Dworzec to jedyne bezpieczne miejsce. Ciemność tu nie zagląda. Na razie… Przerażająca podróż po tonących w ciemności Katowicach.
Katowice Główny to miejsce, przez które przewijają się dziennie tysiące ludzi. Większość pojawia się tam na moment, część została na znacznie dłużej. Bezdomni. Wybrani. Niegdyś mieli rodziny, pracę, wiedli mniej lub bardziej szczęśliwe życie. Dziś mają tylko siebie i stare, śmierdzące dworcowe hale. Wybrała ich bowiem Ciemność. Zapłonęła i nigdy już nie zgasła.
Natalia – studentka kulturoznawstwa – w podzięce za pomoc oddaje starszemu mężczyźnie znalezioną w portfelu monetę. Nieświadomie bierze tym samym na siebie cudze przekleństwo. Już wkrótce i dla niej zapłonie Ciemność, zamieniając jej życie w horror. Ratunku może szukać tylko wśród podobnych sobie. Dworzec Katowice czeka…
Jakub Ćwiek przekonująco oddaje specyfikę dworcowego życia, skutecznie odwzorowuje nie tak dawną rzeczywistość, z mistrzowską precyzją dozuje napięcie i umiejętnie prowadzi barwnych bohaterów przez pogrążone w mroku piekło.
Jakub Ćwiek to pisarz, który w swej twórczości łączy popkulturowe tropy z osobistym doświadczeniem. Już kiedy studiował na Śląsku, zwrócił uwagę na Katowice wraz z ich charakterystyczną zabudową, a jego największą uwagę przyciągnął stary dworzec. Gdy autor spisywał Ciemność płonie, nie przypuszczał jeszcze, że po miejscu tym pozostanie tylko wspomnienie, a on stanie się jego mimowolnym kronikarzem.
Historie bezdomnych, które złożyły się na zarys powieści, zbierał z pierwszej ręki, przez pół roku sypiając na dworcu i na ile było to możliwe, dzieląc los jego mieszkańców.
Człowiek, który nie potrafi usiedzieć w miejscu. Pisarz, komik stand-upowy, publicysta, podróżnik. Autor ponad dwudziestu książek, a także licznych opowiadań, słuchowisk, artykułów, sztuk teatralnych i scenariuszy.
Polecam szczególnie tym, którzy znają Katowice, albo przynajmniej okolice dworca głównego i sam dworzec oczywiście jeszcze przed rozpoczętym remontem. A może to nie remont tylko ciemność go pochłonęła?
Ciemność płonie to książka, po którą sięgnęłam spontanicznie. Nie czytałam opisu, nie wiedziałam, że to horror, po prostu zaczęłam jej słuchać.
Historia zaczyna się od studentki, która stojąc na przystanku jest zaczepiana przez niechciane towarzystwo. W jej obronie staje starszy mężczyzna, któremu pomoc okazuje się dużo bardziej kosztowna niż dziewczyna mogłaby się spodziewać. Autor bardzo dobrze odwzorowuje życie dworca. Pokazał obraz społeczności, na którą w biegu życia rzadko zwraca się uwagę i do ich codzienności dodał powód, dla którego nie mogą porzucić tego miejsca.
To właśnie warstwa społeczna i obraz, który udało się stworzyć były najmocniejszymi elementami tej książki. Czytając ją widziałam doskonale złamanych ludzi, walczących o resztki normalności, zajmujących swoje miejsca na dworcu niczym stojące tam od lat meble. Książka skłania do zastanowienia się nad problemem bezdomności. Z jednej strony autor pokazuje marginalizowanie bezdomnych, z drugiej uczłowiecza ich dając im bagaże doświadczeń i wspólnotę.
W tej historii stali bywalcy, są wyjątkowi, wybrani przez ciemność, która po zmroku ukazuje im koszmary, a jedynym miejscem, w którym są bezpieczni jest właśnie teren dworca Katowice Główny. Gdy Natalia, zmuszona jest dołączyć do tej społeczności, wydaje mi się, że za szybko to akceptuje. Zabrakło mi w jej postaci jakiegoś momentu pogodzenia się z nową sytuacją. Jeśli chodzi o innych bohaterów to mamy tu ciekawe postacie, Policjanta Grzesia, który doskonale zna los wybranych i jako policjant i osoba, której się udało opuścić koszmar, pomaga innym z zewnątrz, Literata, który pełni rolę przywódcy grupy i przechowuje pamięć o jej członkach, Alberta, który jako były górnik doznał już innego rodzaju ciemności i który kryje się na dworcu przed rodziną, Izkę, która jest podstarzałą prostytutką, mocno doświadczoną życiem czy Tadeusza, którego historię ciekawie było odkryć.
