Jakub Małecki, autor bestsellerowych Dygotu i Rdzy oraz nominowanych do Nike Śladów, w zupełnie nowej odsłonie. Nikt nie idzie to subtelna opowieść, w której buzują wielkie emocje.
Po tym, jak Olga zobaczyła go po raz pierwszy, uporczywie wracał do niej w myślach. Tajemnicza postać z kolorowymi balonami. Ni to mężczyzna, ni to dziecko. Ona samotna, on osobny i zamknięty we własnym świecie. Ich losy przetną się ponownie na skrzyżowaniu ulic w chwili tragicznego zdarzenia.
Małecki prowokuje czytelnika, by na podstawie rozsypanych wspomnień stopniowo odkrywał prawdziwy bieg zdarzeń. Gdzieś są słowa niewypowiedziane, niespełnione relacje oraz gesty zawieszone między dwojgiem bliskich i obcych sobie ludzi. Wielkie miasto wypełniają miłość i samotność.
Nikt nie idzie to powieść, która hipnotyzuje delikatnie, sącząc czułe i ledwo wyczuwalne tony. Zostaje w pamięci na długo.
Pisarz, autor książek: Błędy (2008), Przemytnik cudu (2008), Zaksięgowani (2009), Dżozef (2011), W odbiciu (2011), Odwrotniak (2013) i Dygot (2015).
Napisał rownież kilkanaście opowiadań ogłoszonych w prasie i w antologiach. Przełożył z języka angielskiego wiele pozycji, między innymi Brudne wojny Jeremy’ego Scahilla, Paryż wyzwolony Antony’ego Beevora, Moją prawdę Mike’a Tysona i zbiór korespondencji pod tytułem Listy niezapomniane. Publikował w „Newsweeku”, „Polityce”, Angorze”, „Znaku”, „Nowej Fantastyce” i „Tygodniku Powszechnym”.
Laureat nagrody Śląkfa w kategorii „Twórca roku”, dwukrotnie nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Za przekład książki Listy niezapomniane na język polski zdobył Nagrodę Literacką Miesięcznika KSIĄŻKI. Za powieść Dygot nominowany był do Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus i Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Mieszka w Warszawie, z żoną Martą i zwierzętami.
Tą drogą Nikt nie idzie Tego dzisiejszego wieczoru
Matsuo Basho
„Nikt nie idzie” to jedna z najpiękniejszych i najczulszych opowieści, jakie przeczytacie w tym roku! Jakub Małecki potrafi zamykać emocje w najprostszych słowach, poruszać najdelikatniejsze struny w sercu czytelnika. Warto poddać się jego magii, warto dać się ująć jego prostej, przejmującej frazie, która trafia do głębi. Pomimo, że wraz z bohaterami próbujemy unieść się nad ziemię w niemej, niepojętej tęsknocie za przestworzami, to Małecki paradoksalnie trzyma nas blisko przy ziemi. Stworzył opowieść o życiu i śmierci, o porażającej samotności, o strachu i wstydzie, o wyrzutach sumienia, które dręczą przez lata, o błędach, które wciąż siedzą z tyłu głowy… Ale oszczędził czytelnikom nadmiernego rozczulania się nad bohaterami. W zamian podarował nam możliwość spojrzenia z bliska na urywki z ich życia, zaklęte chwile, momenty, które może jak w innej japońskiej sztuce kintsugi – sklejania niedoskonałego – przekształcą się w coś pięknego. Pewnego dnia.
To NAJLEPSZA powieść Jakuba Małeckiego do tej pory, a to oznacza, że tylko podnosi sobie poprzeczkę, idzie coraz wyżej i dalej, nieustająco dopracowując swój warsztat, z coraz większym wyczuciem kreując swoje opowieści. Takich pisarzy warto znać. Trzeba znać. Jego proza to skarb.
Nie chcę i nie będę się powtarzał, jeżeli chodzi o twórczość Kuby. Jego powieści to bez wątpienia najpiękniejsza polska literatura piękna obecnych czasów. To proza młodego pokolenia, pełna prostoty i realizmu magicznego, która wzrusza, czasami śmieszy, wbija w fotel, zmusza do refleksji i wzbudza sprzeczne uczucia. To niewiarygodne jak Małecki o rzeczach z pozoru błahych i prostych, o naszym życiu codziennym potrafi pisać tak subtelnie i pięknie. Tak również było z jego najnowszą powieścią "Nikt nie idzie", która moim zdaniem jest obecnie najlepszą powieścią Kuby. Sięgajcie po te książki, bo naprawdę warto!😍📚
Mam wrażenie, że autorzy tego typu książek czerpią swego rodzaju satysfakcję z emocjonalnego tłamszenia, jak mogą zafundować swoim czytelnikom. Pompują je całym złem tego świata, by pod koniec zarzucić jeszcze jednym nadprogramowym zgonem czy chorobą.
