Mroczne powieści pełne zbrodni i tajemnic wywodzących się z ciemnej strony ludzkiej natury.
Sprzedawca Snów jest seryjnym zabójcą. Atakuje raz w roku, a jego ofiarami są młode kobiety − do tego stopnia różniące się wyglądem i osobowością, że ich wybór wydaje się zupełnie przypadkowy. Zabija je z niezwykłą brutalnością.
Nadkomisarz Konrad Procner i komisarz Marcin Cieślar próbują rozwikłać zagadkę Sprzedawcy Snów i doprowadzić do jego ujęcia. Niestety nie jest to łatwe, gdyż morderca zdaje się nieuchwytny. Po każdym dokonanym zabójstwie na miejscu zbrodni pozostawia tajemniczy list, który stanowi jedyny trop wiodący do schwytania go. Śledztwo nabiera rozpędu, gdy policjanci poznają dwie niezwykłe kobiety, Zenę i Petrę. Jak się później okazuje, obie panie związane są w jakiś sposób ze sprawą Sprzedawcy Snów…
No teraz to się wku@wiłem. Ta książka to nie jest kryminał, koło kryminału nie stało. Uprasza się wydawnictwa o zaprzestanie bezczelnych kłamstw i robienia w ch@ja czytelników. Dziękuję. Proporcja jest mniej więcej 10 stron kryminału, 170 stron ckliwego harlekina. Książka ma 389 (tak mi ebuk pokazał), se przeliczta. Wątek kryminalny jest z pomysłem bardzo dobrym, ale realizacja…
Ta książka - jako obyczajówka romans, harlekin, ckliwa, naiwna i do szpiku kości infantylna (TAK!), nierzeczywista, nierealna, odklejona od wszelkich rachunków prawdopodobieństwa tak bardzo, że aż wpadająca w fantastykę – jednocześnie (nie, nie jestem chory na łepetynkę) zabawna i mimo wszechobecnego zażenowania, jest w jakiś magiczny sposób zjadliwa i wciągająca. Jako romans (powtórzę) fajne czytadełko. I choć tak nierealne zestawienie przypadków i plot tłistów, to autorce udało się mnie do końca nie obrzygać tęczą cudowności szczęśliwych przypadków i niewyobrażalnie nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. Kombosy jakie kleją bohaterowie parami są tak cudownie totolotkowe, że aż… że nie wiem co.
Rozmowy bohaterów o seksie zaczerpnięte z pamiętnika nastolatki tak żenujące, że… no nie wiem jak co (znowu). Zabrakło mi głowy do porównania. A może to zmęczenie ze zmian godzin pracy bo już biuro, a nie hołm ofis?
Żeby uczciwie było, polubiłem bohaterkę Petrę (podoba mi się to imię, jakbym miał dziewczynę Petronellę, to bym do niej wołał Piotrek – wyszło by z tego wiele zabawnych, oryginalnych niecodziennych sytuacji) i myślę, że opiekowałbym się nią tak jak ten tam jej Konrad, to właściwie jedyna bardzo fajna i dopracowana osóbka w powieści. Policjanci (obaj) to jakieś pi@@@wate mateuszki, nie mogłem ich zdzierżyć, zachowywali się jak przy pierwszej licealnej miłości ale nie jest dorosły facet tylko szczeniak w wieku (nie wiem) 14 lat? Zena to druga tam niewiasta, jakaś nieobecna i takie o cielątko, buła losu.
Bohaterowie niektórzy ratowali całość, pomysł na intrygę ciekawy ale s@@@@@@@@@y, bo przecież trzeba pisać jak się robi dzieci za pierwszym razem z 30+ dziewicą. Drugi policjant to samo, pierwszy strzał i bym dziecior. Kombo breaker! Umiejscowienie akcji fajnie, że jakoś lokalnie, małomiasteczkowo. Bzykają się na okrętkę – też dobrze, kibicuję zawsze takim radosnym aktywnościom. Tylko te dialogi. No na litość bogów i wszystkie muzy. Cringefest jak to młodzież mawia.
