Jak zachowywali sie zabójcy w ostatnich godzinach i w ostatnich chwilach swojego zycia, stojac na szubienicy? Nikt nie znal odpowiedzi na to pytanie lepiej niz John Ellis, pelniacy przez niemal cwierc wieku obowiazki pierwszego kata Wielkiej Brytanii. Z jego relacji czytelnik dowiaduje sie, jak omdlewajaca Edith Thompson niesiono na szubienice, jak doktor Crippen z usmiechem maszerowal na spotkanie stryczka, i jak William Palmer walczyl zaciekle o zycie w celi smierci. I dlaczego mlodociany Jack Griffiths popedzil naprzeciw smierci. Jedni gineli jak bohaterowie, inni zas jak tchórze... Kat John Ellis wykonal wyroki na dwustu trzech osobach i spisal kronike ostatnich gestów wielu sposród tych, którzy przeszli przez jego rece na finalowej prostej swej podrózy ku wiecznosci.
A testament to the bad mixture of war and marriage (in that order). Ellis' objectively packaged delivery of the executions is a great contrast to the epilogue. A worthy, if hard to come by, read.
Bardzo dobra literatura faktu, opowiadająca o postaci kata Johna Ellisa. Człowiek ten był synem fryzjera i takie też miały wobec niego plany rodzina, dlatego zaskoczenie przeżyto, gdy Ellis postanowił spróbować kariery w roli kata. Wstrząsająca, ale zarazem intrygująca opowieść o skazanych i niewinnych, a także o brytyjskim wymiarze sprawiedliwości. Szokuje i zostaje w człowieku na długo, to na pewno - bardzo polecam!
Jednak osoby wrażliwe wolę uprzedzić; nie jest to lektura szybka, łatwa i przyjemna. Dużo w tej historii mroku, absurdu, a czasami i szaleństwa. Mimo to warto się z nią zapoznać.
Witajcie Kochani.💚🍁 Dzisiaj przychodzę do was z niezwykle wstrząsającą książką „Dziennik kata” John Ellis. Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Aktywa. Jesteście fanami literatury faktu? Książka zawiera wspomnienia byłego kata z Wielkiej Brytanii Johna Ellisa. Funkcję kata sprawował w latach 1901-1924. Z zawodu był fryzjerem. Miał swój salon, w którym pracował pomiędzy wykonywaniem wyroków śmierci. Uwielbiał obie prace. Powiesił 203 osoby. Najwięcej mężczyzn. Nie lubił wieszać młodych chłopców i kobiet. Najmłodszy więzień skazany na śmierć i powieszony przez Ellisa miał zaledwie 18 lat, a najstarszy 71. John był bardzo dokładnym i sumiennym katem. Dzień przed i w dniu wykonania wyroków wszystko sprawdzał kilka razy. Musiał mieć pewność, że skazany nie będzie cierpiał i umrze od razu po tym gdy zawiśnie. Niektórzy go za to nie lubili. Dzień przed pracą obserwował skazanego. Oglądał ukrycia jakiej jest postury i jaką ma szyję. Po obserwacji i zapiskach lekarza (waga i wzrost więźnia) podawał wysokość spadu potrzebną dla danego więźnia, w celu bezbolesnej śmierci. W książce znajdziecie mnóstwo opisów skazanych – jak się zachowywali przed śmiercią. Co mówili i jak szli w swoją ostatnią drogę, a także opis tego za co zostali skazani. Boli mnie fakt, że niektórzy zostali skazani tylko na podstawie dowodów poszlakowych. John Ellis miał swój sposób na skazanych. Na kilka minut przed egzekucją, prosił o podanie więźniom szklaneczki brandy. Wtedy szli odważniej na spotkanie ze śmiercią. Co myślicie o tym sposobie na odwagę? Jedni ginęli jak bohaterowie, inni jak tchórze. John zauważył, że do najbardziej odważnych skazanych należeli najniżsi. Ci co byli wysocy i bardzo dobrze zbudowani panikowali i często mdleli. Czy myślicie, że osoba wykonująca wyroki śmierci może być normalna? Jak już wiecie John przyczynił się do śmierci 203 osób. Odbiło się tona jego psychice…Po rezygnacji z bycia katem nie