Według legendy, wiele stuleci temu czwórka przyjaciół została wygnana z rodzinnej wioski, gdyż ludzie lękali się ich czarów. Rozeszli się w cztery strony świata, ale zadziwiającym zbiegiem okoliczności i tak wszyscy dotarli w to samo miejsce – do czarciego kamienia. Tam wywołali diabła i dobili z nim targu... Ich potomkowie przez wieki odczuwali skutki tego paktu i bezskutecznie próbowali się z niego wywikłać. Czy przedstawicielom kolejnego pokolenia uda się wreszcie wrócić do normalności? Jakie przeszkody będą musieli wcześniej pokonać? Z jakimi przeciwnikami się zmierzyć? Jakich sojuszników pozyskać? Małe miasteczko na odludziu stanie się sceną niezwykłych wydarzeń.
Po niespodziewanej śmierci rodziców siedemnastoletnia Alicja trafia pod opiekę ciotki, która mieszka w posępnym miasteczku na Podkarpaciu o mrocznej nazwie Czarcisław. Niezbyt zachwycona wyjazdem z Warszawy, dziewczyna nie czuje się dobrze w nowym miejscu, najwyraźniej pełnym dziwaków i kryjącym jakieś ponure sekrety. Zagubiona nastolatka krok po kroku odkrywa, że nikt tu nie jest tym, za kogo się podaje. Sama też musi zmierzyć się z brzemieniem swojej prawdziwej natury i wykonać niebezpieczne zadanie.
Polska wersja Zmierzu, a to znaczy, że może mieć tyle samo miłośników jak i wrogów 😉 Pomysł ciekawy, realizacja zupełnie dobra, choć momentami irytowały mnie pewne błędy logiczne, albo urwane myśli. Ma potencjał. Trzymam kciuki, żeby kolejne tomy tylko lepsze.
Homofobia (bo geje, haha), transfobia (olaboga, transwestyci, haha), nazywanie cyrylicy "robaczkami" i nasmiewanie sie, ze ktos jest ekolozka, bo segreguje smieci. Do tego duzo bezdennie nudnego dialogu zamiast akcji, powtarzanie sie i brak wyrazistych postaci. Nikogo nie da sie lubic. Ksiazke mozna by sciac o polowe (w dowolnie wybranym miejscu) i nic by sie nie stracilo. Juz pamietam, czemu podchodze z taka niechecia do polskich ksiazek...
Niby miał być DNF,ale jakoś to skończyłam. ••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• Czy mi się podobała? Absolutnie nie. Nie miła w sobie nic ciekawego,nic nowego ani nic fantastycznego! Miała tutaj być mitologia słowiańska,czy coś. Nie było nic. To była taka młodzieżówka,w której był jeden fantastyczny wątek,który skończył się szybciej niż się zaczął. Było tutaj tak wiele porównań i odniesień do polskiej innej popkultury,tak nie na miejscu,tak złych i nietrafnych. Nie podobało mi się. Totalnie. Kolejny punkt programu-język. Autorka chciała nieudolnie wejść w umysł nastolatków i opisać ich życie. Nieudolnie. No cóż,myśle,że nawet obiektywnie to nie jest dobra książka i nie polecam jej nikomu. Chyba polscy autorzy nie tworzą czegoś dla mnie...
To było najgorzej wydane 21 złotych w tym roku. Doczytałam do... (sprawdza) 43% i poległam.
Książka Bonowicz miała potencjał - bo autorka wrzuciła tu małe miasteczko, ogrom ruskiej spuścizny tak w regionie, jak wśród bohaterów, legendy, próbę pisania horroru itp. Wyszło... no nic nie wyszło.
Powieść jest słabo napisana: masa głupot, nieprzemyślanych narracyjnie wtrętów i rozwiązań, nierealistycznych dialogów. Postaci są płaskie i nijakie, różnią się na dobrą sprawę kolorem ("Patrz, ten blady to wampir! A ten ciemny to ten, no, wilkołak! Zaskakujące!").
Decyzje podejmowane przez bohaterów wołają o pomstę do nieba, a decyzje podejmowane przez autorkę to już horror sam w sobie. Szkoła w zabitym dechami Czarcisławiu przypomina buzujące życiem LO w High School Musical, bohaterowie też przypominają tych z Disneya, ale skrzyżowanych ze Zmierzchem. Nie mająca zielonego pojęcia o czarach i magii bohaterka instynktownie wie, że przed wilkami uratuje się, rysując okrąg na ziemi. Tragiczny wypadek i utrata rodziców nie wpływają na bohaterkę prawie wcale, może poza jedną sceną, gdzie obraża się, gdy ktoś porusza temat. Gdy przypadkiem rzuca czar na chłopaka w klasie i temu pękają spodnie, typek... rozbiera się i półnago maszeruje po korytarzu. Co drugą stronę napotykamy tego typu atrakcje rodem i poziomem z fotostory w Bravo Girl.
Linia fabularna jest tak płaska i przewidywalna, a klisze tak nieumiejętnie zastosowane że po jednym akapicie jesteśmy w stanie opisać całą rolę sytuacyjną dla powieści bohatera w nim obecnego.
Plus język. O matko i córko, czy ktoś to redagował? Dialogi jak w fanowskich napisach do anime, autorka siląca się na umłodzieżowienie języka bohaterów, błędy na poziomie "chłopak w jasnych włosach", ekspozycje w nietypowych miejscach, sztywność... Czy ktoś to redagował? :/
W najnowszym wpisie na blogu słów kilka na temat powieści Karina Bonowicz pt "Księżyc jest pierwszym umarłym" będącej początkiem cyklu "Gdzie diabeł mówi dobranoc" ^_^ Sprawdźcie koniecznie, dlaczego warto po nią sięgnąć!
A poza tym - CO WAŻNE - we wpisie obalam teorię, jakoby powieść ta była plagiatem innej, która pojawiła się kilka lat temu na naszym rynku i której autorka obecnie robi szum wokół tego tematu ;)
Jak ogromną przeciwniczką zabawy pod tytułem "[książka x] spotyka [książkę y]" jestem, tak tu nie sposób nie powiedzieć, że autorka próbuje sklecić ze sobą Pretty Little Liars i Zmierzch w polskich realiach.
