To nie jest przewodnik, który poprowadzi was przez gąszcz rodzicielskich wyzwań. Z tej książki niczego się nie nauczycie. Nie znajdziecie tu żadnego tutorialu, który odwiedzie was od popełniania błędów. No serio, to nie tu. Tu notorycznie coś się paprze. Ta książka pokazuje świat oczami dziecka, a widzenie i rozumienie u pięciolatki to jakby wyższy stopień wtajemniczenia. To jest sztuka. Tak nie oceniać, nie kategoryzować i nie nienawidzić. Jest w nas, dorosłych, poczucie, że mamy niekontrolowaną władzę nad młodszymi. Przeświadczenie, że wolno nam przelewać w ich głowy dokonania i porażki, wiary i niewierności, chęci i niechęci, lubienia i nielubienia. Niepopsuty człowiek, kiedy tylko dopuścisz go do głosu, opowie ci o pomaganiu nieznajomemu na dziale z lizakami i tęsknocie za „umarniętą” mamą, chociaż mama jeszcze nigdzie się nie wybiera. Przekona świat, że chłopcy mogą malować paznokcie na czerwono i zakładać sukienki z tiulem. Wskaże też palcem najsubtelniejsze sposoby wyznawania miłości każdemu, kto tylko zechce go posłuchać. Posłuchajcie Krysi.
„Szczęśliwe dzieci, które mogą być Krysiami i szczęśliwi dorośli, którzy z Krysi nie wyrośli. To wielka sztuka – zachować w sobie trochę dziecka. Nie myśleć kolorami skóry, konwenansami, opiniami innych, nie patrzeć na płeć. Wiedzieć, chociaż przez chwilę, co jest w życiu ważne. Znów zedrzeć buty, farbować włosy bibułą, gadać z mamą o przedszkolnych dramatach, a potem zasypiać w samochodowym foteliku. Ta książka uczy słuchać uważniej, myśleć prościej, dostrzegać więcej. Ta książka budzi w czytelniku dziecko, które zasnęło znudzone dorosłością.” Anna Ciarkowska
"Ta książka nie radzi, nie wyznacza drogi i niczego nie ułatwia. Ta książka jest o moim własnym, niepopsutym człowieku, którego jeszcze nie pożarła rzeczywistość, a którego słuchanie uczy mnie więcej niż przeczytanie milionów książek"
Jest to książka, w której autorka dzieli się swoimi przeżyciami związanymi z wychowywaniem dzieci. W prosty sposób przekazuje prawdy życiowe, o których na codzień zapominamy, żyjąc w ciągłym biegu. Pokazuje spojrzenie dziecka na otaczającą nas rzeczywistość. Porusza takie tematy jak cieszenie się z prostych rzeczy ("W życiu nie trzeba nic kupować, tatusiu. W życiu trzeba spać na trawie i wywoływać zdjęcia..."), tolerancja, radzenie sobie ze stratą, miłość, uprzedzenia, walka ze stereotypami... W prosty sposob zostało poruszonych mnóstwo ważnych tematów, które skłaniają do przemyśleń i refleksji.
