Magnetyczny, przystojny biznesmen, tajemnicze konsorcjum i młoda, zdolna finansistka
Nadia jest zadowoloną z życia, atrakcyjną singielką. Gdy po studiach przenosi się do Berlina i zaczyna sama dbać o swoje utrzymanie, niespodziewanie otrzymuje intratną propozycję zarządzania ekskluzywnym klubem nocnym na obrzeżach miasta. Dzięki Aśce, swojej najlepszej przyjaciółce, ma szansę robić to, co kocha, i wreszcie wykazać się swoimi umiejętnościami. Jest tylko jeden problem, a na imię mu Dominic Alexandrow. Porywczy i nieprzystępny szef Nadii, obdarzony hipnotycznym spojrzeniem i ciałem godnym boga seksu, może w każdej chwili sprawić, że dziewczyna wpadnie w poważne tarapaty...
Pióro autorki nie jest mi obce, czytałam jej powieść "Piekielny układ" i bardzo się wkręciłam. Przez jej książki się płynie, wciągają jak heroina. Dosłownie.
"Konsorcjum" to pierwszy tom z trzech dostępnych. ❤️
Po pierwszym rozdziale wiedziałam, że pokocham pyskatą Nadię i jej aroganckiego szefa Dominica. Powiem szczerze, że przepadłam w tej historii. Autorka wykreowała postacie w niesamowity sposób. Nie ma tam nikogo, kto nie przypadł mi do gustu.
Nadia to osoba z którą wiele razy się porównywałam, przebojowa, wesoła, szczera. Uwielbiam jej przemyślenia. Przyjaciółka Nadii to totalnie najlepsza bohaterka w książce jaką znam. Aure jaką wokół siebie rozsiewała była wręcz magiczna. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Razem tworzą niezły duet, dużo piją i tańczą ;)
Dominic intrygował mnie od samego początku, a opisy jakie stworzyła autorka, przyprawiały o gęsią skórkę. On sam był w jakiś sposób magnetyczny i został mi w głowie. Inteligentny bad boy, który ma mnóstwo tajemnic i nie tak szybko wyłoży karty na stół. Głównie fabuła oparta jest i skupiona na relacji Dominica i Nadii,a ich relacja rozwija się w idealnym tempie! Ich charaktery są niezwykle wybuchowe, nudzić się nie będziecie!
Książka ma prawie 600 stron, a ja w ogóle nie odczułam jej obszerności. Ta historia to porządna dawka humoru i namiętności. Podczas czytania można się nabawić papilatacji serca i stanu przedzawałowego. Genialne dialogi, piękne opisy miejsc - to wszystko sprawiło, że przeczytałam ją błyskawicznie.
Autorka stworzyła historię, która wciąga od pierwszych stron, a na ostatniej czytelnik czuję rozgoryczenie i żal, że już się skończyła. Oczywiście sięgnę po kolejną część, bez dwóch zdań. To jedna z lepszych książek, które ostatnio przeczytałam!
To absolutny must have dla fanek romansów i gorrrrących mężczyzn! 🤗
2,5* Zachęcona wysokimi opiniami i pochlebnymi opiniami, sięgnęłam po tę pozycję jako połączenie Greya z Crossem, tylko że po przeczytaniu pierwszej części ja tego porównania nie widzę. Może ktoś mi wytłumaczy, gdzie jest jakiekolwiek podobieństwo? Książka niesamowicie rozwleczona, przez całą część jest mowa o tajemniczym Konsorcjum, o którym jednak niczego się nie dowiadujemy. Za to mamy bohaterkę, Nadię, pustą lalę, która tylko chodzi na imprezy, pije, a później prowadzi auto po pijaku. Dodatkowo stroi się, figura jest dla niej najważniejsza, bo dorabia jako modelka, napalona jak kotka w rui, jak dla mnie ta dziewczyna nie niesie ze sobą żadnych wartości, jakaś masakra. Jej koleżanka Aśka jest nie lepsza. Na jednej z imprez Nadia poznaje Dominica, zaborczego faceta, który wyrzuca ją z lokalu za to, że przywaliła jego człowiekowi. Wyrzucając ją jednocześnie proponuje jej ostry seks. Bo Dominic to facet, który nigdy się nie kochał z kobietą, nie był w związku, nie wie, co to miłość. Z kolei ona po nieudanym związku uciekła w narkotyki - co innego może wymyślić taki pustak? Kiedy Aśka załatwia jej posadę u wujka, zaczyna zarządzać nocnym klubem, którego formalnym szefem okazuje się Dominic, kuzyn Aśki. Swoje relacje zaczynają od nowa, a Dominic przez całą książkę odgania jej adoratorów i robi podchody, żeby zaciągnąć ją do łóżka. I tak od jednej imprezy do kolejnej przez kilka scen łóżkowych dochodzimy do zakończenia. Sięgnę po kolejną część, bo liczę na to, że akcja może wreszcie ruszy z kopyta. Jedynym plusem jest styl powieści, który nie razi tak strasznie jak niektórych polskich pisareczek, tutaj przynajmniej nie krzywiłam się podczas czytania, jak podczas "365 dni", chociaż w tamtej powieści dużo więcej się działo. Tutaj to całą akcję można streścić w kilku zdaniach. No i żeby jeszcze postaci były lepiej wykreowane...