To samo w sobie nie jest do końca powodem mojej oceny. Gdyby przymknąć jedno oko i uznać, że cała zabawa popychająca fabułę do przodu jest oryginalna, to nawet da się bawić na tej książce. Przygoda okazuje się przyzwoita, bohaterowie też nie plączą się w niej jak mucha w pajęczynie, tylko faktycznie do niej należą. Oczywiście caly czas mówimy o sytuacji z przymrużeniem oka, ponieważ gdy wziąć faktycznie wszystko, co "Księżyc jest pierwszym umarłym" daje, to nagle robi się z tego teren pseudobagienny.
Rozumiem absolutnie każdy zarzut, że bohaterowie są irytujący. Myśle, że wynika to bardziej z konwencji książki młodziezowej niż faktycznego celu autorki, ale to nie jest karta wyjścia z więzenia w Monopoly. Humor też pozostawia... mmm, wiele do życzenia. Miło by było wreszcie przeczytać książkę "pasjonata czarnego humoru", w której czarny humor nie opiera się na byciu -fobem (to jedno użycie obraźliwe określenia, które było kompletnie absolutnie niepotrzebne, a wykorzystano je tylko po to, by poniżyć kogoś innego – widzę cię. dalej ci tego nie wybaczam). Czasami trudno określić, czy narracja idzie w kierunku parodii popularnych tropów, czy też stara się zapuścić w nich korzenie tak głęboko, jak się da. Bo pomysłów tu jest dużo, przełożeń "na polskie" równie wiele, tylko nie zawsze to wszystko wychodzi.
Trochę mieszane uczucia pozostawia za sobą historia Alicji. Jak na swojskie urban fantasy to dużo jest mówienia o magii, mało robienia/pokazywania magii. Za to sypnęło się tu komuś zbyt dużo napalonych.... chciałam powiedziec nastolatków, ale niech rzuci kamieniem ta osoba bohaterska książki, która nigdy w tej książce nie zrobiła aluzji seksualnej. Zaliczają się tu zarówno dorośli, jak i nieletni – w ogóle sam pomysł, by osobę o magicznych mocach, o których jeszcze nie wie, nazwać dziewicą, mówi sam za siebie.
Tak do przeczytania to fajne, ale obawiam się, że do fanów nie dołączę. Chciałabym powiedzieć, że trzymam kciuki za dalszy rozwój autorki, ale to nie jest debiut, tylko kolejna pozycja która wyszła niecałe trzy lata temu. Także nie wiem kurteczka.
Matko bosko co to było, naprawdę nie wiem co sądzić o tej książce bo to była sinusoida. W niektórych momentach chciałam dać ✨1✨ a czasem nawet ✨4✨. Książkę chciałam przeczytać jeszcze przed stworzeniem polskiego listopada ponieważ zaciekawiła mnie: ✳️Ciekawy świat ✳️Ciekawa fabuła
Jednak wszystko fajne jest zaorane przez ✴️Okropnych bohaterów ✴️Żenujące dialogi ✴️Zagubienie w czasoprzestrzeni
Ostatecznie jest to NIESTETY książka gorsza niż lepsza, jednak mam nadzieję, że autorka dalej będzie pisać i się rozwijać bo pomysły są, gorzej z wykonaniem.
2.5 Średnie. Nic się nie działo przez większość książki. Dosyć przewidywalne. Bohaterowie nie do końca mnie przekonali. Sięgnę po drugą część z ciekawości czy będzie więcej akcji, może się rozkręci.
Uwielbiam książki, w których dawne wierzenia mieszane są ze współczesnością. Dużo łatwiej jest mi wczuć się w głównych bohaterów i poczuć samą historię. Gdy tylko wydawnictwo Initium pokazało na stronie zapowiedź swojej nowej książki: Księżyc jest pierwszym umarłym, wiedziałam już, że prędzej czy później ta lektura trafi w moje ręce.
O książce: Po niespodziewanej śmierci rodziców siedemnastoletnia Alicja trafia pod opiekę nieznanej wcześniej ciotki, która mieszka w malutkiej miejscowości na Podkarpaciu. Dziewczyna prosto z Warszawy musi wprowadzić się do domu Tatiany - młodszej siostry swojej matki, mieszkającej w zapomnianym przez ludzi Czarcisławiu. Odnalezienie się się w małym miasteczku, w którym wszyscy się znają, jest dla siedemnastolatki niemałym szokiem, a potęguje to fakt, że o dziwo wszyscy jego mieszkańcy słyszeli o niej dużo wcześniej i wiedzą doskonale, kim ona jest. Miejsce to nie jest zwyczajną, zabitą dechami prowincją. Związana jest z nim legenda sięgająca XI wieku, dotycząca samych założycieli. Otóż wiele stuleci temu czwórka przyjaciół została wygnana z rodzinnej wioski, gdyż ludzie lękali się ich czarów. Rozeszli się w cztery strony świata, ale zadziwiającym zbiegiem okoliczności i tak wszyscy dotarli w to samo miejsce – do czarciego kamienia. Tam wywołali diabła i dobili z nim targu. Dzięki temu, każdy z czwórki założycieli uzyskał pewne nadprzyrodzone siły dziedziczone z każdym pokoleniem. Nie tak łatwo zerwać pakt z siłami nieczystymi. Jedynym sposobem na zakończenie magicznego dziedzictwa jest ponowne odprawienie rytuału przez obdarzonych mocami przedstawicieli każdego z rodów, pochodzących z jednego pokolenia. Alicja powoli przekonuje się, że sama jest ważną częścią tego nieznanego, magicznego świata. Czy dziewczyna poradzi sobie z ciężarem klątwy i dziedzictwa?
