Znany przemyski fryzjer, Olgierd Lang, popełnia samobójstwo w dniu, w którym jego niesłusznie skazany na długoletnią odsiadkę siostrzeniec opuszcza zakład karny. Jakub Domaradzki nie może uwierzyć, że jego wuj dobrowolnie targnął się na własne życie, a tajemniczy list pożegnalny pozostawiony przez Langa zdaje się mnożyć znaki zapytania. Tropy prowadzą do najcenniejszego zabytku Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. Czy tysiącletnia bizantyńska gemma określana mianem amuletu magicznego skrywa nieznane dotąd tajemnice? Czy w połączeniu ze swoją zaginioną bliźniaczką jest w stanie ożywić zmarły czas? Świadom niebezpieczeństwa, jakie zaczyna mu grozić, Domaradzki postanawia znaleźć odpowiedzi na te pytania. Pewien chłopiec, który kilka lat wcześniej uległ koszmarnemu wypadkowi, bardzo potrzebuje pomocy, a gemma zmarłego czasu może być dla niego jedyną deską ratunku…
Jeden z najwspanialszych polskich gawędziarzy, który przeraził czytelników nie raz i nie dwa, czyli Stefan Darda straszy już mniej w mieszance kryminału i horroru, jakim miał być pierwszy tom serii „Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót”.
Czy to horror? Czy to kryminał? Ani jedno, ani drugie, przynajmniej nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Trochę tu historii Przemyśla, ale nie za wiele. Mamy szczyptę grozy, ale najwięcej chyba w osobie wnuczki legendarnego Stefana Grabińskiego, nie zaś w samej opowieści. Dominuje atmosfera dusznego miasteczka, w którym ściany mają uszy i oczy, a główny bohater miota się, nie za bardzo wiedząc, w którym kierunku się obrócić. Gonią go przykre doświadczenia z przeszłości, niedopowiedziany związek z matką sparaliżowanego chłopca, zobowiązania, których pragnie dopełnić. I samobójstwo wujka oraz sprawa, w którą ten się wplątał przed śmiercią. To właśnie ten, który już nie żyje, czyli wujek Jakuba, jest najciekawszą postacią, brakuje go, bo całość jawi się jako rozciągnięty wstęp do czegoś, co dopiero ma się wydarzyć, do strachu, który dopiero ma nadejść, dopiero się rozwinąć. Nawet finał jest dziwny, urwany, straszny–niestraszny, nie wiadomo, dowiemy się w drugim tomie. A ja lubię wiedzieć.
„Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót” nie straszy. Ot, zaciekawia, a nie jestem pewna, czy to wystarczy, chociaż wielbicieli twórczości Stefana Dardy nie powinno to chyba odstraszyć. Nie jest to kaliber „Czarnego Wygonu”, nie ma w tym mroku „Domu na Wyrębach” – to raczej miejska opowieść z dreszczykiem, która obiecuje więcej, ale nie teraz, w przyszłości.
4.5 Okej dawno tak dobrze nie czytało mi się książki, jednocześnie tak bardzo potrzebuje 2 części bo mam za mało informacji. Przez tę książkę dosłownie się płynie a opisy Przemyśla mnie powalają :o
,,Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót" Stefana Dardy to pierwsza część z czterotomowego cyklu. To idealna pozycja dla miłośników kryminałów, ze szczyptą grozy, przygody, fantastyki. Książka wciąga od pierwszych stron. Styl jest lekki, dostarczający dużej dozy tajemniczości. Przeglądając liczne recenzje spotykałem się z krytyką dotyczącą rozległych opisów. Fakt - jest ich dość sporo, ale nie przesadzajmy nie jest to Orzeszkowa. Elementy lokalnej gwary, architektura, zabytki, kultura i krajobraz Przemyśla oraz okolic nadaje książce bez wątpienia wyjątkowego klimatu. Ponadto dużo ciekawostek, nietuzinkowi, barwni bohaterowie z charakterem, których dostaliśmy tylko zarys na pewno pojawią się w kolejnych częściach. Nie ma tu natarczywego lokowania produktu, główny bohater nie jest irytujący (w przeciwieństwie do niektórych bohaterów Remigiusza Mroza i Maxa Czornyja). Postać Kuby jest sympatyczna, nie męczy czytelnika swoim wszechogarniającym zewsząd cierpieniem. Jego osoba świetnie wpisuje się w narrację pierwszoosobową. Jedynym minusem książki jest zbyt mało rasowej grozy, na którą liczę wraz z rozwojem akcji. Reasumując. Jako czytelnik jestem usatysfakcjonowany tym co dostałem. Oczekuję z niecierpliwością na kolejną część i rozwikłanie zagadki przemyskiej gemmy.
Jakub Domaradzki nie miał łatwego życia. Gdy pewnego dnia, po niesłusznym oskarżeniu, wychodzi z aresztu śledczego okazuje się, że miała miejsce kolejna tragedia. Jedyny członek jego rodziny – wujek Olgierd, fryzjer mieszkający w Przemyślu, popełnił samobójstwo, zostawiając list pożegnalny. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że jego druga połowa jest zagmatwana i bardzo tajemnicza. Wszystko prowadzi do mistycznego artefaktu w Muzeum Ziemi Przemyskiej. Czy skrywa od ukryte od tysięcy lat tajemnice? Co wspólnego z nim ma wujek Kuby? Mężczyzna będzie musiał zmierzyć się z rodzinnymi sekretami i niebezpieczeństwem. Czy ożywi czas? Po co właściwie ma to robić i dlaczego ma unikać kamiennych oczu?
