Jump to ratings and reviews
Rate this book

Ale z naszymi umarłymi

Rate this book
„Do Europy — tak, ale razem z naszymi umarłymi”, pisała Maria Janion. Ta myśl stała się punktem wyjścia powieści Jacka Dehnela, w której trochę śmieszno, trochę straszno, a na pewno bardzo aktualnie.

W pewnej krakowskiej kamienicy mieszka cały przekrój polskiego społeczeństwa. W tym Kuba i jego chłopak, Tomek. Kuba jest dziennikarzem. Wraz z ekipą telewizyjną trafia na cmentarz w Cikowicach pod Bochnią, skąd napływają informacje o napadach na groby i wykradzionych ciałach. Nie byłoby w tym może nic aż tak niezwykłego, gdyby nie jeden zagadkowy szczegół — nagrobne płyty zostały rozbite… od środka.

I wtedy zaczyna się prawdziwe literackie szaleństwo! Kolejny cud nad Wisłą? Próba mająca zjednoczyć naród? Polska w ferworze! Medialna gorączka, polityczne oskarżenia i społeczne nastroje, od paniki po euforię. Tymczasem sytuacja stopniowo wymyka się spod kontroli… Bo są na świecie rzeczy, o których nie śniło się czytelnikom.

320 pages, Paperback

First published June 19, 2019

15 people are currently reading
432 people want to read

About the author

Jacek Dehnel

73 books168 followers
Jacek Dehnel (born May 1, 1980) in Gdańsk, Poland) is a Polish poet, writer, translator and painter. Dehnel studied at Warsaw University in the MISH College (Interfacultative Individual Humanistic Studies) and graduated from the Polish Language and Literature department. Dehnel is openly gay and currently lives in Berlin, Germany.

His first collection of poems was the last book recommended by Polish Nobel Prize Laureate, Czesław Miłosz.

Dehnel has published his poems in various literary magazines, including Kwartalnik Artystyczny, Studium, Przegląd Artystyczno-Literacki, Topos, Tytuł, Undergrunt. He works also for an internet literary portal Nieszuflada.

Dehnel has translated poetry of such poets as Osip Mandelshtam, W. H. Auden, Mary Oliver - unpublished, and Philip Larkin, George Szirtes - published. He has also rendered in Polish lyrics for songs by Ástor Piazzolla.

He has been awarded literary prizes that include the Kościelski Award in 2005 and the Paszport Polityki in 2007.

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
99 (16%)
4 stars
252 (41%)
3 stars
197 (32%)
2 stars
50 (8%)
1 star
15 (2%)
Displaying 1 - 30 of 80 reviews
Profile Image for kari.
608 reviews
July 23, 2019
[PL] Bardzo chciałam lubić tę książkę, ale nawet te trzy gwiazdki są trochę naciągane. Pomysł jest rozdęty do granic możliwości, satyra ciężkawa, a humor oparty na pokpiwaniu z patosu robi się nudny już po kilku iteracjach tego samego żartu. Ale najbardziej mam za złe Dehnelowi, że oddał nacjonalistom polskość bez walki, że jedyną alternatywą dla husarii w butach ze skaju jest ironiczny dystans, że nie ma nic pomiędzy. Nie interesują mnie takie narracje.
Profile Image for Teleseparatist.
1,277 reviews159 followers
July 18, 2019
W zasadzie skończyłam czytać tę powieść kilka dni temu, i w międzyczasie zdążyłam przeczytać kilka recenzji, co pewnie koloryzuje moje podejście (głównie, podejrzewam, przekornie). Ale zamiast pisać epistoły o tym, że ciekawym zjawiskiem jest pisać, czym recenzowana książka nie jest, albo tym podobne, postaram się przejść do rzeczy, bo i tak się pewnie ciut rozpiszę.

Zasadniczo powieść podobała mi się ogromnie. Podobało mi się to, jak wyciąga z motywu zombie nowe i może nie nowe, ale lokalnie wartościowe znaczenia. Podobała mi się satyra społeczna i jej zjadliwość, skierowana przeciwko wszystkim, łącznie z "bohaterami", połączone jednak z empatią - choć wchodzenie w perspektywę postaci drugoplanowych jest mniej może przekonujące, niż gdy widzimy to, co główna para zamożnych gejów, to jest ona jednak całkiem porządna.

Więc co Dehnel robi (moim zdaniem) z zombie? Pierwsza czytana w tym roku przeze mnie powieść o zombie, Severance, widzi w zombie symbol rutynowości i anomii, tego, jak kapitalizm niszczy jednostki zamykając je w chomikowych kołowrotkach powtarzalnych zachowań. Ale z naszymi umarłymi skupia się po części na upiornej polskości jako pewnym brandzie, pewnym języku, strukturze władzy o nieubłaganej logice niepowstrzymanego samopożerania, a po części - na reakcji na tąż, zawsze nieadekwatnej. Można tu widzieć kilka różnych poziomów metafor: trochę jest tu zignorowanej / wyśmianej zmiany klimatu, zagrożenia apokaliptycznego. Trochę tego, jak brunatny marsz w polityce nie napotyka na stosowne bariery. Trochę wreszcie bezradności w obliczu inercji. Tomek boi się zombi panicznie i ma rację, ale komu ma ją wytłumaczyć, gdy część społeczeństwa się kolejnymi działaniami "antenatów" napawa, część woli odwracać wzrok, a uciekać nie ma w sumie i tak dokąd?