Mi ta książka bardzo kojarzy się z "Pestkami" Anny Ciarkowskiej, więc jeśli ją lubicie, to "Krysia" też powinna przypaść wam do gustu! Ja bardzo wam tę książkę polecam i już nie mogę się doczekać, aż dam ją do przeczytania babci i mamie, bo wiem, że będą zachwycone
l"To jest młody człowiek. Nie nienawidzi, nikogo nie ocenia, nie wyśmiewa. Nie jest rasistą, homofobem i antysemitą. Nie rozróżnia jeszcze kolorów, tym bardziej nie dzieli ich na nadkolory i podkolory. Jest nietknięty. Niespaczony. Niezadeptanty jak świeży śnieg. Nie zmieniaj w nim tego"
czyli książka, która mnie pozytywnie zaskoczyła i którą potrzebowałam. 𝗢𝗽𝗶𝘀: Ta książka pokazuje świat oczami dziecka, a widzenie i rozumienie u pięciolatki to jakby wyższy stopień wtajemniczenia. To jest sztuka. Tak jak ona, nie oceniać, nie kategoryzować i nie nienawidzić. Na początku w mojej światłości ten tytuł były kolejnym poradnikiem dla rodzica. W okolicach premiery często widziałam ten tytuł się pokazywał na IG, w komunikacji miejskiej i w kolejce do lekarza. W sprawdzian nudny dzień, stwierdziłam że dam jej szansę. Jakie było moje zdziwienie, gdy zrozumiałam o czym tak na prawdę jest ta książka 🤯 W dużym skrócie jest to połączenie humorystycznych anegdotek młodej mamy wraz z otwartym umysłem. Autorka (moja imienniczka) często powtarza że szufladkowanie i ograniczenie dzieci jest źle. Nie ma nic złego w chłopcu, który lubi przebieranki i lalki oraz w dziewczynce z samochodzikami. Ja się (ta która nie przepada za dziećmi poniżej 10 roku życia) zakochałam się w tytułowej Krysi, w jej spojrzeniu na świat oraz w tym jak każdego dnia pokazuje bliskim jaki świat jest piękny 💘 Polecam ten tytuł każdemu na zasadzie relaksu. Ten humor świetnie umili wam jesienne wieczory (7/10⭐)
Lektura pierwszej książki Michaliny Grzesiak była dla mnie doświadczeniem sympatycznym i drażniącym jednocześnie. Humorystycznie podane perypetie przyszłej mamy (a później także żony i mamy po raz drugi) zbyt często okraszały siermiężne kleksy dosadnego żartu, takie anegdotyczne wozy pancerne, rozjeżdżające na miazgę przyjemnie zarysowaną sytuację. Kontynuacja nie ma już tej niewielkiej, ale jednak, wady. Oddanie głosu pięcioletniej Krysi okazało się bardzo dobrym posunięciem. I nie chodzi tylko o to, że mądrostki kilkulatków są urocze, poprawiają humor i w ogóle robią człowiekowi ciepło w sercu, jak youtube'owe filmiki z kociętami. Bardzo pozytywne jest to, co wokół tych mądrostek wypływa od samej Mamy - nauka otwartości, zrozumienia, zdrowego podejścia do świata i szacunku dla drugiego człowieka. I choć przez bałagan w domu i spektakularne klęski na innych polach tytuł Matki Roku raczej się Autorce nie należy, chyba sporo można się od niej nauczyć. Nawet nie będąc rodzicem.
„Pamiętaj, Jureczku, kisiel to się komuś robi, jak się jest w nim bardzo zakochanym.”
Krysia. Mała książka wielkich spraw to historie z życia pięcioletniej Krysi. Dziewczynki bardzo tolerancyjnej (nie widzi problemu w tym, że jej młodszy brat bawi się lalkami i czasem tak jak ona pomaluje paznokcie). Sama lubi bawić się samochodami, kolekcjonuje siniaki i zdecydowanie bardziej woli Hip-hop niż balet. A wszystko dzięki jej rodzicom, którzy pozwalają pięciolatce na dokonywanie wyborów, nie narzucają jej z góry, że autami bawią się chłopcy a lalki są tylko dla dziewczynek.
A małe dziecko chłonie wszystko jak gąbka, bardzo łatwo my rodzice wpajamy im, co jest złe a co dobre, a maluch sam w niektórych sprawach może do tego dojść, czasem popełniając jakiś błąd, ale to sprawi, iż sam odkryje, co będzie dla niego lepsze.
„Mamo, gdybym ja ci jeszcze kiedyś potłukła szklankę, to pamiętaj, że strasznie cię przy tym tłuczeniu kochałam. Kochanie jest ważniejsze niż szklanka.”
