System Sulta to trzyczęściowa powieść, której akcja rozgrywa się w Polsce w niedalekiej przyszłości. Tytułowy bohater, Michał Sult, jest dobiegającym czterdziestki krakowskim profesorem filozofii. Akcja powieści rozpoczyna się, gdy Sult otrzymuje zaskakujące zlecenie: na potrzeby procesu sądowego, wytoczonego przez sprytnego prawnika Kościołowi katolickiemu, ma wydać ekspertyzę, w której rozstrzygnie, czy Bóg istnieje. Sult decyduje się powołać siedmioosobową komisję, która wypracuje ekspertyzę. W jej skład oprócz Sulta wejdzie ksiądz (będący równocześnie profesorem fizyki), znany z obrazoburczych poglądów pisarz, psychoterapeuta zajmujący się psychologią religii, oryginalna reżyserka teatralna, lekarka pracująca w hospicjum oraz wyłoniony w programie telewizyjnym idealnie przeciętny Polak. Ostatnia część ma charakter quasi-sensacyjny. W bardzo krótkim czasie Sult musi odzyskać kontrolę nad komisją, co zmusza go do gorączkowej bieganiny po mieście, spotkań z szeregiem postaci oraz zastosowania półkryminalnych metod. Przy okazji dowiadujemy się, jak głęboko sięgały intrygi prowadzone przez członków komisji, i jak wiele innych osób usiłowało wpływać na jej obrady. Ambicją powieści jest ukazanie problemu religii z wielu możliwych punktów widzenia, co znajduje odbicie w miejscami polifonicznej narracji. Dodatkowym atutem Systemu Sulta jest inteligentny humor.
Świetne dialogi (szczególnie że niemal połowa książki to stricte wywiady), duża doza humoru, masa filozoficznych rozważań o bogu. Powieść w pięknym stylu, choć postaci oczywiście mocno stereotypowe. Co prawda po fascynującej pierwszej części, druga część, najbardziej chyba dotykająca sedna książki, ale pełna sprawozdań, trochę nuży. Na szczęście wraz z początkiem części trzeciej nagle wszystko ulega wywróceniu i strony znów przewracają się same.
Gdyby nie niewytrzymujące presji zakończenie, bez wahania dałabym 5 gwizdek. Ale i bez tego jest wspaniale - mamy tutaj rantowanie o KK, dużo filozofii, błyskotliwe dialogi i pewnego zręcznego prawnika, który doskonale obnaża absurdy systemu prawnego (pomysł opatentowania koła skradł moje serce).
To była naprawdę cudowna lektura i bawiłam się wspaniale. Chociaż ostatnie strony może rzeczywiście lepiej wymazać z pamięci.