Przedrzeźnianie języka też podobało mi się, było trafione. I tego języka katolickopolskonacjonalizmu mediów i hierarchów, i wsłuchanych.

Profile Image for Magdalith.
412 reviews140 followers
June 16, 2020
Za koncept brawa, za wykonanie 2.5.
Fajny pomysł, fajna książka do czytania gdy za polskimi oknami z jednej strony pandemia, a z drugiej hordy nacjonalistów i homofobów. Ale - jak dla mnie - na pomyśle się skończyło. Jak kocham Dehnela i przynajmniej dwie jego powieści mnie zachwyciły, tak tutaj niestety jestem bardzo rozczarowana. To się źle czyta. Technicznie jest to po prostu słabe. Znając umiejętności autora, jest mi aż przykro. Chwilami miałam podejrzenie, że pomysł na tę pełną metafor nieumarłą przypowieść o Polsce był Dehnela, ale napisał mu to na kolanie ktoś inny, ktoś zupełnie pozbawiony polotu. Brak pazura, ot co. I chyba wiem, który polski autor napisałby to tak, że rżałabym ze śmiechu i drżała z trwogi. Niestety już za późno, napisał to Dehnel.
Profile Image for Magdalena.
207 reviews41 followers
May 24, 2020
[2.5? Powiedzmy, że trója na szynach, bo pomysł zbyt dobry, żeby stawiać 2/5]

To jest książka, która cała, mocno, każdą wyimaginowaną kończyną, opiera się na centralnym pomyśle, na nim się zresztą zaczynając i kończąc zarazem, i nie mam tu na myśli samego pomysłu o tym, żeby opisać plagę zombie w Polsce, ale o to, żeby potraktować ją jako metaforę wcieloną „strasznej polskości”, kompletnie zrywając, przynajmniej w punkcie startowym, z wszelkimi kliszami gatunku. Zombie Dehnela to zombie „polskie”, bogobojne i patriotyczne, więc w stosunku do krajanów nieagresywne, dlatego też ich wejście w napędzane romantyzmem, religią i kompleksami polskie społeczeństwo jest zupełnie inne niż wejście standardowego krwiożerczego ożywionego trupa na skupioną na przyszłości i teraźniejszości amerykańską glebę. Potencjalne zagrożenie widoczne jest gdzieś na marginesie od początku, ale pojawienie się zombie daje polskiej mitomanii i nacjonalistycznym zapędom zbyt wiele, żeby ktoś tu miał komuś patrzeć na ręce zbyt gorliwie.

To świeże podejście do zombie to jest to, co u Dehnela jest najlepsze, zaraz po tym plasuje się dobre wyczucie języka i umiejętność oddania różnych „dialektów” – szczególnie publicystyczno-medialnych, ale też po prostu religijnych czy rządowych. Sporo tu zresztą fajnej satyry na różne odpryski dyskursu publicznego (choć nie zawsze wiele dają one samej książce – mało znam mniej „książkowych scen” niż dwoje ludzi siedzi i komentuje dialog dwóch gadających głów w telewizji, przytaczany prawie w całości; ktoś mu to powinien był wyciąć, albo podsunąć koncepcję patrzenia na bardziej na żywo, a najlepiej z punktu widzenia osoby, która bierze w tym udział).

Kuleje w tym wszystkim struktura – przez 2/3 książki mamy tutaj głównie satyrę na Polskę przeplataną bardzo letnią powieścią obyczajową o prawie niczym (konflikty miedzy bohaterami są tak istotne, że w połowie przynajmniej znikają „bo tak”, albo rozwiązują się poza kadrem (Kamila?); cała ewolucja zombie jest zresztą przynajmniej w połowie na marginesie bez żadnych prób tłumaczenia), a w ostatniej 1/3 następuje przyśpieszenie akcji i zmiana klimatu na, no cóż, taki bardziej typowy dla filmów o zombie (ujmijmy to tak najogólniej), który podkopuje trochę całą inność początku, jakby autorowi nie przyszło do głowy nic ciekawszego (albo zakochał się w pomyśle zakończenia dzieła w akurat tej lokalizacji, a reszta mu była obojętna; budowa świata jest zresztą też szczątkowa i momentami kuleje).