Książka porusza temat, iż przed nami rodzicami jest naprawdę nie łatwe zadanie by wychować dzieci na ludzi tolerancyjnych i bez uprzedzeń. I nie zawsze wszystko idzie jak po maśle. Czasem zdarzy się bardzo kręta droga pełna dziur, z którymi będzie się nam wydawało ze nie damy rady. I autorka książki wcale tego nie kryje. Pokazuje, że wychowując dwoje dzieci jej tez zdarzają się potknięcia i to dosyć często. Nic nie koloryzuje. Rodzic tez człowiek, może mieć gorszy dzień i czasem milimetr dzieli go od przepaści. Książka jest pełna emocji. Ja odnoszę wrażenie, iż jest taka prawdziwa, że autorka -mama Krysi nic przed nami nie ukrywa.
„Chodź tu Jurek. Mama kazała się porządnie przeprosić, tak jak się przeprasza w tym domu. To oznacza, że muszę cię przytulić, mały gadzie.”
Historie z życia Małej Krysi, które opisuje jej mama Michalina, nakierowują nas jak wychować dziecko na otwarte i tolerancyjne. Największym naszym (rodziców) błędem jest to, że staramy się chronić dziecko, przed „złym” światem według nas, a to nie daje możliwości rozwoju dla dziecka. Kiedyś dzieci same biegały po podwórkach, wspinały się po drzewach, i skakały przez strumyki. Dziś, mam takie wrażenie, że dziecko jest hamowane przed rozwojem. Tam nie idź, tu się nie wspinaj, bo spadniesz, uważaj, bo się poślizgniesz. My rodzice powinniśmy chronić dzieci, ale przed tymi najgłupszym pomysłami, bo wiadomo jak raz się pozwoli dziecku na „bycie samodzielnym” to w tej małej główce nagle zradza się milion pomysłów na minutę i nie wszystkie są najmądrzejsze. Ale od tego jesteśmy właśnie my, Rodzice.
„Ale kiedy ja tak bardzo lubię prykać. Jak człowiek nie pryka, to ma zatwardzenie i myśli czarne…”
Kończąc chciałabym tylko powiedzieć, że książka jest świetna naprawdę. Lekka zabawna, czyta się bardzo szybko.Nie raz wywołała uśmiech od ucha do ucha. Ukazuje, iż dzieci czasami maja mądrzejsze rzeczy do powiedzenia niż niektórzy dorośli.
Autorkę tej książki poznałam jako instagramerkę – silną i przebojową kobietę, która pomaga schroniskom dla zwierząt, organizuje ogromne akcje wspierające samotne matki, i robi wiele innych świetnych rzeczy - kobieta rakieta. Ale kiedy mówi o swoich dzieciach ma błysk w oku, ale też jakiś taki miękki głos… no nie umiem tego ubrać tego w słowa ale uwielbiam jej słuchać. Uwielbiam jej wzmianki o dzieciach, więc kiedy zobaczyłam że spisała historie o Krysi, musiałam ją przeczytać. Krótkie opowiastki z życia zapracowanej mamy, perypetie, problemy i przemyślenia - okraszone cytatami 5 latki. Mamy która nie zgrywa idealnej „insta mateczki” i nie wstydzi się przyznać do wątpliwości czy nawet błędów. A co najważniejsze, w moim odczuciu, bardzo stara się wpoić im najważniejsze wartości, by traktować innych równo, bez uprzedzeń. Ktoś mógłby powiedzieć że w zasadzie każda mama mogłaby taką książkę napisać. Może tak. Ale nie napisała. Oczywiście, że wiele mam ma podobne przeżycia i przemyślenia. I jak każda mama – walczy o swoje dzieci jak lwica. Ale myślę że nie każda mama umie dać im przestrzeń, pozwala im na bycie sobą, by uczyły się na swoich błędach, na własne poznawanie świata - bez wkładania