Aniela miała trudne dzieciństwo i nie zaznała wiele miłości. Tuż przed wybuchem wojny spotyka Adama, z którym decyduje się związać swoją przyszłość. Razem próbują ułożyć życie swojej rodziny w trudnych czasach. Gdy życie stawia przed Anielą kolejne wyzwania, kobieta zmuszona jest znaleźć w sobie siłę, która pozwoli jej pokonać przeszkody i przezwyciężyć wszystkie problemy.
Czy Aniela zapewni szczęśliwą przyszłość sobie i swojej rodzinie? Jak potoczą się jej dalsze losy w okrutnej rzeczywistości?
Miłość i nienawiść, życie i śmierć, rozpacz i siła. Małe radości i lęk o przyszłość rodziny. To wszystko składa się na poruszającą sagę rodzinną Matki i córki Izabeli Krasińskiej.
Dziewczyny na Instagramie tak reklamowały tę książkę, że złapałam w ciemno. Dodatkowo było to pierwsze moje spotkanie z Izabelą Krasińską, więc zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Szczerze mówiąc myślałam, że spędzę wieczór przy lekkiej, typowo kobiecej lekturze, a tu niespodzianka. Kolokwialnie mówiąc opadła mi kopara. Fascynują mnie takie książki, gdzie jakby nie ma początku ani końca, w których nie chodzi o jakieś konkretne zdarzenie czy intrygę, a o pokazanie czyjejś historii. Tak po prostu. Fascynują mnie, bo przecież nie muszę rozwikłać żadnej zagadki, nie czekam na jakieś specjalne zakończenie, a jednak czytam jakby świat nie istniał. Tak właśnie było i teraz. Powiedzieć, że życie Anieli było trudne, to jak powiedzieć, że -40’C to niewielki chłodek. Przez wszystkie strony towarzyszyła mi jedna myśl: jak dużo potrafi znieść człowiek? I mimo że unikam ostatnio takich trudnych tematów, to nie żałuję, że poznałam Anielę. To była naprawdę dobra książka. Autorka wyjątkowo dobrze przygotowała się do napisania tej powieści, za co wielkie brawa. Jak fajnie móc przeczytać choćby o ówczesnych wierzeniach i zwyczajach. Nie znam aż tak dobrze tamtego świata, ale wydaje mi się, że autorka idealnie oddała obraz tamtych dni. Jedyne czego bym się uczepiła, to takie jakby krótkie streszczenia/podsumowania, które pojawiają się na szczęście rzadko. I nie wiem czy to dla uporządkowania myśli czytelnika czy bohatera. Przyznam jednak, że to już jest wyższy poziom czepialstwa z mojej strony ;) Gorąco polecam tę książkę i czekam niecierpliwie na kolejny tom.
Gdy brałam się za "Anielę" wyobrażałam sobie zwyczajną obyczajówkę, coś lekkiego. Nic bardziej mylnego! Książka nie jest normalną powieścią obyczajową.
Było to moje pierwsze spotkanie z autorką i prawdę mówiąc to nie wiedziałam czego powinnam się tutaj spodziewać.
Gdy zaczęłam ją czytać od razu zauważyłam dużo dialogów, które są pisane gwarą, oraz czas, który nie ma nic wspólnego z teraźniejszością.. Opisana historia ma miejsce w czasach wojennych. Ciężko mi się czyta takie książki, jednak już od pierwszych stron wkręciłam się w historię Anieli tak, że nie potrafiłam odłożyć jej na potem.
Książka jest jedną z tych książek, gdzie od pierwszych do ostatnich stron przeżywamy ból z naszymi głównymi bohaterami. Powieść jest trudna, smutna, łapiąca za serce. Poznamy tutaj cierpienie oraz tęsknotę. Pomimo, że historia nie jest usłana różami, to robi ją to wyjątkową i czyta się to z wielką przyjemnością.
Naprawdę, czytając to nie mogłam sobie wyobrazić tego ile jedna osoba może wytrwać. Prawdę mówiąc to nie tylko w jej życiu nie było kolorowo, ogólnie w tamtych czasach. Teraz człowiek ma wszystko, a i tak mu jest źle..
Byłam pełna podziwu dla głównej bohaterki, mimo tak okropnego losu jaki zesłało jej życie potrafiła z głową do góry gnać przed siebie. Nie poddała się.
Autorka w genialny sposób opisała wiejskie życie, pokazała nam zwyczaje jakie tam panowały podczas wesela czy pogrzebu. Bardzo ciekawe! A to jaki autorka zrobiła research podczas pisania tej powieści to się w głowie nie mieści!
Polecam Wam okropnie! A ja zabieram się za "Wandę".