Tonalnie też to się trochę rozjeżdża – na początku jest lżej, prześmiewczo i obyczajowo-publicystycznie, pod koniec dosypano mocno napięcia i powagi i trochę się to nie klei. Nie pomaga też to, że ze wszystkich bohaterów w pierwszych 2/3 książki porządnie opisano może dwóch (bym też dyskutowała czy aż dwóch) reszta to takie klisze i wydmuszki reprezentujące „przekrój społeczny”, którym pod koniec autor chce dodać trochę głębi, ale na tym etapie to już nie za bardzo mnie to interesuje, bo trochę już za późno (zresztą nie wszyscy doczekują tego momentu).
Miałam ogólnie dojmujące wrażenie obcowania z książką, której autor bardzo dobrze się bawił wymyślając, jak paradoksalna polska rzeczywistość zareagowałaby na abstrakcyjny czynnik zombie, a potem, gdy przyszło do składania tego w książkę, z jakiegoś powodu nie znalazł lepszej koncepcji na pełną satyrę lub zupełnie nową formę i doczepił do tego ten narracyjny klasyk, którego nie zdecydował się też rozwinąć, bo nie to mu w sercu grało. W efekcie bawił mnie strasznie sam koncept na początku, ale już gdzieś koło połowy straciłam do tego wenę, a koniec już lekko męczyłam pro forma.

Możliwe, że częściowo wynika to z tego, że ten rodzaj satyry zawsze się u mnie szybko zużywa – Polska nie potrzebuje wiele podrysowywania, żeby być aż takim oparem absurdu, więc część tego jest za bliska rzeczywistości, żeby bawiła, a z pozy stania na zewnątrz i opisywania „prawdziwych patriotycznych Polaków” jak ufoludków niewiele w dłuższej formie wynika. Dehnel, tak samo jak wielu innych polskich „satyryków” teraźniejszości, nic z tej Polski emocjonalnie nie rozumie i nie umie jej opisać w żaden sposób wykraczający poza prześmiewcze notki na fejsie. Co gorsza, tak ostro opisując polskie kulturowo-społeczne psyche jako horror, nie wydaje się posiadać żadnej koncepcji alternatywnej. Powieść Polskę oddaje właściwie całą z dobrodziejstwem inwentarza trupom do konsumpcji. Jest to wizja dosyć oskarżycielska i przerażająca, ale ponieważ wszystko zaczyna się jak lekka satyra i grzęźnie w nudnawej obyczajówce, to ginie przez to ta szansa na zrobienie „Wstrętu” na „zombie, gejów i Polskę” i pozwolenie czytelnikom na odpowiednie wczucie się w horror przebywania w społeczeństwie, którego nie rozumiesz, i które jest ci coraz bardziej wrogie, gdzie ta (zombie) metafora (realnego problemu) mogłaby odpowiednio wybrzmieć emocjonalnie. Wyobrażam sobie też spokojnie bardziej jednoznacznie humorystyczną wersję tej historii, która ma inną drugą połowę, tak jak i o wiele głębszą wersję tej opowieści, w której istnieje więcej punktów widzenia (w tym tych, którzy zombie-patriotyzmowi dali się uwieść). W rzeczywistości zostaję jednak z książką, której doskonały pomysł uważam za mimo wszystko zmarnowany.
Profile Image for Skyeofskynet.
318 reviews15 followers
May 2, 2020
Uwielbiam, kiedy książka wciąga mnie tak, że zarywam nockę. Jest punkt 4 rano i właśnie skończyłam czytać.
Lekturze smaczku dodało czytanie polskie epidemii zombie w czasach rzeczywistej epidemii w Polsce. I to, że jeden z głównych bohaterów jest dziennikarzem telewizyjnym, dzielimy zawód i zdecydowanie odczucia.
Ta książka, tak absolutnie polska w swojej polskości nie powinna mnie tak bawić, ale nadal umiem się śmiać z własnego kraju. To dobrze.
Narracja jest cudowna, idealnie w moim stylu. Postacie żywe, ludzkie.
Rozjechało się dla mnie gdzieś tam przy końcu, nie wierzę, że nikt nie próbował się dostać do klasztoru i ta ewolucja zombie też mi nie do końca leży, bo stała się jednak poza kartami książki.
Profile Image for Karolina Libront.
197 reviews8 followers
July 22, 2019
Oj.... autora lubię, pomysł może i ciekawy, ale wykonanie - straszne. Dialogi sztywne do granic możliwości, przegląd bohaterów - jak z licealnego opowiadania. Nie warto na to tracić czasu. Kolejny raz sprawdza się to, ze im mocniej książka promowana, tym niestety gorsza.
Profile Image for Girl.
601 reviews47 followers
July 31, 2019
Świetna i ogromnie wciągająca. O polskości totalnej, przekraczającej życie i śmierć. I o tym, do czego nas to doprowadzi.
Profile Image for Lottie .
58 reviews9 followers
May 5, 2020
Mam w tym roku wyjątkowo złą passę. Przez ostatnie cztery miesiące, nie przeczytałam prawie nic, a teraz, gdy powróciła moja chęć do czytania. Nieubłaganie trafiam na lektury, którym do miana dobrych dość daleko.

"Ale z naszymi umarłymi" jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością pana Dehnela i muszę przyznać niezbyt zachęcającym, do dalszego poznawania książek tego autora.