Na początku postaci, szczególnie bezdomnych z dworca trochę mi się mieszały, później gdy powoli zaczęliśmy poznawać ich przeszłość, zaczęły stanowić dla mnie osobne jednostki. Może życzyłabym sobie by każda z nich dostała trochę więcej czasu, a ich historie i powody wylądowania na dworcu były bardziej poszerzone.
Dodatkowo, nie do końca mogłam zrozumieć, czemu ci ludzie w większości zrezygnowali z życia w społeczeństwie mimo, że zagrożeni byli wyłącznie nocą. U większości postaci Dworzec był w dużej mierze ich wyborem. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale jednak.
Jeżeli chodzi o sam horror, to nie odczuwałam strachu czytając tą książkę. Pan Ćwiek dobrze opisał uczucia bohaterów, czy to co widzieli, ale dla mnie zabrakło napięcia. Nie jestem też pewna czy sam motyw wiary i kościoła był tu potrzebny, ale wydaje mi się, że nawiązywanie do powyższych często przewija się w twórczości autora. Plusy natomiast należą się za śląskie akcenty i wyczuwalny klimat dworca.
Sama książka ogólnie mi się podobała, pomysł na nią był dość oryginalny. Gdzieś tam może zabrakło szczegółów, pozwalających czytelnikowi na zgłębienie i zrozumienie tytułowej ciemności. Dużo autor pozostawia też w sferze domyśleń, więc jeśli otwarte zakończenia nie są czymś co lubicie to może wam się nie spodobać. Wydaje mi się także, że gdyby to była zwykła historia o mieszkańcach dworca bez fantastycznych elementów, książka mogłaby być dużo lepsza. Tak jak wcześniej wspomniałam to warstwa socjalno-społeczna ma tu pierwsze skrzypce.
Jeśli myślicie, że to może być coś w waszym klimacie, to warto dać szansę. uważam też, że dla mieszkańców Katowic książka może mieć dodatkowy walor. Mi nic nie urwało, taki średniaczek, ale słuchało się dobrze więc osobiście daję okejkę.
Ta książka jest jedną z tych, po które sięga się przypadkiem – ze względu na intrygujący tytuł, okładkę lub po prostu w desperacji, gdy nie mamy nic do czytania. Takie dzieła są niczym przeznaczenie – już po pierwszych paru zdaniach człowiek wie, że znalazł jedną z tych książek, które od zawsze były mu pisane.
Motyw piekła na ziemi, zaświatów, które funkcjonują tuż obok nas został przedstawiony mistrzowsko.
Miejsce akcji – katowicki, niegdyś istniejący dworzec, zwany przez mieszkańców „umieralnią" jest niczym inny wymiar, rządzący się swoimi zasadami, tak odmienny od codzienności ludzi, którzy nie zostali Wybrani.
Tytułowa Ciemność intryguje i przeraża jednocześnie. Dramat wybranych polega na tym, że gdziekolwiek się nie udadzą, dręczą ich wyrzuty sumienia, a grzechy z przeszłości przybierają materialną formę i nawiedzają dawnych prześladowców.
Bohaterowie tej książki odbywają nieustanną pokutę, bez chwili wytchnienia prześladowani przez zjawy. To jak zbiorowa schizofrenia, na dodatek wciąż się rozprzestrzeniająca...
A jedynym sposobem na wyrwanie się ze szponów Ciemności jest tajemnicza moneta.
Oto katowicki dworzec, o którym mówi się jak o ostatnim przystanku bezdomnych z całego kraju. Gdy tu przychodzisz, to jedynie po to, żeby umrzeć. Prawda jest jednak dużo bardziej skomplikowana. Katowicki dworzec w opowieści Ćwieka nie jest umieralnią, a ostatnią deską ratunku przed Ciemnością. To jedyne miejsce, gdzie Wybrani mogą się ukryć, by nie pochwyciły ich płonące macki wroga. Skazani na spanie na kartonie, pełne pogardy spojrzenia i wieczny strach, pozbawieni monety ludzie, żyją na dworcu. Wkrótce dołącza do nich studentka kulturoznawstwa, Natalia, która nieopatrznie oddała jednemu z Wybrańców swoją monetę i dowiedziała się, że Ciemność płonie.