umiał sobie poradzić w życiu. Bardzo mnie zabolała końcówka książki… Byłam, a w sumie cały czas jestem przygnębiona z powodu Johna… Dlaczego? Musicie przeczytać sami.. „Dziennik kata” opowiada między innymi o takich zbrodniarzach jak: Edith Thompson, John Davis, doktor Crippen, major Herbert Armstrong….. Czytając książki o katach, coraz bardziej przekonuję się, że kara śmierci nie powinna mieć miejsca, gdy nie ma solidnych dowodów. W tamtych czasach na śmierć skazywali za jedno zabójstwo. Dzisiaj dostać można : Art. 148. [Zabójstwo] § 1. Kto zabija człowieka, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności. Książka „ Dziennik kata” jest godna polecenia. Wywarła na mnie ogromne wrażenie. Przeczytałam ją w jeden dzień. Wciągnęła mnie od samego początku, bo jak już wiecie uwielbiam książki w tym klimacie. Zostanie w mojej głowie na długo… Za emocje towarzyszące oraz za tematykę daję 10/10 . Lubicie czytać książki w więziennym klimacie? Ja bardzo, zwłaszcza jak są na faktach. Gorąco polecam „Dziennik kata” Johnn Ellis Wydawnictwo Aktywa . #wydawnictwoaktywa #dziennikkata #JohnEllis #Inspirujemy2020
Literatura faktu nigdy nie była jakoś specjalnie lubianym przeze mnie gatunkiem literackim. Zawsze zabierałam się do takich książek z pewną dozą niepewności, bowiem nie o wszystkim można napisać w sposób ciekawy i porywający. ,,Dziennik Kata” wywarł jednak na mnie ogromne wrażenie. Musiałam czytać tę książkę z przerwami, uczucie jakie wywoływały niektóre sceny było nieprawdopodobnie przytłaczające. Powieść autorstwa Johna Ellisa to swoisty pamiętnik z pracy tego brytyjskiego fryzjera. Przez niemal ćwierć wieku pełnił on obowiązki pierwszego kata Wielkiej Brytanii. Wykonując swoją pracę powiesił 203 osoby. W swojej książce opisuje ostatnie chwile garstki z tych, których wyprawił w ostatnią podróż. Na pytanie ,,Jak zachowywali się zabójcy w ostatnich godzinach i w ostatnich chwilach swojego życia, stojąc na szubienicy” odpowiada bardzo dosadnie. Każdy przypadek John Ellis traktuje bardzo poważnie. W swojej powieści opisuje skazańca, jego zbrodnie i proces. Opisy egzekucji nie są tak barwne jak opisy popełnionych zbrodni, ale to wystarczy by wstrząsnąć czytelnikiem i wywołać w nim mieszane uczucia od głębokiego strachu po szok przez wzruszenie. Czytając o największych zbrodniarzach Wielkiej Brytanii z lat 1901- 1924 mamy szansę przyjrzeć się bliżej tamtejszemu systemowi karnemu, pracy policji i służby więziennej. Jesteśmy świadkami zmian w strukturach (zatrudnienie kobiet w więzieniach, protesty przeciwko karze śmierci i wiele innych). Każda historia przedstawiona w tej książce jest wyjątkowa na swój sposób. Są w nich również podobieństwa, ale powtarzające się motywy zbrodni nie stanowią wielkiego problemu. ,,Dziennik Kata” opowiada prostym językiem o prawdziwych i mocnych wydarzeniach, które wydają się wręcz nierealne. Ciężko dać wiarę przedstawionym wydarzeniom, a właściwie trudno zaakceptować fakt istnienia kiedyś takich sytuacji. Najwięcej wrażeń doświadczają również zawarte w treści książki zdjęcia skazanych i ich rodzin, które nadają całości prawdziwości. Epilog napisany przez Redakcję True Crime Library opowiada o końcu samego Johna Ellisa, o jego życiu na emeryturze i o jego śmierci. Psychologiczne aspekty tej powieści wywołują gęsią skórkę a całość zadowoli nawet najtwardszego czytelnika literatury faktu. Podsumowując: Książka wydawnictwa aktywa jest szokującą opowieścią o ostatnich chwilach życia największych zbrodniarzy Wielkiej Brytanii.
