LISTY DO A. – CZY TO JEST ŚWIAT DLA STARYCH LUDZI?
Nieproszony lokator wywraca do góry nogami życie rodziny. Do domu Anielki, jej siostry, rodziców i babci wprowadza się Alzheimer. To on sprawia, że babcia staje się zapominalska, myli imiona, nie poznaje domowników i nie radzi sobie z codziennymi czynnościami. Anielka nie lubi pana A., jak go nazywa. Pisze do niego listy i nakłania, żeby wyprowadził się od babci. Wtedy wszystko będzie w porządku. Babcia wyzdrowieje. Czy na pewno?
Wyjątkowa, poruszająca, ciepła i pełna humoru podszytego melancholią książka Anny Sakowicz o zmaganiu rodziny z nieuleczalną chorobą ukaże się 18 września nakładem wydawnictwa Poradnia K. Zmierzymy się w niej z pytaniami, jak poradzić sobie z bezradnością, przemijaniem, chorobą i starością. A starość wydaje się być tematem tabu – nasze społeczeństwo wypiera ją i od niej ucieka. Gloryfikujemy wieczną młodość i witalność. Autorka nie boi się poruszyć tematu odchodzenia i starości, bo wie, jak wiele rodzin się z nimi boryka.
Pisać zaczęła dawno temu. Podczas studiów (filologia polska) pracowała jako dziennikarka w szczecińskim „Punkcie Widzenia”. Wiele lat później, już jako doradca metodyczny nauczycieli języka polskiego została redaktor naczelną regionalnego pisma pedagogicznego „Wokół Szkolnych Spraw”. Jednak pisaniem książek zajęła się od 2014 roku po przeprowadzce do Starogardu Gdańskiego. W międzyczasie powstał też blog Kura Pazurem (i wygrana konkursu literackiego organizowanego przez Onet i Ambasadę Szwajcarii). Debiutowała zbiorem opowiadań i humoresek, ale wkrótce ukazały się jej powieści obyczajowe. Najpierw trylogia kociewska - jedna z jej części („To się da!”) nagrodzona została przez portal Granice.pl. Podobne wyróżnienie otrzymały też „Szepty dzieciństwa”. „Niedomówienia” natomiast były czytane we fragmentach w Radiu Gdańsk. Ostatnie jej powieści to „Postawić na szczęście” i „Dogonić miłość” (dylogia). Pisze także dla dzieci. Do tej pory ukazały się „Leniusiołki” oraz „Wiewiórka Julia i magiczny orzeszek” (ta druga ze współautorstwem Emmy Kiworkowej). „Wiewiórka Julia...” zdobyła w tym roku tytuł najlepszej książki na lato na portalu Granice.pl. Autorka mówi o swoim życiu prywatnym: „Jestem mamą dorosłej już córki, żoną najwspanialszego męża na świecie i posiadaczką dwóch kocich łobuzów. Zbieram stare książki i uwielbiam jeździć na rowerze. A pisząc, spełniam swoje życiowe marzenie. Kocham to, co robię i wyciskam życie jak cytrynę, bo mam je tylko jedno.”
Spłakałam się jak bóbr. Martwi mnie, że ta książka ma tak mało opinii i ocen, dlatego chciałabym dodać coś od siebie, co zachęciłoby inne osoby do jej przeczytania. Jest to niezmiernie ważna książka. Czułam różne natężenie bólu związanego z utratą, ponieważ każdy z bohaterów przeżywał to na swój sposób. Ta historia rozpoczyna dyskusję na temat tłumaczenia dzieciom trudnych tematów. Uważam, że warto poświęcić im czas na porozmawianie o tej chorobie. Mądra, a zarazem trudna.
krótka, ale idealnie sformatowana treść. do przeczytania na raz, pokazana z perspektywy małej dziewczynki choroba jej babci pod koniec w szczególności łapie za serce. styl pisania może nie jest najcudowniejszy (w sensie te dziecięce listy przez większą ilość stron mogłyby być denerwujące) ale te 130 stron załatwiło sprawę na takie oderwanie się i przemyślenie, polecam
Świetna forma samego pisania. Możemy poznać perspektywę dziecka i jego zmagania z chorobą najbliższej mu osoby, poznajemy uczucia i niepewność dziecka, poczucie niesprawiedliwości i niewiedzy. Bardzo prawdziwa i szczera książka.
Wow! Ależ to była piękna, mądra i wzruszająca lektura! Opowiada o dziewczynce, która pisze listy do złego Pana A. (czyli Alzherimera), który "zamieszkał" z jej babcią i bardzo jej dokucza :( Wszelkimi sposobami próbuje go przekonać, żeby sobie poszedł.. Bardzo wzruszająca książka pokazująca perspektywę i postrzeganie przez dziecko choroby Alzheimera. Coś czuję, że długo nie wyjdzie mi z głowy. Bardzo polecam!