W tej książce poza pomysłem nie zagrało prawie nic. Niezależnie, jakby na to patrzeć, to pomysł z powstającymi z grobów umarłych, którzy rzucą się przez morze, aby wreszcie naród polski zatriumfował na świecie, jest ciekawy. Ba, jeżeli do tego pomysłu odpowiednio podejść. Mogłaby z tego wyjść bardzo dobra satyra na polską mentalność. No tylko, tej książce zabrakło odrobiny subtelności. Pan Dehnel, prawie że łopatologicznie wylewa na kartki "Ale z naszymi umarłymi" swój światopogląd. Nie zostawiając praktycznie czytelnikowi pola do interpretacji i własnych refleksji. Albo kupujesz w każdym aspekcie wizję, przedstawioną przez autora, albo jesteś miłośnikiem truposzy. Pośrodku nie zostaję nic.

Z tego też wynikają, prawie wszystkie inne mankamenty "Ale z naszymi umarłymi". Poczynając od bohaterów, którzy mają stanowić "przekrój polskiego społeczeństwa". Mamy, więc parę gejów(Kubę i Tomusia), kochanka Tomusia Szymusia, ich najlepszą przyjaciółkę, singelkę Elżunię, będącą lekarką oraz ich sąsiadów: Starsze małżeństwo złożone, ze stereotypowego starszego pana, co tylko leży przed telewizorem i energiczną panią Lolę, polsko-angielskie małżeństwo, wyobcowanego bezrękiego pana Włodka oraz tradycyjną, typową polską rodzinę, złożoną z matki, ojca, córki i w tejże rodzinie nic nie jest, takie, jakie być powinno. Jest to, krótko mówiąc, rodzina dysfunkcyjna.

Linia pomiędzy tymi dobrymi, którymi powinniśmy kibicować, a złymi(Konserwami), którzy powinny odejść w niebyt, jest dość wyraźna. Niestety nie działa w praktyce. Postacie pan Dehnela to nie są bohaterowie z krwi i kości, a klisze. Zbiór stereotypów ubranych w człekopodobną formę. Co za tym idzie to, co oni przeżywają i to, co może im się stać, jest dla nas, tak samo ważne, jak zeszłoroczny śnieg. Zresztą podobnie jest z całą warstwą obyczajową. "Kryzys" w związku głównych bohaterów, małżeństwo z przyzwyczajenia pani Loli, patologiczna rodzina Koszaków, wyobcowanie pana Włodka, czy też panieńskie rozterki Elżbiety są ekscytujące jak wyścigi ślimaków. Znaczenia wielkiego dla fabuły nie mają, a i nic nowego i ważnego z nich nie wynika.

W "Ale z naszymi umarłymi" kuleje też konstrukcja historii. Przez prawie całą tę książkę powolnie snujemy się przez telenowelowe dramaty Kuby i Tomka i ich problemy zawodowe, czasami będąc uraczeni nową dawką informacji o truposzach. Po czym zaczynamy pędzić na łeb na szyję, a sam finał nie wyrabia na zakręcie. Efektownie rozbijając się na najbliższym drzewie. Po prostu historia przedstawiona przez pana Dehnela, nie wzbudziła we mnie żadnych emocji.Nie skłoniła też mnie do żadnych refleksji. Książka Jest mdła i nijaka.

Na plus muszę, jednak zaliczyć autorowi całkiem sprawne odwzorowanie języka, jakim posługują się różnoracy ludzie w mediach. Za to muszę, go skarcić w kwestii języka, jakim w "Ale z naszymi umarłymi" posługuje się młodzież. Panie Dehnel, jako osoba z wyższymi kompetencjami w tej kwestii, muszę zakomunikować, że młodzież tak nie mówi. Ba, młodzież nigdy tak nie mówiła!

Na dodatek tego wszystkiego całość jest napisana w dziwny, jak dla mnie sposób. Niby ładny, plastyczny, a z drugiej bardzo nienaturalny i wymuszony. Tak, jakby pan Dehnel próbował nam udowodnić, że umie pisać, zamiast po prostu pisać.