3,5/5 Historia, która w wielu momentach zachwyca prostotą, wrażliwością oraz czułością, chociaż mam wrażenie, że ze wszystkich książek tego autora wypada najgorzej.
Ładnie napisane i dobrze się czyta, ale to niestety jedyne plusy. Lubię czytać o zwykłym życiu zwykłych ludzi ale ta książka jest jeszcze bardziej o niczym niż inne tego typu. Brak jakiejkolwiek puenty, co mnie nie przekonuje. Nie musi być ona oczywista ale powinna chociaż BYĆ. Cała historia jest mega smutna i ponura, pokazuje, że ludzkie życie nie ma żadnego sensu, z czym się zdecydowanie nie zgadzam. Nie czytało mi się tej książki źle, ale z drugiej strony mogłam w tym czasie przeczytać lepsze powieści....
Strzępki kilku historii łączące się w jedną całość. Melancholijna, otulająca i refleksyjna. Tak mogę opisać tę powieść, którą jedni odczują mocniej, a inni mniej. Tej książki się nie czyta, ją się chłonie. Nie wiem czy zostanie ze mną na długo, bo brakowało mi jakiegoś "zapalnika". Nie mniej jednak to dobra książka, taka do przemyśleń.
Wciąż podziwiam, jak Jakub Małecki zwyczajną, nieporywającą z pozoru fabułą o zwyczajnym życiu zwyczajnych ludzi, za pomocą zwyczajnego języka i zwyczajnych słów, potrafi, między wierszami, przekazać tak głębokie i poruszające myśli, prawdy, spostrzeżenia i uczucia.
Jedenaście miesięcy trwała moja Jakubowa ciąża, jedenaście miesięcy od zakupu czekała na mnie „Nikt nie idzie”. Schwyciłem z półki z kupki wstydu czy jak to się tam nazywa, z tej która rośnie ciągle, bo wciąż nowe księgi przybywają, a ubywa jakby mniej. Miało być niezobowiązujące czytadło w czasie dojazdu do pracy. Miało być na lekko i na szybko. Na szybko i owszem, na lekko już niekoniecznie.
Od pierwszych stron zakochałem się w pisaniu Jakubowym. Narracja z początku irytująca, pełna niedopowiedzeń, niedomówień, zakrawająca na pseudo filozoficzną poezję przechodzi w historię opowiadaną „po prostu” czy jakby to zanucił Jacek Kaczmarski – mimochodem. Nie umiem pisać tekstów o książkach idealnych, o napisanych tak, że chwytają Cię za serce, za mózg, za duszę, za emocje.
„Słońce błyśnie między wschodem a zachodem Mimochodem obrysuje miasto chmur. Jednych dziegciem dzień nakarmi, innych miodem, Temu głowę wzniesie, temu napnie sznur.”
O akcji nie ma co pisać, bo tu jej (w moim rozumieniu) nie ma, jest fabuła, jest piękna i (ku mojemu wielkiemu smutku) niedokończona historia. Zwykła, jak to już w wielu opiniach tutaj napisano – bez bohaterów, o ludziach takich jak my, z problemami takie jak nasze. Czy dlatego to tak przejmujące? Czy dlatego tak trafiła do mnie? Ciężko mi odpowiedzieć samemu sobie. Chyba coraz bardziej lubię czytać obyczajówki, nazwane przeze mnie na półce prozą życia. Być może się starzeje mentalnie czy coś.
Chronologia mieszana niczym w filmie memento i to jest to co tak bardzo lubię w powieściach, takie krojenie rzeczywistości, mącenie czytelnikowi w głowie czasem, kolejnością przedstawiania zdarzeń. Od tej książki nie można się oderwać. Droga do pracy, droga z pracy, powrót do mieszkania i ogień do końca, do ostatniej strony.
Albo Jakub Małecki jest moim nowym odkryciem, pasją życia życiem zwykłym zwykłych ludzi przez karty jego twórczości. Olga, Klemens, Marzena, Igor i gdzieś tam w tle Artur. Historia zwykła jakich wiele, a trafia niesamowicie do człowieka. Po skończonej lekturze już wiedziałem, że muszę czytać dalej. Karmić duszę tym co ma do zaoferowania Małecki. Do następnej.