Słyszałam tyle dobrego o tej książce, że w końcu musiałam ją przeczytać. Jak dobrze, że to zrobiłam!
Ta króciutka historia składa się z listów małej Anielki do pana A., który sprawia, że mała powoli traci swoją ukochaną babcię. Alzheimer to straszna choroba. I choć nigdy, na szczęście, nie miałam z nią do czynienia, to ta książka pokazała mi jak to naprawdę wygląda. Te listy są krótkie, może trochę naiwne, bo dziecko rozumie świat po swojemu, ale uczucia w nich zawarte są mocne, dojrzałe i bardzo intensywne. Poruszyły mnie do głębi. A dwa ostatnie sprawiły, że uderzyłam w płacz i długo nie mogłam dojść do siebie. Nawet tę recenzję piszę kilka godzin po lekturze, a nie jak to mam w zwyczaju od razu. Chciałabym, żeby cały świat to przeczytał, bo to jest jedna z najważniejszych książek, jakie przyszło mi przeczytać. Chaotyczna ta recenzja, wiem, ale kiedy myślę o tej książce, wracają emocje i nie potrafię się skupić. A jeszcze dodatkowe słowo od autorki rozbiło mnie kompletnie. Przeczytajcie. I koniecznie od deski do deski.
5⭐️ Dawno nie czytałam tak wzruszającej książki. Przeznaczona dla młodszych czytelników, chociaż moim zdaniem każdy może ją przeczytać. Bardzo pięknie opisane emocje wnuczki, która nie mogła zrozumieć, dlaczego jej babcia nie jest taka jak kiedyś. Pomimo tego, że przez cały doprowadza do łez jest to przyjemna, rozczulająca książka.
,,Nic a nic w naszym domu nie jest jasne, odkąd Pan tu mieszka. Wszystko się poplątało!"
Autorka w bardzo przystępny dla młodego czytelnika sposób opisuje zachowania osób chorych na Alzheimera. Wiele razy podczas lektury myślałam sobie ,,O tak właśnie było", albo ,,Podobnie robiła prababcia". Doceniam ta książkę, jednak czegoś mi w niej brakowało. Niestety nie jestem w stanie określić czego.
Ważna książka. Idealna do czytania z dzieckiem, z perspektywy dziecka o poważnm temacie. Dobrze pokazuje, że dzieci to nie idioci, słuchają i obserwują, wyciągają wnioski i wiedzą, kiedy dorośli je okłamują, w szczególności w 'poważnych' sprawach❤️🩷
Opowieść o zmaganiach z niezrozumiałą chorobą babci w formie epistolarnej, a wszystko to z perspektywy małej dziewczynki. Nie ma chyba nic lepszego, co mogłoby pomóc rozprawić się z jakąkolwiek chorobą na tak podstawowym świadomościowo poziomie. Książka krótka, pełna ilustracji, przydać się może czytelnikowi młodszemu, ale i równie dobrze starszemu - bo czasem prosty przekaz przemawia najmocniej.
"Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer" to druga powieść Anny Sakowicz, po którą sięgnęłam i znów wpadłam jak śliwka w kompot, ponieważ od pierwszych stron przepadłam w świecie stworzonym przez autorkę.
Tytułowe listy do A. pisze Anielka. Dziewczynka, w której bezpieczny do tej pory świat wkradło się zło w czystej postaci, a ona kompletnie tego nie rozumie. Nadszedł dzień, w którym jej ukochana i najmądrzejsza na świecie babcia zmieniła się nie do poznania. Starsza pani wprowadziła się do córki i jej rodziny, ponieważ przestała rozpoznawać najbliższych i swoje otoczenie, a także zaczęła coraz więcej zapominać. Nagle buty wylądowały w lodówce, a parkiet namókł od podlewania, natomiast babcia zaczęła mylić i przekręcać słowa. Jej życie jakby odwróciło swój bieg i z dorosłej osoby stała się dzieckiem, które wymaga nieustannej pomocy.
Anielka próbuje na swój dziecięcy sposób zrozumieć nową sytuację i znaleźć rozwiązanie problemu, jakim jest nagła utrata babci. Chociaż starsza pani wciąż jest w życiu wnuczki, to jakby jej nie było. Wszystko psuje pan A., do którego Anielka zaczyna pisać listy. Początkowo są one pełne żalu i złości, dziewczynka wygania tajemniczego A. z ich domu i życia. Pragnie, aby babcia wróciła do zdrowia i znów była aktywną uczestniczką życia rodziny. Niestety wszyscy muszą zmierzyć się z tym, że ta choroba jest nieuleczalna i nie ma tu kompletnie znaczenia to, czy ktoś jest dorosłym człowiekiem, czy dzieckiem.