Podsumowując "Ale z naszymi umarłymi", można przeczytać, ale ja tej książki do grona dobrych nie potrafię zaliczyć.
Profile Image for Agnieszka Hofmann.
Author 24 books56 followers
March 12, 2021
Nie lubię książek o zombie, tych wszystkich obrzydliwości, gnijących tkanek, flaków, wysięków. Ominęła mnie jakoś ta fascynacja. Za to namiętnie czytam historie apokaliptyczne. I uwielbiam wręcz, kiedy autorzy demontują tabu i nakłuwają rozdymany balon rozmaitych "świętości". Ta książka ma w sobie wszystkie te elementy: jest opowieścią o zombie (no trudno), jest historią o końcu świata i jest cudowną satyrą na polską narodową nadętość i przeświadczenie o własnej wyjątkowości. Ale i pewną parabolą o kiełkowaniu nacjonalizmu, tym bardziej przerażającą, że jego oznaki nie są wyłącznie literacką wizją, lecz zjawiskiem, które możemy obserwować naocznie, codziennie.
Fabularnie historia ta momentami kuleje, ale jako satyra zdaje egzamin celująco. Bawiłam się przy niej setnie, zwłaszcza że pióro Dehnel ma giętkie i eleganckie, miejscami aż zbyt eleganckie jak na obraną tematykę.
Warto.
Profile Image for Planetka.
141 reviews6 followers
May 14, 2024
Wyjście od patriotyzmu Słowackiego i jego fantazji o tym, że trzeba się najpierw spolszczyć, by potem móc się rozanielić, skradło mi serce. Ten początek jest najważniejszym i najwięcej wyjaśniającym punktem tej powieści. Jeśli ktoś szuka odpowiedzi na pytanie skąd ten pochód żywych trupów, co się stało że antenaci wstali z grobów, to odpowiedź jest stricte metafizyczna i pada na pierwszych stronach książki. Dehnelowscy nieumarli byli kierowani tym samym romantycznym nacjonalizmem, który Słowacki obśmiewał w swoich dziełach. Zombie to tak naprawdę demony przeszłości, które w formie ekstremizmów, nacjonalizmów, rasizmu i ksenofobii reaktywowały się w XXI wieku. A Dehnel, w ślad za Słowackim, stworzył pełną intelektualnego humoru i ironii krytykę tego źle pojętego patriotyzmu i konserwatyzmu.
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,421 followers
February 26, 2020
"Bardzo polubiłem tę książkę. Polubiłem jej bohaterów i bohaterki, ubawiłem się setnie w momentach humorystycznych, zachwycałem przenikliwą ironią autora i trochę jedynie sarkam nad zbytnią prostotą głównej metafory, choć rozumiem konwencję literatury popularnej".

Sprawił mi Autor sporą przyjemność tym tytułem i w kategorii "książka na wakacje" jest to zdecydowanie mój faworyt. Więcej w serwisie Pasje na stronie Empiku
260 reviews3 followers
August 23, 2019
Bardzo mnie zasmuciła ta książka, pusto w niej i głucho. Mam wielką nadzieję, że to tylko taki "słabszy dzień" autora.
Profile Image for 365_ksiazek.
622 reviews42 followers
October 31, 2023
Sąsiedzi z jednej z krakowskich kamienic, stają razem wobec absolutnie nieprawdopodobnego wydarzenia. Jest nim atak zombich 😊 Brzmi dziwacznie? Owszem. Tak jest!

To dobrze skonstruowana powieść. Bardzo cenię sobie twórczość pana Jacka, ale tej historii nie kupuję. To dobrze napisana książka, bo autor świetnie pisze, ale ta historia chyba za daleko odjechała. Rozumiem satyrę i metaforę, ale dla mnie to jest już przesada. Wiem, że jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B, i że trzeba wejść w tę konwekcję w całości, że inaczej nie dało się poprowadzić tej linii fabularne... Wszystko rozumiem, ale czuję przesyt.

„(…)
Bo ze trzydzieści kilometrów dalej, tam gdzie poprzedniego dnia Kubę posłano zamiast robienia wywiadu z Gundulą Janowitz, wydarzyło się wówczas niemalże niepostrzeżenie coś, co miało przejść do historii jako rozpoczynający nową erę w dziejach ludzkości Incydent Cikowicki.
Z początku nic na to nie wskazywało; droga byłą siwa i senna, na poboczu szarzała sztywna od szronu mizerna trwa, z której nie tak dawno zeszły śniegi, betonowy przystanek majaczył w cienkiej mgle jak egipska mastaba, przeniesiona cudem na podkrakowską wieś, może jako nieudana reklama wczasów w Szarm el-Szejk. Czterdziestosiedmioletnia pracownica bocheńskiej pralni, Krystyna C., szła na przystanek minibusa, który miał ja zawieźć do miasta; długo jeszcze – przynajmniej do października, kiedy sześcioletnia dziewczynka dopadła ją w skrytce na stryszku i przegryzła jej krtań – nie mogła sobie wybaczyć, że tego dnia założyła grube, ciepłe pończochy i pogrubiającą pikowaną kurtkę, w których wkrótce przeparadowała przez rozkładówki kolejnych tabloidów i przez wszystkie wydania serwisów informacyjnych w kraju, a z biegiem dni również na świecie. Rzeczywistość wszakże ma to do siebie, że wydarza się raz tylko – i teraz nic już nie mogło odwrócić chwili, w której, stojąc w samych majtkach i cielistym biustonoszu przed szafą komandor brzoza jasna, wybrała te, nie inne pończochy, ani kiedy w zimnej sionce domu sięgnęła po kurtkę z wiśniowego ortalionu, która upodabniała ją, jak śmiał się potem jej szwagier, do ludzki Michelina.
Zawiało od wschodu i opatuliła się ciaśniej szalikiem; busik miał być za sześć minut. Ani usiąść, bo ławka – przynajmniej ta jej część, gdzie zostały jeszcze deski – zimna, ani wyściubić nosa poza wiatę, bo wiatr raz po raz wiał zimnymi dmuchami. Stała więc, założywszy ciasno ramiona, i gapiła się w przestrzeń. Przystanek był kawałek od zabudowań, więc czasem zdarzało się jej o tej porze wypatrzyć jakiegoś zbłąkanego zająca albo skubiącą trawę w polu sarnę, co na głos silnika pryśnie zaraz między skiby czy zarośla.
Tym razem jednak nic z tych rzeczy, zresztą było jeszcze dość ciemnawo i mgliście i trudni było wypatrzyć cokolwiek na odległość paru metrów. Przespacerowała się do końca wiaty, zawróciła, znowu, aż, zamyślona, wyszła też za jej krawędź. I zamarła”. Tamże, s.40-41.

