Zacznę od tego, że niezbyt mnie intrygowała kwestia, jak bardzo oparta na rzeczywistości jest legenda o królu Arturze. Wiadomo, że ktoś taki istniał, a potem umarł a sześćset czy siedemset lat później powstał na jego temat mit.
Autor książki mitami się nie zajmuje. To książka historyczna, opierająca się na źródłach historycznych, a tam gdzie autor spekuluje - wyraźnie to zaznacza zaś same spekulacje wychodzą od faktów i w ich obrębie pozostają. Spekulacje zatem starają się wypełnić luki między nimi, a proces myślowy autora jest jasny i zrozumiały.
Dla mnie najważniejszą zaletą tej książki jest to, że idąc tropem Artura, kreśli obraz Brytanii po odejściu Imperium Rzymskiego, a przed saskim podbojem. Wieki ciemne, bo pozbawione wielu źródeł historycznych, rozjaśnia archeologia, a nie tylko źródła pisane. I w trakcie lektury łapałem się - jak zawsze w przypadku historii Brytanii, czy innych krajów podbitych przez Imperium - na tym, jak wiele szczęścia przyniósł im tenże podbój. Chciałbym, aby polska historia miała problem z wyjaśnieniem białych plam w wieku VI n.e. My nie wiemy za dużo o naszym wieku X. Tymczasem Brytyjczycy znają rodowody swych władców anglosaskich od 786 r. A brytyjskich (z poszczególnych królestw) potrafią jako tako zrekonstruować od ok. 500 roku. No zazdrość.