Gdzieś mi niedawno mignął ten tytuł i przypomniałam sobie, że była to pierwsza lektura, którą musiałam przeczytać w podstawówce. Rodzice zawieźli mnie wtedy do biblioteki, gdzie zobaczyłam setki książek dostępnych za darmo...
Wspomnienie miłe a sama książka no, nie spodziewałam się, że będzie ukazywać jak właścicielka rzuca kamieniami w psy albo je bije po przyłapaniu jak rozrabiają na podwórku 💀 Na szczęście czasem rzuci dodatkową kostkę z obiadu i wtedy fajnie jest. Yikes, ale no, brzmi jak wiarygodne i prawdopodobne przedstawienie wsi z początku XX wieku.
Zdziwiło mnie też, że psy "ćpały kartofle", ale najwyraźniej kiedyś oznaczało to po prostu łapczywe jedzenie, taka ciekawostka.
Nie wiem, czy ta książka dalej jest lekturą, w sumie nie musi być, bo morału tu nie ma za bardzo, jedynie, że pies to jest pies xD Przygody zwierzaków są opisane z ich perspektywy, autor dobrze i zabawnie oddał ich momentami chaotyczne zachowania i energiczne usposobienie. Przyjemnie i szybko się czyta, całość do machnięcia w godzinkę.