Profile Image for echo.
243 reviews14 followers
Read
July 29, 2025
rozumiem, dlaczego ta książka powstała, bo przeczytałem posłowie, rozumiem i podzielam lęki autora, rozumiem, co powieść próbuje powiedzieć o postępującej radykalizacji prawicy, ale nie mam pewności, czy akceptuję ramę, w jaką Dehnel ubiera ostatnie lata

trudno mi to wyartykułować; zastanawiałem się nad tym przez cały czas lektury — książka wydaje się pisana dla specyficznej grupy miejsko-lewicowych odbiorców, tak zwanej inteligencji, tęczowych liberałów, do których przemawia takie uproszczenie: polskie odruchy nacjonalistyczne pochodzą z dosłownego braku działającego mózgu, ze stanu zombifikacji, podziela je żywy trup, bezmyślne, gorzej niż zezwierzęcone ciało, chodzący anachronizm; konserwatywno-narodowościowe sentymenty to ruch martwej masy, gesty powtarzane w pośmiertnych spazmach

taka narracja wpasowuje się w zestetyzowany, liberalny światopogląd, w którym polityczne postawy to coś, co nosi się na koszulkach albo wyciąga się jak broń w internecie; łatwo nazwać przeciwnika debilem — i nie powiem, że nie mam w sobie ton pogardy dla faszyzujących tak zwanych patriotów — ale jeśli skończymy intelektualny wysiłek na tym, że mamy do czynienia z niebezpiecznym idiotą, przegapimy złożone działanie systemów produkujących ksenofobiczne, nacjonalistyczna i wreszcie faszystowskie afekty — a bez zrozumienia, obudowawszy się w dychotomię zombie-człowiek myślący, możemy tylko przerzucać się karykaturami, klepać się po plecach i myśleć, że dokumentujemy głębszą prawdę o człowieku

fabularnie książka nie budzi mojego zaufania; przez grube nici, które wybrał autor do uszycia świata przedstawionego, nie przeziera wewnętrzna logika działania mechanizmu zombifikacji — umarli po prostu wstają, mamy się domyślić dlaczego i jak, ponieważ Dehnela bardziej interesuje tworzenie topornej metafory niż konstrukcja fantastycznej rzeczywistości czy rozprawianie się z romantyczno-nacjonalistycznymi fantazmatami (nawiązując do Marii Janion, od której pochodzi tytuł książki); książka nie próbuje zagłębiać się w mity u podstaw polskiej idei narodu; destrukcyjne uwielbienie dla ojczyzny, toksyczna miłość dla abstrakcji państwa zasługują na lepszą satyrę

językowo nie mam nic do zarzucenia; czyta się fenomenalnie i dla samego stylu Dehnela nie zamierzam poprzestawać na tej książce; uważam jedynie, że użyty slang szybko się zestarzeje, ponieważ już teraz brzmi momentami dziwnie, ale to problem każdego tekstu, który próbuje używać języka opisywanych czasów; nie można tego przeskoczyć