ich w schematy dorosłych. Ja się tego muszę nauczyć. Żeby nie być matką kwoką 😉 Ta książka rzeczywiście nie jest poradnikiem, ale mimo to można z niej wiele cennych rad jak nie zepsuć dziecka. Skłania czytelnika do tego, by przez chwilę popatrzył na świat oczami dziecka, które jest jak czysta karta, wszystko jest przed nim. To jest lektura dla każdego. Nie tylko dla rodziców. Bardzo lubię kwiecisty styl Michaliny, doceniam jej autentyczność i na pewno przeczytam drugą część. Cytaty rezolutnej Krysi to czyste złoto. Moje ulubione: "Najważniejsze na świecie jest przytulnięcie. Dobre przytulnięcie rozwiązuje wszystkie problemy". ⠀ „Jeszcze jedna "siśka" albo "zdziśka" i dostaniesz ode mnie kopa. Ja jestem, Adrian, tylko Krysia i tak mnie będziesz od dzisiaj nazywał.” "Mamo, gdybym ja ci jeszcze kiedyś potłukła szklankę, to pamiętaj, że strasznie cię przy tym tłuczeniu kochałam. Kochanie jest ważniejsze niż szklanka". “(…)Nic nie rozumiesz, mamo – wyrzuciła z siebie z żalem. – Nic sensownego ci nie przychodzi do głowy! „Krysia”mówią do mnie wszyscy, tak,ale ty…ty powinnaś wołać do mnie „CÓRUŚ”!” „Chodź tu, Jurek. Mama kazała się porządnie przeprosić, tak jak się przeprasza w tym domu. To oznacza że muszę cię przytulić, mały gadzie”.
"Krysia. Mała książka wielkich spraw" to była przyjemna i lekka lektura, poruszająca ważną tematykę. Macierzyństwo i relacja rodzic - dziecko to temat bardzo trudny.
Sama autorka już na wstępie zaznacza, że nie jest to poradnik. Uważam to za bardzo odpowiedzialną decyzję, bo żaden z nas nie zna przepisu na idealne wychowanie dziecka. Jednak ta książka pokazuje nam, że nie tylko my czujemy, że zawaliliśmy po całości i jak każdy - nie jesteśmy idealni. Jest miłą kołderką, w którą się wtulamy, gdy coś się nie udało, a nasza głowa postanowila przetwarzać to milion razy wkoło. Zawiera też dawkę humoru, który dopełnił całą książkę i dodał jej charakteru.
Przede wszystkim jest prawdziwa. A wielu rodziców znajdzie w niej potwierdzenie, którego każdy potrzebuje, nie zawsze zdając sobie z tego sprawę, a które podniesie na duchu i powie: TAK, też tak mam. TAK, moje dziecko też wychodzi z domu w pięknej fryzurze, a wraca z tornadem na głowie. 😉
Super zabawna, wzruszająca i prawdziwa. Po prostu życiowa. Napisana bez zawiłych ą i ę. Zwięźle i na wprost. Bez owijania w bawełnę. Mówi o prostym podejściu do życia małej wielkiej kobiety Krysi i jej mamy. Słuchałam audiobooka, ale w głowie miałam rzeczywisty głos autorki i dopiero na przyspieszeniu 1,5 nabrało to wydźwięku jakbym słuchała samej Michaliny. Złoto. Polecam każdemu rodzicowi i nie tylko bo są też proste rzeczy, które trafią do każdego. Książka traktuje o tolerancji, braku uprzedzeń, tego, że każdy może być kim zechce, ale najlepiej sobą. Chłopaki mogą malować paznokcie, a dziewczyny tańczyć hiphop zamiast baletu! Polecam!
Pewnie gdybym miał sam już jakieś dzieci na wychowaniu, byłoby latwiej. Sięgnąłem do pozycji z ciekawości. Ogólnie całkiem dobrze się wpisuje w obecną retorykę dotyczącą pedagogii. Miło się słucha. Ale sam dobór tematów sprawia raczej wrażenie zbioru anegdot, czy o to chodziło?