Konsorcjium- mam skrajne odczucia bo o ile czytalo mi się płynnie i szybko to oprócz niewyjaśnionej do końca zagadki czym ów Konsorcjum dokładnie jest, to książka była głównie o imprezach, dyskotekach, kłótniach i seksie, nie wiele się tu działo poza tym. To historia o Nadii która po studiach przeprowadza się do Berlina, gdzie przyjmuje prace managera w clubie znajdujacym sie na obrzeżach miasta należacym do rodziny jej najlepszej przyjaciółki. Jej szefem jest kuzyn Aśki a syn właściciela Dominic, którego miała już raz okazje poznać w dość nieprzyjaznych warunkach i pomimo że iskrzyło miedzy nimi od razu to raczej się nie polubili. Dominic nie stroni od towrzystwa kobiet, ma reputacje playboya do tego jest zaborczy i apodyktyczny. Na czym dokładnie polega jego rola w klubie? Coś mi się w tej historii nie zgadzało, wydaje mi się że autorka lekko chybiła z wiekiem bohoaterów. Bo ich zachowanie pasuje mi bardziej do nastolatków albo młodych studentów, ciągłe picie,imprezy, niedojrzałe zachownie w pracy (kto sie upija pierwsze dnia na nowym stanowisku- bez zwgledu czy praca jest w kubie czy nie), nieustanne kłótnie kochanków. Rozumiem, że część tego to podłoże dla fabuły i miejsca w którym dzieje się akcja ale było tego z dużo i mnie to lekko irytowało. Przez co wydaje mi się że książka może byc skierowana bardziej do młodych czytelników ( nie to żebym czuła się stara- hej J). Jest w niej coś skrajnego bo gdy mnie denerwowała to dość mocno ale gdy czytałam inne fragmenty to myślałam ok teraz gdzieś zmierzamy
Opis z okładki, bo nawet nie mam ochoty tego streszczać po swojemu: Nadia jest zadowoloną z życia, atrakcyjną singielką. Gdy po studiach przenosi się do Berlina i zaczyna sama dbać o swoje utrzymanie, niespodziewanie otrzymuje intratną propozycję zarządzania ekskluzywnym klubem nocnym na obrzeżach miasta.
Ta książka jest totalnie o niczym. Naprawdę jestem pełna podziwu, że przez prawie 600 stron można tak monotonnie lać wodę. Myślałam, że pewien znany polski pisarz na M jest w tym mistrzem, a jednak nie. Były romanse, które mi się podobały i podniecały. Były takie, które mnie irytowały, wkurzały, śmiałam się z ich nieprawdopodobnych posunięć w fabule. A "Konsorcjum"? To jest piekielnie nudna wydmuszka.
Bohaterowie przebierają się, malują, imprezują, pracują w klubie, więc i tam imprezują, piją, piją, budzą się skacowani, a jak się budzą, to znowu muszą się wystroić... ZZZzzz...
Przez długi czas lektury czekałam, aż coś się zacznie dziać. Bo coś musi się w końcu zacząć, prawda? No nie. Co jakiś czas pojawiał się Dominic (z tym ostentacyjny C na końcu), a wtedy główna bohaterka zachowywała się jak kot po podetknięciu mu pod pyszczek kocimiętki. Wolałabym, żeby autorka poważniej potraktowała czytelników i jednak ten "magnetyzm" Dominica (borze szumiący) poparła jakimiś dowodami, a nie że Nadii miękną nogi na sam widok odcisku jego buta. Jeśli już ten "obdarzony hipnotycznym spojrzeniem i ciałem godnym boga seksu" biznesmen otwiera buzię, to tylko żeby coś wymusić albo kogoś obrazić. On po prostu pojawia się i jest, a Nadia przez kilka pierwszych spotkań udaje, że mu się opiera.
Język jest bardzo potoczny, momentami wulgarny bez potrzeby, aż się przy tym krzywiłam. Nie czuć żadnej chemii, bohaterowie są papierowi, w ich cechy charakteru musimy wierzyć na słowo. Starałam się znaleźć w tym cokolwiek interesującego, ale nic nie dostrzegłam, kompletnie.
Mam kolejne tomy na półce (dostałam w prezencie), mam dostęp do audiobooka, może kiedyś spróbuję z drugim tomem, ale kiepsko to widzę.
Fabuły w sumie żadnej, nie wiadomo koniec końców jaki jest finał książki - widać, że specjalnie zostało pod koniec otworzone wiele wątków, żeby czytelnik chciał sięgnąć po 2 tom. Mało co wyjaśnione, dużo seksu, imprez i irracjonalnych zachowań