"- Masz być po prostu rozsądna. - Tatiana zacisnęła ręce na kierownicy. - A na czym ma polegać to bycie rozsądnym? Mówimy właśnie o jakimś popapranym świecie, gdzie dziewczyna nie wraca z imprezy, bo goni ją banda kretynów, którzy podczas pełni zamieniają się w wilki. Jej ciało znajduje koleś, który jest wampirem i który musi upewnić się upewnić, czy ona naprawdę nie żyję, bo inaczej jej duszę porwie utopiec albo jakieś inne gówno. Dziewczyna, z którą siedzę w jednej ławce, zamienia się w mysz by wejść do mojego domu, a moja własna ciotka mówi mi o jakimś garnku, bez którego nie odprawimy czarnej mszy i nie zdejmiemy pieprzonej klątwy! Na dodatek nie mogę iść z tym na policję, bo skończę w kaftanie, zanim wypowiem pierwsze zdanie. I ty mi każesz zachować rozsądek?!" (str. 254)
Moje zdanie: „Księżyc jest pierwszym umarłym” to pierwszy tom serii fantastycznej "Gdzie diabeł mówi dobranoc" pani Kariny Bonowicz. Nie ukrywam, że było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i po tej książce wiem, że nie ostatnie. Pierwsza rzecz, o której na pewno muszę wspomnieć to sam wybór tematyki. Przeniesienie wierzeń słowiańskich do dzisiejszych czasów to pomysł, który niejednemu autorowi odbił się przysłowiową czkawką. Trzeba jednak przyznać, że pani Bonowicz poradziła sobie z tym idealnie. Odpowiednie proporcje magii, legend, mitów, nowoczesności i... problemów z którymi borykają się codziennie nastolatkowie stworzyło świetną lekturę, od której trudno się oderwać. Chociaż opierając się na wieku głównych bohaterów można przypuszczać, że jest to powieść skierowana głównie do młodzieży, to jednak jej mroczność sprawia, że będzie to idealna lektura dla każdego. Jednocześnie jest to książka przygodowa, która cały czas zaskakuje czytelnika i trudno się od niej oderwać. Na kartach tej powieści znajduje się mnóstwo odniesień do dobrze znanej obecnie popkultury – m.in. do „Zmierzchu” Stephenie Meyer, "Harrego Pottera" J.K. Rowling, Stephena Kinga, a nawet sławnych sióstr Kardashian. Bohaterowie są nietuzinkowi i zupełnie odmienni, co nadaje powieści różnorodności. Główna postać, chociaż początkowo irytująca, z czasem pozwala się czytelnikowi polubić. Lekkie pióro i przyjemny styl to dodatkowe atuty tej książki. Chociaż ma ona prawie 600 stron, to czyta się ją zadziwiająca szybko. Te wszystkie wymienione cechy tworzą nam świetną powieść, idealną dla każdego kto lubi inteligentne poczucie humoru przeplatane sarkazmem z domieszką złośliwości. Osobiście odliczam dni do kolejnej części. Nie mogę doczekać się następnej wycieczki do tajemniczego Czarcisławia.
Ocena: 9/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Initium.
Książkę możecie również zdobyć na portalu: CzytamPierwszy.pl
Karina Bonowicz. Kobieta pisząca. Aktorsko niespełniona. Muzycznie wykluczona. Uzależniona od kawy, coca-coli i czarnego humoru. Nie znosi fasolki po bretońsku. Wielbicielka skandynawskiego chłodu i upiornej fantazji braci Grimm. Dziennikarka, pisarka i scenarzystka. Autorka powieści Pierwsze koty robaczywki oraz I tu jest bies pogrzebany. Według legendy, wiele stuleci temu czwórka przyjaciół została wygnana z rodzinnej wioski, gdyż ludzie lękali się ich czarów. Rozeszli się w cztery strony świata, ale zadziwiającym zbiegiem okoliczności i tak wszyscy dotarli w to samo miejsce – do czarciego kamienia. Tam wywołali diabła i dobili z nim targu... Ich potomkowie przez wieki odczuwali skutki tego paktu i bezskutecznie próbowali się z niego wywikłać. Czy przedstawicielom kolejnego pokolenia uda się wreszcie wrócić do normalności?
Sceną wydarzeń opisanych przez Karinę Bonowicz jest małe miasteczko na odludziu, gdzieś na Podkarpaciu. Miasteczko o ciekawie brzmiącej nazwie, która jednym będzie się kojarzyła z czymś mrocznym, innym zaś z czyś bardzo tajemniczym. Czarcisław, bo takie miano nadano temu miasteczku, gdzieś na końcu świata. Podoba wam się ta nazwa? Ja zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia.
Siedemnastoletnia warszawianka Alicja, po niespodziewanej śmierci rodziców zmuszona jest opuścić stolicę i zamieszkać ze swoją ciotką Tatianą, o której istnieniu nic dotąd nie wiedziała. Tak trafia do dziwnej i tajemniczej miejscowości Czarcisław w głębi Bieszczad. Jak to w małych wioskach bywa, tutaj wszyscy się znają i każdy o wszystkich wszystko wie. A mam wrażenie, że każdy wie więcej niż powinien. Alicja szybko przekona się, że dla nikogo nie stanowi zagadki, bo wszyscy oczywiście wiedzą kim jest. Niestety sama Alicja niejednokrotnie będzie się błąkać i błądzić, nie tylko po Czarcisławiu, ale także po okolicznych lasach i niestety wśród ludzi, którzy stanowią dla dziewczyny prawdziwą tajemnicę.
Karina Bonowicz wykonała kawał świetnej roboty tworząc galerię bardzo intrygujących postaci. Trochę szalona i zakręcona ciotka Tatiana. Alicja, fascynująca i trochę arogancka. Oryginalna i jedyna w swoim rodzaju gotka Natasza. Impertynencki i nieodgadniony Nikodem. Bliźniaki, Olga i Borys, bardzo tajemniczy, ale jak trzeba to pomocni. To tylko mała próbka tego, na kogo natkniecie się w tej książce. Bo, jak napisałam jest ich cała kolekcja. Postaci niesamowite, barwne, ale przy tym bardzo prawdziwe. Każdy jest interesujący na swój sposób i każdego, w miarę czytania, można polubić.
Mało jest źródeł historycznych dotyczących wierzeń i obrzędów słowiańskich, dlatego bardzo cieszy mnie, że pisarze sięgają po to, od czego się wywodzimy. A przy okazji mogą naprawdę popuścić wodze fantazji, żeby ten świat nam przybliżyć i żeby było ciekawie. Bonowicz ten zabieg udał się w stu procentach. Już od pierwszych stron wsiąkłam w tę opowieść. Krótko mówiąc zostałam zaczarowana i dobrze mi z tym. Co prawda książka jest kierowana do młodzieży, ale wcale mi to nie przeszkadzało.