Jest szansa, że i drugi tom przeczytam, nawet duża bo już na czytnik zdarłem na ledżimi (jakiś masochizm intelektualny nie wiem, a może mi się podobało tylko tak sobie pluję jadem?).
nie polecam. bardzo dużo bzdur i niestworzonych rzeczy XD to co skłoniło mnie do przeczytania książki w całości, a nie zrobienia dnf po 50 stronach to dobry lektor i humor. książka bazuje głównie na dialogach, które są miejscami zabawne i jako audiobook do prac ogrodowych była zabawna. ale całość to 1,5 ⭐
Przeczytałam „Cień sprzedawcy snów” z rekomendacji innej czytelniczki - Pani zachwalała twórczość Hanny Greń (zalety pracy w bibliotece), podkreślając niezwykłą atmosferę jej książek i dobrze nakreślone tło psychologiczne. Niestety, chyba czytałyśmy dwa różne tytuły, bo nie potrafię dostrzec wyżej wymienionych elementów. Sam pomysł na intrygę kryminalną nie był zły, ale ów wątek zostaje zepchnięty na dalszy plan - nawet rozwiązanie zostaje wspomniane jakby mimochodem, od niechcenia. Zamiast tego autorka skupia się na przedstawieniu niezliczonej ilości wątków romantycznych - każdy bohater musi znaleźć drugą połówkę i oczywiście zawsze jest to wielka miłość od pierwszego wejrzenia (tempo rozwoju tych relacji jest nie do ogarnięcia). Bohaterowie zachowują się nieadekwatnie do wieku (widać to zwłaszcza w kreacji nastolatka). A na domiar złego autorka wykazuje tendencje do wtórności jeśli chodzi o dialogi między postaciami (powracający żart o składni wypowiedzi jednego z męskich bohaterów). Jedno z największych rozczarowań czytelniczych w ostatnim czasie.
Skusilam sie na przeczytanie tej ksiazki w przekonaniu ze jest to kryminal. Nic bardziej blednego. Watek kryminalny blakal sie gdzies w tle, popiskujac cichutko i zalosnie. Co najmniej 2/3 tej ksiazki to kiepsko napisane romansidlo. 4 pary zakochane w sobie od pierwszego wejrzenia. 2 ciaze od pierwszego razu, w tym jedna u kobiety ze zdiagnozowana nieplodnoscia. Fantasy, nie zebym nie lubila Fantasy, ale jakies granice dobrego smaku sa. Dodajmy do tego definitywna i nieposkromiana przez edytora sklonnosc do grafomanii (kto, no kto uzywa w mowie potocznej "iz"?? "Nie kupilam tej sukiendki dlatego iz mi sie nie podobala"? Naprawde?). W sumie porazka. Troche jestem ciekawa czy nastepne ksiazki z cyklu sa napisane w podobnym stylu (mam zawsze jakis wewnetrzny przymus zeby przeczytac wszystkie ksiazki z serii, co niekiedy bardzo zle sie dla mnie konczy), ale sie powstrzymam. Juz przy tej mialam spore trudnosci.
Miał być kryminał, a był bardzo bardzo bardzo słaby romas, straszna żenada... żałuję, że zmusiłam się, żeby przez to przebrnąć bo nie lubię zostawiać niedoczytanych książek.
Zupełnie nie w moim stylu jak się okazało. Według mnie ta książka to kiepskie, napisane byle jak romansidło z wątkiem kryminalnym, który dzieje się niezależnie , gdzieś tam w tle. Historia miłosna dwóch par co nic nie robią tylko kopulują albo rozmyślają o swoich uczuciach, na trzy cztery nagle wszyscy w sobie zakochani i na trzy cztery zachodzą w ciążę. Przeklikałam dosłownie ostatnie strony do końca bo już chciałam mieć to za sobą. A, i wątek kryminalny rozwiązuje się tam sam, jakoś tak przez przypadek. Dla sympatyków klasycznych kryminałów stanowczo nie polecam.
Zaletą tej książki jest to, że szybko się ją czytało i jedna z par głównych bohaterów Petra i Konrad. Poza tym czytelnika w błąd wprowadza opis książki gdyż sięgając po nią spodziewałam się kryminału a dostałam romans+obyczajówkę gdzie to wątek kryminalny jest dodatkiem a rozwiązanie jest pójściem na pisarską łatwiznę, a szkoda.