Zaczęłam ten rok od naprawdę dobrej książki. Świetnie skonstruowana, niesamowicie życiowa, melancholijna i przygnębiająca historia. Małecki nadal zachwyca ❤️
"Nikt nie idzie" to opowieść o kilku osobach, których losy splotły się w różnych okolicznościach. Olga i Igor znają się od małego, a dzieciństwo Igora zostało naznaczone tragedią. Jego starszy brat zaginął i już nigdy nie wrócił do domu. To odbiło się piętnem w dorosłym życiu obojga, w mniejszym lub większym stopniu. Poza tym poznajemy innych członków obu rodzin. Z drugiej strony mamy Marzenę i jej syna Klemensa. Klemens jest od urodzenia niepełnosprawny umysłowo, ojciec nie żyje, a matka zajmuje się nim, poświęcając dla niego wszystko. Pewnego dnia Marzena upada na ulicy i umiera na zawał, a będąca świadkiem całego zdarzenia, Olga zabiera pod swoje skrzydła Klemensa.
Po raz kolejny Pan Małecki wrzuca nas w rozsypane wspomnienia, które każe sobie nam poskładać niczym puzzle, by uzyskać pełny obraz okoliczności oraz charakterów postaci. Zderzamy się z wieloma problemami oraz emocjami, które im towarzyszą. Próbujemy zrozumieć ich tok rozumowania, zestawić doświadczenie życiowe z decyzjami, które podejmują. To moja któraś z kolei książka od tego autora, którą poznałam w stosunkowo krótkim czasie i mam wrażenie, że czytam w kółko ten sam schemat. Zawsze autor wyciąga na wierzch sporo dramatów, żebyśmy my mogli się wzruszyć i po skończeniu lektury przeanalizować swoje życie. Trochę ten schemat już mnie nuży, ale nadal łapię się na tym, że czytam to ze sporą ciekawością. Dopiero jak już dotarłam do końca to ta książka zostawiła mnie ze sporym niedosytem i z uczuciem pewnej powtarzalności. Może gdybym robiła jeszcze większe odstępy między książkami, żeby zdążyć "wywietrzyć" z głowy poprzednio nagromadzone emocje oraz myśli to lepiej bym odebrała tę pozycję.
Bardzo smutna, melancholijna opowieść o wyjątkowych ludziach. Kolejna wspaniała propozycja od Jakuba Małeckiego, która czaruje językiem i dobrocią. Polecam 🖤 "Ratować kogoś kosztem siebie, nie pytając, czy ten ktoś w ogóle chce być ratowany".
Niestety, wydmuszka. Od "Dygotu" do "Rdzy", książki Małeckiego robiły na mnie coraz większe wrażenie, "Dżozef" też mnie kupił, w międzyczasie autor był coraz szerzej chwalony i coraz bardziej znany, a ja bardzo mu kibicowałem, bo zasługiwał na to jak mało kto ostatnio. No i teraz przyszło pierwsze rozczarowanie. Miałem wrażenie, że podsłuchuję czyjąś rozmowę w poczekalni albo tramwaju - ktoś umiejący się posługiwać ładną polszczyzną relacjonuje rzeczy na tyle opowiadalne, że szkoda przestać słuchać, ale potem wysiadasz z tego tramwaju czy tam wchodzisz do lekarza, opowieść zostaje przerwana, a ty zostajesz z wrażeniem, że miło się słuchało, ale tak naprawdę nic o tych ludziach nie wiesz poza dwiema lub trzeba cechami (lubi rzecz x, zrobiła kiedyś y, a ostatnio przydarzyło jej się z), historia nie ma puenty, bo i pewnie nie zmierzała donikąd. Pewnie takie powieści złożone z wycinków z życia mają swoich fanów, do mnie to nie trafiło. Nadal oceniam dość wysoko, bo napisane ładnie, ale to tyle.