W Czarcisławiu, jak sama nazwa wskazuje, można spotkać różne duchy i demony wywodzące się właśnie z mitologii starosłowiańskiej. Obok boga zjawisk nadprzyrodzonych, Welesa, natkniemy się na wilkołaki, wąpierze, strzygi, nocnice, wiedźmy, guślnice. Nie zabraknie zaklęć i magii, a to lubię najbardziej. Niektórych czytelników (nawet niekoniecznie bardzo uważnych) ucieszą liczne odniesienia do Harry'ego Pottera i Zmierzchu, które są takim oczkiem puszczonym w stronę każdego miłośnika książek.
Księżyc jest pierwszym umarłym nie wciąga nas akcją, od której trudno się oderwać, ale mimo tego książkę pochłania się w tempie ekspresowym i naprawdę choć na chwilę ciężko jest się z nią rozstać. Pierwszy tom cyklu Gdzie diabeł mówi dobranoc to świetna rozrywka i bardzo przyjemna lektura. Poważnie grozi zarwaniem nocy. Mnie się podobało i z wielką niecierpliwością będę wyczekiwała kontynuacji tej opowieści. A będzie się działo! Ci, którzy przeczytali do końca już to wiedzą. Tymczasem polecam tę książkę nie tylko młodzieży.
Nie pamiętam, kiedy tak lekko i przyjemnie czytało mi się książkę. Styl pisania autorki jest tak bardzo przyjemny, że książkę czyta się bardzo szybko, mimo iż ma 592str.
Bardzo polubiłam główną bohaterkę, Alicję. Jest ona bardzo dobrze skonstruowana, ale przede wszystkim jest realistyczna, co pozwoliło mi się z nią zżyć od pierwszych stron. Wydaje mi się, że głównym powodem tego jest jej podejście do rzeczy, których dowiaduje się w Czarcisławiu. Nie przyjmuje pewnych faktów z początku do wiadomości, momentami nawet od nich ucieka i dopiero z czasem powoli przetwarza je wszystkie. Sprawia to, że wśród wielu bohaterek jest wyjątkowa, bo nagle nie chce ratować całego świata.
Mamy tutaj masę wspaniałych, różnorodnych bohaterów, którzy dają tej powieści wiele życia i możliwości rozwinięcia fabuły w kolejnych tomach. Dzięki autorce poznajemy większość z nich w wystarczającym stopniu, aby stwierdzi, jaki mamy do nich stosunek. Ja pokochałam wszystkich.
Sama tematyka książki jest bardzo ciekawa. Zawarta jest tutaj mitologia słowiańska, stare legendy i wierzenia, a to wszystko przeplatane z codziennymi problemami nastolatków, co sprawiało, że nie dało się odciągnąć od lektury. Fabuła nie raz mnie zaskoczyła, a przez swój lekko mroczny klimat sprawiła, że książka na pewno będzie w mojej czołówce najlepszych książek przeczytanych w tym roku.
Książkę zamówiłam za punkty, na portalu: czytam Pierwszy.
Jest to młodzieżówka i bardzo mi się podobał cały „pomysł” na tę historie. Wilkołaki, strzygi, wampiry, nocnica, guślnice, strachacze - Rewelacja. Wkurzała mnie trochę główna bohaterka. Wszystko negowała i była opryskliwa, na szczęście idzie się przyzwyczaić. Ciekawi bohaterowie drugo planowi.
Spędziłam naprawdę miło czas a historia mnie „wciągnęła”. Wartka akcja, słowiańska mitologia i ciekawe rytuały tworzą interesującą całość. Nie ma zbędnych opisów i jest świetny humor. Zdecydowanie sięgnę po kontynuacje.
Bardzo szybko to przeczytałam, poszło gładko, bardzo zabawne, ale mam wrażenie, że najpierw było używane słowo "inwokacja", a potem "indykacja" w odniesieniu do tej samej rzeczy (?)
Totalnie moja seria, uwielbiam mitologię słowiańską i cały Czarcisław, chociaż książka nie jest idealna to wyciąga mnie z zastoju i świetnie się bawię ❤️❤️❤️ potrzebuje więcej młodzieżówek z mitologią słowiańską i takim humorkiem😭
4 reread zapomnialam jak kocham tą serie kckckckckcckckckckckckc lubie czytac adnotacje i fragmenty zaznaczone gdy mialam 13 lat. ULU ❤️ 💝 💘 💖 ❤️🩹 ❤️🔥 💗 💓 💞 💕 ❣️
Mówi się, że niewolno oceniać książki po okładce. Niestety nie jest to takie łatwe, jak może się wydawać. W końcu to okłada jest pierwszą rzeczy, która rzuca nam się w oczy zaraz po grzbiecie oczywiście. Dlatego też bardzo istotne jest, by wydawnictwa posmęciły jej dość sporo uwagi. Niektóre z nich kładą duży nacisk na wszelakiego rodzaju wizualne fajerwerki. Niestety Initium nie należy nawet do pierwszej dziesiątki. Dlatego też nie małym zaskoczeniem było dla mnie ich najnowsze dziecko. Do tej pory to ich najładniejsza oprawa i to taka, że aż dech zapiera. Mowa tu oczywiście o książce zatytułowanej „Księżyc jest pierwszym umarłym” będącej pierwszym tomem nowej serii „Gdzie diabeł mówi dobranoc”, której autorką jest Karina Bonowicz.
Siedemnastoletnia Alicja nie wygrała swoje życie na loterii. Po nagłej śmierci rodziców trafia pod opiekę jedynej żyjącej ciotki, o której istnieniu nie miała jasnego pojęcia. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że Tatiana (owa ciotka) mieszka na kompletnym odludziu gdzieś na Podkarpaciu. No wiecie miejsce takie określa się mianem, tam gdzie psy tyłkami szczekają albo coś takiego. Nazwa owej „metropolii” jest jeszcze lepsza, zwie się, bowiem Czarcisław. Alicja szybko zostaje wplątana w niezwykle mroczną i tajemniczą intrygę, którą ciągnie się od dziesiątek lat.
