Ta książka to historia życia Kim Wall opowiedziana głosem jej matki oraz opis tego, jak jej bliscy przeżywali żałobę. Nic w tym złego, ale przy całym szacunku do rodziny i bliskich, to książka dla nich, a nie dla całego świata. Jakieś 90% tekstu to spisane wspomnienia matki o córce, a przede wszystkim jej osiągnięciach zawodowych (rodzice też są dziennikarzami). Na pewno to wszystko jest ważne dla bliskich, ale dla czytelnika znającego Kim Wall jako ofiarę zbrodni, a nie dziennikarkę, to mało interesujące opowieści. Muszę zaznaczyć, że większość tych wspomnień jedynie przeskanowałam wzrokiem, by nie usnąć.
Książka opiera się dokładnie na tym co podejrzewacie słysząc, że autorem są rodzice jej bohaterki. Same zachwyty, same słowa podziwu, dumy, nie ma nawet pół negatywnego zdania. To wszystko powtarzane w kółko, tylko innymi słowami. Na domiar złego w książce jest mnóstwo powtórzeń - opisywanie tych samych wydarzeń po kilka razy i nieustanne podkreślanie jak wspaniałą dziennikarką była Kim Wall. Naprawdę nie ma potrzeby pisać tego co 5 stron od nowa... Do tego nieustannie wałkowana jest kwestia fundacji, która powstała celem upamiętnienia Kim Wall. Rozumiem inicjatywę, rozumiem szczytny cel, ale męczenie tego tematu wciąż i wciąż w tak krótkiej książce sprawia wrażenie reklamy. Niestety.
Oprócz tych zachwytów stanowiących praktycznie całą książkę, jest trochę wstawek o samym wydarzeniu i o procesie sprawcy, ale nie jest to nic ponad to co można wyczytać w pierwszym lepszym artykule o tej sprawie. Co więcej, w momencie w którym matka zamordowanej dochodzi do szczegółów zabójstwa, szybko ucina temat pisząc, że to zbyt przerażające kwestie by o nich pisać. Nie dziwie się, ale jednak jesteśmy w trakcie pisania książki, która by nie powstała w innych okolicznościach... Opis procesu przeżywania żałoby też nie jest niczym, przynajmniej w tym przypadku, co wywoływałoby potrzebę wydania książki.
Podsumowując, w mojej ocenie ta pozycja nie powinna ujrzeć światła dziennego w formie książki, a przynajmniej nie powinna trafić na rynek zagraniczny (może zagraniczni, w tym polscy wydawcy też założyli, że to reportaż o zbrodni?). Dziwie się, że rodzice Kim zdecydowali się na taki krok i jak sądzę zmierzało to tylko do zebrania większej kwoty na wyżej wspomnianą fundację. Jeśli to prawda, to też mi jakoś, mimo wszystko, nie leży. Druga opcją jest zboczenie zawodowe autorów (straszne, ale taka myśl przeszła mi przez głowę), którzy zdaje się do momentu wydania książki nie udzielali żadnych wywiadów. Z tych względów daje jedną gwiazdkę. W żadnym razie nie umniejsza to powadze tej zbrodni oraz ogromnej stracie i cierpieniu jej autorów oraz bliskich Kim Wall.