No i jak zwykle - wciągnęło, przygnębiło, dało do myślenia i przykuło do fotela na pół dnia. Małecki to jeden z kilku autorów, którego nie da się odłożyć i wrócić do książki później. Historia znów niezwykła w swojej zwykłości. Kolejny raz podczas czytania zastanawiałam się gdzie tkwi haczyk, który wciąga człowieka bez reszty w jego książki. To chyba ta wyjątkowa i niewymuszona umiejętność doboru słów i poruszające opowiadanie historii zwykłych bohaterów, którzy stają się niezwykli. W tej pozycji jest mniej bohaterów i mniej warstw niż w przednich tytułach, ale to wcale nie odbiera tej historii tego do czego autor już nas przyzwyczaił (na szczęście!). Jest tu też spore pole do własnej interpretacji i przemyśleń, czego nie odczułam aż tak w poprzednich książkach. Po raz kolejny się wzruszyłam, po raz kolejny z miejsca związałam się z bohaterami i zostałam całkowicie wessana w tę historię. Jestem znów zachwycona. Czytajcie Małeckiego! ;)
9/10. "Tą drogą Nikt nie idzie Tego dzisiejszego wieczoru." Coś cudownego. Małecki w niewiarygodny sposób opisał tutaj prostotę i ulotność ludzkiego życia. W rzeczywistości, ta książka może być o każdym z nas. O Tobie, o mnie, o niej lub o nim. Prości bohaterowie oraz ich skomplikowane związki. Życie pod najczystszą postacią. Autor przepięknie nakreślił wszystkie wydarzenia znajdujące się w tej książce. Zwrócił uwagę na detale oraz szczegóły, które tak bardzo mają wpływ na Nasze codzienne egzystowanie. Trudno tą książkę opisać innymi słowami niż "piękna". Piękna i smutna zarazem. Coś wspaniałego. Polecam wszystkim. Książka, którą trzeba znać. Ja z kolei na pewno muszę zabrać się za inne książki tego autora.
Przed sięgnięciem po tę książkę nazwisko autora w ogóle nic mi nie mówiło. Błyskawicznie zorientowałem się, jak wielkiego szejmu się dopuszczam. Na różnorakich portalach mogłem bowiem przeczytać, że Jakub Małecki to nowa nadzieja polskiej literatury i biorąc pod uwagę zarówno ilość komentarzy rozpływających się w zachwycie nad jego powieściami, jak i poziom entuzjazmu mogę śmiało powiedzieć, że jak dotąd Małeckiemu udało się zostać „złotym chłopcem”, którego chwalą i poklepują po ramieniu (niemal) wszyscy. Dokonał on rzeczy trudno wykonalnej, a mianowicie udanego komercyjnie tranzytu z fantastyki na grunt czegoś, co inni nazywają literaturą piękną, ja zaś nazywam literaturą obyczajową. Od razu zaintrygowała mnie jego osoba – w końcu rzadko się zdarza, aby chłopak robiący niegdyś wyłącznie w fantastyce dokonał rewolty i odniósł sukces. Na pierwszy ogień poszło Nikt nie idzie.
Z mojego punktu widzenia powieść ta jest klasycznym przykładem literatury środka i piszę to w znaczeniu jak najbardziej pozytywnym, bowiem należy docenić twórców, którzy piszą bez zadęcia i adresują to do szerszego grona. Nikt nie idzie jest przygodą na jeden wieczór: łatwo się przyswaja, absorbuje uwagę na krótki czas, a przy tym jest sprawnie napisana. Zgrzeszyłbym, gdybym z krytyką pojechał po warsztacie Jakuba Małeckiego, gdyż na podstawie tego, co otrzymałem mogę zaryzykować twierdzenie, że jest to ten typ prozy, który umiejętnie omija rafy mielizn narracyjnych. Mój problem z tą powieścią jest taki, że w sumie po prawie 300 stronach nie bardzo wiem, o czym ta książka jest i co autor usiłował mi przekazać. Nikt nie idzie łączy kilka ludzkich historii, które rzecz jasna się zazębiają, ale poza klasycznym wyciskaczem łez nie dostrzegam w tej prozie żadnego innego potencjału, niż łatwe wzruszenie nad cudzymi dramatami. Autor w ogóle nie stara się zniuansować i opowiadanej historii i swoich bohaterów, podając czytelnikowi – niczym kolejni adepci angloamerykańskich kursów kreatywnego pisania - wszystko na tacy, jakby powątpiewał w inteligencję odbiorcy i stawiał pod znakiem zapytania umiejętność odczytania alegorii lub metafory. Małecki swym pisarstwem wypełnia wszystko to, nad czym mogłaby popracować wyobraźnia czytelnika. Nie mam złudzeń, że o perypetiach ludzi z traumami w sercu nie da się pisać efektownie, lecz cały wysiłek odautorski został włożony nie w to, by zgrabnie napisać o prozie życie, ile w to, aby emocjonalnym szantażykiem czytelnika obowiązkowo wzruszyć do łez. Wszystko w tej powieści jest podporządkowane temu celowi i niestety od Nikt nie idzie wali tanim sentymentalizmem, a sam styl autora zaczyna niebezpiecznie przypominać Janusza Leona Wiśniewskiego, tyle że dla ciut młodszego pokolenia.