Muszę przyznać, że oprawa jest równie dobra, co sama zawartość. Już od pierwszych stron książka ta pochłonęła mnie bez reszty. Nawet przestałem zwracać uwagę na to, która godzinę pokazuje zegarek i że rano trzeba ruszyć do pracy. Niema co się jednak dziwić jeżeli w moje ręce wpadł istny majstersztyk. Cudownie napisany głównie za sprawą prostego i przyjemnego języka z równie cudownymi bohaterami oraz niesamowitą mroczną fabułą. Ten ostatni element przebił po prostu wszystko. Sam nie jestem do końca wielbicielem tego typu powieści, ale tym razem naprawdę się wciągnąłem. Autorka cudownie snuje opowieść z taką lekkością i nieudawaną przyjemnością. Pewnie trudno będzie utrzymać ten sam poziom w następnych tomach, ale mam nadzieję, że to się uda.
Zachwycili mnie również sami bohaterowie, mimo że są dość sztampowi. Jak zawsze spotykamy się z grupą postaci o różnych charakterach, umiejętnościach oraz całą resztą, która sprawia, że różnią się od siebie jak ogień i woda. Można by rzec również, że są jak wszystkie żywioły, ale ciężko by było wtedy przypisać coś Alicji, która zauroczyła mnie swoją nieporadnością oraz brakiem konkretnej wiedzy, co nieraz wplątuje ją w dość zabawne sytuacje. Czasami jest jak dziecko we mgle.
Znajdą się tu również elementy mniej pozytywne, a raczej jeden element. Dziwnie płynący czas, a raczej to, że w dość krótkim czasie dzieje się tu nazbyt dużo. Czasami sam byłem zaskoczony, gdy w któryś momencie dowiedziałem się, że dopiero dwa dni minęły, a już tyle rzeczy miało miejsce. Nie byłoby to nic złego gdyby nie fakt, że wszystko to było niezbędne do budowania fabuły. Czasem lubię poczytać o zwykłej codzienności jak to miało miejsce na początku książki. Podróż pociągiem, rozmowa z współpasażerką niby zwykłe nic, ale jednak dawało mi sporo przyjemności. Szkoda, że podobnych wydarzeń nie było więcej zwłaszcza w dalszych rozdziałach, bo pozwalałyby się zrelaksować i rozładowałyby trochę zbudowane już napięcie.
Dużo oczekuję od tej serii. Jej początek jest naprawdę niezły i z tego, co zauważyłem zainteresowanie nią też jest dość spore zwłaszcza na facebookowych grupach dla moli książkowych. Nie jest łatwo wybić się przy setkach innych pozycji na rynku. Karinie Bonowicz to się udało i szczere brawa dla niej. Mam nadzieję, że i ja dołożę moją małą cegiełkę do jej sukcesu namówię kilka osób do przeczytania jej książki. To znakomita powieść, którą mogę polecić wszystkim tym, którzy zakochali się chociażby w „Tajemnicy diabelskiego kręgu” Anny Kańtoch. Obie pozycje mają podobnie mroczny klimat, chociaż „Księżyc jest pierwszym umarłym” jest bardziej współczesny i taki lightowy, chociaż niepozbawiony momentów ciarkogennych. Sam już zaczynam się plątać w moich wypowiedziach, więc lepiej będzie jak przekonacie się sami.
Alicja po śmierci rodziców trafia na wychowanie do ciotki Tatiany, o której istnieniu nie miała do tej pory pojęcia. Mama dziewczyny nigdy nie wspominała o młodszej siostrze, ani o miejscowości, w której się wychowała, czyli Czarcisławie. Wyjazd z Warszawy i znalezienie się w małym miasteczku na Podkarpaciu jest dla siedemnastolatki niemałym szokiem, a potęguje to fakt, że tu każdy każdego zna i plotki rozchodzą się z prędkością światła. Nowa szkoła, dziwnie zachowujący się ludzie i stara legenda o założeniu miasta przez pakt z diabłem sprawiają, że Alicja nie wie komu ufać, z kim rozmawiać i jak przeżyć w tym zastałym miejscu.
"Księżyc jest pierwszym umarłym" to moje pierwsze spotkanie z autorką, choć jestem w pełni przekonana, że nie ostatnie. Początkowo, co z bólem serca przyznaję, nie chciałam zabierać się za tę książkę przez jej objętość, jednak sama nie wiem jak i kiedy minęło te prawie sześćset stron. Historia okazała się być tak wciągająca, że przeczytałam ją w jeden dzień, czego już niesamowicie żałuję, bo potrzebuję kontynuacji na wczoraj!
Historia jest gratką dla czytelników orientujących się nieco we współczesnej literaturze ze względu na dużą liczbę nawiązań do innych książek, a jednocześnie rajem dla fanów mitologii słowiańskiej i polskich legend. Mimo wielu nawiązań książka nie jest schematyczna, a wspominanie o innych utworach jest raczej podziękowaniem za konkretne tytuły, takie jak na przykład "Zmierzch", niż ściąganiem z nich wątków, bądź postaci.
Sama Alicja jest bohaterką trudną do zrozumienia, zarówno przez jej trudną sytuację, jak i charakter buntowniczki, która robi wszystko, by pokazać światu jak zła jest, że jej życie wywróciło się do góry nogami. Autorka świetnie oddała wiek dziewczyny i młode, dzikie serce, które samo nie wie czego chce, choć wszyscy wokół chcą usilnie naprowadzić ją na "dobrą" drogę. Jej postać jest w tym tomie wykreowana najlepiej, choć pani Bonowicz skupiła się w pewnym stopniu na nakreśleniu nam postaci drugoplanowych. W większości poznaliśmy już ich charaktery i próby działań, możemy zakładać czego się po nich będzie można spodziewać i czekamy na więcej! Mieszkańcy Czarcisławia to postacie wyjątkowo barwne i tajemnicze, więc pewnie Was nie zaskoczę pisząc, że z niecierpliwością czekam na więcej.
Styl pani Bonowicz jest prosty i przystępny w odbiorze, przez co książka trafi zarówno do młodszego odbiorcy, jak i osoby dorosłej. Mimo, że książka opowiada w dużej mierze o przygodach nastolatki, to pojawiają się też osoby dorosłe, ich dylematy i zajęcia, przez co historia ma do pewnego stopnia rozszerzony zakres odbiorców. Autorka wprowadza wiele wątków i choć niektóre początkowo wydają się nam być niezwiązane i niepotrzebnie rozwijane, to bliżej końca łączą się ze sobą jak puzzle.
