Znowu to samo co zwykle. Wszechstronny artysta z mega dorobkiem płytowym, owiany kultem postanawia wydać książkę i to o zgrozo o sobie. Oczywiście nie odejmuję zasług na polu polskiego i nie tylko polskiego hip hopu, ale książka? Rozumiem, że Pan Adam jest po przejściach, które mogły wpłynąć na jego rozumienie rzeczywistości i zmianę stylu życia, ale żeby chwilę przed 40 pisać o sobie to zakrawa mi to na lekką autoironię.
Nie chcę się czepiać na siłę, bo czyta się to na szczęście w miarę dobrze, zawsze to ciekawa lektura poznać tajniki pracy Wielkich artystów (wielkich celowo dużą literą, bo nie ma tu za grosz szyderstwa z mojej strony), ale zrobienie z materiału na artykuł prasowy książki to dla mnie jednak lekkie oszustwo.
Dzieło to ma 200 stron, utrzymane jest w stylistyce komiksu, więc mamy dużo grafiki plus duża czcionka, niestety treści jest tak mało, że pomimo krytycznej oceny z mojej strony pozostaje niedosyt. Wiem, że mogę uzupełnić tą historię słuchając płyt, z których akurat tą nagraną po wypadku posiadam, ale jednak wolałbym przeczytać raczej coś bardziej złożonego, niż szybką historię o życiu, którego temu artyście życzę jeszcze co najmniej dwa razy tyle.