Piekło i szpada: Tam, gdzie mrok nie tylko panuje, ale jeszcze się wygodnie rozsiada
Feliks W. Kres zaprasza cię na długi spacer po piekielnym świecie, w którym po drodze natrafisz na kilka literackich zakrętów... ale niestety, nie są one fajne.
ROZDZIAŁ I: Witaj w Zjednoczonych Królestwach, gdzie Bóg na urlopie, a ty masz zgubić orientację
Zanim zanurzysz się w Piekle i szpadzie, wyobraź sobie, że ktoś wrzuca cię na głęboką wodę, nie mówiąc ani słowa. No, może oprócz „powodzenia”, ale nie licz na koło ratunkowe. Zjednoczone Królestwa to świat, który nie daje czasu na wprowadzenie. „Zrozumiesz później”, mówi ci Kres, ale tak naprawdę to „później” to jedno wielkie zamieszanie, w którym gubisz się bardziej niż postacie, które powoli lądują w piekle. Nie ma prologu. Nie ma ładnych wprowadzeń. Jesteś wrzucony, jakbyś dostał bezlitosną szpady w twarz w środku burzy.
Pierwsze dwa opowiadania to jak próba przejścia przez zamek z zamkniętymi oczami i wielkim torcem. Czasami masz ochotę cofnąć się, sprawdzić, czy coś nie umknęło. Bo co, jeśli umknęło? Bo to wszystko jest trochę jak układanka, którą próbujesz poskładać na podstawie fragmentów starego pergaminu i przypuszczeń. Ostatecznie, im więcej się czyta, tym więcej powiązań dostrzegasz, ale nie licz na to, że stanie się to łatwiejsze. Tylko trochę łatwiejsze.
ROZDZIAŁ II: Język, który wywołuje więcej zmarszczek niż moje zdziwienie na kolejną dodrukowaną książkę Sandserona przez maga (marszczę czoło sarkastycznie)
A teraz przejdźmy do prawdziwej zbrodni, która zabiera całą radość z czytania tej książki. Kres zdecydował się na coś, co można by nazwać „mową pradawnych królów, którzy zapomnieli, co to gramatyka”. Owszem, rozumiem, że książka ma być osadzona w realiach XVIII wieku (czy coś w tym stylu), ale czy naprawdę musimy się męczyć przez archaizmy, które czasem brzmią tak nienaturalnie, jakby autor starał się pisać na maszynie do pisania, a nie w XXI wieku? To prawdziwy test cierpliwości.
Kres, jakby postanowił, że jego książka nie tylko cię wciągnie w mrok, ale i poprowadzi przez meandry literackiego labiryntu z długimi akapitami, które mają więcej słów niż sam papież w kazaniu. Czujesz się jakbyś wpadł w bagno – ciągle brniesz, ale nie do końca wiesz, gdzie właściwie zmierzasz. Co najgorsze, im dłużej czytasz, tym bardziej liczysz strony, wyczekując końca jak ratunku. Nie jest to najlepsze wrażenie, szczególnie biorąc pod uwagę, że fabuła naprawdę może cię wciągnąć… ale tylko wtedy, gdy masz siłę przebrnąć przez tę literacką galaretkę.
ROZDZIAŁ III: Magia, która sprawia, że wolałbyś nie wiedzieć, że istnieje
Przejdźmy teraz do magii. W Piekle i szpadzie magia nie jest tylko narzędziem, które bohaterowie mogą wykorzystać do ratowania świata. O nie. Ta magia jest nieokiełznana, dzika, a czasami ma odcień bardziej horroru niż fantasy. Jak mam być szczery te elementy horrorowe wypadają najlepiej. Gdy pojawia się na kartach książki, nie możesz być pewien, czy nie zostaniesz jej ofiarą. Nie jest to zatem magia, którą chcesz mieć w swoim codziennym życiu – to ta, która cię opęta, sprawi, że zaczniesz widzieć rzeczy, które nie istnieją, i będziesz się zastanawiał, czemu w ogóle sięgnąłeś po książkę, która przez całą noc nie daje ci zasnąć.
Magia, jak cała reszta tego świata, nie jest tu w żadnym wypadku miła. To nie zaklęcia na zawołanie, ale coś, co wywraca ci życie do góry nogami, nie zważając na konsekwencje. Jakby Kres uznał, że im bardziej straszne, tym bardziej interesujące. Cóż, ma rację, ale pewnie dlatego śpisz z zapaloną lampką, bo nic, co jest związane z tą magią, nie jest bezpieczne.
ROZDZIAŁ IV: Wojna, czyli najbardziej Grimdarkowa książka
W Piekle i szpadzie wojna to grób, w którym nie ma miejsca na heroizm. Zamiast tego dostajesz brutalność, cynizm i nieustanną walkę o przetrwanie. Nie ma tu rycerzy, którzy machają szpadami na tle zachodzącego słońca – są tylko ci, którzy starają się nie zginąć w błocie i brudzie. Chociaż postacie Kresa na pewno nie są bohaterami z bajki, to przynajmniej są… prawdziwi? Cóż, na pewno nie mają zamiaru uratować świata, a ich głównym celem jest znaleźć sposób, by przeżyć, co czasami jest równie trudne, co rozgryzienie tej książki.
ROZDZIAŁ V: Cynizm, religia i brak nadziei
Piekło i szpada to książka, która zdaje się krzyczeć: „Bóg cię porzucił, teraz musisz polegać na własnym cynizmie!” Kres przygląda się wierzeniom z takim dystansem, że aż czujesz, jakby wyciągał ci z rękawa paszport na podróż przez piekło. Porównania Boga do Szatana są tu na porządku dziennym, a całość przesiąknięta jest nie tylko cynizmem, ale także głębokim zniesmaczeniem. Postacie, choć pełne ambicji, zderzają się z brutalną rzeczywistością, która nie ma dla nich nic pozytywnego. Nie ma tu wytchnienia, nie ma światełka w tunelu. Jeśli szukasz ulgi w literaturze, Kres na pewno ci jej nie zaoferuje.
ROZDZIAŁ VI: Podsumowanie, czyli czy warto przeczytać?
Czy polecam Piekło i szpadę?
Zdecydowanie nie wiem. Jednak, jeśli masz czas, cierpliwość i lubisz mroczne światy, które nie oszczędzają cię ani przez chwilę. Jeśli jednak szukasz lekkiej lektury, która przyjemnie cię otuli, odradzam. Kres oferuje opowieść, która jest – trudna do złożenia, z każdym kawałkiem wyglądającym tak, jakby nie pasował do reszty. Język jest wyzwaniem, a świat – nieprzyjazny. Ale jeśli jesteś gotów na literacką podróż przez bagna i ciemność, to z pewnością znajdziesz coś, co cię zainteresuje.
3.25/5