"Księżyc jest pierwszym umarłym" to niesamowita historia, która Was pochłonie i nie wypuści mimo przewrócenia ostatniej kartki. Autorka stworzyła miejsce nam bliskie przez wzgląd na to, że Czarcisław jest w książce ulokowany na Podkarpaciu, więc w Polsce, a jednoczeście pełne magii, tajemnic i strachu. Mam nadzieję, że kolejny tom z dalszymi losami Alicji ukaże się jak najszybciej, bym mogła powrócić do tej historii i wraz z siedemnastolatką odkrywać kolejne sekrety Czarcisławia. Jeśli poszukujecie wciągającej książki o nastolatkach i młodych dorosłych pełnej tajemnic, słowiańskich wierzeń i humoru, to ta książka będzie dla Was idealna. Nawet jej objętość nie jest przeszkodą, ponieważ książka praktycznie sama się czyta i nie wiedzieć kiedy znajdziecie się na jej końcu.
Książka Kariny Bonowicz obudziła we mnie na nowo wielbicielkę fantastycznych klimatów – a zrobiła to z przytupem! Pierwszy tom serii „Gdzie diabeł mówi dobranoc” wielokrotnie wywołuje uśmiech na twarzy Czytelnika, a jest to dopiero jedno wielkie wprowadzenie do historii rozgrywającej się w Czarcisławiu.
Nie wiem nawet, od czego mogłabym zacząć – jest tu tak wiele elementów, które zasługują na uwagę. Najważniejszą kwestią jest jednak tematyka, do której autorka nawiązuje w przedstawionej historii. Połączenie mitologii słowiańskiej ze współczesnością jest zdecydowanie dobrą decyzją – zderzenie tych wierzeń z dzisiejszym światem i ludzką mentalnością daje niejaki obraz tego, jak mogłaby wyglądać rzeczywistość, gdyby naprawdę można było spotkać na swojej drodze guślarzy czy inne istoty powiązane z dawnym kultem. Do tego na kartach tej powieści znajduje się mnóstwo odniesień do dobrze znanej obecnie popkultury – m.in. do „Zmierzchu” Stephenie Meyer, a nawet do życia sióstr Kardashian!
Akcja nie kręci się wciąż koło głównej bohaterki, Alicji, ale skupia się również i na jej ciotce – Tatianie, na której spoczywa przywilej doglądania dziewczyny i poprawienia jej stanu wiedzy na ważne tematy, z którymi ma styczność po raz pierwszy w życiu. Gdyby tego było mało, do grona osób wtajemniczonych należy jeszcze parę innych osób, a każde z nich ma swoje charakterystyczne cechy, co jest ważne, ponieważ nie wydają się Czytelnikowi jedną zlepioną masą paradującą gdzieś w tle opowieści. Pomijając jednak wszystkich innych bohaterów, mam trochę do powiedzenia na temat tej, która w ogóle nie życzyła sobie trafić do Czarcisławia i jest całkowicie zielona w kwestii swojego pochodzenia i magicznego „spadku”, jakiego jest posiadaczką. Alicja – typowa siedemnastolatka mieszkająca w wielkim mieście o nazwie Warszawa (do czasu!) nagle musi zmienić miejsce swojego zamieszkania. Jak to przedstawicielka młodzieży – nie jest jej to w smak. I wcale się nie dziwię, ponieważ bunt w takim przypadku to całkowicie normalna reakcja z jej strony! Dodatkowo, ludzie zaczynają wmawiać jej dziwne rzeczy – na jej miejscu sama bym się stamtąd jak najszybciej zwijała. Jej upór i brak możliwości przyswajania w szybki sposób wszystkich potrzebnych informacji był czasami denerwujący, naprawdę. Nie jest to jednak nic, czego nie spotyka się na co dzień, dlatego dodaje to postaci pewnej dozy realności w tym fantastycznym otoczeniu, trzyma ją to mocno przy ziemi.
Muszę przyznać, że Karina Bonowicz skonstruowała historię, która zdecydowanie porwie Czytelnika. Te prawie sześćset stron przeminie w mgnieniu oka, pozostawiając po sobie niedosyt. Dużo tu dialogów – napisanych prostym, niewymagającym językiem, ale jeśli jesteście wyczuleni na młodzieżowy bunt, podejdźcie do lektury z dystansem!
Może zacznę od tego, że historia przedstawiona w książce bardzo mi się podobała. Trzymała w napięciu, a pomysły autorki były bardzo ciekawe. Dodatkowo styl pisania autorki pozwolił gładko przefrunąć przez prawie sześćset stron tekstu. A wisienką na torcie było to, że książka bywała zabawna.
Co mi się podobało mniej? Bohaterowie. Wszyscy bohaterowie byli podobnie irytujący, nienaturalni i często nielogicznie wykreowani. Alicja krzyczała na każdego bo tak, najbardziej irytowały ją inne kobiety, a powodem, dla których ich nie lubiła było to, że nosiły makijaż lub były atrakcyjne. Postać absolutnie niemożliwa do lubienia. Ciotka Tatiana była nieznośna i jej postać była bardzo mało realistyczna. Ciężko wyobrazić mi sobie dorosłą osobę, która w ten sposób rozmawia z nastolatką będąca pod jej opieką. Reszta postaci także była średnia, ale tej dwójki już raczej nie pobije.
Jeżeli chodzi o dialogi to przez to, że każdy krzyczy bez powodu, pyskuje i jest opryskliwy, czytałam je bez przyjemności. Ciężko było wyobrazić sobie to co się dzieje, bo bardziej przypominało to przepychanki na targu niż zwyczajne rozmowy.
Dodatkowe rzeczy, o których warto wspomnieć: bohaterowie uważają, że bycie osobą homoseksualną jest zabawne i jest wyzwiskiem, a jak ktoś wygląda zabawnie to wygląda jak transwestyta. Szkoda też, że główna zagadka książki nawet nie zbliżyła się do rozwiązania. Sprawiło to, że po przeczytaniu całości czułam się trochę jakbym do niczego nie doszła. Fajnie byłoby poznać jakikolwiek zalążek rozwiązania, dla poczucia satysfakcji po lekturze.
Ostatnia rzecz, która nie przeszkadzała mi aż tak bardzo jak powyższe to, fakt, że akcja odgrywała się na przestrzeni zaledwie kilku dni, a wydarzyło się bardzo dużo. Na mój gust dobrze by było rozciągnąć ją trochę w czasie. W ten sposób czytelnik mógłby wczuć się w historię Alicji i klimatyzować się do niej razem z nią.