Ponieważ Anielka potrzebuje sporo analiz związanych z nową sytuacją, kolejni członkowie rodziny próbują jej wyjaśnić, co się dzieje z babcią. Dzięki temu czytelnik również otrzymuje sporo informacji na temat tej choroby. Rodzice, starsza siostra, a w końcu dziadek Anielki rozmawiają z dziewczynką i, odpowiadając na jej dociekliwe pytania, starają się oswoić pojawiający się strach i bunt przeciwko nieubłaganej chorobie.
Sposób, w jaki autorka opisała dramat rodziny dotkniętej chorobą Alzheimera, jest pełen delikatności i wyczucia. Ogromny takt, z jakim zmierzyła się z tym trudnym tematem, robi wrażenie i niesamowicie porusza. Niepozorna książeczka wywołuje cały wachlarz emocji, czarując zarówno tekstem, jak i pięknymi ilustracjami.
Polecam, chociaż uprzedzam, że to nie jest łatwa lektura.
Babcia małej Anielki ma problem. Jej problemem jest Pan A., który powoli odbiera babcię rodzinie i za nic nie chce odejść. Dziewczynka decyduje się na pisanie listów do tajemniczego Pana A. w celu wykurzenia go z coraz smutniejszego domu.
Naprawdę nie wiem czy to zasługa dziecięcej narracji, czy też może tego co działo się w domu małej Anielki z jej babcią, rodzicami czy siostrą, ale czytając tę książkę popłakałam się i nie mogłam uspokoić. Historia okazała się być niesamowicie wzruszająca i przejmująca, przez co już na moment po rozpoczęciu polecałam ją m.in. kochanej Wiktorii, którą, mam nadzieję, ta książka poruszy tak jak mną.
Radzenie sobie z chorobą nigdy nie jest łatwe, szczególnie, gdy nie ma na nią leków i pozostaje bierne przyglądanie się jak ktoś kogo kochamy niedługo opuści nasz świat. Podwójnie bolesne wydało mi się to, że temu wszystkiemu przyglądało się dziecko, które często zbyt dobrze odgadywało emocje ukrywane przez pozostałych członków rodziny.
Choć książka skupia się na chorującej babci, to nie brakuje w niej humoru, związanego w dużej mierze z młodym wiekiem Anielki i przeinaczaniem przez nią sytuacji. Nie można jednak powiedzieć, że zachowywała się jedynie dziecinnie, bo niektóre wątki poruszane przez nią w listach były na tyle inteligentne i poruszające, że z tyłu głowy pojawiała się myśl, czy ona naprawdę jest tak młodą osóbką.
Autorka w "Listach do Pana A. Mieszka z nami Alzheimer" historię babci Anielki powiązała z własną mamą i tak samo jak ta mała dziewczynka musiała odnaleźć w sobie pokłady zrozumienia, by zrozumieć otaczającą ją sytuację. Ta nowość była więc dla niej autoterapią, która pozwoliła na posegregowanie własnych wartości.
Nie ukrywam, że historia skłoniła mnie do wielu refleksji i wylania masy łez, dlatego mam nadzieję, że zwrócicie uwagę na ten tytuł. Jest krótka, urozmaicona pięknym ilustracjami pani Ewy Beniak-Haremskiej, a przez to jeszcze mocniej ujmująca.
Anielka myśli, że w pokoju jej babci ktoś zamieszkał. Wnuczka nie do końca wie kto to, ale widzi, że babcia częściej gubi słowa, nierozpoznaje bliskich, myli imiona i rozmawia z kimś pod nosem. Tak jakby ktoś kazał jej robić te wszystkie dziwne rzeczy. Na domiar złego mama Anielki coraz częściej płacze. Dziewczynka nieustannie słyszy, że przyczyną tych wszystkich problemów jest Pan A.. Postanawia zacząć pisać do niego listy. Prosi go, aby się wyprowadził i zostawił jej babcię w spokoju. Ma dosyć tego, że ten niewidzialny gość wciąż z nimi mieszka.
„Listy do A” to książka niezwykle ważna i przejmująca. Fantastycznie zilustrowana! W sposób prosty i niekoloryzujący opowiada o odchodzeniu i stracie, a także przedstawia przeróżne wymiary zrozumienia i odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Choć skierowana jest do młodszych czytelników niezwykle mnie poruszyła i wciąż (30.12.2023) często wracam do niej myślami.