"Zawsze byłem przekonany, że za wykonanie egzekucji na skazańcu nie ponoszę większej odpowiedzialności niż sędzia, który odczytał wyrok śmierci"
"Dziennik kata" to druga książka z serii Rozmowy z katem wydana nakładem Wydawnictwa Aktywa. Są to wspomnienia Johna Ellisa, który przez 23 lata pełnił funkcję pierwszego kata Wielkiej Brytanii. W tym czasie wykonał 203 wyroki śmierci.
W wieku 22 lat porzucił karierę fryzjera w Rochdale i zdecydował, że zostanie katem. Decyzja ta była ogromnym szokiem dla całej jego rodziny, tym bardziej, że Ellis był człowiekiem niezwykle łagodnym i nie potrafił zabić kurczaka. Sam zresztą nie do końca wiedział dlaczego chce wykonywać ten wyjątkowo trudny zawód. Po szkoleniu, podczas którego uczył się jak dokładnie obliczyć wysokość spadu czy prawidłowo mocować pętlę, przez 5 lat był asystentem. Następnie sam zaczął realizować wyroki śmierci. Od samego początku miał głębokie poczucie obowiązku i starał się wykonać egzekucję jak najszybciej, ograniczając do minimum cierpienie ofiary. Był prefekcjonistą, a do swojej pracy starał się podchodzić bez zbędnych emocji. Do wszystkich wieźniów odnosił się z dużym wyczuciem i szacunkiem, a karę wymierzał w sposób humanitarny i możliwie bezbolesny. Ellis wszystko sprawdzał i kontrolował, przywiązując uwagę do każdego szczegółu. Za wszelką cenę starał się uniknać komplikacji w czasie wykonywania wyroku.
"Dziennik kata" to książka, w której autor dzieli się z nami swoimi przemyśleniami i faktami o skazańcach, z którymi miał do czynienia w swojej karierze. Dowiadujemy się jakie popełnili zbrodnie, jak przebiegał proces oraz wszystkie przygotowania przed egzekucją. Ciekawe są też opisy zachowań więźniów w drodze na szubienicę. Niektórzy w ostatnią drogę ruszali kompletnie załamani, inni z uśmiechem na twarzy i kompletną obojętnością. "Dziennik kata" to bardzo interesujące zapiski z życia pierwszego kata Wielkiej Brytanii. Jest to niesamowita historia o profesji, która na początku XX wieku wzbudzała ogromne emocje. Polecam!
John Ellis wykonał wyroki na 213 osobach, a ‘Dziennik Kata’ jest niczym innym jak zapiskiem jego pracy w angielskim wymiarze sprawiedliwości. Początek XX wieku obfitował w wielu zbrodniarzy, których nazwiska nie schodziły z pierwszych stron gazet. Część z nich na tyle poruszyła społeczeństwo, że tysiące ludzi wnioskowało o ułaskawienie, pomimo niezaprzeczalnej winy. Inni natomiast ponieśli swoją karę prawie niezauważeni. W każdym rozdziale poznajemy inną historię. Autor przeprowadza nas przez cały egzekucyjny cykl, zaczyna od przedstawienia oprawcy i jego ofiary. Przytacza przebieg rozprawy sądowej, wskazuje na dowody zbrodni. Ze szczegółami przytacza zachowanie skazanych, na podstawie rozmów z naczelnikami więzienia i strażnikami, którzy im towarzyszyli w ostatnich godzinach życia. W końcu dochodzi do sedna sprawy, czyli swojej roli w całej sprawie. Przeprowadza nas przez całą ścieżkę egzekucji, od momentu skrępowania skazańca, do pociągnięcia dźwigni zapadni. Każdą decyzję, którą podejmuje od momentu wyboru długości spadu, do innych indywidualnych cech uzasadnia. Każdy skazany jest dla niego człowiekiem, a nie tylko numerkiem na liście straceń. Nie depersonalizuje przestępców. Stara im się ulżyć, pamięta ile cm przeznaczył na każdego z nich, zna ich budowę, wzrost i wagę – to sprawia, że jest wybitny w swojej roli i w ciągu całej kariery, tylko jedna negatywna informacja trafia do Home Office.