Podsumowując - mam zamiar sięgnąć po drugą część serii, bo mimo licznych niedoskonałości, bawiłam się całkiem nieźle, ale prawdopodobnie mój standard dla następnej części będzie już trochę wyższy.
Zaskakująca! Bardzo wciągająca, angażująca, im dłużej słuchałam audiobooka, tym bardziej wciągnięta i zaangażowana byłam w tę historię.
Książka,której słuchanie sprawiło mi przyjemność. To była świetna rozrywka. Książka, ktòra wzbudziła we mnie nostalgię za moimi nastoletnimi czasami, kiedy zaczytywałam się seriami " Dom Nocy" i " Dary Anioła".
O nowych początkach, o tajemnicach rodzinnych, o poszukiwaniu własnej tożsamości, o przyjaźni.
Świetnie wykreowani bohaterowie,którzy z miejsca zdobyli moją sympatię, zwłaszcza Natasza i Borys.
Super wykreowany świat, bardzo działający na wyobraźnię.
Bardzo pomysłowy system magiczny.
Bardzo podobały mi się nawiązania do popkultury.
Moim ulubionym wątkiem był wątek Strachacza.
Bardzo interesujący był wątek Elizy.
Autorka bardzo umiejętnie buduje napięcie.
Już pierwszy zwrot akcji mnie zaskoczył, drugi mnie przeraził, następny mnie zdumiał, kolejny mnie przeraził, następny mną wstrząsnął, kolejny mnie zdziwił.
Rozwiązanie akcji było świetne, bardzo mi się podobało.
Zakończenie było bardzo zaskakujące.
Audiobook na platformie Audioteka jest super zrealizowany. Lektor, Tomasz Urbański, świetnie czyta.
Jeśli szukacie wciągającej, angażującej powieści fantasy Young Adult z motywami mitologii słowiańskiej, to polecam Wam tę książkę bardzo serdecznie.
Jeśli potrzebujecie książki fantasy Young Adult z zaskakującym zakończeniem, to polecam Wam tę powieść bardzo serdecznie.
Czytaliście tę książkę? Jakie macie odczucia? A może zamierzacie czytać?
Audiobooka słuchałam w ramach współpracy z Wydawnictwem Initium.
Dziękuję Wydawnictwu Initium za zaufanie i możliwość współpracy.
Powieść "Księżyc jest pierwszym umarłym" autorstwa Kariny Bonowicz to pierwszy tom serii "Gdzie diabeł mówi dobranoc". Książka, którą widzicie na zdjęciach to drugie wydanie, które ukazało się nakładem Wydawnictwa Initium.
Mamy tu ciekawą i oryginalną opowieść, która opiera się na kilku motywach, które osobiście bardzo lubię. Znajdziemy nawiązania do mitologii słowiańskiej i dużo istot ze słowiańskich wierzeń. Czy coś może zatem pójść nie tak? Owszem! Choć w tym przypadku nie w kwestii wrażeń z lektury, ale przebiegu wydarzeń w powieści.
Historia jest niezwykle wciągająca i nie mogłam się oderwać. Jednakże autorka potrafi namieszać i docierając do zakończenia po prostu czytelnik pozostaje w osłupieniu! Zdecydowanie kontynuację potrzebuje na już by dowiedzieć się co będzie działo się dalej i "Co? Jak? Dlaczego?". Zakończenie zdecydowanie jest w mojej opinii świetne.
Co do postaci to mam kilka uwag, ale zostawię je dla siebie, bo to zdecydowanie bardzo indywidualne odczucia i podejrzewam, że nie każdy tak będzie ich odbierał, a w szczególności jedną z osób. Jedynie co to napisze, że w mojej opinii postacie są bardzo solidnie wykreowane i realistycznie, a zwłaszcza biorąc pod uwagę ich wiek. Mają w sobie pewne cechy, które sprawiają, że nawet jeśli ich nie polubiliśmy to chcemy wiedzieć jak potoczy się ich los.
To był kawał zdecydowanie bardziej rozrywkowej lektury, gdzie mogłam oderwać się od ponurej codzienności i choć na chwilę zapomnieć o obowiązkach i dobrze się bawić. Relaksuje mimo, że wzbudza niepokój i kilka innych emocji, nie koniecznie tylko pozytywnych.
Jeśli szukacie ciekawej historii i dobrej rozrywki to ten tytuł będzie dobrym wyborem.
Jeśli już zdarza mi się sięgać po książki z kategorii fantastyka, to zdecydowanie najbardziej uwielbiam te napisane w słowiańskim klimacie! Te wszystkie magiczne istotny, wierzenia, tajemnice i obrzędy są mi bardzo bliskie i uwielbiam dowiadywać się o nich więcej. W tej książce znalazłam to wszystko i cała historia, która wydarzyła się w miasteczku Czarcisław skradła moje serce.
Alicja jest młodą dziewczyną, która po stracie rodziców musi zamieszkać z ciotką, której nawet nigdy wcześniej nie widziała. Trafia do Czarcisławia, gdzie dzieją się rzeczy, które każdemu było by ciężko zrozumieć! Jej ciotka okazuje się być młodą i wyluzowaną osobą, w której ostatecznie tkwi odrobina magii. Do tego obok niej pojawią się wilkołaki, strzygi, czarownice i różne inne magiczne i słowiańskie postacie!
Miasteczko oczywiście ma również i swoją legendę i jak się okazuje Alicja jest jej odrobiną. Dotyczy ona jej dalekich przodków i bardzo mocno wpływa na teraźniejsze wydarzenia. Przed dziewczyną pojawia się ciężkie zadanie. Musi zobaczyć komu może zaufać, obok kogo może iść, a kogo raczej powinna unikać. Czy na pewno wybierze ona słusznie?
Książka wciągnęła mnie od pierwszych stron i myślę, że osoby kochające te klimaty i fani serii "Kwiat paproci" będą zachwyceni tą książką. Do tego jest to dopiero pierwszy tom, a kończy się w takim momencie, że jak najszybciej chcielibyśmy sięgnąć po kolejny. Ja już na niego wyczekuje i mam nadzieję, że szybko pojawi się on na rynku!