"Uśpione królowe" autorstwa Hanny Greń to pierwszy tom serii "W Trójkącie Beskidzkim" z nadkomisarzem Konradem Procnerem i komisarzem Marcinem Cieślarem w rolach głównych. To na co zwróciłam uwagę na samym początku to umieszczenie akcji książki w Beskidach, głównie w Wiśle, o której zapewne słyszeli wszyscy fani skoków narciarskich i nie tylko. Procner i Cieślar to nietuzinkowy duet policyjny, tak różny od siebie jak to tylko możliwe, dlatego wielu czytelników zapewne zastanawia się "jakim cudem oni się przyjaźnią?", lecz o dziwo ta znajomość "zdaje egzamin" nie tylko w aspekcie zawodowym, ale i w prywatnym. Nie ma ciekawego mężczyzny, bez jeszcze ciekawszej kobiety, a przyjaciółki Zena i Petra jak można się domyśleć partnerki życiowe owych policjantów są wyjątkowe począwszy od dziwnych imion po urodę na charakterze skończywszy. Kreacja niemalże wszystkich bohaterów wyszła autorce przyzwoicie. Idąc dalej w pozytywną stronę to bardzo mile zaskoczyło mnie wykorzystanie miejscowej gwary, co wydawać by się mogło oczywistością, gdy miejsce akcji umieszczone jest na terenie gdzie społeczność mówi odmiennym "językiem". Jeśli już wspomniałam o języku to dodam tylko, że jest on bardzo przystępny i przez książkę się wręcz "płynie". Także nie zdziwcie się jak w jeden wieczór zobaczycie ostatnią stronę.
Teraz nadszedł czas na minusy, które niestety były i to bardzo widoczne:
-zbyt szybkie tworzenie się par, oraz zakochiwanie się w sobie niemalże wszystkich mężczyzn i kobiet w podobnym wieku, ja rozumiem sympatię, powolne poznawanie się, ale żeby od razu miłość i to wszyscy praktycznie w tym samym momencie? - zafiksowanie się (tak nie boję się tego słowa) na seksie, przez 3/4 książki osoby właśnie tym się zajmują, a pozostały czas poświęcają na odnalezienie zabójcy młodych kobiet i jednego przypadkowego faceta, a wydaje mi się, że powinno być na odwrót ( co z tego, że morderca tam gdzieś się kręci, chodźmy do łóżka!) -wzajemna interakcja między Petrą i Konradem, którą pozwólcie, że zostawię bez komentarza zachowanie policjantów, którzy bez pomocy ekstrawaganckiej Petry nie ruszyliby ze śledztwem do przodu przez najbliższe 100 lat, (obraz policji ukazany w tej książce może świadczyć o tym, że autorka musi naprawdę nie lubić policjantów).
Na koniec chciałabym przybliżyć Wam sylwetkę mordercy zwanego Hypnos lub jak wolicie Sprzedawca Snów, o którym nie wiem co myśleć. Z jednej strony wyprawia naprawdę makabryczne rzeczy, z drugiej zaś współczują mu nawet główni bohaterowie, a historia która się za jego zachowaniem kryje pozwala zrozumieć, dlaczego może to współczucie się pojawiać.
Podsumowując: "Uśpione królowe" to nie jest książka pozbawiona wad, nie jest także według mnie dobrym wyborem dla kogoś kto podobnie jak ja czeka na ten element zaskoczenia, bo kryminałów przeczytał w swoim życiu już bardzo wiele. Książka miała potencjał bycia inną niż wszystkie, lecz niestety "coś nie pykło", dlatego ten tytuł poleciłabym komuś kto przy czytaniu stawia przede wszystkim na bohaterów i nie przeszkadza mu rozbudowana część obyczajowa w kryminałach. Ja bawiłam się przy tym tytule całkiem nieźle i dam szansę pozostałym książkom z serii.
Czytał Maciej Kowalik (całkiem niezły ale wolałabym go do komedii).
Mam mieszane uczucia. Sądzę że bardziej by mi się podobała gdybym ją przeczytała, a nie słuchała. Zdecydowanie to nie jest kryminał, co wprowadza ludzi w błąd, jak dla mnie jest to komedia romantyczna z nutką kryminału w tle. Na początku trochę za szybko wszystko się działo, tak z grubej rury, następnie słuchałam już tylko perypetie bohaterów, ich docinki, kłótnie, niedopowiedzenia, typowy romans ale przyznam, że niektóre teksty mnie rozbawiły i to chyba był największy plus tej książki. Autorka ma fajne pióro i wydaje mi się, że powinna się skupić po prostu na romansach, a kryminały zostawić w spokoju - jeśli już takie ma, to z chęcią spróbuje jej inne dzieła.