Pomysł jest świetny. Chapeau bas, jestem pod wrażeniem, uścisnęłabym autorowi rękę i poklepała po plecach za ujawnienie światu tego fascynującego konceptu. Osobiście nigdy już nie spojrzę na bezdomnych w ten sam sposób, szczególnie na tych, egzystujących na dworcach. A więc ustaliliśmy – pomysł okazał się kapitalny. Niestety, gorzej z wykonaniem.
Nie o to chodzi nawet, że wykonanie jest kiepskie, ale że ma ogromny potencjał, by być dużo lepszym. Historia miała szansę stać się mroczną i demonicznie hipnotyzującą, jak najlepsze powieści Kinga; mogła jeżyć włoski na karku i zmuszać do szczękania zębami ze strachu; zawierała w sobie predyspozycje, by zaczęli wzbogacać się terapeuci całego świata. Tymczasem Ćwiek postawił na sporą dawkę obyczajówki, dużo gadania i naprawdę garstkę faktycznego mroku. Skwierczące ciała, rozpadające się światy, śnieg z łuszczącego się krajobrazu? Boskie! Tylko, dlaczego tak mało?
W językowym aspekcie „Ciemność płonie” brakuje tej plastyczności, o którą aż proszą się przywoływane przez autora obrazy. Nie chodzi o nagromadzenie wyszukanych metafor i odkrywanie piekielnej strony Orzeszkowej. W którymś jednak momencie, i to nieszczególnie odległym, Ćwiek zaczyna powtarzać identyczne zwroty podczas opisywania kolejnych konfrontacji z Ciemnością. W takich chwilach miałam ochotę odszukać autora i żałosnym głosem zapytać: ale dlaczego? No, dlaczego?
W tej sferze Jakub Ćwiek sporo stracił w moich notowaniach, ale odbił na kreacji bohaterów. Nie są to może wybitnie skomplikowane psychologicznie postacie, gotowe wyjść z kart powieści, jeżeli tylko ładnie się poprosi, ale wyraźnie się od siebie odróżniają. Odmienność perypetii, które popchnęły ich na dworzec to coś, na co czekałam. Widać tutaj wyraźnie, że opłaciły się dni spędzone przez autora na katowickim dworcu.
„Opowieści dworcowe”, swoisty bonus dołączony do „Ciemność płonie”, nie przypadły mi niestety do gustu. Niepotrzebnie wulgarne, mało przekonujące i budujące wrażenie, że autor nie wyciągnął żadnych wniosków ze swoich doświadczeń. Całość wydaje się potraktowana pobieżnie i bez zaangażowania. Zupełnie inny obraz bezdomnych wyłania się z fikcyjnej powieści i doświadczeń autora. W przypadku pierwszego, między wierszami, znaleźć można naukę, że nie każdy bezdomny to menel, a z tego drugiego wyłania się wrażenie, że bezdomny to tylko anonimowy krętacz, oszust i fałszerz. W dodatku nierzadko zapominający o higienie z wyboru.
Nie wiem, ile prawdy jest w plotce, że Jakub Ćwiek zdecydował się pisać lekkie, ironiczne historyjki z wykorzystaniem popkulturowych wtrętów z powodów finansowych. Wierzę jednak, że gdyby postawił na mrok zamiast śmiech, mielibyśmy na polskim gruncie naprawdę niezwykłego pisarza horrorów. Kto wie, może nawet okrzyknięto by Ćwieka polskim Kingiem? „Ciemność płonie” to zdecydowanie koncepcyjnie najciekawsza z powieści autora. Mam nadzieję, że nie ostatnia o podobnym sznycie.
Previoulsy I've read only 'The Liar' by Ćwiek which is a collection of short stories. When last week a friend of mine handed "Ciemność płonie" (the Darkness is burning) I really didn't mind. To keep things sort and easy I must say the novel is great. It's not too voluminous so reading it won't take you much of your time, but the emotions is brings are truly amazing. The whole story takes place at a railway station of the Polish city of Katowice where The Chosen keep cover against the night which hosts the Darkness that, outside the boundaries of the station, wishes to consume, burn, anihilate them. The Chosen are a bunch of people completely unconnected from different backgrounds and life stories and, by staying at the railway station, considered tramps, useless homeless. The story is utterly ffrightening. It's been quite a time since I read anything like that. It's a kind of lunatic dream of your nightmares coming true. I really recommend this to all seeking good, tight, and imaginative stories.