polecam, jeśli uważasz Olgę Tokarczuk za intelektualny autorytet (to nie komplement) i lubisz ładnie skonstruowane, barwne zdania
Profile Image for Marta Duda-Gryc.
592 reviews42 followers
September 22, 2019
To cud, cud nad wiekami, że sięgnęłam po tę książkę i zdołałam ją przeczytać do końca. Wielu odbiorców kultury w rozmaitych jej formach odczuwa wstręt do jakiegoś toposu, lokalizacji, schematu narracyjnego. Ja taką odrazą darzę właśnie zombie - filmowe, serialowe, książkowe. Nie i już, nieważne, czy to arcydzieło popkultury, czy to coś, o czym rozmawiają wszyscy znajomi, o czym ulubieni autorzy piszą fanfiction. Unikam skutecznie, tak bardzo, że nawet przy obecnej modzie na nieumarłych udało mi się po wielkich wahaniach zahaczyć o ten temat tylko raz - oglądając pełen świetnego absurdalnego komizmu brytyjski film "Shawn of the Dead".
No ale Dehnel...
Udało mi się więc dotrwać do końca - co więcej, całkiem bezboleśnie, bo styl lekki, ironiczny, plastyczny, ale nie skupiający się na epatowaniu zgnilizną i krwią. Kraków i ulice, które się rozpoznaje, bo się po nich chodzi na co dzień; typy ludzkie, które znamy z sąsiedztwa; pseudodziennikarstwo, które zwłaszcza teraz daje się nam we znaki; a do tego urocze relacje między postaciami, którym przyszło w naszym imieniu zmierzyć się zarazą opanowującą znany nam świat. Parodystyczna metafora współczesnej Polski - no tak, tak jasne. Ale przy okazji książka, którą się po prostu dobre wchłania, nawet jeśli człowiek nigdy nie chciał mieć zombiaka jako przytulanki.
Profile Image for Julek.
92 reviews2 followers
November 21, 2025
chłopaki nie wiem, ciekawy punkt wyjścia do moich rozważań w licencjacie ale jako powieść to absolutnie meh, pomysł ciekawy ale wykonanie rozczarowujące
Profile Image for N.
243 reviews7 followers
July 15, 2019
Wow, wow, wow. Może pięć gwiazdek jest delikatnie na wyrost, ale jestem pod ogromnym wrażeniem warsztatu i pomysłu na tę powieść! Jak mało kiedy oznaczyłam sobie nawet ulubione fragmenty. Mamy świetnie zobrazowane relacje między postaciami i apokalipsę po Polsku (z naciskiem na duże P). Kiedy już miałam okazję usiąść nad książką - pochłonęłam ją na dwa razy. Bardzo, bardzo polecam!
Profile Image for Szyszka.
52 reviews
September 21, 2025
pomysł był świetny ale skończyło się na najnudniejszej inwazji zombie w dziejach i kilka razy powtarzanych tych samych żartach
Profile Image for Rozachcz.
68 reviews
September 20, 2019
Zacznę od tego, że największym plusem tej książki jest interesująca okładka.
Pomysł na fabułę całkiem niezły, ale coś poszło nie tak z przelaniem go na papier. Przez pierwsze 2/3 miałam wrażenie, że książka nie ma żadnej akcji- młoda para gejów mieszka w kamienicy i ma sąsiadów. Tyle. W tle pojawiają się zombi, nie wiemy o nich jednak prawie nic. Można by to spokojnie wyciąć, książka nic by na tym nie straciła ( a może nawet zyskała). Opisy są nudne, zdążają się nieścisłości :
(s107) Elżbieta o poznawaniu nowych ludzi: „ Nie mam okazji, ci sami ludzie dookoła mnie, w pracy, niby pacjenci, w sensie nie dzieci, tylko ojcowie, ale ja mam takie tabu ustawione, że nie byłabym w stanie. Zresztą, proszę cię, na takiego jednego ojca to wiesz ile matek przypada?” Można stąd wywnioskować, że jest ona pediatrą. Aż tu nagle-
(s186) „ ja jestem internistką. Nie psychiatrzycą”!
Panie Dehnel, zdecyduj się pan. Usilne próby autora na wpłacenie młodzieżowego slangu wypadły tak sztucznie jakby to program próbował wygenerować symulacje zachowania nastolatka. Sporo przestarzałych odniesień do kultury internetu (co podważa w dziwny sposób inwersję). Bohaterowie są płytcy i nudni. Co gorsza, nie wygląda to na celowy zabieg artystyczny, bo mają oni sporo cech które miały chyba czynić ich pełnokrwistymi, ale nie udało się to. Grubymi nićmi szyty sarkazm i ironizowanie również nie pomogły. Pod koniec wdarła nam się też jakaś antyutopia, gdzie nagle wszyscy stają się nacjonalistami.