Przebudzenie to naprawdę wyjątkowa książka. Nie spodziewałam się wiele, a dostałam dobrze napisana, wciągającą i przemyślaną powieść. Kawał dobrej polskiej literatury. Fabuła jest dopracowana, precyzyjna i intrygująca. Stanowi świetną bazę do kolejnych tomów. Nie mogę się jednak zgodzić z określeniem książki jako ,,horroru kryminalnego". Kryminalnego, jako tako, ale horroru na pewno nie. Owszem są sceny, które mogą wzbudzić dreszczyk emocji, ale to właściwie na tyle. Opowieść, którą snuje autor jest oryginalna i to ogromny plus. Podobnie jak research o tych okolicach i sam pomysł. Duży plus dla autora za pisanie gwarą wypowiedzi jednego z bohaterów. Powaliło mnie to na kolana i nie raz, nie dwa musiałam czytać na głos, żeby zrozumieć! Jedyne, co mogę zarzucić autorowi to brak momentu kulminacyjnego i przerwanie w bardzo kluczowym momencie. Choć rozumiem, że to pierwszy tom, to jednak mógł się skończyć ciut później.
Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót to wielowątkowa, bardzo intrygująca i zaskakująca powieść. Jest to moje pierwsze spotkanie z tym autorem, ale juz wiem, że nie ostatnie. Tak jak początkowo nie byłam przekonana, tak po zakończeniu aż wołałam o kolejny tom! Chcę więcej i muszę dostać więcej! Bardzo, więc się cieszę, że Przebudzenie to pierwszy tom czterotomowego cyklu tego autora.
„Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót” to pierwsza część dwutomowej historii Stefana Dardy, która określona została jako ‘Horror kryminalny roku’. Właśnie ta klasyfikacja chyba sprawiła, że całość kuleje i jest chaotyczna.
Jakub Domaradzki wychodzi z więzienia dzięki pomocy swojej dawnej miłości i jej niepełnosprawnego syna. Niestety w ten sam dzień, kiedy mężczyzna odzyskuje wolność, jego wuj, jedyny krewny, popełnia samobójstwo w tajemniczych okolicznościach, pozostawiając po sobie dziwny list i masę domysłów.
Trzon historii to próba powrotu głównego bohatera do rzeczywistości, oswojenie przeszłości i uczucia pewnego rodzaju próżni w której się znajduje. Powoli zastanawia się nad kolejnymi krokami, między innymi próbując pomóc Justynie i jej synowi, Emilowi, dzięki którym odzyskał wolność. Z drugiej strony mamy tajemniczy artefakt magiczny z Przemyśla, który jest owiany tajemnicą i do którego nawiązuje list wuja Olgierda. Jakub chce dowiedzieć się czegoś o gemmie z wizerunkiem matki boskiej po jednej stronie i meduzy po drugiej. Miałam wrażenie, że zostają czytelnikowi rzucone skrawki informacji, które do niczego nie prowadzą. Część kryminalna w tym kontekście leży, a elementy horroru są właściwie nieobecne.
Z powyższych względów bardzo trudno wciągnąć się w jakąkolwiek akcje. Najmocniejszą kwestią jest zapewne sam rys głównego bohatera, który jest nieźle nakreślony w kontekście wydarzeń, które zostały opisane. Wydawało mi się jednak, że to trochę za mało, żeby realnie zainteresować się tą historią. Przeczytam pewnie kolejny tom, jako, że nie są to zbyt grube książki, ale już teraz myślę, że dałoby się pewnie obie części skumulować w jeden, grubszy tom.
3.0 Uważam że nie była to jakaś niesamowita książka, była taka średnia jak dla mnie. Czytałam i oglądałam mnóstwo kryminałów i mam duuużo pytań co, jak i gdzie. Niestety nie dostałam na nie odpowiedzi i jest wiele wątków które są dla mnie nie zrozumiałe. Mimo że jest to horror kryminalny nie czułam tego dreszczyku emocji i stresu. Jednak będąc szczerą zakończenie mnie przeraziło a opisy miasta i jego okolic były przyjemne do czytania i jest to plus tej książki
Mam pewien sentyment do twórczości tego autora. Może nie straszą mnie te horrory, ale trudno jest mnie, fana gatunku, porządnie wystraszyć. Jednak książka ta ma o wiele więcej. Jest tu ciekawa zagadka, nutka historii, szczypta zjawisk paranormalnych, czyli dość ciekawa fabuła. Na pewno przeczytam drugą część. Przez tę książkę się płynie. Dlatego z czystym sumieniem mogę polecić jako dobrą rozrywkę.
Książka okropnie nudna. Ani to horror ani kryminał. Ciągnie się strasznie i czytanie tego to męczarnia. Niestety nie dałam rady dokończyć i ostatnie kilkadziesiąt stron sobie odpuściłam.