To moje trzecie spotkanie z autorem, a drugie jeśli chodzi o opowieści dworcowe, bo niedawno czytałem Świętego z Centralnego. Która z tych powieści podobała mi się bardziej? Trudno wybrać. Jedna była kryminałem, druga jest horrorem, więc czymś z pogranicza fantastyki, a tej staram się czytać coraz więcej, bo lubię. To co w Ciemności mi się bardzo spodobało to brudniejszy realizm życia na dworcu, niż w Świętym, głębsze dotknięcie problemu bezdomności, czego Jakub Ćwiek dokonał praktycznie sam żyjąc wśród bezdomnych. Podobali mi się bohaterowie i pomysł na fabułę, no i oczywiście Ciemność. Mroczna siła, przed którą chroni tylko budynek i perony dworca w Katowicach. Siła, która wciąga i parzy. I wydobywa z człowieka to co najgorsze. To ewidentnie powieść grozy, ale muszę przyznać, że wielki strach mnie nie obleciał podczas lektury, którą kończyłem dziś po północy, co nie znaczy, że książka nie ma klimatu. Ma i to bardzo mocny, namacalny. Idealnie można by go odwzorować w kinowym obrazie i na myśl przychodzi mi kilku reżyserów, którzy by to zrobili i to z sukcesem. Nie zawiodłem się na stylu pisania Pana Jakuba, książkę czyta się szybko i lekko, mimo że opisuje jakby nie było ludzkie dramaty. To co zwraca jeszcze uwagę to w sumie otwarte zakończenie, gdzie nic nie jest do końca wyjaśnione, także to czemu to ten, a nie inny dworzec chronił przed Ciemnością, ani czym ona tak naprawdę była, jak i losy bohaterów. Może kiedyś doczekamy się kontynuacji książki, choć pewnie to wątpliwe, bo tego dworca już nie ma. Zastąpił go wytwór nowoczesnej architektury z centrum handlowym. Zupełnie jak w moim mieście. Podsumowując Ciemność płonie jest zupełnie różne, od dwóch innych książek autora, jakie czytałem, ale wychodzi jej to i pisarzowi na plus, bo znowu mnie zaskoczył, zadziwił i dał dużo satysfakcji. To bardzo dobra książka. Polecam!!!
Zarażono mnie Ćwiekiem! Wczorajszej nocy skończyłam kolejną jego książkę i chcę jeszcze. Tym razem to opowieść rodem z Katowic napisana pod natchnieniem rozmowy z pewnym bezdomnym. I o bezdomnych opowiadająca. Przerażający świat Nocy, niewidoczny dla nikogo prócz Wybranych. Katowicki dworzec ukazany w zupełnie niecodziennym świetle, siła Ciemności, która gra ludźmi według własnych zasad, w końcu historie samych bohaterów. Pięknie przeplatane wątki, opisy, sytuacje, uczucia. Walka z własnymi lękami, przeszłością. Ucieczka przed wiedzą jak Noc wygląda naprawdę. Ucieczka przed śmiercią gdy Bóg opuszcza pozostawiając cię na pastwę Nocy. Co tu dużo mówić - Płonąca Ciemność. W moim mniemaniu książka bardzo dobra, choć słyszałam, że zdania na jej temat są podzielone. To świadczy o tym, że jest dobrze napisana; niedobrze napisana książka jest czytelnikom obojętna; dobra ma swoich zwolenników albo zaciekłych wrogów. Dodam, że nie przepadam za letniością. ;)
Jakieś to było takie... nie wiem. Pomysł nawet niezły, historia ciekawa i wciąga, ale chyba język... "Natka"? serio? Miałem dwie Natalie w klasie i na żadną nikt nie mówił "Natka", ale ok - pewnie na niektóre tak mówią, tylko że... uważam że tak w książce się nie pisze, mnie takie rzeczy rażą, takie zbytnie zdrobnienia i to za każdym razem. Zakończenie dość otwarte ale to akurat na plus. Przyznam, że najważniejszej sceny nie czytałem - ciekawe czy to celowe w ebookach z gryzonia ;) problem w tym, że ta książka nie jest nawet tak dobra żeby mnie szczególnie ciekawiły strony, których brakuje... także nie wiem... 3,5/5 (21.05-27.05)
Przyznam szczerze, że nigdy nie przypuszczałam, że zaskoczy mnie proza Jakuba Ćwieka. Czytałam serię "Kłamca", zaczytałam się również w "Chłopcach". Mam za sobą również pierwszy tom "Dreszcza", którego druga część czeka na półce na swoją kolej. Kiedy jednak w bibliotece wypatrzyłam "Ciemność płonie" nie czytałam jej opisu, tylko ją wypożyczyłam. Na dobrą sprawę nie wiem czego się po niej spodziewałam, ale to, co dostałam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.