W jednym zdaniu- autor miał dobry pomysł na fabułę, z którego mogłaby powstać lepsza książka.
Profile Image for Paweł.
388 reviews46 followers
April 19, 2020
Kilka lat temu Igor Ostachowicz ożywił Żydów i opisał ich powrót, aby tym razem zmienić bieg historii. A Jacek Dehnel ożywia strupiałego ducha najprawdziwszych z prawdziwych Polaków.
I oto wychodzą spod ziemi, na początku niepewni, bierni, ale tylko do czasu... A kiedy wreszcie atakują, to rzecz jasna obcych. Obcych. Nie-Polaków. A ci, którzy jakimś cudem przeżyją, zostają zainfekowani trupim jadem i ruszają, już jako Polacy-Zombie, aby kąsać kolejnych Nie-Polaków. Albo najlepiej rozrywać na strzępy. A jeżeli jakaś Polka lub Polak nieopatrznie i zdradziecko stanie w obronie takiego Obcego? Cóż, okazuje się, że czasami i ktoś polskiego pochodzenia może oberwać, zwłaszcza, że chyba takim prawdziwym Polakiem, to ona/on nie był/a, skoro Nie-Polaków się zachciało osłaniać. I ta wspaniała fala zombie-polskości zalewa cały świat.
A potem ta fala zaczyna już atakować wszystkich, co nie są Zombie-Polakami.
Zakończenia nie zdradzam.
W posłowiu autor zdradza, że pomysł na powieść sięga roku 2011 i w założeniu miał więcej satyrycznego pierwiastka. Myślę, że pozostało go niemało, zwłaszcza w warstwie językowej i dość dowcipnym znęcaniu się nad językową ekwilibrystyką i nowomową generowaną na polityczne zapotrzebowanie. Mam jednak wrażenie, że jest nieco spóźniona. Perełki w stylu:
Im słabsze są nowe świętości, tym bezwzględniej trzeba ich bronić
robiłyby większe wrażenie dziewięć lat temu. Ale czytałem tę powieść lekko, szybko i przyjemnie, więc polecam, a jakże.
Profile Image for Olga.
90 reviews5 followers
August 18, 2019
Wow. Poziom i tempo do samego końca. Piękna książka, piękny język. Świetna, wielowarstwowa proza, postaci z krwi i kości, bardzo złożone. Każdy mówi własnym, bardzo zajmującym głosem. Jestem pod takim wrażeniem, że będę każdemu tę książkę wciskać.
Profile Image for Senga krew_w_piach.
812 reviews103 followers
July 10, 2019
Przerażająco rozrywkowy i złowieszczo profetyczny Dehnel w brawurowej opowieści o tym czym może skończyć się prawdziwo-polakowanie. Polski zombizm w natarciu, nie ma ucieczki. To trzeba czytać.
Profile Image for Magda.
78 reviews7 followers
July 11, 2019
Let's get one thing clear - I absolutely hate zombie stories and I avoid them at all costs. I do enjoy Dehnel's books and it was the only thing that made me pick up this one, although I was cringing at the thought of zombies. The only thought I has when I bought it was "This better be good or otherwise I'll just accidentaly read a zombie story". And it was sooooo good.
The characters are multidimensional and they do not come from one age group. There is a variety of people. The storyline has unexpected turns. I was very positively surprised to see that the author spectacularly uses language variants. The retired woman speaks exactly like a retired woman, with all the classic retired-woman phrases. The same goes for her lazy-ass husband. Teenagers speak like teenagers with all the classic teenager anger, emotion and phrases. The young adults obviously speak like young adults but each of them has some idiolectic expressions. This is just a linguistic masterpiece and shows that the author is a great observer of the reality with its smallest details.

The zombies are real zombies, walking dead, rotten, ugh disgusting. Yet, they are also a metaphor for extremism. The book touched the topics of nationalism, propaganda, manipulation, abuse of power. It is just scary, especially written now, when these phenomena are at large.
Profile Image for Magdalena Wajda.
498 reviews21 followers
August 29, 2019
Starałam się nie czytać zanadto recenzji przed lekturą własną. Zupełnie się nie zawiodłam na autorze, a nawet jestem we frakcji entuzjastycznej :)
Spodziewałam się, że to będzie lektura typowo "popowa", lekka i zabawna. I owszem, co jakiś czas parskałam śmiechem nad różnymi scenami czy złośliwościami autora. Nad krytyką, zwłaszcza mediów, nadęcia ich samych i występujących w nich osób, nad językiem, jakim się te osoby posługują. Autor ma doskonałe ucho i wspaniale potrafi przetworzyć to, co słyszy, we własnym pisaniu.
Ale powieść jest dużo głębsza, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Dehnel wykorzystuje i obśmiewa romantyzm, mesjanizm, przekonanie Polaków o byciu narodem wybranym, tęsknoty za Polską od morza do morza, za sarmacją i nie tylko. A jednocześnie straszy nas tym, co się w społeczeństwie dzieje, wykorzystując zombie jako aluzję i metaforę. Oprócz tego dostajemy mnóstwo literackich aluzji i odniesień, mniej lub bardziej bezpośrednich oraz świetnych zabaw językowych. Nie jest to dzieło wybitne, ale bardzo dobre. I daje coś więcej niż tylko rozrywkę.
Profile Image for Blanka.
296 reviews3 followers
July 25, 2019
Źle się dzieje w państwie polskim. Mizoginia, homofobia, nacjonalizm i ksenofobia zawsze tliły się w nadwiślańskiej duszy, do niedawna jednak uchodziły raczej za obciach niż za pożądaną postawę społeczną. Dziś za sprawą przyzwolenia z góry stają się wyznacznikiem tzw. prawdziwego Polaka, takiego co to nie stał tam, gdzie stało ZOMO, czy inne gestapo. Te czasy kiedyś miną, albo się bowiem opamiętamy, albo zabije nas katastrofa klimatyczna, póki co jednak – jak każdy rozdział w dziejach narodu – potrzebują kronikarza. Jacek Dehnel ze swoim darem obserwacji, uchem do tego co (i jak) mówi polska ulica, oraz ciętym poczuciem humoru nadaje się do tej roli jak mało kto. Ale z naszymi umarłymi nie jest jednak wzniosłą epopeją, lecz powieścią rozrywkową, czerpiącą z literatury grozy, fantastyki i powieści realistycznej z mocnym dodatkiem zjadliwej ironii i groteski.

https://blankakatarzynadzugaj.wordpre...
Displaying 1 - 30 of 80 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.