Miałam wielkie nadzieje co do tej książki, niestety okropnie się zawiodłam. Fabuła prosta, wręcz nudna. Główna bohaterka kompletnie nie ogarnia świata wokół siebie i nawet nie chce! Dodatkowo czytając tę książkę nie raz towarzyszyła mi złość.
Zacznę może krótko o fabule, która moim zdaniem brzmi zachęcająco. Siedemnastoletnia Alicja po śmierci swoich rodziców jedzie na wieś, do swojej ciotki, o której istnieniu dotychczas nie miała pojęcia. Na miejscu dowiaduje się, że Czarcisław wręcz kipi słowiańskimi wierzeniami, a ona sama ponoć jest potomkinią założycieli wsi, którzy zawarli niegdyś pakt z diabłem, na wskutek czego posiada pewne magiczne umiejętności...
Książka mi się nie podobała. Głowna bohaterka jest głupia, można jej milion razy coś tłumaczyć ona dalej nie będzie tego wiedzieć. Nie wiem czy autorka ma czytelników za półgłówków, czy chodziło tu o ukazanie jaka Alicja jest niezorientowana w temacie ale dochodziło do takich absurdów, że kiedy ktoś piąty raz mówił "dziady" to główna bohaterka po raz kolejny się dziwiła co to i inni bohaterowie jej to musieli tłumaczyć. Halo! Nawet jakby Alicja nie trafiła do tej wiochy to i tak w wieku 17 lat powinna mieć czas zapoznać się z twórczością Mickiewicza co najmniej trzy razy i dowiedzieć się co to za obrzęd. Chodziła do szkoły w Warszawie, jestem pewna, że nawet tam czytają to w szkole. Dodatkowo główna bohaterka traktuje innych z pogardą, a większość jej dialogów polega na krzyczeniu albo obrażaniu innych.
Ciężko mi ją ocenić. Z jednej strony fabuła jest wciągająca, rzeczy się dzieją, czyta się szybko, a na końcu mamy ciekawy cliffhanger. Z drugiej zaś książka jest przepełniona stereotypami. Począwszy od jawnej nienawiści w stosunku do homoseksualistów i transfobii, przez okropnie niezręczny język, CHYBA stylizowany na młodzieżowy (ile razy pada tam "sorry" to ja nawet nie), a kończąc tę wyliczankę na próbie nawiązania do Mean Girls, która w praktyce opiera się na nieustannym powtarzaniu, jakie to złe są Kardashianki. I tu nawet nie chodzi o to, że ja bronię siostry Kardashian per se. Nie, tu chodzi o ten okropny sposób, w jaki autorka wypowiada się o wielu ludziach i wciska je w swoje szufladki. A to jest szalenie złe. Czy chcę dalej czytać tę historię? Raczej. Czy chcę wspierać homofobiczne i transfobiczne zapędy autorki przy okazji kupowania jej książki? Nigdy. Dlatego raczej nie zdecyduję się na zakup drugiego tomu. Chociażby z szacunku dla osób trans, które ta książka krzywdzi. Jakby nie było im wystarczająco ciężko.
Fabuła książki „Ksieżyc jest pierwszym umarłym” omota i zaczaruje. Krok po kroku bohaterka odkrywa sekrety bieszczadzkiego miasteczka na Podkarpaciu Czarcisław oraz mieszkańców, w którym nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Słowo „niemożliwe” nie ma racji bytu, a pojęcie „normalności” jest względne. W miasteczku może być tylko bardziej lub miej nie w porządku. Tu mieszkają wilkołaki, strzygi, guślnice, nocnice i strachacz. Pojawia się bóg Weles i Żmij. Słowiańskie bóstwa i demony, zioła, zaklęcia, eliksiry, zagadki i oglądanie się za siebie, czy jaki „diabeł” nie depcze po piętach. A wszystko przez średniowieczną legendę o pakcie czworga przyjaciół zawartym z diabłem. Alicja jest potomkinią jednego z założycieli ponurego miasteczka, nie orientuje się w magicznych niuansach. nie wie, co znaczy klątwa i jej zdjęcie ani dlaczego musi wystrzegać się księżyca. Wszystko przed nią. Czeka ją nieco demoniczna przyszłość. Należy się wystrzegać wilczych igrzysk, unikać wilkołaków, umieć rysować czarci krąg, szukać garnka. Najlepiej się odpowiednio zabezpieczyć – mieć przy sobie sól, zjeść czosnek, założyć odzież na lewą stronę, a nawet położyć siekierę na progu. W pakiecie nastoletni bohaterowie z pazurem, umiejętnie budowane napięcie, wszechobecna magia i groza, żywi martwi oraz przysięga. Niezapomniane wrażenia. Polecam nie tylko nastolatkom. Książkę odebrałam za punkty w portalu Czytam Pierwszy.
2,5⭐ Nie byłam przekonana czy dać tej książce 3 gwiazdki, więc na ten moment zostanie 2,5. Historia sama w sobie jest nawet ciekawa, jednak dopiero od połowy. Dużo rzeczy dzieje się tu chaotycznie i niektóre momenty są przedstawione kiepsko, ale jeśli przymknąć na to oko to może być. Jeśli chodzi o stary język o którym tu wspominano nie raz: bardzo nie pasowało mi, że główna bohaterka nazywała go "robaczkami", bardzo mi to przeszkadzało. Natomiast humor... cóż, nie jest on do końca mój, ale gdybym była tę parę lat młodsza, to pewnie bawiłabym się świetnie podczas czytania. Było tam parę momentów kompletnie z tyłka wyciągniętych, zwłaszcza ten na zakończenie, ale nie będę ukrywać, że od połowy zaczęłam się całkiem dobrze bawić, więc mam nadzieję, że kolejne tomy będą lepsze i bardziej mnie zaskoczą.
Niewielkie miasteczko, stare legendy, mroczne obrzędy i piętrzące się tajemnice – tak w skrócie można podsumować pierwszy tom obiecującego cyklu Gdzie diabeł mówi dobranoc autorstwa Kariny Bonowicz. I chociaż po literaturę młodzieżową sięgam coraz rzadziej, cieszę się, że akurat ta powieść trafiła w moje ręce. Lektura okazała się zaskakująco dobra i czekam z niecierpliwością na kolejny tom.