Książkę czytałam naprawdę długo i to nie ze względu na styl pisarski, a z powodu tematyki. Z ciekawostek dotyczących samego Johna Ellisa to fakt, że w młodości miał problem żeby skrzywdzić muchę, a moment, w którym zgłosił się do pełnienia katowskiej posługi wprowadził rodzinę w konsternację.
John Ellis żył w Anglii na przełomie XIX i XX wieku, z zawodu był fryzjerem. Jednak ta profesja go nie zadowalała i został … katem. Pracował przez 23 lata, uczestnicząc w tym czasie w 203 egzekucjach. Jakim był człowiekiem? Kim trzeba być by dobrowolnie wybrać profesję egzekutora? Dziennik stanowi swoiste studium przypadku dając nam, co prawda nie bezpośrednio, wgląd w jego psychikę. Książka jest napisana w formie dziennika, choć nie zawiera szczegółowych dat, a rozdziały są wyróżniane sprawami morderców prowadzonych na szafot. Jednak forma pamiętnika jest zachowana i dzięki temu opowieść czyta się szybko. Mimo, że to dziennik i zawiera dużo elementów biograficznych, to nie poznajemy postaci Johna Ellisa dosadnie, więcej jest tutaj opowieści o jego profesji i wykonanych wyrokach, niż o nim samym. Język jest prosty, przystępny i adekwatny do czasów w których żył Ellis. Nie dostajemy informacji, kto zredagował te szczegółowe wspomnienia, czego mi odrobinę brakuje, ale mimo to na każdej karcie obrazuje się postać naszego głównego narratora - kata. Czytając książkę, zastanawiałam się jaki na prawdę był Ellis, który nie lubił krwawych jatek, jego usposobienie było spokojne, łagodne, daleko mu było do masochisty. Nie czerpał przyjemności z wykonywania wyroków, robił to co do niego zależało jako trybik wymiaru sprawiedliwości. Był szybki, konsekwentny, bardzo dokładny, humanitarny. Jego działania miały na celu przeprowadzić skazańca na tamten świat jak najszybciej, obarczyć go najmniejszym cierpieniem, zarówno fizycznym jak i psychicznym. Wprowadził sporo innowacji, działał profesjonalnie, skrupulatnie. Był obserwatorem, z dokładnością wyliczał długość liny, spadu ze względu na wagę i wzrost osadzonych. Ale czy faktycznie nie odcisnęło to na nim żadnego piętna? W połowie lektury zaczęło mnie drażnić jego usposobienie. Ten człowiek pod pozorem profesjonalizmu był pedantem i wykazywał irytujące zachowania. Osobiście bardzo cenię dokładność w pracy, ale on do niektórych rzeczy podchodził wręcz obsesyjnie. Kilkakrotnie sprawdzając działanie (sprawnej) szubienicy, irytował się gdy ktoś zwracał mu uwagę, nie działał zgodnie z przepisami Home Office. Te cechy mi się nie spodobały. Wywoływały dysonans. We wspomnieniach mamy opisy chwil przepełnionych emocjami, których podczas czytania nie czułam. Tego też mi zabrakło: emocji, pazura, kat ten był aż nadto spokojny i z tyłu głowy wciąż kołatało mi się czy w końcu jego opowieść ulegnie zmianie. Czy tak się stało musicie koniecznie przeczytać... Bo na prawdę warto! W porównaniu do pierwszej książki cyklu, jaką była "Spowiedź polskiego kata" nie znajdziecie tutaj krwawych szczegółów, makabrycznych opisów, rozmów z oprawcami. Ta książka, jak przystało wspomnieniom jest płynną opowieścią o przebiegu zabójstw, (których opisy okazały się nader szczegółowe) o procesach, zachowaniach osadzonych, oczekujących w celach śmierci. Jest w niej sporo wskazówek dotyczących całego procesu i przebiegu kary śmierci oraz przygotowaniu do egzekucji. Mamy wgląd w całe spektrum zachowań oczekujących na wykonanie wyroku: od spokoju, poprzez omdlenia, śmiech, histerię a nawet próby walki o wolności. Tym co mnie jeszcze drażniło był chaos całej historii. Rozdziały są dosyć długie, a w nich pojawia się opis morderstw i drogi na szafot trzech, czterech a nawet większej ilości