Znakomite, ponadczasowe felietony, które o rzeczach waznych, powaznych, czasem smutnych mówia w sposób ironiczny, lekki, zabawny, a nieraz refleksyjny. Wszak ironia to najlepszy sposób opowiadania o rzeczach dramatycznych. Glowacki jest niestrudzonym tropicielem absurdów i idiotyzmów wlasciwych czasom minionym, a jednak nadal wracajacych jak bumerang w swiecie wspólczesnym. Co wiecej, autor pokazuje, ze te absurdy nie sa ograniczone do jednego kraju, do jednego systemu ideologiczno-ekonomicznego. Absurd bowiem jest miedzynarodowy i ponadczasowy.
Bardzo się cieszę, że wydawnictwo zebrało eseje Głowackiego w tym tomie. Uwielbiam czytać jego opinie, ironiczne recenzje kpiące z polskiej rzeczywistości PRL, czy szczere myśli na temat twórczości współczesnych pisarzy. Można się też troszkę dowiedzieć o jego życiu. Żałuję, że Głowacki nie pisał dużo dużo więcej, zwłaszcza książek. Wspaniały pisarz, myśliciel, także jak ktoś lubi jego rzeczy to ten zbiór jest fajnym dopełnieniem. Różne jego teksty publikowane w czasopismach, dają dobry wgląd w jego pracę. Uwielbiam jego poczucie humoru i dystans. Jestem absolutnie nieobiektywna, zawsze oceniam wysoko :)
Ta druga gwiazdka li i jedynie za felietony, które tworzył na emigracji. Gdyby wszystkie były takie... uwadze Waszej polecam "Duży strach, mały strach", bo to była rzecz wspaniała. Reszta to takie tam trochę zabawne anegdotki; widać, że Głowacki rozkoszował się swoimi ciętymi uwagami i poczuciem humoru. To też sztuka. Felietony z cyklu "Mój Rzym"... no cóż. Zdaje się, że skończył nam się czas.