Na bazie wzruszeń z autystycznym bohaterem Małecki serwuje kilka pobocznych historii, które same w sobie nie budują ciekawej opowieści, ale w połączeniu miały (chyba) stworzyć coś na kształt narracji o porzuceniach oraz utratach. Kompozycyjnie – łącznie z nader czytelnymi sugestiami, co czytelnik ma myśleć i jak odbierać sytuacje bohaterów – jest bardzo szkolna z takim ładnie wyodrębnionym wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. Jakub Małecki opowiada w niej o braku odwagi do zmierzenia się samemu ze sobą, ale buńczucznie, z gorliwością neofity narzuca narracyjnie pewne emocje i gotów jest zrobić bardzo wiele, aby ta mocno rozmyta fabularnie książka „wywołała odpowiednie wrażenie”, czyli inwazję smutków i smuteczków. Odkłada się ją z przeświadczeniem, że bardzo wzrusza. Obawiam się, że miesiąc po lekturze trudno będzie określić, co dokładnie to wzruszenie wywołało.
Książki Małeckiego poruszają inny, ukryty i niekoniecznie „czysty“ rodzaj wrażliwości. Uwielbiam połączenie prostego stylu pisania z inteligencją, brutalną szczerością i oryginalnością autora
Jest 4 stycznia, a ja już przeczytałam najlepszą książkę w tym roku. Doskonała! Nic bym w niej nie zmieniła. No może tylko to, żeby stała na mojej półce. Czytajcie, bo warto!
Najnowsza powieść Jakuba Małeckiego pt. "Nikt nie idzie" - pierwotny tytuł "Nauka latania", który moim skromnym zdaniem dużo lepiej oddałby jej niepowtarzalny klimat - to propozycja pełna symboli, samotności, niepewności, drżąca fortepianowym pianissimo, ale i uderzająca mocnym forte. Z jednej strony książka ta przygniata siłą przekazu, bo mamy tutaj bohaterów po traumie i różnorodnymi obciążeniami, których losy śledzimy w skupieniu i empatycznym zrozumieniu. Natomiast z drugiej strony tytuł ten cechuje lekkość formy i skondensowanej w niedługich rozdziałach fabuły, podobnych balonom uciekającym z klemensowego plecaka (kto przeczyta książkę, będzie wiedział, w czym rzecz) czy uczuciu wolności, towarzyszącemu pilotom wykonującym lotnicze akrobacje.
edit: czyli mięło prawie pół roku, a ja myślę o niej zdecydowanie zbyt często, więc z oceny 4/4,5 podnoszę do 5, bo chyba to właśnie najlepiej świadczy o książce - gdy po prostu nie wychodzi z głowy...
cudowna lektorka, bardzo polecam w audio. a sama książka - okropnie smutna, prawdziwa, cicha, niedopowiedziana. zwyczajna i niezwyczajna. niby nic się w niej nie wydarzyło, a jednak wydarzyło się wszystko. a o czym ona jest? nie wiem, o życiu chyba. tak po prostu. z każdą przesłuchaną minutą zlepek wspomnień, bohaterów, wydarzeń układał się w całość. i to naprawdę piękną całość. bardzo polecam. jest w niej to coś, co urzekło mnie w twórczości małeckiego, a czego nie znalazłam w jego zeszłorocznej książce, dlatego serce bije mi do niej jeszcze szybciej.
4,5/5 Ta książka wciąga, wzrusza, zastanawia. Nie jest to prosta literatura, ale napisana bardzo prostym językiem. Mam wrażenie, że właśnie wrażliwość, którą można wyczuć w autorze jest jednym z większych plusów. . Historia o niecodziennej codzienności. O samotności, porzuceniu, dramatach dorosłego życia, wierze, że wszystko w życiu dziejąc się ma swoją przyczynę. . Małecki ma genialny styl. Prosty, przejrzysty, ale pełen niedopowiedzeń, opowiada o pewnym zdarzeniu, nie nazywając go, wzruszający, pobudzający, ale nie opisowy. . Myślę, że Małecki zdecydowanie wyróżnia się na tle polskich autorów. Czytanie #niktnieidzie jest na pewno bardzo ciekawym przeżyciem i myślę, że warto!