zbrodniarzy. Jest to nie do końca uporządkowane, ponieważ podczas omawiania jednej zbrodni, nagle dostajemy spojrzenie na zdarzenie sprzed kilku lat wstecz... ale widocznie tak przebiegał spis wspomnień Ellisa. Ciekawe jest to (jak już wspomniałam), z jakimi szczegółami nawiązano do każdej omawianej sprawy. Kat wieszał młodych i starców, a nawet kobiety, co przeżywał osobiście bardzo mocno. Opisane jest kilka głośnych spraw, które czytelnik śledzący więzienną literaturę faktu skojarzy, jak chociażby te dotyczące Edith Thompson, czy Georga Smitha. Tym co zwróciło moją uwagę najbardziej były dwie skrajne sytuacje... Po pierwsze szacunek jaki okazywano więźniom. Strażnicy więzienni, sędziowie, wszyscy odnosili się do zbrodniarzy z godnością, nie poniżano ich, oczekiwali na śmierć w na prawdę humanitarnych warunkach. Dziś traktowanie więźniów jest adekwatne do ich zachowania. Nie oceniam tego, każdy ma swoje granice tolerancji, a wiadomym jest, że im cięższe winy, tym takiego więźnia każdy z nas potraktowałby po prostu źle. W książce widać jednak, że w tamtych czasach, mimo nieustannego wykonywania wyroków więźniowie byli godnie traktowani. Ale tutaj wysuwa się drugi aspekt, a mianowicie skazywanie na śmierć samo w sobie. Zaledwie 100 lat temu bardzo łatwo przychodziło skazywać niewinnych na karę śmierci. Często decydowały poszlaki i taki człowiek żegnał się z życiem. Było to druzgocące doświadczenie, zarówno dla kata jak i dla mnie - czytelnika. Dużym plusem książki są załączone czarno-białe fotografie przedstawiające Ellisa, jego rodzinę a także więźniów. Dzięki temu zabiegowi, można niejako dotknąć historii, zwłaszcza, kiedy mamy świadomość, że wszystko co zawarte na kartach dziennika się wydarzyło. Przyciąga stonowana, szara okładka, i możliwość spojrzenia w oczy kata. Całość sprawia bardzo ciekawe wrażenie. Poza wspomnianym wcześniej brakiem uporządkowania treści, tym co odrobinę przeszkadzało mi w lekturze była sprawa... techniczna. Sztywna okładka powodowała łamanie się grzbietu. Ale to jedyny mankament. Treść zasługuje na pochwałę. Dziennik czyta się szybko, z zaciekawieniem. A tym co zaskakuje nas najbardziej jest epilog. Kilka stron, które całkowicie zmieniają obraz kata i odbiór całej historii. Przyznaję, że kilka dni po lekturze, wciąż jestem zaskoczona zakończeniem. Decyzjami podjętymi przez kata, i tym jak dokonał żywota. Epilog, jest świetną odpowiedzią na pytanie, czy kat udźwignął swoją niechlubną rolę. Jak sobie poradził z pracą, którą sam wybrał. Ale nic więcej Wam nie powiem. Nie będę też roztrząsała słuszności kary śmierci, tego czy jest potrzebna czy nie bo każdy powinien to ocenić w swoim sumieniu, jednak książka ta, jak każda o podobnej tematyce, powoduje, że się zastanawiamy, snujemy refleksję nad losem oprawcy i ofiary, a także niechlubnej roli egzekutora. Dlatego uważam, że książka ta powinna trafić do jak największej liczby czytelników. Zresztą nie tylko ta część, ale cała seria.
A very interesting look at a time where Britain still believed in the efficacy of capital punishment. No better man to tell the tales than the man who pulled the lever and set the trap door loose. The most illuminating aspect is the demeanour of each of the condemned when they know their demise is inevitable. A wide spectrum of different reactions from the morose, to the violent and believe it or not, even some who ran with a smile on their face. Ellis himself seems quite stern and by the book but the epilogue charts his own decline and one cannot help that speculate that his chosen career had left an indelible mark on his soul, even if he strenuously denied such a state of affairs.